Tunezja w marcu*

Termin: 14-28 marzec 2004

Lot: Air Polonia

Tunezja jest jednym z najbardziej cywilizowanych krajów arabskich w Afryce, a mimo to widać jak bardzo kultura ta różni się od naszej. Kraj ten uwolnił się spod francuskiej okupacji 20 marca 1956 roku. Dzień ten jest obecnie narodowym świętem niepodległości, wolnym od pracy. Jednak historia Tunezji sięga dużo dalej w czasie. Na terenie tego kraju miało swoją główną siedzibę w Kartaginie państwo fenickie już w IX w. p.n.e. Później nastali kolejno Rzymianie, Wandalowie, Arabowie, Turcy i Francuzi.

Naszą bazą wypadową była nadmorska przemysłowa miejscowość Sousse na Sahelu, czyli wschodnim wybrzeżu Tunezji nad Morzem Śródziemnym. Mieszkaliśmy na piątym piętrze hotelu El Hana Beach skąd rozpościerał się niesamowity widok na kilkanaście kilometrów szerokiej piaszczystej plaży i morze w lazurowym kolorze. Plaża była przepiękna, jednak niezbyt czysta, bo jej nie sprzątano.

Sousse

Jest trzecim co do wielkości miastem w Tunezji. Warto zwiedzić medinę z kolorowymi sukami (sklepami). W Sousse, tak jak w większości miast Sahelu, Arabowie wybudowali ribat w VIII wieku, czyli fortecę-klasztor (wstęp 1,1 dinara). Tak jak we wszystkich muzeach ze fotografowanie lub filmowanie należy wykupić bilet za 1 dinara. Jednak na terenie muzeów nie jest to sprawdzane. Wystarczy wejść ze schowanym aparatem, aby uniknąć opłaty. Z wieży ribatu rozciąga się wspaniały widok na medinę oraz port rybacki. Obok ribatu znajduje się Wielki Meczet. Niewierni mogą wejść tylko na dziedziniec meczetu, ale z dziedzińca widać wnętrze, ponieważ wszystkie drzwi są otwarte. Jeden z Tunezyjczyków poinformował mnie, że przyczyną zakazu wchodzenia turystów do środka meczetu jest chęć zachowania czystości świątyni.

UWAGA: DZIEDZINIEC MECZETU DLA TURYSTÓW JEST OTWARTY TYLKO W GODZINACH OD 9.00 DO 13.00, BO WTEDY MUZUŁMANIE NIE MODLĄ SIĘ. NALEŻY MIEĆ DŁUGIE SPODNIE LUB SPÓDNICĘ I ZAKRYTE RAMIONA. JEŚLI NIE POSIADAMY TAKIEGO STROJU, MOŻLIWE JEST WYPOŻYCZENIE GO PRZY WEJŚCIU NA TEREN MECZETU.

Ładne widoki są też z wieży kazby (cytadeli), która znajduje się w przeciwległym rogu mediny. Obecnie znajduje się tutaj Muzeum Archeologiczne (2,1 dinara). Niedaleko, po wewnętrznej stronie mediny przy murach miejskich jest wiele kawiarenek na dachach domów, których właściciele zapraszają, aby napić się kawy czy miętowej herbaty, podziwiając równocześnie z góry medinę i morze.

Z Sousse warto przejść się plażą do portu El Kantaoui, który znajduje się około 10 km na północ. Spacer zajmuje około 2 godziny w jedną stronę. Po drodze mija się bogate domy i drogie hotele, na szczęście nie ma tu zagrodzonych plaż i można swobodnie przechodzić. Przyjemny spacer gdzieniegdzie zakłócają jedynie ujadające za płotami psy. W El-Kantaoui można wypić dość drogą kawę w jednej z kawiarni przy marinie. Cumują tu prywatne żaglowce, łódki z różnych krajów jak również wycieczkowe statki stylizowane na czasy średniowiecza czy starożytnej Kartaginy. Nie warto tu kupować pamiątek, ponieważ jest drożej niż w medinie w Sousse.

UWAGA: W TUNEZJI NIE KUPI SIĘ DOBREJ MAPY KRAJU, DLATEGO RADZIMY PRZYWIEŹĆ TAKĄ Z POLSKI.

Dworzec louage, czyli dalekobieżnych autobusów i taksówek znajduje się daleko od mediny, w brudnej części Sousse. Louage odjeżdżają, gdy zbierze się komplet pasażerów. Wypożyczenie najtańszego samochodu kosztuje 60-75 dinarów na dzień. W depozycie trzeba ponadto zostawić kartę kredytową lub równowartość 500 EUR.

Wyprawa na Saharę

Miasteczko El Jem leży 60 km na południe od Sousse. Znajdują się tutaj ruiny, trzeciego co do wielkości, koloseum Starożytnego Rzymu. Budowla robi niesamowite wrażenie, a w okresie swojej świetności mieściła 30 tys. widzów.

W północnej Tunezji krajobraz jest podobny jak w południowej Europie. Im bardziej jedzie się na południe tym jest coraz bardziej suchy i surowy. Wzdłuż dróg rosną gaje oliwne. Jest zielono. Im bardziej na południe to drzewka oliwne są bardziej od siebie oddalone, aby nie zabrakło im wody. Jeszcze dalej na południu rosną niskie krzaki, jest coraz mniej roślinności aż wreszcie rozpoczyna się pustynia kamienista a dalej piaszczysta. Gdzieniegdzie mija się oazy morskie. W okolicach wioski Matmata znajdują się domu troglodytów. Berberowie mieszkający w tamtych rejonach mieszkają w domach wykutych w skale pod ziemią. Dzięki temu nie dokucza im tak bardzo słońce, które w tym rejonie rzeczywiście mocno operuje, nawet w zimie.

Dojechaliśmy do Douz (nazwa miejscowości wzięła się stąd, że podczas francuskiej okupacji znajdował się tutaj dwunasty garnizon, po odzyskaniu niepodległości Tunezyjczycy pozostawili tę nazwę), które jest nazywane „bramą do Sahary”. Dwanaście kilometrów dalej leży inna oaza – Zaafrane, skąd wyruszyliśmy na wycieczkę po pustyni na wielbłądach jednogarbnych (10 dinarów za 1,5 godziny). Zostaliśmy ubrani w specjalne okrycia i turbany na głowę. Przy wsiadaniu i zsiadaniu z wielbłąda trzeba uważać, by z niego nie spaść. Sahara ze swoimi piaszczystymi wydmami jest piękna i surowa a jednocześnie uspokajająca. Dla Europejczyka jest to niezapomniane przeżycie. Należy pamiętać, by zabezpieczyć aparaty fotograficzne i kamery przed piaskiem. W Douz można uczestniczyć w zorganizowanych dłuższych wyprawach na wielbłądach na pustynię piaszczystą – Wielki Erg Wschodni, np. z noclegiem na pustyni lub kilkudniową wyprawę połączoną ze zwiedzaniem oaz.

W Douz spaliśmy w hotelu Mehari w zone touristique, gdzie jeden pokój ze śniadaniem kosztował 50 dinarów za noc. Hotel wyglądał jak średniowieczna forteca z wielką obronną bramą wjazdową. Następnego dnia wstaliśmy wcześnie rano, aby na salarze Szott El-Dżerid (sucha słona powierzchnia, która podczas ulewy zamienia się w jezioro) podziwiać wschód słońca. Na jednym z parkingów warto kupić na pamiątkę róże pustyni – twory skalne w kształcie róży.

UWAGA: W TUNEZJI TAK JAK W KAŻDYM KRAJU ARABSKIM NALEŻY SIĘ O WSZYSTKO TARGOWAĆ. CZASAMI MOŻNA COŚ KUPIĆ NAWET ZA 10-20% PIERWOTNEJ CENY, PONIEWAŻ SĄ ONE KILKAKROTNIE WYŻSZE OD RZECZYWISTEJ WARTOŚCI TOWARU.

Podobne solniska odwiedziłem w Boliwii – Salar de Uyuni. Przez salar przejechaliśmy groblą, której pierwotną wersję wybudowali Niemcy podczas II wojny światowej. Następnie dotarliśmy do miejscowości Tawzar, skąd przejechaliśmy bryczkami do pustynnej oazy (5 dinarów). Spacerowaliśmy wśród palm daktylowych i podziwialiśmy specjalny system nawadniania roślinności wynaleziony przez Arabów w XIII wieku, bujną roślinność w oazie, m.in. takie egzotyczne i tropikalne drzewa jak bananowce, figowce, granaty, drzewa pomarańczy. Można było się wspiąć na palmę, co wbrew obiegowej opinii wcale nie jest takie trudne. Kolejną atrakcją był przejazd jeepami do górskiej oazy Szebika w górach Atlas. Jest to stara berberyjska wioska, obok której znajduje się wspaniały gaj palmowy. Natomiast powyżej są ruiny starej Szebiki zniszczonej przez ulewne deszcze. Góry te tworzą niepowtarzalny, surowy, pustynny krajobraz. Mimo że była to dopiero połowa marca słońce grzało niemiłosiernie i było bardzo gorąco, nawet w krótkich spodenkach. Następnie udaliśmy się do wodospadu Tamerza, którym szczycą się Tunezyjczycy, ale w porównaniu tylko z wodospadami tatrzańskim wyglądał bardzo marnie. Stąd już tylko kilka kilometrów do granicy z Algierią.

W drodze powrotnej do Sousse wstąpiliśmy do Kairouanu, gdzie znajduje się najstarszy meczet w Afryce Północnej z VII wieku. Jest to czwarte święte miasto islamu po Mekce, Medynie i Jerozolimie i dawna stolica. Stąd Arabowie rozpoczęli dalszą ekspansję na zachód i na północ do Europy. Kairouran słynie także z produkcji pięknych dywanów z naturalnej wełny. Warto przyjrzeć się pracy Arabek, które splatają dziesiątki tysięcy węzełków tworząc niepowtarzalne wzory.

Tunis

Historia stolicy Tunezji sięga V wieku p.n.e. Medina w Tunisie to rozległe zadaszone suki i Wielki Meczet, który znajduje się w środku. Tłumy sprzedających zaczepiają z każdej strony i trudno jest przejść. Nas zaczepił jeden z Arabów i powiedział, że pokaże nam ładny widok. Skusiliśmy się na tę propozycję. Szliśmy za nim zadaszonymi sukami i nieznanymi krętymi uliczkami, aż nie wiedzieliśmy gdzie się znajdujemy. W końcu weszliśmy do jakiegoś budynku, pod którym kilku brodatych typów grało w karty. W budynku był sklep z dywanami. Weszliśmy na dach skąd rzeczywiście rozlegał się obiecany wspaniały widok na całą medinę i minaret Wielkiego Meczetu. Arab poinformował nas, że znajdujemy się w jednym z dawnych pałaców sułtana. Kiedy zakończyliśmy upajanie się widokami ruszyliśmy w drogę powrotną. Tymczasem Arab zaprowadził nas do sklepu z wonnymi olejkami prosząc, abyśmy coś kupili. Zapachy niezbyt się nam podobały, ale mimo to po stargowaniu z 15 dinarów na 10 kupiliśmy małą buteleczkę zapachu SAHARA. Kiedy wyszliśmy ze sklepiku Arab powiedział, aby mu dać jeszcze 2 dinary za zaprowadzenie na dach budynku. Zgodziłem się na 1 dinara. Podziękował, uścisnął mi rękę i odszedł w swoją stronę. Kolejnego dnia sprawdziłem cenę takiego samego flakonika perfum w innym sklepie – 1,5 dinara!

UWAGA: KIEROWCY NIE ZATRZYMUJĄ SIĘ PRZED PRZEJŚCIAMI DLA PIESZYCH, DLATEGO PRZED WEJŚCIEM NA JEZDNIĘ WARTO KILKA RAZY SPRAWDZIĆ CZY COŚ NIE NADJEŻDZA. WIĘKSZOŚĆ AUT TO STARE RENAULTY, PEUGEOTY I CITROENY.

W Tunisie zwiedziliśmy także francuską kolonialną część miasta z szerokimi bulwarami oraz Muzeum Bardo ze wspaniałymi rzymskimi mozaikami. Ponadto pojechaliśmy do Kartaginy, która jest obecnie dzielnicą Tunisu. Najlepiej zachowaną częścią starożytnej Kartaginy rzymskiej są Termy Antoniusza, które też nie wyglądają zbyt imponująco. W innym miejscu można spotkać rzymskie akwedukty czy olbrzymie kilkusetmetrowe zbiorniki na wodę, natomiast na Wzgórzu Byrsa znajduje się okazała katolicka katedra. Po zabytkach punickich nie pozostało niestety zbyt wiele. Niedaleko od Kartaginy położona jest inna nadmorska dzielnica Tunisu – Sidu Bu Said, która nazywana jest Niebieskim Miasteczkiem. Trochę przypomina uboższą siostrę miasteczka Pyrgos na Santorini a trochę węgierskie miasteczko artystów Szentendre. Wszystkie drzwi i okiennice domów pomalowane są na niebiesko, co stwarza specyficzną, miłą atmosferę. Warto wejść do jednej z restauracyjek na miętową herbatę z orzeszkami pinii po turecku za 1,5 dinara. Znad wysokiego brzegu można podziwiać ładne widoki na morze i marinę.

Monastir

Monastir jest niewielkim miasteczkiem i leży 20 km na południe od Sousse. Najłatwiej można się tam dostać pociągiem za 2 dinary (bilet powrotny). Dziennie z Sousse do Monastiru jeździ 21 pociągów, wyruszają od 5 rano do 20.10. Podróż trawa około 40 minut. Niektóre z tych pociągów jadą dalej do Mahdiji (kolejna godzina). Po drodze mija się słone jeziora, na których można podziwiać flamingi. Można wysiąść na jednej z pośrednich stacji, najlepiej stacja „Lotnisko”, by przejść się w stronę jezior i przyjrzeć się ptakom z bliska. W Monastirze znajduje się największy ribat w Tunezji (wstęp 2,1 dinara), z którego roztacza się piękny widok na morze, plaże i marinę. Obok ribatu wybudowano Mauzoleum Habiba Burgiby (wstęp bezpłatny), wyzwoliciela i pierwszego prezydenta Tunezji, którego rodzinnym miastem był właśnie Monastir. Budowla ma pozłacaną kopułę, a po bokach stoją wysokie i wąskie wieże, co sprawia, że wygląda jakby była z baśni z 1001 nocy.

Przylądek Cap Bon

Wybraliśmy się na całodniową objazdową wycieczkę na przylądek Bon. Jest to najżyźniejsza część Tunezji. Najpierw zatrzymaliśmy się w turystycznej miejscowości Hammamet, gdzie w obrębie murów mediny podziwialiśmy kazbę. Następnie pojechaliśmy do miejscowości Naboul, która słynie z wyrobów ceramicznych. Byliśmy w jednej z fabryk, gdzie widzieliśmy cały proces produkcyjny różnorakich dzbanków, kubków, talerzyków i wazoników. Od modelowania gliny niezwykle sprawnymi palcami na kołowrotku, aż do malowania gotowych wyrobów. Kolejnym przystankiem były ruiny rzymskiego nadmorskiego miasta Kerkouane, z którego pozostały jedynie fundamenty budynków i co ciekawe wanny, w których zażywali kąpieli ówcześni mieszkańcy. Następnie pojechaliśmy do El-Hawaria, gdzie w ciągu 1500 lat już od czasów punickich wydobywano surowiec do budowy miast i w ten sposób wydrążano w miękkiej skale rozległe jaskinie. Niedaleko brzegu znajduje się wyspa, która jest ostatnim przystankiem dla ptaków, które na wiosnę wraz z odpowiednim prądem powietrznym lecą stąd do Europy – na Sycylię jest tylko 140 km. Kolejnym naszym przystankiem było Korbus, gdzie gorące źródła spływają wprost do Zatoki Tunetańskiej. Pod koniec dnia wstąpiliśmy jeszcze w okolicach miasta Grombalia do winnicy, gdzie właściciel poczęstował nas różnymi gatunkami wina. W tych okolicach produkcję wina rozpowszechnili Francuzi podczas okupacji Tunezji przez 75 lat.

Dugga

Ostatnią naszą wycieczką była podróż do ruin starożytnej Duggi. Po drodze zwiedziliśmy ruiny rzymskie w Thumburo Majus. Były one tylko trochę lepiej zachowane niż Kartaguna czy Kerkouane. Natomiast Dugga robi niesamowite wrażenie. Zachowało się dużo budowli w stosunkowo dobrym stanie np. amfiteatr, kapitol, łaźnie, latryny. Pod ulicami nadal biegnie system kanalizacyjny, a w bruku widać koleiny i specjalne wgłębienia utrudniające ślizganie się kołom wozów konnych. Całość zajmuje dość duży teren. Wypatrywanie kolejnych szczegółów np. fragmentów mozaiki, posągów czy łacińskich inskrypcji jest fascynującą rzeczą. W tym miejscu, dzięki niesamowitemu klimatowi, po prostu czuje się historię. Wracając z Duggi do Sousse pojechaliśmy jeszcze do miejscowości Zaghwan, która leży u stóp góry o tej samej nazwie (1295 m n. p. m.). Tutaj rozpoczynał się rzymski akwedukt, który dostarczał wodę Kartaginie leżącej 70 km na północ. Dzisiaj znajdują się tu ruiny świątyni z fontannami ku czci wody.

Ponadto jednego z wieczorów byliśmy na występie fakira zorganizowanym w naszym hotelu w Sousse. Fakir chodził i kładł się na szkle, gwoździach, sztyletach. Wbijano mu miecz do brzucha, próbowano poderżnąć gardło, obciąć język itp. Mimo to nie polała się krew. Drugim punktem programu był taniec brzucha wykonywany przez młodą Tunezyjkę.

INFORMACJE PRAKTYCZNE:

  1. Pogoda w marcu. Generalnie było pochmurno a temperatura około 20 st. C. Wiało. 4-5 dni było słonecznych i wtedy było cieplej – około 25 st. C. W ciągu 2 tygodni dwa razy lekko kropiło po 5 minut i była jedna 2-godzinna ulewa. Nad morzem jest bardzo wilgotno a na pustyni i w górach Atlasu sucho.
  2. Pieniądze. Dinar tunezyjski, który dzieli się na 1000 milimów ma sztywny, państwowy kurs niewiele różniący się między bankami i hotelami. Nie ma sensu szukać lepszego kursu, bo można zaoszczędzić max. 200 milimów, czyli około 60 groszy na 100 EUR. Podczas naszego wyjazdu 1 USD kosztował 1,23 dinara a 1 EUR – 1,5 dinara.

UWAGA: ISTNIEJE ZAKAZ WYWOZU DINARÓW Z TUNEZJI. NIE WYDANE DINARY MOŻNA WYMIENIĆ TYLKO NA LOTNISKU, JEŚLI POKAŻE SIĘ KWITEK Z WYMIANY W BANKU. MOŻNA WYMIENIĆ DO WARTOŚCI 30% TEGO KWITKA.

  1. Czas. W zimie nie ma różnicy czasu między Polską a Tunezją, a latem w Polsce jest godzina do przodu.
  2. Wiza. Do Tunezji konieczne są wizy wjazdowe. Dla zorganizowanych wycieczek nie ma konieczności posiadania wizy.
  3. Zdrowie. Nie ma obowiązkowych szczepień. Wystarczy przestrzegać standardowych zasad higieny, np. nie pić nieprzegotowanej wody z kranu.
  4. Język. W Tunezji obowiązuje język arabski Wielu starszych Tunezyjczyków mówi po francusku a młodych po angielsku.
  5. Internet. Nie ma problemu z dostępem do Internetu. W większych miejscowościach jest wiele kawiarenek internetowych. Godzina surfowania kosztuje 2 dinary.
  6. Ceny: woda mineralna 1,5 l – 0,4-0,6 dinara; piwo Celtia 0,3 l (jedyne jakie jest) – 1 dinar; wódka 0,5 l 36% – 12 dinarów; wódka 0,7 l 40% – 20 dinarów; Johny Walker – 111 dinarów; wino 0,7 l  – od 3,5 dinara, dobre od 10 dinarów; film Kodak 35 klatek – 5,5,dinara; benzyna 1 l – 0,78 dinara; pomarańcze (są wyjątkowo słodki i dobre) 1 kg – 0,6-1,4 dinara; pomidory 1 kg – 1 dinar; paczka daktyli – od 0,5 dinara; chipsy średnie – 2,5 dinara; mleko 1 l – 0,7 dinara; mydło – 0,65 dinara; oliwka z oliwek 0,7-1 l – 2,5-4,5 dinara (na lotnisku dwa razy drożej); sok w kartonie 1 l – 1,25 dinara; paluszki – 2 dinary; torebka ze skóry – od 25 dinarów; plecak ze skóry – od 15 dinarów; kurtka ze skóry – od 150 dinarów; portfel ze skóry – 8 dinarów; kaseta magnetofonowa z muzyką – 1 – 2,5 dinara; CD z muzyką – 4-7 dinarów; znaczek na list do Polski – 0,6 dinara; widokówka – 0,2 dinara; krem do opalania produkcji francuskiej, filtr 12 – 12-15 dinarów (w Tunezji można kupić kosmetyki tylko produkcji francuskiej); olejek wonny 30 ml – 1,5 dinara; sandwich – kebab – 1,5-3 dinary; mapa Tunezji skala 1:1000000 – 1 dinar; T-shirt – 5-12 dinarów; kawa, herbata miętowa w kawiarni – 1-1,5 dinara; piwo 0,3 l w restauracji 2-3 dinary; obiad w restauracji – 7-15 dinarów.

* Tekst ten ukazał się w IX tomie serii książkowej „Przez Świat”.

Komentowanie jest zamknięte.

web stats stat24