Co zmienia traktat lizboński?

W wyniku przyjęcia przez wszystkie państwa członkowskie Eurosojuzu tzw. traktatu lizbońskiego, którego oficjalna nazwa brzmi: Traktat z Lizbony zmieniający Traktat o Unii Europejskiej i Traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską, 1 grudnia powstało państwo o nazwie Unia Europejska.

Traktat lizboński, który w 95 proc. kopiuje postanowienia odrzuconej w 2005 roku w referendach we Francji i Holandii Konstytucji UE, powoduje, że unijna biurokracja przyjmuje jeszcze bardziej bizantyjski styl prowadzenia się, choć do tej pory i tak co roku ostro szły w górę zarówno wydatki na unijną biurokrację, jak i ogólne wydatki UE. Te pierwsze w latach 2003-2010 wzrosły o ponad 44,4 proc., a te drugie w latach 2002-2010 – o ponad 48 proc.

Herman Van Rompuy, powołany na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej w ramach realizacji traktatu lizbońskiego, będzie zarabiał ponad 354 tys. euro rocznie (29 504 euro miesięcznie) i płacił podatek w wysokości zaledwie 25 proc. To dwa razy więcej niż wynagrodzenie premiera Belgii, którym Van Rompuy był wcześniej, 8 tys. euro miesięcznie więcej niż zarabia Mikołaj Sarkozy, prezydent Francji, a także więcej niż pensja Benedykta Obamy, który otrzymuje równowartość 269 tys. euro rocznie. W przyszłości emerytura Van Rompuy’a wyniesie 2/3 aktualnej jego wypłaty. W skład najbliższych współpracowników nowego przewodniczącego, który uważany jest za fanatycznego federalistę wierzącego w biurokratyczne superpaństwo (zaproponował on m.in., by zlikwidować symbole narodowe i zastąpić je ogólnounijnymi), będą wchodziły aż 32 osoby: rzecznicy prasowi, asystenci, administratorzy i agenci ochrony. Przewodniczący Rady Europejskiej, zgodnie z traktatem lizbońskim wybierany w sposób niedemokratyczny (przez unijnych liderów za zamkniętymi drzwiami), nazywany nieformalnie prezydentem Unii Europejskiej, będzie rządził z nowej siedziby w Brukseli, która kosztowała podatników ponad 313 mln euro i będzie miał władzę typową dla głowy państwa. Łącznie nowy przewodniczący Rady Europejskiej będzie kosztował unijnych podatników prawie 25 mln euro rocznie (o tyle zwiększono 615-milionowy budżet Rady Europejskiej w związku z utworzeniem nowego stanowiska). Kwota ta w 2010 roku została przewidziana na: 1,5 mln euro na pensje dla najbliższych urzędników Van Rompuy’a, koszty reprezentacyjne i podróże; 4,5 mln euro dla gabinetu i jego osobistej ochrony; 12,1 mln euro na organizacje szczytów europejskich i szczytów UE z innymi krajami, 1,9 mln euro na spotkania, których ilość rośnie oraz rezerwowe 5 mln euro na nieprzewidziane wydatki… bo nie wiadomo, jak ta nowa instytucja będzie funkcjonować.

Nowy korpus dyplomatyczny o nawie Europejska Służba Działań Zewnętrznych, który został ustanowiony traktatem lizbońskim, to wielka biurokratyczna machina z budżetem w wysokości 50 mld euro w ciągu 4 lat (dla porównania brytyjska służba zagraniczna i ds. Wspólnoty Narodów dysponuje rocznym budżetem w wysokości 2,2 mld euro, który w najbliższych dwóch latach ma zostać zmniejszony o 20 proc.). Będzie to największy korpus dyplomatyczny na świecie zatrudniający 7 tys. osób. Wszyscy pracownicy ESDZ mają zarabiać tyle samo i korzystać z takich samych jak eurokraci przywilejów socjalnych i emerytalnych. Nawet unijni urzędnicy przyznają, że dyplomaci będą prowadzili niekontrolowane przez nikogo życie. Mają 4-dniowy tydzień pracy, przysługują im loty samolotami w pierwszej klasie, specjalne prywatne (a jakże!) ubezpieczenie zdrowotne i do 1700 euro miesięcznie na wydatki edukacyjne. Niestety to wszystko za nasze pieniądze. Katarzyna Ashton, szefowa unijnej dyplomacji, które to stanowisko również ustanowiono traktatem lizbońskim, będzie miała do dyspozycji 20 bezpośrednio podległych urzędników i w ciągu jej kadencji podatnicy wydadzą na nią łącznie prawie 4,5 mln euro.

Sami uniokomisarze uważają, że unijne pensje są zbyt wysokie. Cecylia Malmstrom, nowa komisarka ze Szwecji, stwierdziła, że wynagrodzenia i inne dodatki unijnych komisarzy są nieracjonalnie wysokie. Sama Malstrom będzie otrzymywała podstawową pensję w wysokości ponad 20 tys. euro miesięcznie, jednorazowy dodatek za przeniesienie się do Brukseli w wysokości 41 tys. euro oraz 3100 euro miesięcznie dodatku za pracę poza Szwecją. Ponadto będzie dostawała dodatek rodzinny 574 euro oraz 1167 euro na dzieci miesięcznie. W ciągu 5 lat pracy unijny komisarz wraz z przysługującymi mu dodatkami zarabia łącznie prawie 1,5 mln euro! Ponadto przysługują mu wysokie odprawy i emerytury. Odprawy z emeryturami dla 13 odchodzących w tym roku komisarzy będą kosztować unijnych podatników 16,6 mln euro.

W efekcie wejścia w życie traktatu lizbońskiego powiększa się skład Unioparlamentu – z 736 do 754 unioposłów (ilość polskich unioposłów zwiększa się z 50 do 51). Aż do momentu zatwierdzenia ich pełnego statusu przez państwa członkowskie ci nowi dodatkowi unioparlamentarzyści początkowo będą mieli status specjalnych obserwatorów – nie będą mieli prawa przemawiać i głosować na sesjach plenarnych, a jedynie udzielać się w parlamentarnych komitetach. Nowym polskim unioposłem, który został wybrany przez… Bronisława Komorowskiego, marszałka Sejmu (by nie ponosić kosztów związanych z ogólnopolskimi wyborami) został Edward Wojtas z PSL.

Mimo zerowego poziomu inflacji w Eurosojuzie, rosnącego bezrobocia, spadających płac i rygorystycznych zasad wprowadzanych w większości narodowych sektorów publicznych w Europie (np. w brytyjskim sektorze publicznym płace zostały zamrożone), ważą się losy 3,7-procentowej podwyżki płac dla urzędników Komisji Europejskiej. Jeśli to przejdzie, to Katarzyna Ashton, nowo wybrana unijna minister spraw zagranicznych, która równocześnie pełni funkcję wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej, zarobi dodatkowo prawie 10 tys. euro rocznie, czyli łącznie jej pensja wyniesie ponad 275 tys. euro rocznie – ponad 57 tys. euro więcej niż Gordon Brown, premier Wielkiej Brytanii. Komisyjni biurokraci na poziomie dyrektora generalnego zarobią dodatkowo ponad 7 tys. euro rocznie, czyli będą zarabiać 208 tys. euro rocznie. Podwyżka oznacza, że na pensje tylko dla urzędników Komisji Europejskiej (na które teraz wydaje się rocznie ponad miliard euro) unijni podatnicy przekażą dodatkowe około 40 mln euro rocznie. Kiedy Niemcy i Francja chciały zablokować podwyżkę, związki zawodowe reprezentujące urzędników ostrzegły, że zaskarżą to do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Tymczasem sama unijna komórka ds. zatrudnienia i płac zatrudnia aż około 500 ludzi i ma budżet w wysokości 34 mln euro, a wkrótce ma zostać powiększona.

A będą jeszcze inne nowe urzędy unijne. 2 grudnia unijni ministrowie finansów doszli do porozumienia w sprawie utworzenia nowych organów europejskiego nadzoru finansowego. Powstaną trzy nowe unijne urzędy: Europejski Organ Nadzoru Bankowego (EBA), Europejski Organ Nadzoru Ubezpieczeń i Pracowniczych Programów Emerytalnych (EIOPA) oraz Europejski Organ Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA). Ma także powstać Służba Zewnętrznych Działań Unii Europejskiej, urząd, który będzie zatrudniał zarówno personel cywilny, jak i wojskowy, a jego celem będzie zwiększenie roli UE na arenie międzynarodowej. Tymczasem jak powiedział jeden z prominentnych politycznych komentatorów na Fidżi, „unijne pieniądze przychodzą, by pomóc, ale nikt nie wie, gdzie idą. Pieniądze są po prostu wpompowywane. Każdy mówi co innego o tym, w jaki sposób te pieniądze są wykorzystywane”.

Traktat lizboński postanawia, że kompetencje w zakresie polityki zagranicznej, bezpieczeństwa oraz realizacji celów Unii przechodzą na wyłączność Eurosojuza. Kiedy po wejściu traktatu lizbońskiego w życie Unioparlament będzie miał większą władzę, planuje zreformować Europol, czyli unijną policję. W ramach tzw. Programu Sztokholmskiego, na wzór wymiany studentów, będzie miała miejsce wymiana policjantów i sędziów z krajów unijnych, a Komisja Europejska stwierdziła, że Unia powinna wyszkolić jedną trzecią oficerów policji i strażników granicznych z krajów unijnych w ciągu najbliższych 5 lat. Są także pomysły, by Unia stworzyła „wspólną kulturę” policyjną. Lepiej się nie zastanawiać, co to może oznaczać. Z kolei Franciszek Frattini, włoski minister spraw zagranicznych, opowiada się za utworzeniem unijnej armii. Jego zdaniem, dopóki UE nie miała wspólnej polityki zagranicznej, to tworzenie wspólnego wojska nie do końca było uzasadnione. – Po Lizbonie nie mamy już alibi [by nie tworzyć unioarmii – TC] – podsumował minister Frattini.

Skądś pieniądze na unijną biurokrację i na marnotrawne unijne projekty trzeba brać, więc nowy przewodniczący Rady Europejskiej proponuje wprowadzenie unijnego podatku. Podczas tajnego obiadu z członkami Grupy Bilderberg, Van Rompuy opowiedział się za wprowadzeniem specjalnego uniopodatku na transakcje finansowe lub dodatkowego podatku „ekologicznego” (nałożonego na paliwa lub pasażerów samolotów). Zanim został unijnym „prezydentem” stwierdził on, że wpływy z podatków VAT i akcyzy paliwowej powinny trafiać bezpośrednio do budżetu UE. Ponadto system handlu emisjami, kiedy już będzie funkcjonował pełną parą, ma dostarczyć Unii od 30 do 60 mld euro w podatkach rocznie. Tymczasem zdaniem Tymoteusza Kirkhope’a, lidera brytyjskich konserwatystów w Unioparlamencie, “jakikolwiek zharmonizowany system podatkowy zlikwiduje kontrolę nad narodowymi systemami podatkowymi”.

Na szczęście Polskę i Wielką Brytanię nie obowiązuje (na razie!) wchodząca w skład traktatu lizbońskiego Karta Praw Podstawowych (mówiąca m.in. o prawie do układów zbiorowych, prawie do pomocy socjalnej i mieszkaniowej, prawie do ochrony przed nieuzasadnionym zwolnieniem, prawie do dobrych warunków pracy czy prawie do zasiłku macierzyńskiego i opiekuńczego itd.). Ale jak obliczył brytyjski think tank Open Europe, socjalne uregulowania traktatu (w tym m.in. kwestie dotyczące czasu pracy i agencji pracy tymczasowej) w latach 2010-2020 będą kosztowały gospodarkę Wielkiej Brytanii 71 mld GBP. Dlatego szykujący się do przejęcia władzy konserwatyści chcą, by artykuły 151-161 traktatu Brytyjczyków nie obowiązywały. Ale chyba już jest na to za późno. W wyniku wprowadzenia traktatu lizbońskiego więcej decyzji będzie podejmowanych w trybie większościowym (np. tryb powoływania członków zarządu Europejskiego Banku Centralnego). Tym samym każde państwo może zostać przegłosowane i zmuszone do przyjęcia regulacji niezgodnych z jego własnym interesem. Ksawery Solana, odchodzący unijny Wysoki Przedstawiciel ds. Polityki Zagranicznej, stwierdził, że członkowie Unii Europejskiej muszą zdawać sobie sprawę z tego, że to „fantazja” wierzyć, iż mogą osobno oprowadzić politykę zagraniczną czy obronną. – Mam wielką nadzieję, że ludzie są rozsądni i zdają sobie sprawę, że to fantazja myśleć, że jakikolwiek kraj UE może zrobić cokolwiek sam – powiedział Solana. Jak napisał Alan Posener w artykule w “Die Welt”, “poprzez traktat [lizboński – TC] Europa [chodzi o Unię Europejską – TC] nie będzie ani bardziej efektywna, ani bardziej demokratyczna, ani bardziej przejrzysta, ani bardziej otwarta”.

TL1TL2TL3

* Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 50 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2009 r.

2 odpowiedzi to “Co zmienia traktat lizboński?”

  1. przyszły Prezydent RP pisze:

    Chciałbym zostać przewodniczącym Rady Europejskej tak jak Herman van Rompuy fajne stanowisko

  2. duch i mrokk pisze:

    do czego to wszystko zmierza?państwo europejskie już mamy niebawem pojawią się bezpośrednio pobierane unijne podatki w ameryce północnej mamy amero zmierza to do jednego -utworzenia rządu światowego na drodze stoją Rosja i Chiny a bambus z USA kończy tarcze antyrakietową-nowy kryzys kubański coraz bliżej 3cia wojna światowa zbliża się wielkimi krokami póki co trwają przygotowania tzn. niszczy się klasę średnią w europie i USA tak by nikt nie podważył władzy elit rządzących w tych krajach po zakończeniu tego procesu nie mam wątpliwości nastąpi pierwsze uderzenie

Zostaw odpowiedź

web stats stat24