PRZYGOTOWANIA DO WYPRAWY
PERU, BOLIWIA, CHILE 1999
Kiedy miałem kilka lat dostałem od rodziców malutki globusik, na którym były zaznaczone tylko kontynenty i oceany. Każdy kontynent miał inny kolor. Amerykę Południową pomalowano na kolor jaskrawo czerwony. Od wtedy zacząłem marzyć o tym, aby kiedyś jechać na ten kontynent, ponieważ wydawało mi się, że jest tam, oprócz Antarktydy, najdalej z Polski. Chciałem jechać właśnie tam również dlatego, bo wiedziałem, że jest niebezpiecznie. Kontynent ten kojarzył mi się z częstymi trzęsieniami ziemi, wybuchami wulkanów, suszami, wyschniętą ziemią. Mając 10 lat dowiedziałem się, że jednym z najbardziej niezwykłych i tajemniczych krajów na moim wymarzonym kontynencie jest Peru.
KTO JEDZIE
Pewnego dnia będąc na II roku studiów dogadaliśmy się z kolegą Przemkiem Chybiorzem, że również jego marzeniem od dziecka była wyprawa do Peru. Postanowiliśmy spróbować zorganizować wyjazd. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że nasze marzenia się spełnią. Kupiłem przewodnik Lonely Planet pt. „South America” (wtedy nie było jeszcze polskiego wydania) i zacząłem planować trasę. Wkrótce spotkaliśmy się z Przemkiem i razem ustaliliśmy dokładną trasę wyprawy przez Peru i Boliwię. Ponieważ wyprawa taka jest stosunkowo kosztowna postanowiliśmy, że będziemy szukać sponsorów. Jednak nikt nie kwapił się z pomocą finansową. Do wakacji po II roku studiów nie udało nam się zebrać żadnych funduszy i musieliśmy przesunąć podróż na rok następny.
Chcieliśmy z Przemkiem, aby jeszcze ktoś z nami jechał. Namawialiśmy różnych kolegów i znajomych, niektórzy sami nas o to prosili, ale jak już trzeba było się zdecydować na 100% to wszyscy zrezygnowali. Na kurs „International Law of Collective Security and Humanitarian Intervention” na naszych studiach uczęszczaliśmy z Henią Mościcką. Pewnego dnia rozmawialiśmy z Przemkiem o wyprawie. Henia się przysłuchiwała i powiedziała, że też chce z nami jechać. Na początku myśleliśmy, że żartuje (wszyscy chcieli jechać), ale ona na kolejnych zajęciach potwierdzała, że na pewno pojedzie. I tak już zostało.
ORGAZNIZACJA STUDENCKA
Dalsze działania, które były lepiej zaplanowane i przemyślane, rozpoczęliśmy już na początku III roku studiów (jesień 1998 r.). Postanowiliśmy zapisać się do jakiejś organizacji studenckiej i zbierać pieniądze na tą organizację. Ponieważ studiowaliśmy prawo najpierw rozmawialiśmy z szefem uczelnianej ELSA (Europejskie Stowarzyszenia Studentów Prawa). Niestety nie otrzymaliśmy zgody. Nie chciano nam pomóc także w stowarzyszeniu studentów ekonomii AIESEC. Kolejnego dnia przez przypadek spotkałem dawnego kolegę Wojtka Kozę, który studiował fizykę i jak się okazało działał w uczelnianym ZSP (Zrzeszenie Studentów Polskich). Powiedział, że wszystkiego się dowie i na pewno nie będzie z tym problemu. Umówiliśmy się na spotkanie z prezesem ZSP – Ewą Kassner. Początkowo wypytywała się, co ona z tego będzie mieć, ale później zgodziła się bez problemu. Wkrótce z Przemkiem zostaliśmy członkami ZSP Uniwersytetu Śląskiego. W ZSP pracowała też bardzo miła pani księgowa Mirosława Fluder – Necel, która ułatwiła nam sporządzenie kosztorysu i zbiórkę pieniędzy, które sponsorzy mogli wpłacać na konto ZSP.
PATRONAT MEDIALNY
Kolejnym krokiem było załatwienie patronatu medialnego. Otrzymaliśmy pismo od TV Katowice – Redakcji Telewizyjnego Klubu Globtrotera zapewniające, że po powrocie zostanie nagrany program o Peru z naszym udziałem. Pismo podpisała redaktor programu Magda Różycka, która była dla nas bardzo miła a także kierownik produkcji Marek Styś.
Kiedy w telewizyjnej kawiarni czekaliśmy z Przemkiem na spotkanie z Magdą Różycką spotkała nas ciekawa przygoda. Nagle podeszło do nas dwoje młodych ludzi i powiedzieli, że mamy się już przygotowywać do wejścia do studia. Nie wiedzieliśmy o co chodzi. Okazało się, że właśnie będą kręcić kolejny program z cyklu „Młodzi Gniewni” na temat wypraw na inne kontynenty. Myśleli, że to my jesteśmy jednymi z zaproszonych gości. W końcu dogadaliśmy się i powiedzieli nam, abyśmy się zastanowili czy chcemy również wystąpić jako podróżnicy, którzy przygotowują niezwykłą wyprawę. Postanowiliśmy zaryzykować. Zostaliśmy odpowiednio upudrowani i bez przygotowania weszliśmy do studia. Oprócz nas w programie brali udział Mariusz Kubielas i Krzysztof Gardaś, który o kulach wszedł na Mont Blanc (1996), Aconcaguę (1998) i Kilimandżaro (1999) i chce jako pierwszy człowiek o kulach zdobyć Koronę Ziemi oraz czterech studentów Akademii Ekonomicznej w Katowicach, którzy byli między innymi na Syberii i na Bliskim Wschodzie.
Patronami radiowymi naszej wyprawy zostały: Radio „Top” z Katowic (pismo otrzymaliśmy od Rafała Kurowskiego, Szefa Działu Informacji) i Radio „Rezonans” z Sosnowca (pismo od p.o. Prezesa Zarządu Rozgłośni Radiowej „REZONANS” Sp. z o.o. mgr Krzysztofa Habirka załatwiła nam bardzo miła dziennikarka radia – Iwona Strzeszkowska). Odmówiono nam poparcia w Radiu „Katowice” i w Programie III Polskiego Radia.
Z patronatem prasowym nie było tak łatwo. Odmówiono nam poparcia w redakcji „Dziennika Zachodniego” i bardzo źle potraktowano nas w katowickim oddziale „Gazety Wyborczej” (właściwie zostaliśmy wyrzuceni z redakcji). Telefonicznie odmówiono nam patronatu również w „Rzeczpospolitej”. W końcu patronat prasowy nad naszą wyprawą objęły „Wiadomości Zagłębia” z Sosnowca (pismo otrzymałem od redaktora Marcina Łęczka). Dodatkowo Przemek załatwił patronat „Gazety Ustrońskiej”.
Przez cały III rok studiów uczyliśmy się z Przemkiem języka hiszpańskiego w szkole językowej „EMPiK” w Katowicach. Dopiero po kilku miesiącach przez przypadek dowiedzieliśmy się, że jeden z uczących się w naszej grupie Pan Andrzej Rustanowicz jest Konsulem Honorowym Republiki Peru w Katowicach! Pan Andrzej również zgodził się objąć patronat na naszą wyprawą. Dodatkowo obiecał nam, że dzięki niemu będziemy mogli skorzystać z 3% zniżki na samolot do Peru.
Aby nasza wyprawa nabrała powagi zwróciliśmy się również o poparcie do Dziekana Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego pani prof. dr hab. Genowefy Grabowskiej (obecnie senator z listy SLD). Ponieważ miałem już zajęcia z Panią profesor – nie było z tym żadnych problemów. Sporządziliśmy dodatkowo założenia programowe wyjazdu i odtąd naszą wyprawę zaczęliśmy nazywać naukowo – badawczą.
SPONSORZY
Mając te wszystkie patronaty zaczęliśmy szukać sponsorów. Nie było to zbyt proste. Sponsorów szukaliśmy wśród firm oraz urzędów. Odmówiono nam między innymi w następujących firmach: PKO BP w Katowicach (obiecano rozpatrzyć prośbę, ale rozpatrzono negatywnie), Dom Maklerski Banku Śląskiego w Katowicach, Netia w Katowicach (tam jedna z pracownic była szczególnie nieuprzejma), TP S.A. w Katowicach, Erg-Profil – OKFENS z Czeladzi, Millenium w Katowicach, fundusze emerytalne PBK „Orzeł” i PFE „Skarbiec”, Centrum Handlowe M1 w Czeladzi, Mokate w Ustroniu, Browary „Tyskie”. Nie chciano także sprzedać nam po obniżonych cenach biletów lotniczych w liniach: Alitalia, British Airways, KLM, Lufthansa, Iberia. W końcu naszymi sponsorami zostały firmy:
· Przedsiębiorstwo Wielobranżowe „KARENA” S.A. z Katowic
· Karbo-Koncentrat S.A. z Mysłowic
· Przedsiębiorstwo Handlowo – Usługowe Włodzimierz Nabrdalik z Dobieszowic
· Przedsiębiorstwo TERCHARPOL S.A. z Siemianowic Śląskich
· Przedsiębiorstwo Produkcyjno Handlowe KARBON 2 Spółka z o.o. z Zabrza
· Apteka „GALENA” z Ustronia – Państwo Woner (otrzymaliśmy za darmo lekarstwa na wyprawę)
· „Alpinus” (mogliśmy kupić ubrania i plecaki po cenach fabrycznych w fabryce w Świętochłowicach)
Natomiast jeśli chodzi o urzędy również było bardzo ciężko. Wszyscy zasłaniali się brakiem pieniędzy. Kilka razy obiecywał i zwodził mnie lewicowiec Leszek Lasota – wiceburmistrz Czeladzi i w końcu nic nam nie dał. Odmówili mam także: Urząd Kultury Fizycznej i Sportu, Komitet Badań Naukowych, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Ministerstwo Edukacji Narodowej (przysłano nam formularze i polecono rozpocząć starania drogą oficjalną, ale na to było już za późno), Ministerstwo Kultury i Sztuki, Wydział Promocji i Współpracy z Zagranicą Urzędu Miasta Katowice, Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego (obiecano nam pisemne poparcie, którego nigdy nie otrzymaliśmy), Śląski Urząd Wojewódzki. Jedyną osobą, która odpowiedziała pozytywnie na naszą prośbę był prezydent RP Aleksandr Kwaśniewski, od którego otrzymaliśmy zadowalające dofinansowanie. Myślę, że gest ten związany był z sentymentem Prezydenta do ZSP oraz ze zbliżającymi się wyborami prezydenckimi. Odpowiednie pismo otrzymaliśmy od Ryszarda Kalisza, Sekretarza Stanu p.o. szefa kancelarii Przezydenta RP.
Mieliśmy także plan nawiązania współpracy partnerskiej między miastami Katowice i Arequipa w Peru, ale wiceprezydent Katowic Wojciech Gosiewski odniósł się do tego projektu negatywnie. Natomiast wiceprzewodniczący Zarządu Województwa Śląskiego chciał nam nieodpłatnie przekazać materiały promocyjne Województwa Śląskiego, ale ze względów biurokratycznych do tego nie doszło. Myśleliśmy również o przeprowadzeniu jakiś badań statystycznych, ale CBOS a także inne prywatne agencje nie były tym zainteresowane. Zastanawialiśmy się, by poprosić o sponsoring partie polityczne, które przecież dostają dużo pieniędzy z budżetu państwa, ale zrezygnowaliśmy z tego pomysłu.
ZBIERANIE INFORMACJI
W między czasie chcieliśmy dowiedzieć się jak najwięcej o interesującym nas rejonie świata. Oprócz dokładnego studiowania przewodnika Lonely Planet czytałem artykuły i książki o Ameryce Południowej, słuchałem audycji radiowych i telewizyjnych, a także szukałem potrzebnych informacji w Internecie. Warto także zadzwonić do Ministerstwa Spraw Zagranicznych i zapytać się jakie są ich aktualne rady o danym kraju.
Ponadto spotykaliśmy się z osobami, które były w Peru. Przez kolegę poznałem Alberta Bindę, który odwiedził Peru i teraz jest współwłaścicielem firmy doradztwa personalnego „Del Piero” z Katowic. Iwona Strzeszkowska z radia „Rezonans” dała nam adres pana Stanisława Bagińskiego, od którego dowiedzieliśmy się wielu informacji praktycznych, głównie o szczepionkach i klimacie. Mój kuzyn podał mi adres kolegi z pracy Andrzeja Błaszkiewicza, który co 2 lata organizuje wyprawy na 2-3 miesiące. U niego oglądałem film video z Peru a także piłem mate de coca. Wiele informacji otrzymałem także od Stanisława Pisarka, wydawcy, który podróżował po Boliwii i Chile. Pan Andrzej Rustanowicz pożyczył nam także przewodnik po Peru po polsku autorstwa Marii Kralewskiej de Canchaya (mieszka w Limie), z którą skontaktowałem się przez Internet, i która również wiele nam pomogła. Zarezerwowała nam Hotel Europa w Limie a jej syn Paweł odebrał nas z lotniska a także oprowadzał po ciekawych miejscach w stolicy Peru.
BILET SAMOLOTOWY
Najdroższa część większości wypraw to kupno biletu samolotowego. My zarezerwowaliśmy bilety lotnicze w KLM za 880 USD. Zarezerwowaliśmy bilet również dla Heni, chociaż ona jeszcze o tym nie wiedziała. Kiedy powiedzieliśmy jej to od razu zdecydowała, że jedzie. Później dowiedzieliśmy się, że do Limy można lecieć Aeroflotem za około 700 USD, ale okazało się, że wszystkie bilety na interesujący nas okres są już zarezerwowane. Kiedy 2 tygodnie przed wyjazdem chcieliśmy wykupić bilet za zniżką, którą dał nam pan Rustanowicz okazało się, że musimy iść do innego biura – Wagons – Lits, bo tylko z tym biurem ma podpisaną umowę na zniżki. Chcieliśmy zrobić w ten sposób, by przenieść naszą rezerwację do tego biura. Okazało się jednak, że jest to niemożliwe. Na szczęście w Wagons – Lits wyszukano nam jeszcze korzystniejszą ofertę Lufthansy – 850 USD ze zniżką. Jeszcze w tym samym dniu zapłaciliśmy za bilety.
ZDROWIE
Przed każdą tropikalną wyprawą konieczne jest zabezpieczenie się przed chorobami w postaci szczepionek. Wyczerpującą informację na ten temat dostałem e-mail’em od Agnieszki Falińskiej – redaktorki miesięcznika „Podróże”, która miała swój dział poświęcony chorobom w czasie wyjazdów. 6 tygodni przed wyjazdem było ostatecznym terminem kiedy mogliśmy zacząć brać szczepienia. Wtedy jeszcze nie byliśmy na 100% zdecydowani czy pojedziemy – wiązało się to z małą ilością sponsorów. Jednak po burzliwych rozmowach telefonicznych między Czeladzią, Ustroniem a Kędzierzynem – Koźle, gdzie mieszkała Henia zapadła ostateczna decyzja: jedziemy. Tak więc 1,5 miesiąca przed wyprawą poszliśmy do Sanepidu w Katowicach. Zaszczepiliśmy się na żółtaczkę typu A i B, żółtą febrę, tyfus (dur brzuszny) i cholerę (teraz już na cholerę nie szczepią). Jeśli jest się ponad 5-7 lat po liceum powinno się również zaszczepić na tężec i błonicę. 2 tygodnie przed wyjazdem była druga tura szczepień. Wszystkie szczepienia wpisano nam do „żółtych książeczek”, jakie wydają stacje sanitarno – epidemiologiczne. Ponadto w aptece wykupiliśmy na receptę awaryjnie pigułki na malarię – Arechin, chociaż nie mieliśmy w planach pobytu w Dżungli Amazońskiej. Przed samym wyjazdem na wszelki wypadek odwiedziłem także dentystę. Będąc już w Ameryce Południowej ze względu na nasze zdrowie piliśmy tylko wodę butelkowaną.
Jeśli chodzi o naszą apteczkę podróżną, skompletowaną przez państwo Woner, zabraliśmy między innymi: plastry opatrunkowe, spirytus, środki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe, leki na przeziębienie, pigułki do ssania na gardło, leki na rozwolnienie i na zatwardzenie, wapno na uczulenie, krople do oczu, witaminy. W Peru kupiliśmy dodatkowo tabletki odkażające do wody. Na szczęście podczas całego wyjazdu nie mieliśmy poważniejszych problemów ze zdrowiem. Nawet ominęły nas częste w takich podróżach kłopoty żołądkowe. Lekkie przeziębienie złapaliśmy w Boliwii, podczas pobytu na wysokogórskiej pustyni, co było związane z dużymi i częstymi zmianami temperatur (amplituda dochodziła do 50 stopni Celsjusza w ciągu doby!). Przez jeden dzień dolegała nam choroba wysokościowa – kiedy z poziomu morza w Limie polecieliśmy do Cusco znajdującego się na wysokości 3300 m n. p. m. Wtedy bolała nas głowa i szybko męczyliśmy się, ale po wypiciu kilku mate de coca na następny dzień byliśmy już zaaklimatyzowani.
Oprócz wyżej wymienionych lekarstw wzięliśmy do plecaka także inne potrzebne przedmioty związane ze zdrowiem i nie tylko: okulary przeciwsłoneczne, kremy na słońce i filtr na wargi (szczególnie przydatne na dużych wysokościach n. p. m.), środki na komary (okazały się jednak nieskuteczne), 3 aparaty fotograficzne i 30 klisz, 2 małe butle gazowe (których nie można brać do samolotu), szwajcarski scyzoryk, termos (został ukradziony wraz z aparatem fotograficznym Przemka), namiot (który okazał się nieprzydatny, ponieważ hotele były bardzo tanie), karimaty i śpiwory (okazały się konieczne ze względu na warunki higieniczne panujące w tanich hotelach), wysokościomierz, kilka tabliczek czekolad, środki higieniczne (szczególnie przydatne okazały się mokre chusteczki). Spakowaliśmy także ubrania, które mogłyby nam się przydać na każdą pogodę i na każdy rodzaj klimatu (podróżowaliśmy przez 3 skrajnie odmienne klimaty: pustynny, wysokogórski i dżunglowy. Właściwie nie braliśmy żadnego jedzenia – wszystko kupiliśmy na miejscu po cenach podobnych jak w Polsce albo nawet niższych.
WIZA
Wyjeżdżając do Peru konieczne jest załatwienie wizy. W tym celu telefonicznie umówiliśmy się na spotkanie w Ambasadzie Republiki Peru w Warszawie. Około tydzień przed wyjazdem pojechaliśmy do Warszawy i bez problemy otrzymaliśmy wizy. Trzeba było tylko za nie zapłacić 12 USD (chociaż na znaczku skarbowym na wizie widnieje napis 12 soli, co było wtedy warte jakieś 3,5 raza mniej). Polacy jadący do Boliwii i Chile nie muszą mieć wiz. Podczas pobytu w Warszawie poszliśmy także do redakcji magazynu „Podróże”, aby zapytać się czy są zainteresowani ewentualną relacją i zdjęciami z naszej wyprawy. Nie wyrzucili nas za drzwi tak jak w „Gazecie Wyborczej” a powiedzieli, że to wszystko zależy od jakości materiałów, które przywieziemy. Otrzymaliśmy od nich listy z wypisanymi różnymi przedmiotami codziennego użytku i artykułami spożywczymi – mięliśmy dowiedzieć się ile one kosztują w Peru i Boliwii, by wykorzystać to w ewentualnym artykule. Życzono nam także powodzenia, choć wcześniej nie zgodzili się napisać nam pisma dla sponsorów popierającego naszą wyprawę.
KRADZIEŻE
Przed wyjazdem wykupiliśmy także ubezpieczenie w postaci karty EURO 26. Dla bezpieczeństwa zrobiliśmy sobie przed wyjazdem ksero paszportu i biletu lotniczego. Przydało się to Przemkowi, kiedy w Limie ukradziono mu aparat fotograficzny z obiektywem (warty około 1000 USD) a także kartę kredytową, powrotny bilet lotniczy do Polski i inne drobiazgi. Drugiego dnia pobytu w Peru poszliśmy do restauracji na obiad. Przemek przywiązał swoją torbę do nogi od krzesła, na którym siedział. Kiedy chcieliśmy wychodzić okazało się, że torby już nie ma. Prawdopodobnie odcięto pasek torby i wyciągnięto ją od tyłu. Henia, która siedziała naprzeciwko nic nie widziała! Tacy sprytni złodzieje. Zawiadomieni o tym kelnerzy powiedzieli, że nie musimy płacić za obiad (razem około 50 zł). Pewnie mieli w kradzieży swój udział… Poszliśmy na policję turystyczną, ale to nic nie dało, ponieważ policja dostaje łapówki od złodziei. Tak więc Przemek nie miał biletu powrotnego. Poszliśmy do biura Lufthansy w Limie i tam bez problemu i za darmo na podstawie ksera wystawili Przemkowi bilet zastępczy.
W samolocie lecącym do Peru (Boeing 747), jak się okazało, siedział nasz znajomy Albert Binda ze swoją dziewczyną! W Limie rozstaliśmy się a powtórnie spotkaliśmy się w Puno nad jeziorem Titicaca. Jeśli chodzi o kradzieże to Peru jest wyjątkowe. Były pogłoski, że potrafią tam na ulicy podlecieć do dziewczyny od tyłu i zerwać jej kolczyki z uszu! Dlatego nie powinno się nosić żadnej biżuterii. Dziewczynie Alberta ukradli kurtkę z pokoju hotelowego. Nam oprócz kradzieży aparatu Przemka nic takiego na szczęście się nie przydarzyło. Pieniądze (kilkaset dolarów w nominałach po 100) początkowo trzymaliśmy w skarpetkach, ale po 2 tygodniach okazało się, że skóra na naszych stopach jest poprzecierana. Mówi się, że „pecunia non olet”, ale te dolary naprawdę bardzo śmierdziały! Odtąd wszystkie pieniądze trzymałem w portfelu w kieszeni spodni. Wyjeżdżającym do egzotycznych krajów często radzi się, by paszporty zostawiali w polskiej ambasadzie. My nie mogliśmy tak zrobić, ponieważ na naszej trasie były 3 granice. Ponadto kiedy byliśmy w polskiej ambasadzie w Limie z wielką łaską przyjęła nas żona ambasadora i była dość nieuprzejma. Paszport ja zawsze trzymałem w torbie z kamerą a Henia i Przemek na początku zostawiali w recepcjach hoteli. Później wszystkie trzy paszporty trzymałem z kamerą. W związku z kradzieżami mieliśmy jeszcze jedna przygodę. Na granicy peruwiańsko – boliwijskiej boliwijski celnik przy wypełnianiu formularzy od każdego pożyczał długopis. Następnie kazał przechodzić po paszport do następnego okienka. O długopisie już zapominał…
TRASA
Nasza wyprawa trwała od 12 sierpnia do 23 września 1999 r. Lecieliśmy z Warszawy przez Frankfurt do Limy z międzylądowaniem w Bogocie. Cały lot trwał 17,5 godziny (15 godzin w powietrzu). Mieliśmy jechać tylko do Peru i części Boliwii jednak na miejscu zweryfikowaliśmy trasę. Zobaczyliśmy o wiele więcej niż planowaliśmy. Zwiedziliśmy większy kawałek Boliwii. Pojechaliśmy dodatkowo na 6 dni do Chile, które dzięki Augustowi Pinochetowi jest najbogatszym krajem Ameryki Południowej. Ponadto w planach mieliśmy przejechać się najwyżej położoną koleją na świecie – Malinowskiego, ale ze względu na strajk kolejarzy peruwiańskich (wtedy Prezydent Albert Fujimori prywatyzował koleje) nie mogliśmy zrealizować tego punktu naszego planu. W zamian za to polecieliśmy na 4 dni do Dżungli Amazońskiej i jak się później okazało to był najwspanialszy i najniezwyklejszy fragment naszej wyprawy. Po kolei zwiedziliśmy:
· Peru: Lima, Cusco, Machu Picchu, inkaskie ruiny wokół Cusco, Pisac, Puno, jezioro Titicaca;
· Boliwia: Copacabana, La Paz, Tiahuanaco, Potosi, Uyuni, pętla południowo – wschodnia;
· Chile: San Pedro de Atacama, Calama, Chuquicamata, Iquique, Arica, Park Narodowy Lauca;
· Peru: Arequipa, kanion Colca, Nazca, Ica, Pisco, Paracas, Iquique, dżungla Amazońska.
PO POWROCIE
Po powrocie należało wypełniać nasze zobowiązania wobec mediów i sponsorów. Dla ZSP napisałem odpowiednie sprawozdanie z wyprawy. Zostaliśmy zaproszeni przez Magdę Różycką do „Klubu Globtrotera” w TV Katowice, gdzie nagrano za mną i z Przemkiem 40-minutowy program. Podczas naszej rozmowy wtrącano fragmenty nakręconego przeze mnie filmu z wyprawy. Opowiadaliśmy o naszej wyprawie także w radiu „Top” i w radiu „Rezonanas”. Gorzej było z gazetami. Okazało się, że w „Wiadomościach Zagłębia” nie pracuje już Marcin Łęczek. Przeniósł się do „Nowego Zagłębia”. Skontaktowałem się z nim i przeprowadził ze mną wywiad, który ukazał się w gazecie (nr 8 z 24 lutego 2000 r.). Wywiad przeprowadzono ze mną także w opanowanym przez komunistów „Echu Czeladzi” (lipiec/sierpień 2000 r.), ale później poprzekręcano moje słowa (szczególnie w miejscach, gdzie pozytywnie mówiłem o kwitnącej dzięki Pinochetowi gospodarce Chile) i nie zgodzono się wydrukować mojego sprostowania. Poza tym wydrukowano ze mną wywiad także w „Podróżach” (wrzesień 2000 r.). Natomiast w czterech numerach „Poznaj Świat” ukazały się cztery zdjęcia z wyprawy przedstawiające interesujące miejsca z moimi komentarzami („W Parku Miłości” – nr 7/2000, „Hotel z soli” – nr 9/2000, „Pucybut” – nr 1/2/2001, „Wypoczynkowa oaza”” – nr 6/2001). Ponadto dwa moje artykuły z wyprawy ukazały się w „Najwyższym CZASie!” („Dwa światy” – nr 43 z 23 października 1999 r. i „Polacy w Peru” – nr 43 z 21 października 2000 r.), a trzy teksty o Peru i Boliwii napisałem do „Trybuny Śląskiej” („Świnka po peruwiańsku” – nr 23 z 28 stycznia 2000 r., „Spotkanie z Amazonką” – nr 110 z 12 maja 2000 r., „Tam, gdzie czuć piekło” – nr 169 z 21 lipca 2000 r.) oraz jeden do „Gazety Studenckiej” („Lima – miasto ojca Szeligi” – nr 2/38 z 25 września 2000 r.). Oprócz tego dziewięć moich artykułów o wyprawie ukazało się w Internetowym Magazynie Kulturalnym KONESER.PL w 2001 roku:
- Półwysep Paracas
- Tajemnicze linie na pustyni i indiańskie mumie
- Cywilizacja w erze dinozaurów i oaza wśród wydm
- La Paz i Tiahuanaco
- Jezioro Titicaca
- Potosi
- Cusco i inkaskie ruiny
- Zdobycie Kanionu Colca
- Podróż przez północne Chile
W listopadzie 2000 r. brałem udział w Ogólnopolskim Spotkaniu Organizatorów Turystyki Trampingowej, gdzie dostałem wyróżnienie w konkursie fotograficznym (otrzymałem 3 książki o tematyce podróżniczej i kliszę filmową). Organizator spotkania pan Andrzej Urbanik poprosił mnie o napisanie rozdziału do V tomu „Przez Świat”. Książka ukazała się w czerwcu 2001 r. Na kolejnym OSOTT w listopadzie 2001 r. uhonorowano mnie za ten rozdział paszportówką. W marcu 2001 r. uczestniczyłem w Międzynarodowym Festiwalu Podróżników i Odkrywców MEDIATRAVEL ŁÓDŹ 2001. Miałem tam wyświetlić mój film z wyprawy, ale jednak do tego nie doszło, ponieważ na fragmentach filmu jest również data lub godzina, co nie spodobało się organizatorowi – panu Mirosławowi Olszyckiemu. Co ciekawe na Festiwalu w Łodzi spotkałem panią Marię Kralewską de Canchaya. Przemek napisał dwa artykuły do „Gazety Ustrońskiej”.





