Wywiad z Misjonarzem Oblatą Maryi Niepokalanej, księdzem Julianem Rutem przeprowadzony w Hongkongu przez Tomasza Cukiernika 27 lutego 2006 roku*

W komunistycznych Chinach praca misyjna jest zakazana, natomiast w Hongkongu i Makau pracuje dziewięciu polskich misjonarzy: trzech Misjonarzy Oblatów, dwóch werbistów, jeden franciszkanin, jeden jezuita oraz dwie siostry franciszkanki. Ksiądz Julian Rut od czterech miesięcy jest proboszczem parafii Epiphany na wyspie Lantau w Hongkongu. Pracuje tutaj także inny polski ksiądz – Ireneusz Dampc. Obaj należą do zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej.

-         W parafii, w której ksiądz pracuje nie ma kościoła. Jak ksiądz sobie radzi bez świątyni? Gdzie odbywają się msze? kolacja z księdzem Julianem Rutem

-         Na Lantau znajdują się cztery kaplice parafialne, gdzie odbywają się msze święte w niedziele rano i jedna kaplica, gdzie jest msza w sobotę o 9 rano. Msze są celebrowane także w więzieniach, w domu starców, a nawet domach parafian. W miejscowości Tung Chung, w której mieszkam, są dwie szkoły katolickie – podstawowa i średnia. W jednej z nich na czwartym piętrze jest sala gimnastyczna, gdzie także odbywają się msze święte, jedna w sobotę i dwie w niedzielę – po angielsku i po kantońsku. W całym Hongkongu jest wiele szkół katolickich (do których uczęszcza nie więcej niż 10% katolickich dzieci). Na wyspie Lantau planuje się wybudowanie kościoła, ale są problemy finansowe. Kupno działki i koszty budowy kościoła w Hongkongu są ogromne. Konieczne są dotacje kilku bogatych sponsorów. Sam Kościół katolicki w Hongkongu nie jest w stanie znaleźć wystarczających środków, aby wybudować świątynię. Aż 95% parafii w Hongkongu nie ma kościołów. Ostatnio udało się wybudować kilka nowych kościołów właśnie dzięki olbrzymim sponsorom. Jest to możliwe na przykład, kiedy katolik jest właścicielem banku i sponsoruje budowę świątyni.

-         Jak wygląda system finansowania Kościoła w Hongkongu?

-         Większość parafii w Hongkongu jest samowystarczalnych. Ofiary za posługę sakramentalną, składki, opłaty za intencje mszalne są dochodami parafii. Z tych pieniędzy parafia wypłaca pensje dla księży. Są to bardzo małe, wręcz symboliczne sumy, plus dodatek za dojazdy, ale za mieszkanie, za wyżywienie nie płacimy, parafia utrzymuje budynek oraz samochód. Ostatnio diecezja w Hongkongu podpisała umowę z jednym z banków w Hongkongu na rozpropagowanie karty kredytowej tego banku pośród swoich wiernych. Kościół otrzymał za to jednorazowo dużą sumę pieniędzy, a ponadto 1% wartości obrotów tą kartą idzie na specjalne konto diecezji i są wykorzystywane na ewangelizację.

-         Ilu księży pracuje w parafii Epiphany? Ilu Misjonarzy Oblatów pracuje w Hongkongu?

-         W parafii Epiphany na wyspie Lantau jest czterech księży, z których jeden jest emerytowany i już nie odprawia mszy świętej. W całym Hongkongu jest ośmiu Misjonarzy Oblatów Marii Niepokalanej, w tym trzech Polaków, trzech Chińczyków, jeden Malgasz, jeden Amerykanin. Ponadto Australijczyk i Kanadyjczyk pracują w Chinach, a dwaj następni z Indii i z wyspy Mauritius są na odnowie w Australii. Wszystkich Polaków – misjonarzy w Hongkongu i Makau jest dziewięciu, w tym dwie siostry zakonne, ale pracują tutaj misjonarze z całego świata. Pionierami szerzenia wiary katolickiej w Hongkongu byli Włosi, teraz mocni są tutaj salezjanie oraz werbiści.

-         Czy utrzymuje ksiądz kontakty z innymi polskimi misjonarzami?

-         Rzadko się z nimi spotykam, ponieważ praca na tej parafii bardzo mnie pochłania i nie mam na to za bardzo czasu. Z jednej strony jest to praca misjonarska, z drugiej natomiast – posługa dla parafii, z tym się wiąże też praca charytatywna oraz głoszenie Słowa Bożego.

-         Jak wygląda praca misjonarza w Hongkongu?

-         Na wyspie Lantau najwięcej jest wyznawców buddyzmu, gdyż znajduje się tu kilka męskich i żeńskich klasztorów buddyjskich, w tym słynny klasztor Po Lin z największym w Chinach posągiem Buddy. Nasza parafia jest typowo misyjna. Przez 10 lat nie było w ogóle księdza, który mieszkałby tu na stałe. Biskup szukał, ale żadne zgromadzenie nie kwapiło się, aby objąć tę parafię ze względu na wiele trudności: duży obszar parafii, małą liczba katolików (około 1500). Ich liczba jednak nowe osiedle w Tung Chungteraz rośnie w związku z inwestycjami na wyspie, m.in. nowe lotnisko otwarte w 1998 roku, autostrady i most na wyspę oraz Disneyland, z czym wiąże się napływ ludzi i nowe osiedla mieszkaniowe rosną jak grzyby po deszczu. Nasze zgromadzenie jest od niełatwych misji i dlatego, kiedy biskup zwrócił się do nas z prośbą o objęcie tej parafii, zgodziliśmy się. Przez pierwsze pięć lat było dwóch misjonarzy, ale potem przybywało coraz więcej pracy. Księży z Hongkongu odstraszało również to, że msze święte muszą być tu odprawiane i po kantońsku, i po angielsku. Odstraszały także duże odległości, których pokonywanie jest szczególnie męczące podczas gorącego lata. Ksiądz pracujący w tej parafii musi mieć prawo jazdy i dobrze jeździć – do tej pory przez góry, gdzie jest wiele dróg jednojezdniowych. Na wyspie jest też siedem więzień, w tym trzy kobiece, co nas z kolei zachęciło do objęcia parafii, ponieważ posługa dla tych, którzy są daleko od kościoła jest częścią naszego charyzmatu. I okazało się, że był to dobry wybór, szczególnie, jeśli chodzi o więzienia kobiece. Osadzone są tam głównie kobiety, które nielegalnie przyjechały z Chin lub pracowały bez zezwolenia. Ich zainteresowanie Kościołem, wiarą, Pismem Świętym jest bardzo duże. Kiedy ja zaczynałem posługę kapłańską w postaci katechezy w tych więzieniach 6 lat temu, to zgłosiło się około 450 kobiet. Teraz to są jedyne więzienia w Hongkongu, gdzie regularnie odprawiana jest msza święta, ale głównie dla osadzonych Filipinek.

-         Jak wygląda przygotowanie misjonarza do wyjazdu?

-         Ja pochodzę z małej miejscowości Stąporków w świętokrzyskim koło Skarżyska-Kamiennej. Do Hongkongu przyjechałem w 1995 roku. Zgromadzenie Misjonarzy Oblatów jest zgromadzeniem międzynarodowym i jego przedstawiciele pracują w 80 krajach. Każdy kraj to jedna prowincja. Ta misja w Chinach należy do prowincji australijskiej. Aby móc tutaj pracować, najpierw trzeba zmienić prowincję z polskiej na australijską. Tak więc na początku byłem w Australii, gdzie przez pół roku uczyłem się języka angielskiego oraz miałem posługę kapłańską w parafii. Później pracowałem na pełny etat w parafiach w Melbourne i w Adelaide, aby dać się poznać oblatom i prowincjałowi. I wtedy po roku czasu zadecydowano, że mogę być przyjęty do prowincji i wysłany na misję do Hongkongu.

-         Czy miał ksiądz problem z nauką języka chińskiego?

-         Nie każdy może podołać, jeśli chodzi o naukę języka kantońskiego. Bardzo ważne jest, aby mieć dobry słuch muzyczny – to bardzo pomaga. Jeśli ma się nawet dobrą pamięć i zacięcie do języków, a słaby słuch muzyczny, to nauka kantońskiego będzie bardzo ciężka. W Hongkongu są dwie dobre uczelnie: Hongkong University i Chinese University of Hongkong, gdzie można uczuć się języka kantońskiego. Szczególnie na tym ostatnim kształci się dużo duchowieństwa, które przyjeżdża do Hongkongu. Ja uczyłem się języka kantońskiego przez dwa lata po 15 godzin tygodniowo. Po roku nauki łatwieongj było mi się wysłowić, niż zrozumieć Chińczyka, a po ukończeniu kursu byłem w stanie się dogadać w podstawowych kwestiach. Mszę świętą po kantońsku odprawiałem już po pół roku nauki języka. Problem był tylko ze spowiedzią, ale jakoś sobie poradziłem, ucząc się na pamięć przykazań, czy zadając pomocnicze pytania spowiednikom. Po ukończeniu nauki w 1997 roku poprosiłem przełożonego o skierowanie mnie do chińskiej parafii w Hongkongu, gdzie chciałem odbyć staż pastoralny, aby lepiej przyswoić język kantoński. Tam proboszcz najpierw wyznaczał mnie do spowiedzi dzieci, przed pierwszą komunią i przed bierzmowaniem, ponieważ one używają prostego słownictwa.

-         Dlaczego ksiądz wybrał akurat Hongkong?

-         Nie zgłaszałem się na misję do Hongkongu, tylko do Chin. Początkowo byłem nastawiony na pracę z ubogimi. Myślałem o pracy w Indiach, miałem kontakt z Matką Teresą z Kalkuty, jeszcze będąc w Polsce przed wstąpieniem do seminarium. Jednak powiedziano mi, że taki wyjazd będzie bardzo trudny, ponieważ nie było tam do tej pory polskich misjonarzy, a ponadto jest tam wystarczająca ilość powołań kapłańskich i tamtejszy Kościół nie wyrażał takiej potrzeby. Wtedy dość poważnie myślałem o Madagaskarze, czytałem literaturę na temat tego kraju. W tym czasie został wydany list Ojca Świętego na temat misji Redemptoris misio, gdzie we wstępie pisał on o sytuacji misji u progu tysiąclecia. Dwie trzecie ludzkości jest poza zasięgiem wiary katolickiej. Zastanowiłem się, gdzie mieszkają ci ludzie i uświadomiłem sobie, że Chiny mają największą populację na świecie, ale ze względu na sytuację polityczną nie ma do nich dostępu. Komunistyczne władze nie wyrażają niestety zgody na pracę misjonarzy. Od momentu objęcia władzy w Chinach przez komunistów chciano zniszczyć Kościół. Księża obcokrajowcy zostali wydaleni, a miejscowi musieli zawrzeć związki małżeńskie, a w przeciwnym razie czekało ich więzienie i obozy pracy. Jednak później władze zorientowały się, że nie są w stanie wyeliminować ducha wiary – Kościół podziemny nadal się rozrastał. Wtedy zaoferowano księżom dobrowolnie lub pod przymusem świątynie i pewien zakres swobody, pod warunkiem że zwierzchnikiem ich będą komunistyczne władze chińskie, a nie Watykan i zerwą łączności z Biblia po kantońskuKościołem uniwersalnym. W ten sposób pod koniec lat 50. XX wieku w Chinach utworzono oficjalny tak zwany Chiński Katolicki Kościół Patriotyczny, czyli kościół narodowy, który jest niezależny od Watykanu i jest to jedyny legalny kościół w tym kraju. Tymczasem kościół podziemny rozwija się nadal. Narodził się konflikt między oboma kościołami, ponieważ oskarżono księży z kościoła narodowego, że zaprzedali się komunistom. Jednak rzeczywistość wyglądała w ten sposób, że w razie odmowy przyjęcia tych niekanonicznych święceń biskupich księża byli represjonowani, a z drugiej strony byli ekskomunikowani przez papieża, ponieważ nie wyrażał on zgody na objęcie tej funkcji. Większość tych biskupów szukała pojednania z Ojcem Świętym, podając przyczynę swojej zgody na zostanie biskupem i w wielu przypadkach ekskomunika została cofnięta. Jan Paweł II dążył do pojednania obu kościołów w Chinach. Jednak nadal nie ma zgody ze strony chińskich władz na pracę misjonarzy i księży. Dlatego wielu księży jedzie do Chin na przykład jako nauczyciele języków obcych. Nie mogą oni jednak odprawiać mszy świętej czy sprawować sakramentów. Są obserwowani przez służby specjalne i w razie nieposłuszeństwa wydalani z kraju bez prawa powtórnego wjazdu. Mamy dwóch oblatów pracujących w Chinach jako nauczyciele w tamtejszych szkołach. Choć władze wiedzą, kim są, to jednak zezwalają im na pracę społeczną pośród ubogich i dzieci – głównie edukacja biednych dzieci i bieżąca pomoc medyczna dla ich rodzin. Tymczasem aby odprawić mszę w Chinach, konieczne jest specjalne zezwolenie od władz. Mimo otrzymania takiego zezwolenia na koncelebrowanie mszy, chińskie władze mogą wezwać księdza na przesłuchanie. Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej nie pracują w Chinach, aby potem, jak otworzy się możliwość szerzenia wiary, mieć możliwość wjazdu do tego kraju. Natomiast w Hongkongu jest pełna swoboda, jeśli chodzi o szerzenie wiary, choć po aneksji przez Chiny próbuje się ograniczać wpływ Kościoła na społeczeństwo.

-         Sześć lat temu ksiądz założył charytatywną grupę China Education Service, w celu pomocy dzieciom w biednych chińskich wsiach, która potem została połączona z Caritas Hongkong. Jak wygląda misja w Chinach?

-         China Education Service to grupa kilkunastu osób, niekoniecznie katolików, ale mających doświadczenie w kontaktach z Chińczykami. Pomagamy biednym dzieciom w Chinach, które z różnych powodów nie mogły iść do szkoły. Dzięki tej grupie kilka razy w roku jeżdżę do Chin. Zbieramy pieniądze w Hongkongu na bazie parafii. Wiele osób mających swoje firmy składa wysokie jednorazowe datki. W ciągu 6 lat uzbieraliśmy około 1,5 mln dolarów hongkongskich (około 600 tys. zł), co wystarczyło na wybudowanie 12 szkół na chińskich wsiach i na pomoc około tysiącom dzieci, aby mogły ukończyć szkołę. Uwrażliwiamy miejscowych księży, aby wysyłali listy do Caritas w Hongkongu i opisywali w nich problemy edukacyjne w swoich miejscowościach. Następnie przy poparciu miejscowych władz sporządzają odpowiedni projekt i kosztorys. Zwykle współfinansujemy projekt w połowie, a reszta pieniędzy musi się znaleźć na miejscu. Nigdy nie płacimy też za pracę, którą wykonują wolontariusze lub opłacają ją mieszkańcy wioski. Tak więc tanim kosztem udaje się wiele pomóc. Dzięki temu możemy dotrzeć do najodleglejszych wiosek w Chinach.

-         Jak wygląda dzień pracy misjonarza w parafii Epiphany?

-         Każdy dzień różni się od pozostałych. Opiszę wczorajszy dzień, czyli poniedziałek. Pobudka około godziny 6 rano, modlitwy, pakowanie materiałów do więzienia: Pismo Święte po angielsku, po kantońsku i po mandaryńsku, pisma katolickie, różańce oraz filmy. Następnie odebranie dwóch osób świeckich i siostry zakonnej ze stacji metra, którzy przyjeżdżają z głównej części Hongkongu, aby pomagać w więzieniu. Potem dojazd do więzienia. Od godziny 9 do 12 – katecheza oraz msza święta, kolejna msza święta w domu starców prowadzonym przez Caritas Hongkong. Po południu papierkowa praca w biurze parafialnym, odebranie korespondencji z czterech kaplic. W tygodniu każdego dnia msza święta jest w innej kaplicy. Niedziela wygląda trochę inaczej. W ostatnią niedzielę odprawiałem mszę świętą w Mui Wo w języku kantońskim, podczas której dorosła osoba była przygotowywana do chrztu. Po mszy była spowiedź, a następnie wyjazd na spotkanie parafialne do Dung Jung, które odbywa się co miesiąc. Natomiast co 3 miesiące odbywa się spotkanie całej rady parafialnej z udziałem czterech mniejszych rad skupionych przy kaplicach. W czterech kaplicach niedzielne msze odprawiają trzej księża na zasadzie rotacji.Biblia po kantońsku

-         Czy dużo osób uczestniczy w mszach świętych?

-         W niedzielnej mszy świętej uczestniczy około 55-60% parafian. W całym Hongkongu jest około 400-450 tys. katolików.

-         Czy miejscowi katolicy angażują się w życie parafii?

-         Tak, wielu parafian jest zaangażowanych w życie parafii. Pracują jako wolontariusze, są odpowiedzialni za różne funkcje, liturgię, prowadzą zakrystię i sekretariat. Jest także organista oraz chór. Wszyscy oni ofiarowują kościołowi swoją pracę, swój czas, bez wynagrodzenia. Do swoich obowiązków wierni podchodzą bardzo poważnie. Podziwiam ich, ponieważ są to osoby mające swoje rodziny, pracujące na pełny etat, a mimo to mają czas, aby przyjść wieczorem, by na przykład zorganizować materiały na akcję ewangelizacyjną czy charytatywną dla osób spoza parafii. Dla chętnych organizujemy także wyjazdy do Chin, aby im pokazać, jak tam wygląda nasza praca. Podróż autobusem w jedną stronę trwa około 5-6 godzin. Ostatnio byliśmy odwiedzić dzieci z jednej z wiosek na prowincji, aby zobaczyć, jak sobie radzą. Okazało się, że nadal wymagają oni naszej pomocy. Osobą, która złożyła do nas podanie o pomoc był ksiądz, który wcześniej spędził 27 lat w więzieniu za wiarę. Kiedy go aresztowano był klerykiem i po wyjściu na wolność pozwolono mu skończyć seminarium duchowne w Shanghaju i został wyświęcony na księdza.

-         Dziękuję za rozmowę i życzę zarówno wielu sukcesów ewangelizacyjnych, jak i udanych akcji charytatywnych w Chinach.

* Artykuł ten został opublikowany w nr 6 miesięcznika „Opcja na Prawo” z 2006 r.

Komentowanie jest zamknięte.

web stats stat24