Miejsca kaźni w Phnom Penh*

 

Niemiecki obóz zagłady Auschwitz-Birkenau znają wszyscy. Znacznie mniej osób na świecie, a także w Polsce, zdaje sobie sprawę, że podobna kaźń do tej, jaką hitlerowcy zgotowali Polakom i Żydom w Oświęcimiu, była udziałem mieszkańców Kambodży i to w czasach znacznie nam mniej odległych.

 

Po kilkugodzinnym rejsie rozklekotanym statkiem przez jezioro Tonle Sap, a następnie rzekę o tej samej nazwie dopływamy do stolicy Kambodży Phnom Penh. W połowie lutego słońce grzeje niemiłosiernie. Temperatura powietrza przekracza w cieniu 35 stopni Celsjusza. Na niebie brakuje choćby jednej chmurki. W małym porcie przesiadamy się z plecakami na motorikszę. Przejazd do hotelu kosztuje zaledwie dolara (amerykańskie dolary są w Kambodży różnorzędnym środkiem płatniczym z miejscowym rialem), więc nawet nie chciało mi się targować. Lokujemy się na naszej motocyklowej przyczepce. Mijamy kilka przecznic w sporym ruchu podobnych tuk-tuków, ale także luksusowych toyot land criuser i leksusów, omijając walające się na ulicach góry śmieci, w których urzędują bezpańskie psy. Wszyscy trąbią i przeciskają się między sobą. Spoglądam na zalakowaną kartkę z wyblakłymi zdjęciami, podpiętą pod sufit naszego pojazdu, informującą o najważniejszych atrakcjach turystycznych stolicy Kambodży. Możemy zwiedzić Pałac Królewski, Muzeum Narodowe, świątynie buddyjskie, ale także muzeum Tuol Sleng, pola śmierci Choeung Ek czy strzelnicę, gdzie można postrzelać z karabinów maszynowych lub wyrzutni granatów, których wiele pozostało po 25-letniej wojnie domowej. W końcu docieramy do naszego hotelu w Phnom Penh. Po obfitej kolacji próbuję zarezerwować motorikszę na cały następny dzień.

- Czy mógłby Pan załatwić nam na jutro tuk-tuka na cały dzień? – pytam właściciela naszego hotelu. – Chcemy zwiedzić Phnom Penh – dodaję.

- Tak, oczywiście – odpowiada. – O której godzinie?

- Z samego rana – mówię. – Ile to będzie kosztowało?

- 20 dolarów.

- A nie da się trochę zejść z ceny? Proponuję 15 dolarów – próbuję się targować.

- OK, może być 15 dolarów – Kambodżanin z zadowoleniem potwierdził cenę.

Jakież było moje zdziwienie, gdy rano dnia następnego okazało się, że naszym całodziennym kierowcą będzie… właściciel naszego hotelu. Z uwagi wysoką temperaturę spał przed wejściem do swojego hotelu, a z powodu komarów jego łóżko miało baldachim i zasłonięte było przewiewnym materiałem. Rano przyczepił do swojego motocykla dwuosobową przyczepkę i w drogę!

 

Pola śmierci Choeung Ek

 

Pierwszym naszym celem są pola śmierci Choeung Ek, które znajdują się 15 kilometrów od centrum stolicy. W sporym ruchu przeciskamy się pomiędzy innymi pojazdami. Nasz kierowca szarżuje na drodze, wyprzedzając inne motoriksze. Bilet wstępu kosztuje 2 dolary. Na bramie zbudowanej w stylu khmerskim wita nas napis w języku angielskim i khmerskim „Centrum Ludobójstwa Choeung Ek”. Przed bramą stoi dwóch mężczyzn, żebrzących o jałmużnę. Obaj są bez jednej z nóg – to ofiary min lądowych, których pozostało jeszcze mnóstwo w całej Kambodży po krwawych rządach Czerwonych Khmerów. Wchodzimy do środka. Na wprost miejsce pamięci w formie stupy w stylu khmerskim. Sznureczek turystów zdejmuje buty przed wejściem i boso powoli podąża do środka. My robimy to samo. Za szklanymi ściankami na wielu poziomach znajdują się czaszki osób pomordowanych przez komunistyczny reżim Pol Pota. Całość robi makabryczne wrażenie.

„W XX wieku na kambodżańskiej ziemi działała klika kryminalistów Pol Pota, która popełniała potworne akty ludobójcze. Masakrowali populację z okrucieństwem na masową skalę. To było bardziej okrutne niż akty ludobójcze popełniane przez hitlerowskich faszystów i wcześniej świat nigdy z czymś takim nie spotkał się” – czytamy na jednej z tablic informacyjnych. Komunistyczni zbrodniarze bili swoje niewinne ofiary trzcinami, bambusowymi kikutami i motykami, sztyletowali ich nożami i mieczami. Ludzi umierali z głodu, forsownej pracy na polu (12-14 godzin dziennie) czy w wyniku bezlitosnych tortur. Metody tortur i zabijania były niezwykle niehumanitarne i wyrafinowane. Czerwoni Khmerzy zlikwidowali system rynkowy, sądownictwo i system monetarny oraz własność prywatną, zakazali praktyk religijnych, utrzymywania więzi rodzinnych i ubierania się według zachodniego stylu, niszczyli książki i narodową kulturę, szkoły, uniwersytety, szpitale, pagody czy zabytki o niezwykłej wartości historycznej. Zlikwidowano miasta, wszyscy mieli być samowystarczalnymi rolnikami. Komuniści zmienili żyzne ziemie Kambodży w morze krwi i łez. Kraj stał się pustynią, a społeczeństwo powróciło do epoki kamienia.

Zaraz po przejęciu władzy w 1975 roku Czerwoni Khmerzy aresztowali i zabili dziesiątki tysięcy byłych urzędników rządowych, policjantów i żołnierzy, a następnie opracowali i wprowadzili w życie system więzień, który dotknął każdą rodzinę w Demokratycznej Kampuczy, jak na ironię nazwali swój reżim. Istniało 189 więzień, 380 pól śmierci i zidentyfikowano 19 403 masowe groby. Choeung Ek to właśnie miejsce, gdzie przywożeni byli więźniowie z więzienia Tuol Sleng, a następnie w celu oszczędzania naboi byli zabijani pałkami albo duszeni plastikowymi torbami. Znajdują się tu masowe groby ponad 17 tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci, których zabito pomiędzy 1975 a 1978 rokiem.

 

Więzienie Tuol Sleng

 

Opuszczamy to ponure miejsce, by udać się do Tuol Sleng. Tu bilet wstępu kosztuje również 2 dolary. To cztery betonowe dwupiętrowe budynki z drutem kolczastym zamiast okien, a na zewnątrz plac z rosnącymi wokół palmami. Do 1975 roku znajdowała się tutaj szkoła średnia, którą w 1975 roku reżim Pol Pota przekształcił w główne więzienie swojego reżimu S-21. Klasy na parterze i pierwszym piętrze zostały podzielone i przekształcone w jednoosobowe cele, a drugie piętro wykorzystywano do masowych aresztowań. Na klatkach schodowych teraz mieszkają nietoperze.

Więziono rolników, pracowników, inżynierów, lekarzy, nauczycieli, studentów, buddyjskich mnichów, urzędników, ministrów, żołnierzy, obcokrajowców (głównie Chińczyków i Wietnamczyków) itd., których eksterminowano razem z ich żonami i dziećmi. Można było zostać aresztowanym tylko za to, że jest się wykształconym, że zna się język obcy, albo za to, że nosi się… okulary. Hasło czerwonego reżimu brzmiało: „Lepiej aresztować 10 osób przez pomyłkę niż wypuścić jedną osobę winną”. W kolejnych salach widzimy narzędzia tortur, cele, dokumenty, rzeczy osobiste więźniów. Jednak najbardziej przygnębiające wrażenie robi wystawa z tysiącami zdjęciami ofiar. Twarze młodych, zdrowych dziewczyn i chłopaków, z profilu i en face, niektóre uśmiechnięte, inne pochmurne, z kolejnym numerkiem przyczepionym do więziennego ubrania, ręce zawsze związane z tyłu.

Jednak nie wszystkie ofiary były w ten sposób dokumentowane. Nikt nie wie, ile setek tysięcy, a może i milionów ludzi zmarło w wyniku egzekucji, głodu i skrajnego wyczerpania. Szacuje się, że w ciągu 4-letnich rządów Czerwonych Khmerów zginęło około 2 miliony osób, czyli więcej niż co czwarty mieszkaniec. Główni zbrodniarze reżimu Czerwonych Khmerów, podobnie jak Lenin, Stalin, Hitler czy Mao, nigdy nie zostali ukarani za swoje zbrodnie. Pol Pot zmarł w 1998 roku, a Ta Mok, mianowany na szefa armii komunistycznego reżimu, odpowiedzialny za wiele masakr ludności Kambodży, w 2006 roku, zanim trybunał ONZ zdołał ich osądzić.

Aby ochłonąć po dniu pełnym martyrologicznych wrażeń, wieczorem odpoczywamy na bulwarach z palmami nad rzeką Tonle Sap, która kilometr dalej wpada do Mekongu. Setki motocykli, riksz rowerowych, motoriksz i drogich samochodów przemierzają nadrzeczną aleję. Na wielu motocyklach mieści się cała 5-osobowa rodzina. Starsza kobieta pcha wózek z gotowaną kukurydzą do sprzedania. Młoda dziewczyna podchodzi, by sprzedać nam słodycze. Ogoleni na łyso kilkunastoletni buddyjscy mnisi spacerują w pomarańczowym stroju i klapkach. Studenci odpoczywają w cieniu, na chodniku, śmiejąc się do siebie. Toczy się normalne życie w tym doświadczonym okrucieństwem kraju.

* Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 8 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2011 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24