Tam, gdzie rządzi wulkan – Santorini*

Życie na jednej z greckich wysp – Santorini jest zdeterminowane przez wulkan, który w każdej chwili po raz kolejny może dać o sobie znać. Również krajobrazy i przyroda malowniczej wyspy przypomina o drzemiącym potworze. Panująca tam wręcz piekielna atmosfera (głównie za sprawą krajobrazów przesyconych czarnym i czerwonym kolorem i zapachu wydobywającej się z krateru wulkanu siarki) spowodowały, że jeszcze sto lat temu ludzie wierzyli, iż wyspę tą zamieszkują wampiry. Jednak mieszkający tam Grecy zbytnio się tym nie przejmują. Z drugiej strony widokówki z Santorini przedstawiają przepiękne krajobrazy z małymi, białymi domkami na tle błękitnego nieba i morza. Te kontrasty zachwyciły nas już kiedy byliśmy na największej greckiej wyspie – Krecie, nic więc dziwnego, że postanowiliśmy spędzić na Santorini niezapomniane dwa dni (z braku czasu tylko dwa).

Wyspę tą należącą do archipelagu Cyklad dzieli od Krety 120 km pełnego morza. Przepłynięcie promem odległości między Heraklionem (stolicą Krety) a Thirą (tak inaczej jest nazywane Santorini) zajmuje około cztery godziny. Zbliżając się do Santorini prom wpływa do wielkiej kaldery – zapadniętego krateru wulkanu. Po lewej stronie jest wysepka Nea Cameni, na której znajduje się czynny krater wulkanu (ostatni wybuch miał miejsce w 1956 roku). Natomiast po prawej stronie widać strome klifowe wybrzeże Thiry ze znajdującymi się na nim malowniczo położonymi białymi domkami. Na Santorini nie istnieje problem ze znalezieniem noclegu, ponieważ w małym porcie – Ormos Athinios czekają Grecy z tysiącami ofert. My postanowiliśmy skorzystać z jednej z nich i miła Greczynka własnym samochodem zawiozła nas do swojego hotelu. Hotel był położony w urokliwym miejscu, z dala od miejskiego hałasu i rozkrzyczanych turystów. Miał charakterystyczne dla zabudowań Santorini białe ściany, błękitne okiennice i drzwi i tonął w prześlicznych różowych kwiatach. Z naszego hotelu do centrum stolicy wyspy – Firy było zaledwie kilka minut drogi powolnym spacerkiem. Fira to miasto, które desperacko „wisi” na krawędzi klifu. Stąd też wrażenie, że stolica Thiry unosi się jak gdyby w powietrzu. Aby dostać się do niżej położonych zabudowań (najczęściej hoteli i domów prywatnych) należy pokonać kilkadziesiąt a czasami setki małych żelaznych schodków. Natomiast główna droga do podnóża klifu prowadzi szerokimi stopniami, których jest 580. Leniwi turyści mogą skorzystać z oryginalnego transportu jakim są muły. Jeszcze jednym sposobem dotarcia z Firy do Skala Firas, czyli portu u podnóża stolicy wyspy, jest kolejka linowa, z której roztaczają się przepiękne widoki na kalderę i miasto.

Fira zachwyciła nas małymi, wąskimi uliczkami, gdzie koncentruje się całe barwne życie stolicy. Tutaj też jest najwięcej turystów, którzy fotografują się na tle kaldery. Przepięknie wygląda oświetlona Fira nocą. W powietrzu unosi się wtedy charakterystyczny zapach siarki, który u większości turystów wywołuje strach przed kolejnym wybuchem wulkanu.Pyrgos

Na całym wybrzeżu Santorini występują wulkaniczne plaże z czarnym piaskiem. My pojechaliśmy na południe wyspy – do Akrotiri, by tam zobaczyć ten fenomen przyrody. Kąpiel w ciepłym morzu jest bardzo przyjemna, ale samo wejście do wody nastręcza trudności, gdyż pod wodą znajduje się duża ilość głazów i kamieni. Większą ciekawostką jest fakt, iż w Akrotiri obok czarnej plaży występuje również jedyna na świecie plaża z piaskiem koloru czerwono – brązowego. Jest ona położona u podnóża kilkudziesięciometrowego klifu o takim samym kolorze.

Będąc na Santorini jedynie dwa dni nie ma się zbyt dużych możliwości manewrowych. My zdołaliśmy zobaczyć jeszcze położoną w górnych partiach wyspy wioskę Pyrgos. Wiele charakterystycznych dla Thiry widoków pochodzi z tej właśnie miejscowości. Znajdują się tam liczne prawosławne kościoły, których białe mury i niebieskie kopuły malowniczo wyglądają na tle błękitnego morza. Jeden z kościółków miał ciekawą dzwonnice składającą się z sześciu dzwonów w trzech poziomach: na najniższym 3, wyżej 2 i na górze jeden dzwon. Kościoły nie stanowiły w Pyrgos jedynej atrakcji. Można też było podziwiać jedne z najstarszych domów mieszkalnych znajdujących się na wyspie.

Będąc na Santorini przekonaliśmy się, że widokówki sprzedawane na ulicznych straganach na Krecie, przedstawiające tą wyspę, nie są fotomontażem. Krajobrazy zarówno te wulkaniczne, jak i panorama roztaczająca się z wyspy na błękitne morze i niebo zapierają dech w piersiach i choćby dla nich warto popłynąć lub polecieć na tajemniczą Thirę.

* Artykuł ten ukazał się w 9 nr miesięcznika „Globtroter” z 2007 r. oraz w Internetowym Magazynie Kulturalnym KONESER.PL w 2001 r.

Komentowanie jest zamknięte.

web stats stat24