Cusco i inkaskie ruiny*
Do Cusco, kiedyś stolicy Imperium Inków, a obecnie stolicy departamentu, przylecieliśmy z Limy cywilnym samolotem wojskowych linii TANS. W Peru jest wiele prywatnych pasażerskich linii, które latają wewnątrz kraju. Dzięki dużej konkurencji ceny biletów lotniczych są bardzo niskie. My zapłaciliśmy 44 $ od osoby. Z samolotu Cusco wygląda jak skupisko gęsto wybudowanych obok siebie domów, które pokryte są charakterystycznymi pomarańczowymi dachami. Na lotnisku odczuwa się różnicę wysokości między Limą leżącą nad Oceanem Spokojnym a Cusco, które znajduje się na wysokości 3326 metrów n.p.m. Zmiana wysokości powoduje ból głowy oraz problemy z wchodzeniem po schodach (szczególnie z plecakiem). Po pokonaniu kilku stopni ma się zadyszkę i trzeba odpoczywać kilka minut. Po 3-4 dniach organizm przyzwyczaja się do dużej wysokości i nie ma się później większych problemów. Doskonałym remedium na chorobę wysokościową jest mate de coca, czyli wywar z liści koki. Specyfik ten można zamówić w każdej restauracji czy barze. Duża wysokość nad poziomem morza powoduje, że w powietrzu jest o wiele mniej tlenu, dlatego problematyczne staje się chociażby zapalenie jednej zapałki.
Po wyjściu z lotniska udaliśmy się do hotelu, których jest wiele w Cusco. Wybraliśmy jeden z tańszych koło Plaza de Armas (Plac Broni). W centrum każdego peruwiańskiego miasta znajduje się główny plac, który nazywa się Plaza de Armas (tak jak u nas w większości miast w centrum jest Rynek), od którego odchodzą uliczki we wszystkich kierunkach. Zawsze z jednej strony Placu stoi duża katedra lub kościół. Na środku natomiast zwykle jest park, często z fontanną lub pomnikiem jednego z peruwiańskich bohaterów narodowych. Nad Placem powiewają dwie flagi – peruwiańska i chorągiew o
kolorach tęczy – jest to flaga Państwa Inków Tahuantinsuyo. Starówka w Cusco w 1983 roku została wpisana na listę światowego dziedzictwa kulturalnego UNESCO. Kiedy przybyli tu w XVI wieku Hiszpanie zburzyli większość inkaskich budynków a na ich fundamentach wybudowali resztę w stylu kolonialnym. Tak w Cusco wygląda wiele budynków. Na przykład klasztor Dominikanów wzniesiono na pozostałościach inkaskiej Świątyni Słońca. W mieście jest również mnóstwo ciekawych muzeów przedstawiających historię tego niezwykle interesującego rejonu Peru.
Odpoczywając w hotelu po trudach zwiedzania Cusco zaplanowaliśmy wycieczkę na kolejny dzień. Postanowiliśmy zwiedzić ruiny znajdujące się w pobliżu „Pępka Świata” (tak Inkowie nazywali swoją stolicę). Ponieważ w Peru taksówki są bardzo tanie wynajęliśmy jedną, by pojechać 8 km do najbardziej oddalonych z pośród pięciu kompleksów ruin – Tambo Machay. Taksówkarz najpierw pojechał na stację benzynową i kazał nam zapłacić z góry za kurs, by kupić benzynę, ponieważ miał pusty bak a nie miał pieniędzy. Za nasze pieniądze kupił około 3 litry benzyny. Za powrotny kurs do Cusco zjadł prawdopodobnie śniadanie!
Ruiny Tambo Machay leżą na wysokości 3750 metrów n.p.m. na zboczu góry i znane są jako Łaźnia Inki. Budowla jest kombinacją megalitów i prostokątnych kamieni. W skale wydrążono dwa kanały, przez które płynie
źródło wody. Prawdopodobnie była to świątynia poświęcona kultowi wody. Obecnie używa się jej do produkcji miejscowego piwa. Ze wzgórza przy Tambo Machay widać kolejne ruiny – Puca Pukara, co w języku keczua znaczy „Czerwony Fort”. Słońce odbijając się od ruin powoduje, że są one czerwone. W czasach Inków znajdowało się tu centrum administracyjno – wojskowe, gdzie czuwano nad bezpieczeństwem podróżnych w drodze do Cusco. Następnie zwiedziliśmy ruiny „Świątynia Księżyca”, po których oprowadzał nas 10–letni chłopiec. Można było tam zauważyć inkaskie symbole wykute w skale: kondora, który był symbolem nieba, pumę – symbol życia na ziemi, lamę – symbol wody i węża – symbol życia po śmierci. Wszystkie są bez głów, które zniszczyli Hiszpanie bezczeszcząc w ten sposób religię inkaską. Stamtąd poszliśmy do Qenco. Nazwa Qenco oznacza w języku keczua ”zygzak” i pochodzi od rowka w kształcie węża, który znajduje się na szczycie budowli. Archeolodzy nie wiedzą dokładnie jaką funkcję pełniły ruiny. Prawdopodobnie było to centrum obrzędowe. W ruinach można wyodrębnić również coś na kształt amfiteatru, natomiast wewnątrz jest mała jaskinia. Po Qenco oprowadzał nas miejscowy student, który w ten sposób sobie dorabiał.
Powoli zbliżamy się do Cusco. Ostatnimi ruinami, które zwiedziliśmy była twierdza Sacsayhuaman. Według legendy inkaskie Cusco miało kształt pumy, której wizerunek uosabiał Boga Słońca. Sacsayhuaman było głową tego zwierzęcia natomiast olbrzymia struktura składająca się z 22 zygzaków symbolizowała zęby pumy. „Zęby” zbudowano z wielkich idealnie przylegających kamiennych bloków, których waga dochodzi nawet do 350 ton! Twierdza prawdopodobnie została wzniesiona przez Inków na znacznie starszej konstrukcji nieznanego pochodzenia. Pierwotnie nie była to forteca a kompleks świątynny, który służył rytuałom religijnym. Ruiny Sacsayhuaman to około 20% tego co było w przeszłości a mimo to robi imponujące wrażenie. Resztę (głównie mniejsze głazy, które zdołali oderwać od budowli) Hiszpanie użyli do budowy domów w Cusco. Podczas powstania Manco Inki na polach przed Sacsayhuaman rozegrała się krwawa bitwa z Hiszpanami. Powstańcy przegrali bitwę a ich ciała pozostawiono na pożarcie kondorom. Natomiast co roku 24 czerwca odbywa się tu kolorowe święto przesilenia letniego Inti Rayni, na które przyjeżdża mnóstwo turystów. Niedaleko Sacsayhuaman stoi olbrzymia biała figura Chrystusa, skąd rozpościera się malownicza panorama na ceglane dachy domów leżącego w dolinie Cusco.
Następnego dnia pojechaliśmy autobusem do oddalonego o 32 km od Cusco miasteczka Pisac leżącego nad rzeką Urubambą. Tu zaczyna się tzw. Święta Dolina Inków. Nazywano ją tak głównie dlatego, ponieważ była ona najważniejszym spichlerzem Imperium Inków. W Pisac znajduje się również słynny indiański targ. Natomiast 600 metrów nad miejscowością, na wysokości 3350 metrów n.p.m. leżą ruiny inkaskiego miasta, podobnego do Machu Picchu. 5–kilometrowa ścieżka wśród skał, zarośli i gąszczy pnie się stromo do góry. Podejście do ruin zajmuje nam około dwie godziny ciężkiego marszu w ostrym południowym słońcu. Po drodze mijamy starą indiankę, która idzie do ruin z dwoma butelkami Inka Coli (peruwiańskiej lemoniady), by tam sprzedać je spragnionym turystom dwa razy drożej! Z ruin można podziwiać wspaniały widok na niebieskie dachy targu i ceglane dachy domów w Pisac a także na okolicę. Na zboczach góry rozciągają się inkaskie sztuczne tarasowe pola, które są uprawiane do dziś. Inkaskie Pisac było podzielone na część mieszkalną i świątynną. Znajduje się tu specyficznie rzeźbiony monolityczny kamień Intihuatana, na którym składano ofiary Bogu Słońca. Po całodniowym zwiedzaniu w upale byliśmy bardzo zmęczeni i w drodze powrotnej z ruin do miejscowości Pisac udało nam się zatrzymać mikrobus pełen japońskich turystów. Za darmo podwieziono nas do miasta, za co byliśmy im bardzo wdzięczni.
* Artykuł ten ukazał się w Internetowym Magazynie Kulturalnym KONESER.PL w 2001 r.





