Dzięki Unii będzie coraz drożej*

Unijne regulacje to wyższe koszty i ceny niemal wszystkiego. Niektóre – tak jak podatkowe stawki minimalne – bezpośrednio podwyższają ceny towarów i usług, inne – standardy i normy – pośrednio. Płacimy i jako podatnicy, i jako konsumenci.

Wieza Madou - biurowiec Komisji Europejskiej w BrukseliUnia Europejska żąda festiwalu podwyżek. Aby dostosować polskie stawki do unijnych minimów, Ministerstwo Infrastruktury przygotowało projekt ustawy wprowadzającej podwyżkę opłaty paliwowej na olej napędowy. 1 stycznia 2010 roku minimalny poziom akcyzy na to paliwo wzrasta z 0,274 euro do 0,302 euro za litr. Spełnienie wymogów UE nastąpi właśnie poprzez podwyżkę opłaty paliwowej (która przez UE traktowana jest podobnie jak akcyza). Stawka opłaty paliwowej na olej napędowy wzrośnie z 92,61 zł do 233,99 zł za 1000 litrów. Podwyżka opłaty spowoduje wzrost cen tego paliwa na stacjach benzynowych o około 0,2 zł na litrze. Z kolei stawka opłaty paliwowej na benzynę od nowego roku wzrośnie o wskaźnik inflacji (3,5 proc.) i będzie wynosić 92,87 zł za 1000 litrów (teraz wynosi 89,72 zł). Podobnie stawka opłaty paliwowej na LPG wzrośnie o poziom inflacji i wyniesie 119,82 zł za tonę. Jak poinformowała Patrycja Wolińska-Bartkiewicz, wiceminister infrastruktury, planowany wzrost dochodów z tytułu wzrostu stawki opłaty paliwowej wyniesie 2,2 mld zł rocznie.

Wdrażający unijną dyrektywę tzw. Narodowy Cel Wskaźnikowy, określający obowiązkowy poziom biokomponentów w paliwach, odgórnie wymusza tworzenie się „rynku” biopaliw, co nie ma żadnego uzasadnienia z punktu widzenia rzeczywistego zapotrzebowania rynkowego. Tylko w Orlenie koszt wprowadzenia biokomponentów do paliw w 2009 roku wyniesie około 270 mln zł. Zgodnie z zasadą przerzucalności podatków, ostatecznie zapłacimy za to na stacji benzynowej. Paliwa obciążać ma jeszcze tzw. opłata węglowa, z której dochody pójdą na sfinansowanie unijnej składki na ochronę środowiska.

Do 10 grudnia br. Polska, zgodnie z wymaganiami Unii Europejskiej, musi podnieść tzw. sumy ubezpieczenia OC, czyli maksymalną wysokość odszkodowania, jakie może otrzymać kierowca. Z 300 tys. euro do 500 tys. euro wzrosną szkody na samochodzie oraz z 1,5 mln euro do 2,5 mln euro za utratę w wypadku życia lub zdrowia. To wiąże się z koniecznością podniesienia składek na ubezpieczenie OC dla kierowców. Z kolei same samochody podrożeją, kiedy wejdą w życie unijne zalecenia obowiązkowej instalacji we wszystkich pojazdach czarnych skrzynek, których koszt wynosi ponad 550 euro od sztuki.

Z kolei aby wymusić na producentach samochodów dostawczych obniżanie emisji dwutlenku węgla, Komisja Europejska zapowiedziała kary: po przekroczeniu progu o 1 g, sankcja wyniesie 5 euro, za 2 g – 15 euro, za 3 g – 25 euro, a powyżej 3 g – 120 euro od każdego następnego grama. Natomiast od 2019 roku od pierwszego grama nadwyżki Unia Europejska będzie nakładać kary w wysokości już 120 euro.

W związku z dostosowywaniem się do unijnych minimów od 2010 roku akcyza na papierosy wzrośnie o 5,19 proc., co oznacza podwyższenie o około 0,33 zł ceny paczki tej używki. Jednak to nie koniec podwyżek papierosowych podatków. Od 2014 roku minimalne stawki akcyzy w UE, które obecnie wynoszą co najmniej 57 proc. ceny paczki papierosów, ale nie mniej niż 64 euro za 1000 sztuk, zostaną podniesione odpowiednio do 60 proc. i 90 euro. Stopniowo będzie także podwyższana stawka minimalna akcyzy na tytoń do samodzielnego skręcania papierosów, od 40 proc. ceny i 40 euro za kg w 2011 roku, po 50 proc. i 60 euro za kg w 2020 roku.

Unia głęboko sięga po pieniądze nie tylko do kieszeni kierowców i palaczy. Bruksela szczegółowo reguluje minimalne stawki akcyz nałożonych na paliwa silnikowe, ale także na paliwa do ogrzewania (węgiel, koks, gaz, oleje) i energii elektrycznej. Zgodnie z Dyrektywą Rady nr 2003/96/WE 1 stycznia 2010 roku minimalna unijna akcyza na olej gazowy i naftę wzrasta z 302 do 330 euro za 1000 litrów. Ponadto z przyjętego przez polski rząd dokumentu „Polityka energetyczna Polski do roku 2030” wynika, że w związku z wdrażaniem unijnych regulacji będą miały miejsce znaczne podwyżki cen energii. Odkąd prawa do emisji dwutlenku węgla będą musiały być kupowane na specjalnych aukcjach, ceny prądu dla przedsiębiorstw wzrosną z aktualnych 300 zł do 480 zł, a dla zwykłych konsumentów z 400 zł do ponad 600 zł za megawatogodzinę. Ponadto wkrótce mają wejść w życie przepisy gwarantujące więźniowi 3 m2 w celi po to, by spełnić „strasburskie standardy” – w przeciwnym wypadku Polska musiałaby płacić odszkodowania skarżącym się skazanym. Za wygodę przestępców też zapłacą uczciwi obywatele.

W efekcie wprowadzenia traktatu lizbońskiego wzrosną koszty zatrudnienia – chodzi o regulacje dotyczące czasu pracy i dyrektywy dotyczącej agencji pracy tymczasowej. Brytyjski think tank Open Europe oszacował, że jeśli nic nowego nie zostanie wprowadzone, to w latach 2010-2020 socjalne regulacje unijne będą kosztowały brytyjską gospodarkę 71 mld GBP. Należy przypuszczać, że nasz kraj też raczej na tych regulacjach nie zyska. Co więcej, duże jest prawdopodobieństwo, że nowe, jeszcze gorsze regulacje w tej materii, zostaną wkrótce zatwierdzone. Traktat lizboński daje unijnej biurokracji dodatkowe kompetencje i nowe możliwości jeszcze radykalniejszego przeregulowania państw członkowskich. Wyłączną kompetencję dla Unii Europejskiej zastrzeżono w dziedzinach: prawo celne, zasady konkurencji na rynku wewnętrznym, polityka monetarna strefy euro, polityka zasobów morskich i wspólna polityka handlowa. Poza tym w wielu dziedzinach Unia będzie dzielić kompetencje z państwami członkowskimi, są to m.in.: polityka socjalna, polityka rolna i rybołówstwo, ochrona środowiska, ochrona konsumentów, służba zdrowia, transport, energetyka czy wymiar sprawiedliwości. Tymczasem Herman van Rompuy, nowy przewodniczący Rady Europejskiej, stwierdził kilka dni przed wyborem na to stanowisko, że aby możliwe było utrzymanie unijnego państwa opiekuńczego, konieczne będzie pozyskanie nowych wpływów. Wymienił m.in. nowe podatki ekologiczne – nałożone na… paliwa (znowu!) czy samoloty. Podatki te miałyby bezpośrednio trafiać do Brukseli.

Na przykładzie zaproponowanej w kwietniu br. przez Komisję Europejską Dyrektywy o Menadżerach Alternatywnych Funduszy Inwestycyjnych, która prawdopodobnie wejdzie w życie w 2012 roku, warto przyjrzeć się, jak złe regulacje unijne wpływają na gospodarkę. Z opracowania think tanku Open Europe wynika, że dyrektywa będzie miała negatywny wpływ finansowy na unijną branżę funduszy alternatywnych, inwestorów i gospodarkę jako całość. Dyrektywa, promując protekcjonizm i interwencjonizm państwowy, wprowadza restrykcje na pozaunijne fundusze i menadżerów (w branży, która z natury jest globalna), a wskazując, w jaki sposób fundusze inwestycyjne mają być zorganizowane i jak mają działać, jest kontrproduktywna.

W wyniku wejścia w życie dyrektywy zagrożone będzie istnienie tysięcy miejsc pracy i miliony euro dochodów budżetowych. Dyrektywa spowoduje, że menadżerowie zaprzestaną promocji swoich funduszy, a ci, co nadal będą to robić, poniosą znacznie wyższe koszty niż obecnie. Z tego powodu wielu z nich opuści UE, co spowoduje, że będzie mniej inwestycji w sektorze alternatywnych funduszy inwestycyjnych To z kolei pociągnie za sobą mniej inwestycji w unijnym przemyśle, a przez to Unia Europejska stanie się mniej atrakcyjna zarówno dla zagranicznych inwestorów, przedsiębiorców, jak i wykształconych pracowników, co doprowadzi do zmniejszenia konkurencyjności unijnej gospodarki.

Chociaż jednym z celów dyrektywy jest lepsza ochrona inwestorów, zaledwie 2 proc. klientów alternatywnych funduszy inwestycyjnych uznało ją za korzystną, a 46 proc. za niekorzystną. Dyrektywa spowoduje, że inwestorzy nie będą mogli wybierać najlepszych menadżerów i najlepsze fundusze. Tymczasem aktualnie ponad 84 proc. funduszy hedgingowych zarządzanych przez unijnych menadżerów ma swoją siedzibę poza UE. Dyrektywa spowoduje odcięcie tych menadżerów od unijnych inwestorów, co oznacza dla tych ostatnich radykalne zmniejszenie możliwości inwestycyjnych. Ponadto menadżerowie inwestycyjni szacują, że w wyniku wprowadzenia dyrektywy, zmniejszy się średni zwrot z inwestycji kapitałowych o 1-10 proc., co może być szczególnie dotkliwe dla klientów funduszy emerytalnych w UE i oznacza dla nich miliardowe straty (nawet 25 mld euro). Będą także musiały być podniesione opłaty manipulacyjne, co jeszcze bardziej zwiększy koszty inwestowania.

Badanie Open Europe pokazuje, że w wyniku wejścia w życie dyrektywy koszty spółek zarządzających funduszami inwestycyjnymi wzrosną średnio o 31,5 proc. Łącznie dodatkowy koszt dla unijnych funduszy objętych dyrektywą oszacowano na około 1,3-1,9 mld euro w pierwszym roku obowiązywania nowego prawa. W kolejnych latach zwiększone wydatki ustabilizują się na poziomie 689-985 mln euro rocznie. Wzrosną także koszty tworzenia nowych funduszy. To wszystko spowoduje wolniejszy wzrost branży, niż gdyby nie wprowadzano dyrektywy.

Według raportu Stowarzyszenia Europejskich Izb Handlowych i Przemysłowych Eurochambers, w latach 1998-2008 unijne regulacje łącznie kosztowały kraje członkowskie 1036 mld euro. Samą Polskę unijne regulacje w tym okresie kosztowały 28,4 mld euro. Jak wylicza raport, w konsekwencji unijnych regulacji, do których musieli dostosować się przedsiębiorcy, w ciągu ostatnich 11 lat każdy mężczyzna, kobieta i dziecko w UE średnio za towary i usługi zapłacili dodatkowo 2082 euro. W samych latach 2007 i 2008 uchwalono odpowiednio 1580 i 1008 regulacji unijnych!

Wyliczenia Brytyjczyków Matthew Elliotta i Davida Craiga w książce „Wielkie europejskie zdzierstwo. W jaki sposób skorumpowana, marnotrawna Unia Europejska przejmuje kontrolę nad naszym życiem” są jeszcze bardziej pesymistyczne. Wynika z nich, że każdy obywatel UE traci na jej istnieniu, m.in. poprzez wyższe ceny, 2460 euro rocznie. Oznacza to gigantyczną kwotę 1219 mld euro rocznie, czyli około 10 proc. PKB Unii Europejskiej! Same koszty związane z wypełnianiem przez przedsiębiorstwa unijnych regulacji i z ich administrowaniem wyliczono na 900 mld euro rocznie.

Z kolei według raportu „Poza kontrolą” think tanku Open Europe, unijne regulacje kosztują Polskę 4,84 mld euro rocznie. To około 3,8 proc. wydatków publicznych Polski w 2009 r. i 37 proc. wartości rocznych dotacji unijnych dla naszego kraju. Koszty te wynikają m.in. z regulacji unijnych dotyczących: finansów, zatrudnienia, transportu, ochrony środowiska, zdrowia, bezpieczeństwa, rolnictwa czy oznaczania żywności. No ale tworząc tego typu legislację, bezproduktywna i marnotrawna unijna biurokracja uzasadnia potrzebę swojego istnienia.

Oczywiście wszelkie regulacje i interwencjonizm państwowy mają przeciwny skutek do zamierzonego. Tymczasem jak słusznie pisze w książce „Szkoła austriacka wobec socjalizmu” Jacek Kacperski, „stosowanie wysokich wymagań, mających rzekomo chronić konsumenta przed pragnącym zysku za wszelką cenę producentem, rzeczywistości ogranicza konkurencję, a w związku z tym obniża poziom świadczonych usług” oraz dodaje: „Narzucanie standardów produkcji, mających chronić konsumenta jest więc całkowitym zaprzeczeniem swobody i dobrowolności umów, odrzuca podstawowe założenia wolnej gospodarki”. Bo regulacje to nie tylko koszty. Są rzeczy ważniejsze. Wszelkie regulacje to przede wszystkim ograniczenie naszej indywidualnej wolności. Jak stwierdził Brytyjczyk William Mason, autor raportu pt. „Koszty regulacji – i jak UE powoduje, że są większe”, „kultura unikania ryzyka [a taki jest cel większości unijnych regulacji – TC] niszczy to wszystko, co powoduje, że warto żyć”.

* Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 48 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2009 r.

Jedna odpowiedź to “Uniodrożyzna”

  1. [...] w forsalu nie zostały policzone koszty unijnych regulacji, a są one wysokie. Podaje je Tomasz Cukiernik:. “(…) według raportu „Poza kontrolą” think tanku Open Europe, unijne regulacje [...]

Zostaw odpowiedź

web stats stat24