Tajemnicze linie na pustyni i indiańskie mumie*
Olbrzymie linie na płaskowyżu Nazca w Peru zostały odkryte w 1926 roku przez dwóch archeologów: Amerykanina Alfreda Kroebera i Peruwiańczyka Toríbio Mejía Xesspe a w 1994 roku zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa kulturalnego UNESCO. Jednak stały się one sławne dopiero dzięki szwajcarskiemu badaczowi i pisarzowi Erichowi von Dänikenowi. Jego „kosmiczne” teorie zna cały świat. Będąc w Peru postanowiliśmy jechać również do małej pustynnej miejscowości Nazca i na własne oczy przekonać się ile są warte hipotezy Dänikena.
Do Nazca przyjechaliśmy całonocnym autobusem z Arequipy. Droga przez Andy nie należała do bezpiecznych – wąskie zakręty między przepaściami i wysokimi skarpami. Dodatkowej adrenaliny dostarczał nam kierowca, który wyprzedzał tiry nie patrząc czy coś jedzie z naprzeciwka. Dawał jedynie sygnały dźwiękowe. Ponad dwudziestoletni amerykański autobus dowiózł nas jednak szczęśliwie do Nazca i to o ponad godzinę przed czasem! Około 4 nad ranem opuściliśmy pojazd nie widząc dookoła żywej duszy. Z ciemności podjechał do nas amerykański krążownik szos, który swoją młodość przeżył ponad 30 lat temu. Wysiadło z niego trzech mężczyzn o posturze Schwarzenegera i jeden z nich głosem nie znoszącym sprzeciwu, ale grzecznie zapytał po hiszpańsku:
- Czy chcecie, abyśmy podwieźli was do hotelu?
Patrząc na nasze miny dodał:
- Za darmo.
Nie mając innego wyjścia wsiedliśmy do samochodu. Zardzewiała karoseria krążownika szos była łatana w wielu miejscach, niektóre światła były wybite, opony łyse a liczniki nie działały. Lecz opłakany stan samochodów nie ma dla Peruwiańczyków żadnego znaczenia. Tutaj się mówi: „Ważne, że jeździ!”. Po kilku minutach dotarliśmy do hotelu. Ulokowano nas w pokoju, jak to zwykle w Peru bywa, bez okien, z drzwiami zamykanymi na kłódkę. Zapytano nas czy chcemy lecieć samolotem nad słynnymi liniami Nazca. Ponieważ był to główny cel naszego krótkiego pobytu w tej miejscowości odpowiedzieliśmy, że jesteśmy zainteresowani. Zapłaciliśmy po 40 dolarów od osoby za lot i w godzinach przedpołudniowych tym samym krążownikiem szos zawieziono nas na małe lotnisko, oczywiście za darmo. Czekała na nas pięcioosobowa amerykańska Cessna. W Peru na krótkich trasach latają głównie samoloty, które wysłużyły swoje lata w Stanach Zjednoczonych i tam wycofano je z użytku. Krążyły pogłoski, że co trzeci samolot nie ląduje, ale my nie zrażeni plotkami wsiedliśmy do aeroplanu wraz z dwójką Austriaków. Po krótkim rozpędzeniu samolot gładko wzbił się w powietrze. Z samolotu tajemnicze geoglify na pustynnym płaskowyżu Nazca robią niesamowite wrażenie. Młody pilot manewrował samolotem w ten sposób, że każdą z figur mogliśmy podziwiać z dwóch stron. Wydaje się, że Däniken nie fantazjuje twierdząc, że linie zostały stworzone przez obcą, pozaziemską cywilizację. Koliber, kondor czy małpa są rzeczywiście ogromne. Z powierzchni ziemi w ogóle nie można rozpoznać ich kształtów. Przy nich dom to mały szczegół niewarty zauważenia. Szczególnie figura pozdrawiającego kosmity daje dużo do myślenia.

Peruwiański archeolog Hans Horkheimer uważał, że linie Nazca zostały stworzone w celach rytualnych. Natomiast włoski archeolog prof. Giuseppe Orefici, który prowadzi badania archeologiczne w Peru od ponad 20 lat twierdzi, że „wierzenia religijne integrowały społeczność [w Nazca], a wyrazem jej wierzeń były rysunki o charakterze rytualnym i wielkie linie, pełniące rolę procesyjnych dróg nakładające się stopniowo na wcześniejsze geoglify. Towarzyszyły tym działaniom nieznane nam w szczegółach rytuały, które gromadziły na pampie znaczne grupy ludzi w tym samym momencie.” Inną teorię dotyczącą linii Nazca rozpowszechniła, mieszkająca w Nazca, uczona niemieckiego pochodzenia Maria Reihe. Swój pogląd, że linie Nazca są astronomicznym kalendarzem, przejęła od amerykańskiego geografa i historyka Pawła Kosoka. Ponad 40 lat życia poświęciła Reihe na badanie, skatalogowanie i zmierzenie wszystkich figur. Twierdziła, że są one specyficznym kalendarzem, i że zostały stworzone przez jedną z kultur preinkaskich – tzw. kulturę Nazca. Po około 50-minutowym, niezwykle pasjonującym locie udało nam się miękko wylądować na płycie lotniska. Teraz mieliśmy już własny pogląd o liniach Nazca.

Niedaleko Nazca leży preinkaski cmentarz, który jest drugą „żelazną atrakcją turystyczną” tej miejscowości. Znajdują się tam szczątki, kości, czaszki Indian preinkaskiej kultury Nazca, która rozwijała się prawdopodobnie między III wiekiem p.n.e. a VII wiekiem n.e. Na cmentarzu istnieją solidnie zbudowane, kamienne, zbiorowe grobowce ówczesnej arystokracji oraz prymitywnie wykopane w ziemi groby biedoty. Z powodu bardzo suchego, pustynnego klimatu niektóre szczątki są, mimo upływu czasu, w idealnym stanie. Zmarli byli mumifikowani w ten sposób, że najpierw wyciągano z ciała wnętrzności i wyjmowano kości kończyn ze stawów, by można było je było ustawić w pozycji siedzącej. Potem zwłoki były bandażowane i wpuszczano do środka olej roślinny i sól. Dla lepszej konserwacji mumia otaczana była bawełną. Tak zakonserwowane szczątki ludzkie wstawiano w pozycji siedzącej ze skrzyżowanymi nogami w stronę słońca, ponieważ wierzono, że dzięki niemu zmartwychwstaną. Niektóre mumie leżą w otwartych grobach, ale większość z nich jest po prostu porozrzucana po pustyni. Wraz z nimi wiatr przerzuca z miejsca na miejsce resztki materiałów i ubrań zmumifikowanych szczątków. Cały teren nie jest nawet ogrodzony, nie mówiąc już o jakiejkolwiek konserwacji mumii. Takie niechrześcijańskie obchodzenie się przez chrześcijańskich Peruwiańczyków ze zmarłymi przed wiekami jest związane z brakiem funduszy na prowadzenie tego rodzaju działalności.
* Artykuł ten ukazał się w Internetowym Magazynie Kulturalnym KONESER.PL w 2001 r.





