Potosi*

La Paz, stolica Boliwii, zostało założone w roku 1548 pod nazwą Ciudad de Nuestra Señora de La Paz (hiszp. Miasto Naszej Pani Pokój) przez hiszpańskiego konkwistadora Alonso Mendozę. Zbudowano je, ponieważ tutaj była połowa drogi między Potosi, gdzie wydobywano srebro, a wybrzeżem Oceanu Spokojnego, dokąd je transportowano przez Andy na grzbietach lam, by potem przewozić na statkach do Hiszpanii. Natomiast z La Paz do Potosi wożono liście koki dla niewolników pracujących w kopalniach srebra, by dłużej wytrzymywali ciężką pracę. Samo Potosi powstało w 1546 roku, zaraz po tym jak w 1545 roku Hiszpanie natknęli się tutaj na srebro. Od budowy miasta nie odstraszył Hiszpanów nawet fakt, że okolica nie nadawała się do uprawy czegokolwiek i wszystkie niezbędne do życia towary musieli sprowadzać z daleka pokonując wysokie Andy. Z La Paz całonocnym, starym, rozklekotanym autobusem jadącym przez bezdroża Altiplano po 11 męczących godzinach dotarłem do Potosi. Głównym celem wizyty w tym najwyżej położonym mieście świata (4070 metrów n.p.m.), są kopalnie srebra, które zostały wydrążone w pobliskiej górze Cerro Rico (Bogata Góra). Kopalnie te od 1987 roku znajdują się na liście światowego dziedzictwa kulturalnego UNESCO. By je zwiedzić trzeba wykupić wycieczkę za 6 dolarów. Kilkuosobowy busik wyjeżdża do jednego z wejść do jednej z kopalń na wysokości 4360 metrów n.p.m. Tutaj wszyscy turyści muszą założyć specjalne kurtki i ochronne kaski na głowę. Co druga osoba dostaje lampę karbidową, która wydaje nieprzyjemny zapach. Jedną z atrakcji turystycznych jest możliwość zrobienia sobie… wybuchu. Wystarczy w kopalnianym kiosku kupić dynamit. Przewodniczka dołącza do niego lont, który następnie podpala. Biegnie kilkadziesiąt metrów dalej, zostawia materiał wybuchowy, ucieka i po chwili słychać głośne „BUM”. Drobne skały wylatują w powietrze i za moment tumany kurzu zaczynają unosić się w powietrzu. Po tej atrakcji wchodzimy do wnętrza góry. Przez ponad 3 godziny przewodniczka oprowadza po wąskich i niskich korytarzach wydrążonych w górze.

Kopalnia w Potosi- Kiedy górnik musi zrobić w kopalni podziemny wybuch – opowiada po angielsku miła przewodniczka – wsadza dynamit w wydrążoną dziurę a następnie trzy razy stuka w skałę ostrzegając w ten sposób przed niebezpieczeństwem przebywające w pobliżu osoby. W tym czasie wszyscy muszą uciec z miejsca zagrożenia. Stropy w kopalni pamiętają czasy kolonialne. Na pytanie „czy są one dobrze zabezpieczone i czy się nie zawalą?” przewodniczka odpowiada: „Jeśli się nie zawaliły przez 300 lat to dlaczego mają się zawalić akurat dzisiaj?”

- Góra została wyeksploatowana przez Hiszpanów w czasach kolonialnych. Przez dwa wieki Potosi było najbogatszym miastem w Ameryce i drugim co do wielkości miastem na świecie po Paryżu. W połowie XVII wieku mieszkało tu 200 000 ludzi. W tym czasie „srebrne miasto” utrzymywało potęgę Hiszpanii. Od połowy XVI do połowy XVII wieku wywieziono z Potosi do Hiszpanii około 16 000 ton srebra a prawdopodobnie drugie tyle zaginęło podczas transportu najpierw przez Andy do Limy a następnie drogą morską najczęściej do portu w Kadyksie. Do 1985 roku istniał w Boliwii państwowy monopol na przetwarzanie rudy srebra. Obecnie każdy może kopiąc w tunelach kopalni szukać srebra, którego zostało niewiele, choć czasem zdarzają się także większe grudki metalu. Pracując w bardzo prymitywnych warunkach ludzie mają nadzieję, że jeszcze coś znajdą. Kopacze paląc papierosy z dodatkiem marihuany (które można kupić w kopalnianym kiosku), żując liście koki i pijąc spirytus, siedzą całymi dniami w wąskich chodnikach (czasami nie wyższych niż 1 metr) i dynamitem, kilofem i łopatą kruszą podziemne ściany kopalni. Ich pomocnicy (w większości chłopcy w wieku 12-16 lat) taczkami wywożą rozbite skały na zewnątrz, by przy świetle dziennym szukać w nich srebra. O trudności pracy (którą można spokojnie przyrównać do radzieckich syberyjskich łagrów) świadczy fakt, że kiedy kopalnią władali Hiszpanie w ciągu dwóch wieków zginęło w niej w niewolniczej pracy około 8 milionów Indian i sprowadzonych z Afryki Murzynów. Jednak dzisiejsi Boliwijczycy nie mając innego wyjścia, z powodu biedy, bezrobocia i braku jakichkolwiek perspektyw na poprawę losu, kopią nadal. Średnia długość życia górnika wynosi obecnie 35 lat.

* Artykuł ten ukazał się w Internetowym Magazynie Kulturalnym KONESER.PL w 2001 r.

Komentowanie jest zamknięte.

web stats stat24