Unia uderza we własnych obywateli*
Poprzez chęć wprowadzenia ceł na chiński powlekany papier importowany do unijnego obszaru celnego, Unia Europejska – nie pierwszy raz zresztą – uderza we własnych obywateli, którzy będą musieli więcej płacić za artykuły produkowane z papieru.
Unijni decydenci pod naciskiem największych unijnych producentów papieru doszukali się, że chińskie firmy produkujące papier otrzymują preferencyjne kredyty z chińskich banków. Zdaniem unijnych władz są to nielegalne… dotacje. I mówią to politycy Unii Europejskiej, która dotuje i subsydiuje wszystko, co się rusza i nie ucieka na drzewo! Procedura jest długa i skomplikowana, ale skutek jest oczywisty i niezbyt dobry. Na 12-16-procentowych cłach stracą chińscy producenci, którzy sprzedadzą mniej papieru. Ale przede wszystkim straci sama unijna gospodarka i pośrednio konsumenci, ponieważ papier będzie droższy. I nie jest ważne, czy będą to cła antydumpingowe, czy cła antydotacyjne, czy opłaty wwozowe, czy będą się one nazywały w jakikolwiek inny sposób. Ważne jest, że wskutek ich wprowadzenia ceny pójdą w górę. – Działania Komisji Europejskiej to przejaw krótkowzrocznego protekcjonizmu, za który zapłacą gospodarka i konsumenci – uważa dr Tomasz Teluk, prezes Instytutu Globalizacji. – Nowe cła zadziałają na niekorzyść Europy, prowokując analogiczne reperkusje z kraju, w który są one skierowane – ostrzega.
Jak stwierdzają eksperci Instytutu Globalizacji, protekcjonizm nie znajduje uzasadnienia ekonomicznego, prócz krótkowzrocznej ochrony europejskich producentów przed azjatycką konkurencją. W dłuższej perspektywie tracą jednak nabywcy importowanych produktów, którym zamknięto dostęp do tańszego źródła produkcji. Tracą także konsumenci, którzy od czasu wprowadzenia ceł będą płacili drożej za papier.
Papier to tylko jeden z towarów, mający niewielkie znaczenie w skali całej gospodarki. Niestety podobne działania podejmowane są także w stosunku do innych produktów i skala zjawiska niebezpiecznie uderza w portfele unijnych producentów-importerów, którzy zaopatrują się w chińskie wyroby do produkcji swoich towarów oraz w konsumentów, którzy w rezultacie droższe wyroby będą kupować. Przecież jeśli inny kraj sprzedaje nam coś taniej, to powinniśmy się z tego cieszyć. Tak samo, jak idąc do hipermarketu, wolimy kupić coś taniej niż drożej, bo dzięki temu zaoszczędzimy część pieniędzy i stać nas będzie na zakup czegoś dodatkowego. Z faktu, że chiński bank daje preferencyjne kredyty chińskiemu producentowi, by ten miał tańszy towar na eksport, powinniśmy się cieszyć, bo to my, a nie Chińczycy, wydamy mniej i będziemy mieli więcej pieniędzy na inne towary czy usługi. Niestety unijny urzędnik tego nie rozumie i wcześniej wprowadzał już zapory na rynku tekstylnym, obuwniczym czy też zabawkarskim.
Unijny rynek powlekanego papieru szacowany jest na około 4 miliardy euro rocznie, z czego chińscy producenci mają zaledwie niecałe 5 procent, czyli około 200 milionów euro. W skali całej unijnej gospodarki, wartej ponad 12 bilionów euro, gdzie całkowity import przekracza 1,5 biliona euro rocznie, jest to suma śmieszna, która nie ma żadnego znaczenia gospodarczego. Chińscy producenci papieru powlekanego mają jeszcze mniejszy udział w polskim rynku, bo niewiele ponad 1 procent.
A to właśnie tylko zagraniczna konkurencja może zmusić rodzimych i unijnych producentów papieru i innych towarów do ustalania racjonalnych cen i nie windowania ich ponad miarę. Do tego też konieczny dla unijnego rynku jest import z Chin. I nawet gdyby miał on poziom 10 procent czy więcej, to nie stanowiłoby to zagrożenia dla unijnych producentów. Wręcz przeciwnie – konkurencja zmusiłaby ich do cięcia kosztów i prowadzenia bardziej wydajnej produkcji. Nie mówiąc o tym, że takie działania unijnych urzędników z pewnością nie spodobają się chińskim politykom i można obawiać się retorsji z ich strony, a należy pamiętać, że Chiny są dla Unii Europejskiej najważniejszym partnerem handlowym. W rezultacie uderzy to w inne gałęzie unijnej gospodarki.
Na chiński papier błyszczący już zostały nałożone przez Unię Europejską tymczasowe cła w wysokości 39,1 procenta i w maju br. państwa członkowskie mają zdecydować, czy taryfy te zostaną przekształcone na stałe. Zresztą nie tylko brukselscy politykierzy strzelają sobie w kostkę. W 2010 roku Stany Zjednoczone aż o 313,8 procenta zwiększyły wysokość cła na import papieru powlekanego z Chin, a o 38 procent na import tego produktu z Indonezji.
Tymczasem zwiększa się liczba krajów, które zamiast forsować szkodliwy protekcjonizm, jak czyni to Bruksela, wolą rozszerzać strefę wolnego handlu z innymi krajami. Wśród nich należy wymienić Japonię, Koreę Południową, Szwajcarię, Nową Zelandię, Chile, Peru, Meksyk, Singapur czy kraje EFTA. Stale rozszerza się ASEAN, a zaawansowane są także prace nad stworzeniem potężnej trójstronnej strefy wolnego handlu pomiędzy Chinami, Japonią i Koreą Południową.
Sytuacja polskiego rynku poligraficznego, który ma w Europie silną, ugruntowaną pozycję może się pogorszyć. Firmy z branży przewidują dalszy wzrost cen papieru, a tym samym wszelkich publikacji papierowych. Wpłyną na to coraz wyższe ceny celulozy oraz pozostałych surowców wykorzystywanych do produkcji papieru – wypełniaczy, klejów, pigmentów, wybielaczy, wzrost cen energii, wzrost kosztów paliwa, a w konsekwencji transportu, podniesienie stawki VAT na papier z 22 do 23 procent, wprowadzenie 5-procentowego podatku VAT na książki – wyliczają w „Świecie Druku” przedstawiciele firm produkujących i dystrybuujących papier. Do tego dojdzie jeszcze kwestia unijnych ceł na chiński papier.
Polskie władze – wbrew interesom polskiej branży papierniczej i polskich konsumentów – w unijnym Komitecie ds. Dumpingu wstrzymały się od głosu, co było de facto głosowaniem „za” cłami przez stronę polską. Przeciwko takiemu ruchowi opowiedziała się Polska Izba Druku, organizacja reprezentująca branżę poligraficzną, która w specjalnym liście do Sejmu z kwietnia br. wyraziła zdecydowanie negatywną opinię w sprawie poparcia przez nasz kraj idei podniesienia ceł na chiński papier powlekany. Należy zwrócić uwagę, że w Polsce w ogóle nie produkuje się papieru powlekanego, a papier chiński jest od papieru europejskiego tańszy o około 5-8 procent.
Jak zauważa w swoim piśmie Polska Izba Druku, ceł domagają się europejskie firmy zebrane w grupie CEPIFINE, którą tworzą: Burgo Group (Włochy), Scheufelen (Niemcy), Lecta (Hiszpania) i Sappi (Finlandia). To one są głównymi rozgrywającymi na europejskim rynku papierów powlekanych i one też wniosły skargę do Komisji Europejskiej przeciwko Chinom, co było poprzedzone szeroko prowadzoną akcją lobbingową. Należy podkreślić, że europejskie zakłady, które już dawno podzieliły rynki zbytu między siebie i nie inwestowały dostatecznych pieniędzy w swój rozwój, są mało wydajne, z wysłużonym parkiem maszynowym i przyzwyczajone do braku zewnętrznej konkurencji.
Z kolei koncern papierniczy Asia Pulp & Paper, pierwotnie indonezyjska firma która przeniosła siedzibę do Singapuru, przeciwko któremu podejmowane są działania unijnych instytucji, po dokonaniu olbrzymich inwestycji ma ogromne i najnowocześniejsze fabryki w Chinach, Korei Południowej i Indonezji, skąd eksportuje swoje wyroby do ponad 60 krajów świata. Tylko jedna z chińskich papierni koncernu ma moce produkcyjne większe niż połowa rynku europejskiego! Dlatego właśnie europejscy producenci boją się pozaunijnej konkurencji, bo nie będą nadal mogli – tak jak to się dzieje od lat – między innymi polskim drukarzom dyktować cen zakupu, które są relatywnie wysokie.
Polska Izba Druku przewiduje skutek, jaki będzie następstwem wprowadzenia przez Brukselę ceł antydumpingowych: „pozbawione konkurencji cztery korporacje europejskie będą (teraz już bez żadnego ryzyka) dyktować ceny i ustalać je na poziomie (były już takie próby) podważającym prawdopodobnie możliwość sprzedaży produktu opartego na takim surowcu”, co spowoduje „wzrost cen prowadzenia produkcji poligraficznej opartej na takim surowcu prowadzący do upadku zakładów produkcyjnych i utratę miejsc pracy”. A należy pamiętać, że tylko w Polsce w tej branży działa około 3,5 tysiąca przedsiębiorstw i pracuje 80 tysięcy osób. Przychody branży papierniczej w 2010 roku wyniosły około 11,5 mld zł. Polska branża poligraficzna, która jest w 98 procentach sprywatyzowana i po miliardowych inwestycjach bardzo nowoczesna, sprzeciwia się unijnemu protekcjonizmowi i uważa, że tylko wolny rynek może zagwarantować jej konkurencyjność. To właśnie dzięki wolnemu rynkowi, a nie interwencjonizmowi państwowemu, polskie drukarnie produkowały olbrzymie nakłady na rynek rosyjski czy też przejęły zlecenia od europejskich firm, które wcześniej drukowały w Hongkongu. Teraz około 70 procent produkcji branży idzie na eksport. Jednak nawet potencjał rynku krajowego nie jest w pełni wykorzystany. Zużycie papieru w Polsce wynosi ponad 72 kg na osobę, co oznacza, że jest 2,5 raza mniejsze niż średnia europejska – podaje Igor Stokłosa w magazynie gospodarczym „Fakty”.
Globalnie protekcjonizm nigdy nie przynosił nikomu korzyści i w wielu przypadkach prowadził do wojny handlowej, a w skrajnych sytuacjach do ataku militarnego. Historia zna całe mnóstwo takich przypadków. Czy unijni urzędnicy wiedzą, co robią, zadzierając z Chinami? – Prowadzenie wojny handlowej z gospodarką, która wkrótce będzie największą na świecie, byłoby nieracjonalne – mówi delikatnie dr Tomasz Teluk z Instytutu Globalizacji.
* Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 21 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2011 r.





