Wyspa Południowa na antypodach*

Prom z Wellington na Wyspę Południową płynie 3 godziny. Przez ostatnią godzinę rejsu pasażerowie mogą podziwiać malownicze okolice fiordów Marlborough. Prom dobija do małej miejscowości Picton, skąd w ciągu dwóch godzin i 15 minut autobusem można się dostać do spokojnego miasta Nelson. Po drodze mija się lasy, lasy i lasy. Nowa Zelandia słynie z ochrony przyrody. Na około jednej trzeciej powierzchni tego dalekiego kraju znajduje się 14 parków narodowych. Są one dostępne za darmo dla wszystkich zwiedzających. Można się tam wspinać, pływać kajakiem lub żeglować, nurkować, uprawiać narciarstwo, łowić ryby, polować, podglądać przepiękną, ożywioną i nieożywioną przyrodę, a przede wszystkim uprawiać tramping. Proponuję wybrać się na wspólną wycieczkę po przepięknej i pełnej atrakcji Wyspie Południowej, gdzie na powierzchni połowy Polski mieszka zaledwie milion osób.

Park Narodowy Abla Tasmana

Park Narodowy Abla Tasmana

Holenderski żeglarz Abel Tasman był pierwszym Europejczykiem, który dotknął stopą nowozelandzkiej ziemi. Stało się to w 1642 roku, a 300 lat później w 1942 roku w tym miejscu utworzono park narodowy. Jednak przyczyną jego powołania nie były historyczne zaszłości, lecz piękno krajobrazu i przyrody. Ten najmniejszy nowozelandzki park o powierzchni zaledwie 22,5 tys. hektarów znajduje się w północnej części Wyspy Południowej, a znany jest przede wszystkim ze swoich złotych plaż i klifowego wybrzeża. Najłatwiej się tam dostać busem z miasteczka Nelson, jadąc do malutkiej miejscowości Marahau. Po drodze mija się winnice, gdzie produkuje się wysokogatunkowe wina. W Marahau rozpoczyna się szlak wijący się wzdłuż malowniczego wybrzeża. Jest on zaliczany do jednego z „Wielkich Szlaków” na terenie Nowej Zelandii. Jak w każdym nowozelandzkim parku narodowym, w punkcie informacyjnym można poczytać tablice informacyjne Departamentu Konserwacji, który opiekuje się terenami chronionymi. Na początku szlaku trasa prowadzi przez drewniane kładki pokryte specjalną metalową siatką ponad trzęsawiskiem. Dalej ubita droga wiedzie przez wilgotny paprociowo-palmowy las. Przechodzi się przez niezliczone mosty i kładki. Spoglądając na prawo w dół można zachwycać się przepięknymi widokami na Zatokę Tasmana. Po drodze mija się dziesiątki malutkich i trochę większych zatoczek ze złotym piaskiem. Mają one tak ekspresyjne nazwy, jak Zatoka Drzewa Jabłkowego, Zatoka Cichej Studni, Zatoka Latającego Pisaku, Zatoka Koźla, Zatoka Kory, Zatoka Potoku czy po prostu Wodna Zatoczka. Na plażach gdzieniegdzie usadowiły się surowe, granitowe skały. W innych miejscach mają ujście do morza malutkie rzeczki. W powietrzu fruwają różnorodne gatunki ptaków, w tym wiele endemicznych, np. tui czy bellbird, a także znany w Europie modrzyk występujący tu pod maoryską nazwą pukeko. Można oczywiście brodzić w morzu, ale najwyżej do kostek, ze wzglądu na temperaturę wody, która jest podobnie zimna, jak w Bałtyku. Z kolei naprzeciwko plaż z lazurowego morza wyrastają małe wysepki porośnięte lasem. Oczywiście do każdej zatoczki można zejść doskonale oznakowanymi ścieżkami, by na chwilę odpocząć. Można też zarezerwować sobie kilka dni, by przejść trasę o długości prawie 40 kilometrów w tym sielskim krajobrazie. Istnieje wtedy możliwość noclegu w jednym z ośmiu schronisk znajdujących się na terenie parku; konieczna jest jednak wcześniejsza rezerwacja. Wypożyczając kajak lub żaglówkę, można popływać między fokami w Zatoce Tasmana. Oprócz wyżej opisanego szlaku wzdłuż wybrzeża można również wybrać się szlakiem, który prowadzi w głąb lądu.

Jadąc z Nelson na południe wzdłuż zachodniego wybrzeża Wyspy Południowej, mija się wiele ciekawych miejsc. Na przykład wyrastające z morza oryginalne Skały Naleśnikowe w Paru Narodowym Paparoa. Fale rzeźbią tam też tunele i jaskinie w przybrzeżnych skałach. Rejon ten jest bardzo rzadko zaludniony. 4-tysięczne miasteczko Hokitika, słynąca z biżuterii z jadeitu, jest lokalną metropolią. Ludzi jest tak mało, że na mostach droga zawsze zwęża się do jednego pasa ruchu, a jest też kilka mostów drogowo-kolejowych, gdzie dodatkowo w asfalt wtopione są tory kolejowe. Rekordowo małą miejscowością jest Pukekura, gdzie na stałe zameldowanych jest aktualnie dwóch mieszkańców. Wzdłuż drogi rozlokowane są olbrzymie farmy owiec i danieli, gdzie hoduje się po kilkaset sztuk tych zwierząt. W całej Nowej Zelandii żyje około 39 mln owiec. Wreszcie wieczorem nowoczesny autokar z klimatyzacją (zamiast której czasami potrzebne było ogrzewanie) dociera do małej miejscowości Fox Glacier.

Tai Poutini

Lodowiec Foxa

Tai Poutini to maoryska nazwa Parku Narodowego Westland, znajdującego się w środkowo-zachodniej części Wyspy Południowej na terenie Alp Południowych, należącego do Światowego Dziedzictwa Przyrody. Główną jego atrakcją turystyczną są lodowce, niespotykane w innych rejonach świata pod taką szerokością geograficzną (oprócz Patagonii w Ameryce Południowej). Na dodatek położone są one bardzo nisko, bo zaledwie 300 m n.p.m. Lodowiec Franciszka Józefa i lodowiec Foxa oddalone są zaledwie 5 km od malutkich miejscowości o tych samych nazwach. Są one porównywalne z wielkością Ustrzyk Górnych: jedna ulica, trzy knajpki, kilka hoteli, jeden sklep, kilkanaście domów oraz biura turystyczne. Istnieje kilka możliwości wybrania się na lodowiec. Można iść samemu, ale ze wzglądu na bezpieczeństwo nie jest to zalecane niedoświadczonym osobom. Inną opcją są lokalne biura turystyczne, które oferują wycieczki wraz z doświadczonym przewodnikiem. Można wykupić półdniową lub całodniową pieszą wycieczkę, przelot helikopterem do wyższych partii lodowca lub sam lot małym samolotem nad lodowcem. Pierwsza opcja jest najtańsza i w zupełności wystarczająca przeciętnemu turyście. W biurze turystycznym otrzymuje się przeciwdeszczową, grubą kurtkę oraz specjalne buty, na które zakłada się na lodowcu raki.. Wsiada się do pomalowanego na niebiesko autobusu, by po kilku minutach jazdy znaleźć się w pobliżu lodowca. Początkowo szlak wiedzie w górę przez bujny las deszczowy porośnięty wielkimi paprociami. Po ponad godzinie marszu turystom ukazuje się lodowiec w pełnej krasie. Ponad nim można podziwiać szczyty gór, niektóre pokryte śniegiem. Wśród nich znajduje się najwyższy szczyt Nowej Zelandii – góra Cooka o wysokości 3754 m n.p.m. Przewodnik podaje wszystkim raki, aby założyli na swoje obuwie. Wtedy bezpiecznie można ruszać dalej, już po bardzo śliskim lodzie. Z daleka 13-kilometrowy lodowiec Foxa wygląda, jakby był przybrudzony. Z bliska natomiast mieni się wszystkimi odcieniami koloru niebieskiego. Im głębszy otwór w lodzie, tym niebieski odcień jest bardziej intensywny i ciemniejszy. Przewodnik, wycinając kilofem stopnie w lodzie, prowadzi swoją grupę do interesujących miejsc. Można między innymi za pomocą liny przeciskać się przez jaskinie lodowe i studnie, a także podziwiać doświadczonych alpinistów, którzy wspinają się po pionowych skałach lodu. Po około godzinie nastał czas powrotu. Tym razem droga wiedzie wzdłuż lodowcowej rzeki Foxa, wypływającej bezpośrednio spod lodowca. Jest stosunkowo szeroka i jej brunatne wody wieloma strumieniami rozlewają się szeroko po dolinie, by po kilkunastu kilometrach wpłynąć do Morza Tasmana.

Park Narodowy Fiordland

Z Fox Glacier dalsza droga po Wyspie Południowej wiodła do górskiego 18-tysięcznego Queenstown. Miasto to jest tak atrakcyjne, że rocznie przyjeżdża tu 2 mln turystów z całego świata, a ceny gruntów są jednymi z najwyższych w całej Nowej Zelandii. Queenstown położone jest nad rynnowym jeziorem Wakatipu o głębokości aż 400 m, a po drugiej stronie tego zbiornika wodnego można podziwiać niezwykle malownicze góry The Remarkables. Ich brązowy kolor zmienia się w zależności od promieni słońca, które w ciągu dnia padają pod różnym kątem. Od barw ciemnych, poprzez iskrzące, do jasnych i bardzo jasnych. W zimę dochodzi do tego biały kolor pokrywy śnieżnej i można tam uprawiać sporty narciarskie. Zachwycając się tym górskim pejzażem, kolejnego dnia wykupiłem całodniową wycieczkę autokarową do fiordu Milford. Park Narodowy Fiordland jest największym parkiem Nowej Zelandii i jak sama nazwa wskazuje jest to kraina fiordów. Jednak aby się tam dostać konieczny jest przejazd przez dziewicze góry. Południowo-zachodnia część Wyspy Południowej ze względu na swoją niedostępność nie została jeszcze całkowicie eksplorowana. Można znaleźć tam miejsca, gdzie nie stanęła ludzka stopa. Tymczasem wjeżdżając do Parku Narodowego Fiordland najpierw jedzie się szeroką trawiastą doliną Eglinton. Dociera się do Mirror Lakes, czyli jezior lustrzanych, w których perfekcyjnie odbijają się szczyty pobliskich gór. Dalej pokonuje się tunel Homer o długości 1270 m. W czasie postoju przed tunelem można spotkać chronioną papugę o zielono-brązowym upierzeniu o angielskiej nazwie kea. Jest to jedyna papuga na świecie żyjąca w rejonach alpejskich. Za tunelem zjeżdża się serpentynami i dociera się do miejscowości Milford Sound. Miejscowość to za dużo powiedziane. Całe Milford Sound to po prostu malutki porcik i nic więcej. Tutaj turyści wsiadają na statki, by płynąć przez najsłynniejszy i podobno najpiękniejszy w Nowej Zelandii fiord Milford, który ma 16 km długości. Został on odkryty przez łowcę fok Johna Grono dopiero w 1823 roku, ponieważ od strony oceanu jest on całkowicie niewidoczny. Cały rejs trwa około półtorej godziny. Ze statku można rozsmakowywać się przepięknymi widokami na wysokie klifowe wybrzeże (średnia wysokość skał wynosi 330 m). Nad fiordem dominuje szczyt Krawędziowy – najwyższy klif morski na świecie – 1692 m. W wielu miejscach spływają i bajecznie rozpryskują się liczne wodospady, małe i duże. Turyści mogą również podziwiać pingwiny i foki wylegujące się na przybrzeżnych skałach, a przy odrobinie szczęścia również pływające delfiny. Niestety pogoda rzadko tu dopisuje i standardem jest siąpiący deszcz. Poza rejsem statkiem istnieje również możliwość podziwiania fiordu z powietrza, lecąc helikopterem lub samolotem lądującym na wodzie. Fiordland to najdziksza część Południowej Hemisfery i ze względu na brak dróg nie do końca jeszcze zbadana, a w 1990 roku wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Rośnie tu ponad 700 gatunków endemicznych roślin. Ponadto na terenie Parku Narodowego Fiordland mają swe początki trzy piękne szlaki turystyczne: Kepler, Milford i Routeburn.

Właśnie kolejnego dnia udało mi się wędrować tym ostatnim szlakiem, ale od drugiej strony – z miejscowości Glenorchy. Podczas kilkugodzinnego trekkingu kilka razy przechodzi się nad rzekami i strumykami ruchomymi mostami linowymi i mija się po drodze dwa schroniska – Flats Hut i Falls Hut. To ostatnie znajduje się na wysokości około 1000 m n.p.m., gdzie kończy się las, a zaczyna roślinność wysokogórska – trawy, mchy. Wyżej można podziwiać przepiękne panoramy Alp Południowych. Szczyty, nawet w lecie pokryte są śniegiem, przypominają Tatry Wysokie. Nazwa Falls Hut nawiązuje do pięknych wodospadów z hukiem zrzucających ogromne ilości wody z dużej wysokości, które są tuż obok schroniska wybudowanego na palach na zboczu góry. Niestety w schronisku nie można kupić nic do jedzenia. Cały 32-kilometrowy szlak Routeburn znajduje się na terenie Parku Narodowego Góry Aspiring, który jest wpisany na listę UNESCO i doświadczony tramper może go przejść w ciągu 11 godzin. Jednak problemem może być powrót z drugiego końca szlaku, gdyż drogą trzeba jechać ponad 350 kilometrów.

Okolice Queenstown to tereny, gdzie w II połowie XIX wieku miała miejsce gorączka złota. Ostatni mieszkaniec miasteczka Macetown, które teraz nazywane jest częściej Ghost Town, czyli miastem duchów, zmarł w 1921 roku. Aby się tam dostać, trzeba koniecznie dysponować samochodem terenowym z napędem na obie osie. Nurt Rzeki Arrow przejeżdża się aż 26 razy w każdą stronę. Miejsce, gdzie od 1862 roku istniało Macetown, zdradza niewiele informacji o dawnej osadzie ludzkiej. Pozostało kilka urządzeń do płukania złota oraz odbudowano jeden budynek z epoki. W rzece Arrow złoto może znaleźć nawet amator, jednak są to tak małe kawałeczki, że mają wartość jedynie pamiątkową. Dla odmiany miasteczko Arrowtown jest warte zwiedzenia ze względu na swoją architekturę, która zachowała historyczny charakter. Znajdują się tu XIX-wieczne budynki, np. poczty, apteki, piekarni, sklep z wełną i mały kościółek.

Sporty ekstremalne

lot na paralotni

Poza opisanymi wyżej atrakcjami, związanymi z czasami gorączki złota, Queenstown słynie przede wszystkim ze sportów ekstremalnych. To tutaj w 1988 roku na moście Kawarau zbudowano pierwsze na świecie stałe miejsce do skoków na bungy. Można uprawiać rafting, spływ motorówką jet boat górską rzeką Shotover, skoki ze spadochronem z samolotu. Te ostatnie odbywają się z różnych wysokości: 2,7 km, 3,6 km i 4,5 km. Wolne spadanie trwa od 50 sekund do minuty i 15 sekund, w zależności od wysokości i osiąga się prędkość 200 km/h. Opadanie ze spadochronem to kolejne 5 minut. Z kolei ze szczytu Bob’s Peak, górującym nad miastem, gdzie można się dostać kolejką linową, ochotnicy startują na paralotni. Poza miastem loty na paralotni popularne są z góry Coronet o wysokości 1640 m. Jednak te sporty to już przeżytek. W 2002 roku dwóch mieszkańców Queenstown wynalazło coś nowego: canyon swing (huśtawka nad kanionem). Śmiałek przyczepiony jest do 109-metrowej liny uwiązanej nad kanionem i stoi na jego progu. Skacze, spadając w dół 60 metrów. Następnie lina ciągnie go łukiem nad kanionem i w tym momencie ochotnik osiąga już prędkość około 150 km/h. Zaczyna się huśtać na linie, która wykonuje 200-metrowy łuk. To nie wszystko. Jest jeszcze fly by wire (latanie na drucie). Przez 25 minut nad doliną o szerokości 400 metrów z maksymalną prędkością 171 km/h wykonuje się ósemki na uwiązanej na linie rakiecie. Jeden z komentarzy uczestnika tej atrakcji był następujący: „Nawet moje gó… się bało!”. Oczywiście istnieje możliwość uwiecznienia swoich wyczynów w formie zdjęć na dysku CD czy filmu DVD. Można również kupić odpowiednie T-shirty, czapeczki i inne pamiątkowe gadżety.

Wschodnie wybrzeże

Również wschodnie wybrzeże Wyspy Południowej jest godne polecenia. Głównie ze względu na walory przyrody ożywionej. W okolicy miasta Dunedin, które posiada oryginalną centrum w kształcie ośmiokąta i jest nazywane najbardziej szkockim miastem Nowej Zelandii, na półwyspie Otago znajduje się jedyne na stałym lądzie gniazdo albatrosów na świecie. Rozpiętość skrzydeł tego największego ptaka na świecie sięga 3,5 metra. W czasie lotu albatros królewski wygląda majestatycznie, natomiast kiedy siedzi w gnieździe, to przypomina dużą kaczkę. Niedaleko na półwyspie Otago jest również kolonia pingwinów niebieskookich. Skonstruowane są tam specjalne tunele obserwacyjne, skąd można z bliska podejrzeć te ptaki. Od góry można je też podziwiać na piaszczystej plaży. Ponadto w rezerwacie przebywają także foki, lwy morskie, kormorany, mewy i …owce. Na półwyspie znajduje się również jedyny w Nowej Zelandii zamek Larnach, wybudowany w 1871 roku. W Dunedin warto odwiedzić browar, który produkuje podobno najlepsze nowozelandzkie piwo – Speight’s. Kilkadziesiąt kilometrów na północ od Dunedin leży miejscowość Oamaru, gdzie również jest kolonia pingwinów niebieskookich, ale także o wiele rzadszych pingwinów żółtookich. Ponadto Oamaru może być interesujące ze wzglądu na swoją architekturę. W mieście przeważają XIX-wieczne gmachy w klasycznym brytyjskim stylu kolonialnym, wybudowane z wapienia. Z kolei w Christchurch, największym mieście na Wyspie Południowej, a równocześnie najbardziej angielskim miastem Nowej Zelandii, można podziwiać olbrzymią XIX-wieczną anglikańską katedrę z przylegającym do niej rozległym placem, a także odwiedzić International Antarctic Centre. To właśnie z Christchurch w 1911 roku wyruszał Robert Scott na swoją wyprawę na Biegun Południowy. Jednak największą moim zdaniem atrakcją wschodniego wybrzeża Wyspy Południowej jest miasteczko Kaikoura. Stąd można wypłynąć na Ocean Spokojny, aby kilka kilometrów od brzegu podziwiać kaszaloty. Wieloryb przez 20 minut nabiera tlen, aby potem przez 40 minut nurkować na głębokości powyżej 1000 metrów. Na powierzchni widać końcówkę potężnego cielska ssaka oraz wypuszczane z nozdrzy fontanny wody. Punktem kulminacyjnym przedstawienia jest moment, kiedy kaszalot, przygotowując się do nurkowania, zarzuca swój olbrzymi ogon, by po chwili zniknąć w otchłani oceanu. Scena trwa nie więcej niż 5 sekund, ale warta jest zobaczenia. Ze statku można także podziwiać delfiny, które skaczą i wykonują salta nad powierzchnią wody. Są też organizowane wycieczki pływania z tymi przyjacielskimi zwierzętami. Ponadto w Kaikoura można się wybrać na pokaz strzyżenia owiec, a także wspiąć się na najwyższy poza Alpami Południowymi szczyt Mt. Fyffe o wysokości 1602 m. Podczas ładnej pogody na górze na turystów czekają niesamowite widoki: z jednej strony wybrzeże Oceanu Spokojnego, a z drugiej – ośnieżone szczyty Alp Południowych o wysokości powyżej 2000 metrów.

Wyspa Południowa Nowej Zelandii oferuje szeroką gamę możliwości wypoczynku, przede wszystkim aktywnego. Przyroda, krajobrazy, a także warunki klimatyczne są tak różnorodne w różnych częściach tej wyspy, że aż trudno uwierzyć w to, iż to ciągle jedna i ta sama wyspa. Niedaleko lodowca można spotkać zarówno paprocie, jak i palmy. Dla polskiego turysty problemem może się jednak okazać koszt podróży samolotem do tego najdalej od Polski oddalonego kraju, który waha się w granicach 5 tys. zł, a usługi miejscowych biur turystycznych również nie należą niestety do tanich. Mimo to zachęcam do odwiedzenia kraju Kiwusów (tak o sobie mówią sami Nowozelandczycy, nawiązując do bardzo rzadko występującego tam endemicznego nielota – ptaszka kiwi, który stał się symbolem tego kraju).

* Artykuł ten został opublikowany w nr 7 miesięcznika „Globtroter” z 2006 r.

Komentowanie jest zamknięte.

web stats stat24