Rzeczywiste koszty dotacji unijnych*

Jak twierdzą prounijni klakierzy, w ramach tzw. perspektywy finansowej w latach 2007-13 ma dopłynąć do Polski ogromna pomoc z tzw. Unii Europejskiej, góra pieniędzy, deszcz euro. „To będzie nowy plan Marshalla” – opowiadają propagandziści. Według Ministerstwa Rozwoju Regionalnego dzięki realizacji Strategii Rozwoju Kraju, stworzonej w celu pozyskiwania dotacji, polski PKB na osobę ma ulec podwyższeniu z obecnego poziomu około 50% do około 66% średniej unijnej w 2015 roku. Czy rzeczywiście?

Łącznie w latach 2007-13 Polska ma otrzymać 91 mld euro różnorakich dotacji (w tym 27 mld euro w ramach katastrofalnej Wspólnej Polityki Rolnej). Niestety nie jest tak, jak wyliczono w budżecie Polski na 2006 r., że koszty, jakie Polska musi ponieść na pozyskanie dotacji od UE, to jedynie składka członkowska. Sama składka unijna Polski w latach 2007-13, zakładając roczny wzrost PKB na poziomie niecałych 5%, wyniesie 22 mld euro. Dodatkowo wpłaty do Europejskiego Banku Inwestycyjnego osiągną kwotę 0,6 mld euro, co daje razem 22,6 mld euro, czyli 25% wartości wszystkich dotacji z UE w omawianym okresie.

Koszty biurokracji

Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, gdzie pracuje 550 urzędników, a które zajmuje się zarządzaniem dotacjami unijnymi, w 2006 r. ma budżet w wysokości 380 mln zł. Z kolei budżety Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (posiada 16 Oddziałów Regionalnych i 314 Biur Powiatowych) i Agencji Rynku Rolnego, których głównym zadaniem jest wdrażanie unijnej polityki rolnej, wynoszą łącznie 1,5 mld zł. Gdyby nawet budżety te nie zmieniały się, a na pewno będą rosły, to w latach 2007-13 wyniosą one 3,3 mld euro, czyli 3,5% wszystkich funduszy unijnych.

Jednak dotacjami z UE nie zajmują się tylko te trzy urzędnicze twory, ale również ministerstwa: Finansów, Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej, Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Środowiska, Infrastruktury, a także Agencja Rozwoju Przemysłu, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad oraz urzędy wojewódzkie i samorządowe na każdym szczeblu (w których zatrudnionych jest od kilku do kilkudziesięciu osób tylko do tego celu). Na przykład Departament Funduszy Strukturalnych w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Małopolskiego zatrudnia 47 osób. Ponadto powołano Urząd Komitetu Integracji Europejskiej, który w 2005 r. miał budżet w wysokości 65 mln zł, a w sprawach związanych z UE zbierają się takie ciała, jak Komitet Europejski Rady Ministrów czy Komitet Integracji Europejskiej. Poza tym utworzono 169 punktów informacyjnych o UE (nie licząc szkół, uczelni, urzędów, fundacji i stowarzyszeń, które zajmują się dotacjami niejako dodatkowo), w tym regionalne, powiatowe i gminne centra informacji europejskiej i 22 oddziały Europe Direct. Co gorsza, osoby tam pracujące (w wielu przypadkach wykształcone i inteligentne) mogłyby wykonywać pracę w sektorze prywatnym, dzięki której następowałby wzrost, a nie konsumpcja PKB. Nie można zapominać o wydatkach na pensje eurodeputowanych i innych urzędników delegowanych do UE czy o kosztach związanych z istnieniem biur poszczególnych województw w Brukseli.

W jaki sposób i na co wydają pieniądze podatników wyżej wymienione urzędy? Na przykład do zadań Ministerstwa Finansów jako Instytucji Płatniczej należy m.in. zarządzanie przepływami finansowymi środków Funduszu Spójności z Komisji Europejskiej, weryfikacja deklaracji wydatków i administrowanie Systemem Informatycznym Monitorowania i Kontroli Finansowej Funduszy Strukturalnych i Funduszu Spójności, który do tej pory kosztował już ponad 12 mln zł, a mimo to nadal myli się w obliczeniach. Ministerstwo Finansów ma swój SIMIK, a ARiMR Program Rozwoju Obszarów Wiejskich, przez który mają przechodzić dotacje dla rolnictwa. Z kolei Minister Rozwoju Regionalnego jest odpowiedzialny za programowanie i zarządzanie programami, poszczególni ministrowie i wojewodowie są instytucjami pośredniczącymi, natomiast zarządy województw są instytucjami zarządzającymi funduszami. Urzędnicy na różnych szczeblach tam i z powrotem sprawdzają te same wnioski. Dla beneficjentów są tworzone informatory o dotacjach, np. MRR publikuje broszury, płyty CD, tworzy strony internetowe. Ministerstwo Gospodarki „w celu zapewnienia jak najlepszego przygotowania polskich beneficjentów do korzystania z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego i Funduszu Spójności” uruchomiło Internetowy System Ewidencji Kart Projektów. Urzędy marszałkowskie wydają dokumenty typu Podręcznik wdrażania Regionalnego Programu Operacyjnego, prognozy oddziaływania na środowisko RPO czy bazy projektów Partner. Organizuje się konferencje i konsultacje na poziomie województw i powiatów. Na przykład w województwie śląskim w ciągu 3 miesięcy odbyło się 41 spotkań dotyczących konsultacji RPO, podczas których 100-300 osób traciło po pół dnia.

Aby istniała możliwość absorpcji dotacji, na szczeblu krajowym zaistniała konieczność tworzenia programów typu Narodowa Strategia Spójności na lata 2007-13, Strategia Rozwoju Kraju 2007-15, Narodowa Strategia Rozwoju Regionalnego 2007-13 i Programy Operacyjne 2007-13. Dodatkowo na podstawie powyższych dokumentów samorządy wojewódzkie tworzą kolejną makulaturę w postaci wieloletnich planów, jak np. Zintegrowany Program Wojewódzki dla województwa dolnośląskiego na lata 2007-2013.

Tak więc 3,5% wartości dotacji, które konsumują tylko trzy urzędy (MRR, ARiMR i ARR) można swobodnie podwoić, co da nam współczynnik 7% (6,5 mld euro) wydatków na cele urzędnicze związane z obsługą dotacji unijnych, a i tak z pewnością będzie to kwota niedoszacowana.

Sporządzanie projektów

Jak podał prezydent dużego miasta aglomeracji górnośląskiej koszt przygotowania jednego wniosku o dotację wynosi 100 tys. zł, więc średnio pochłania 15% wartości projektu, czyli w latach 2007-13 aż 13,5 mld euro zostanie wydane na samo przygotowanie projektów. Warto dodać, że ilość projektów jest ogromna i musi w to być zaangażowanych tysiące osób. Jak podała pani Grażyna Gęsicka, Minister Rozwoju Regionalnego, w ramach dotacji unijnych na lata 2004-06 zakwalifikowało się do tej pory 60 tys. projektów na 80% przyznanych środków.

Z praktyki Sektorowego Programu Operacyjnego Wzrost Konkurencyjności Przedsiębiorstw na lata 2004-06, którego instytucją wdrażającą jest ARP, wynika, że odrzucanych jest 54% wniosków o dotację. Jeśli podobny odsetek wniosków o dotacje będzie odrzucanych w latach 2007-13, to koszt przygotowania odrzuconych projektów wyniesie 16 mld euro, czyli 17,5% całkowitej wartości wszystkich unijnych dotacji. Oznacza to, że w latach 2007-13 powstanie astronomiczna ilość 1,15 mln wniosków, z czego 530 tys. zostanie zrealizowanych, nie licząc 10 mln wniosków o płatności bezpośrednie dla rolnictwa. Anegdotyczne jest to, że wniosek może zostać odrzucony nawet za nieodpowiedni kolor długopisu użytego do podpisu.

Krajowe finansowanie

Ogromne są również koszty prefinansowania unijnych projektów realizowanych przez jednostki sektora finansów publicznych. W 2006 r. zostanie wydanych na ten cel 13,4 mld zł, z czego 30% nie zostanie zwrócone. Daje to wskaźnik 16% wartości całości funduszy strukturalnych i Funduszu Spójności. Dla Wspólnej Polityki Rolnej strata w prefinansowaniu wyniesie ponad 6% wartości unijnych funduszy dla rolnictwa. Biorąc pod uwagę te wskaźniki, w latach 2007-13 na prefinansowanie z polskiego budżetu zostanie bezzwrotnie wydanych 13% całości środków przekazanych z UE w tym okresie, czyli 12 mld euro.

Zgodnie z projektem Strategii Rozwoju Kraju, przygotowanym przez MRR, w latach 2007-13 Polska ze środków publicznych wyda na współfinansowanie dotacji unijnych 16,3 mld euro, czyli 18% wartości całkowitej tych dotacji. Pieniądze te będą pochodziły z budżetu państwa i jednostek samorządu terytorialnego, a także Funduszu Pracy, PFRON i Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Dodatkowo podmioty prywatne wydadzą na współfinansowanie projektów 19,9 mld euro, czyli 22% wartości unijnych dotacji w tych latach.

Nie można zapominać o fakcie, że zarówno już zadłużone gminy, jak i państwo nie mają pieniędzy na współfinansowanie i prefinansowanie niepotrzebnych projektów, na które zaciągają kolejne kredyty, jeszcze bardziej się zadłużając, tylko po to, by otrzymać dotację.

Po dodaniu wszystkich wydatków strony polskiej związanych z pozyskiwaniem dotacji w latach 2007-13 otrzymujemy kwotę w wysokości 106,8 mld euro, czyli 117,5% wartości wszystkich dotacji, które mają zostać przekazane Polsce z UE! Tak więc koszty poniesione przez polską gospodarkę i sektor publiczny o 17,5% przewyższają ten „ogromny deszcz unijnych pieniędzy”. Statystyczny Polak w latach 2007-13 wyda średnio 1606 zł rocznie tylko po to, aby otrzymać 1368 zł, czyli dołoży do interesu 238 zł rocznie! Tymczasem cała ta hucpa z dotacjami ma niezwykle silne przesłanie propagandowe: Unia za darmo rozdaje pieniądze. Temu celowi służą też tablice informacyjne umieszczane przy wszystkich inwestycjach współfinansowanych przez Brukselę.

Jednak to nie koniec złych wiadomości. Nie można przecież zapomnieć o wysiłku finansowym, związanym z przygotowywaniem się do integracji. W 2004 r. Polska musiała wpłacić do Europejskiego Banku Centralnego ponad 20 mln euro. Z kolei jak poinformował Radosław Żołnierzak, członek zarządu PKP, firma szacuje na 25 mld zł koszt działań przygotowawczych, które wynikają z wejścia Polski do UE. Pełnych wydatków wynikających z integracji chyba nikt do tej pory dokładnie nie policzył. Niektóre kalkulacje podają, że koszty dostosowania polskich przedsiębiorstw i administracji do prawa i standardów UE pochłonęły 15 mld euro w ciągu 15 lat. Samo Ministerstwo Środowiska szacowało, że w latach 2000-10 Polska ze środków krajowych wyda na ochronę środowiska w związku z przystosowywaniem się do wymogów Unii 120 mld zł, czyli więcej niż połowa rocznego budżetu. Niewielką sumą przy tym jest 19 mln zł, które Polska musi wydać na wprowadzenie nowych paszportów biometrycznych, aby były one zgodne z odpowiednią dyrektywą UE. A ile kosztowała polskiego podatnika propaganda przed unijnym referendum?

Należy mieć również na uwadze możliwości nakładania kar finansowych na Polskę, w przypadku niestosowania się do unijnych, często bzdurnych przepisów. Już w 2006 r. nasi rolnicy zapłacą Unii 89 mln zł za pracowitość i efektywność, a konkretnie za przekroczenie absurdalnego limitu produkcji mleka. To doprawdy chichot historii, znaleźć się w towarzystwie, które karze za wydajność, a nie za lenistwo i nieróbstwo. Jakie to demoralizujące! Tymczasem Polsce grozi również kara za „niezharmonizowanie” podatków w kwestii wysokości VAT-u na pieluchy dziecięce, który powinien zostać podwyższony z 7% do 22%. Należy pominąć milczeniem fakt, że jeśli władze na szczeblu międzynarodowym zajmują się pieluchami dla dzieci, to świadczy to o całkowitej degrengoladzie cywilizacyjnej. Z biegiem czasu tych niedorzecznych kar z pewnością będzie coraz więcej.

Zagraniczne doświadczenia

- Środki unijne uzyskują te projekty, które są najsprawniejsze formalnie, a nie te, które mają największą wartość merytoryczną – powiedziała Marzena Chmielewska, przedstawicielka PKPP „Lewiatan”. Tymczasem jak twierdził Krzysztof Dzierżawski, „nagromadzenie inwestycji chybionych jest najczęstszą przyczyną kryzysów gospodarczych”. Należy mu przyznać całkowitą rację, bo potwierdza to praktyka. Dowodem na to są choćby ogromne dotacje dla byłej NRD, gdzie w kraju ludnościowo ponad trzy razy mniejszym niż Polska w ciągu 15 lat wpompowano 1250 mld euro, czyli w przeliczeniu na 1 mieszkańca 70 razy więcej, niż planuje się przekazać naszemu krajowi, i skutki tego procederu są opłakane. Wschodnie landy Niemiec się wyludniają (spadek z 12,5 mln do 10 mln mieszkańców) i panuje tam marazm gospodarczy.

Wbrew opinii większości polityków, nie jest prawdą, że dotacje unijne powodują szybszy wzrost gospodarczy, na co podaje się często przykład Irlandii. Z artykułu opublikowanego w magazynie Instytutu Katona w Waszyngtonie wynika wniosek wprost przeciwny. Dotacje unijne mogą opóźnić wzrost poprzez kierowanie zasobów do projektów publicznych, które mogłyby być lepiej wykorzystane przez sektor prywatny. Sektor publiczny nie jest w stanie efektywnie zarządzać pieniędzmi, ponieważ nie dotyczy go ekonomiczna kalkulacja zysków i strat. Urzędnicy nie wiedzą więc, które projekty inwestycyjne wygenerują największy wzrost, a nawet jeśli by wiedzieli, to i tak nie mają motywacji, aby właśnie te projekty promować. Co gorsza, niektórzy irlandzcy przedsiębiorcy porzucili działalność nakierowaną na zwiększenie efektywności i innowacyjności firm i swoje siły kierowali na pozyskiwanie dotacji. Powoduje to utratę zasobów zarówno materialnych, jak i osobowych, które mogłyby być wykorzystane na wytwarzanie produktów i usług dla konsumentów i zwiększenie wzrostu gospodarczego. Teorię potwierdzają fakty historyczne. W latach 1973-86 Irlandia otrzymywała dotacje unijne w wysokości 4% PKB i wtedy wzrost gospodarczy był na bardzo niskim poziomie, natomiast w latach 1995-2000, kiedy wzrost gospodarczy dochodził do 10%, dotacje wynosiły 3% PKB Irlandii. W 2000 r., kiedy unijne dotacje spadły do 1,84% PKB, wzrost wyniósł 11%.

Tymczasem w Polsce w dużej mierze beneficjentami unijnej pomocy są podmioty publiczne, takie jak jednostki samorządu terytorialnego, ich stowarzyszenia i związki, urzędy państwowe, np. ministerstwa czy urzędy pracy, szkoły wyższe, agencje rozwoju regionalnego, w których swoje udziały mają jednostki samorządu terytorialnego, państwowe agencje czy spółki skarbu państwa. Jest to wyraźny sygnał, że to właśnie urzędnicy, a nie podmioty prywatne, powinny się zajmować inwestycjami, mimo oczywistych wad takiego rozwiązania. Według prawa sformułowanego przez amerykańskiego profesora Emmanuela Savasa „sektor prywatny jest zawsze dwa razy tańszy niż sektor publiczny przy wykonywaniu tych samych prac w służbie publicznej”.

Bilans dotacji unijnych w latach 2007-13

Lp.

Pozycja

mld euro

% dotacji

I Dotacje z UE

91

100

1. Fundusze strukturalne i spójnościowe

59,5

65,5

2. Dotacje do rolnictwa

27

29,5

3. Pozostałe

4,5

5

II Wydatki po stronie polskiej

106,8

117,5

1. Składka unijna

22,6

25

2. Koszty biurokracji

6,5

7

3. Koszty przygotowania wniosków przyjętych

13,5

15

4. Koszty przygotowania wniosków odrzuconych

16

17,5

5. Prefinansowanie projektów

12

13

6. Współfinansowanie ze środków publicznych

16,3

18

7. Współfinansowanie ze środków prywatnych

19,9

22

III Bilans

-15,8

-17,5

Obliczenia własne przy założeniach, że kurs euro jest na poziomie 4 zł i że dotacje zostaną wykorzystane w 100%, co jest w praktyce niemożliwe, czyli sytuacja będzie jeszcze bardziej niekorzystna dla Polski.

* Niniejszy artykuł (w zmienionej wersji i tytule) został opublikowany w nr 39 tygodnika „Wprost” z 2006 r.

Artykuł był także komentowany w „Najwyższym CZASie!” w rubryce „Kto czyta nie błądzi”. Tutaj znajduje się ten komentarz i moja odpowiedź.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24