Meksyk potrzebuje reewangelizacji*

 

Na temat pracy misyjnej w Meksyku i religijności Meksykanów z pallotynem Bartłomiejem Pałysem rozmawia Tomasz Cukiernik.

 

• Czy w katolickim Meksyku brakuje księży?

Porównując z polskim środowiskiem, to na pewno tak – brakuje, choć nie ma w Meksyku tak dużo misjonarzy jak na przykład w Peru. W naszej diecezji są księża francuscy, którzy prowadzą dom dla uzależnionych od narkotyków. A nasza – pallotynów – historia sięga biskupa Jose Maria. Jego katedra w Nezahualcoyotl była poświęcona Bożemu Miłosierdziu, dlatego pojechał kiedyś do Polski, aby odwiedzić takie miejsca, jak Kraków, Płock, Wilno i pomyślał, aby zaprosić polskich księży do Meksyku i ufundować sanktuarium Bożego Miłosierdzia. To była jego idea, więc zaprosił polskich pallotynów i jesteśmy tutaj w Meksyku od 15 lat.

• Czy w takim razie w Meksyku, jak w Gwatemali, brakuje powołań?

• Można powiedzieć, że w Meksyku przeważnie na jednego księdza przypada w parafii 20-30 tysięcy wiernych. Dla porównania w mojej rodzinnej Świdnicy na 18 tysięcy parafian jest pięciu księży. Więc licząc w ten sposób, brakuje tutaj powołań, chociaż każda parafia stara się mieć swojego księdza. Z drugiej strony Kościół meksykański bardziej niż w Polsce opiera się na ludziach świeckich, na grupach przykościelnych, które pomagają proboszczowi przy duszpasterstwie chorych czy też w liturgii. Są jednak też stany w Meksyku (w których był w tym roku papież Benedykt XVI) – Leon, Guanajuato, Guadalajara, gdzie są seminaria po 200 kleryków, a dla porównania w naszej diecezji jest około 15 kleryków na wszystkich latach seminaryjnych.

• Jak to się stało, że ksiądz został misjonarzem i pallotynem?

• Był w Polsce taki ksiądz-pallotyn, który co roku organizował w czasie ferii zimowych dla młodzieży obozy w Gorcach i tam spotkałem się z tym charyzmatem pallotyńskim, tam też dostałem mały przewodnik na temat powołania, gdzie wyjaśniano, w jaki sposób można zostać pallotynem. Potem ktoś mi podarował kalendarzyk misyjny werbistów na temat Ekwadoru i tam przeczytałem o potrzebie księży misjonarzy. Z niego dowiedziałem się, co to są misje. I kiedyś też, kiedy byłem w Krakowie na praktykach szkolnych, spotkałem dwie dziewczyny, które bardzo zapragnęły jechać na misje jako wolontariuszki świeckie – nigdy do tego nie doszło, ale miały bardzo duży zapał, aby pojechać do Peru i to mnie też mocno urzekło. W tamtym czasie, jak pamiętam, w Andach zabito dwóch polskich salezjanów. To były takie kroki milowe, które spowodowały, że zechciałem jechać na misje. A już u pallotynów z naszej prowincji można było jechać do Korei Południowej, do Papui-Nowej Gwinei lub do Meksyku. Wybrałem Meksyk, gdyż wydawał mi się jakoś związany z kulturą polską. Taki bardziej „maňana”.

• Jak wyglądało przygotowanie przed wyjazdem na misję?

• To głównie w Seminarium SAC mamy grupę misyjną, która organizuje modlitwy, zaprasza misjonarzy, którzy są na wakacjach, jest wówczas Msza misyjna, są opowiadania przy stole, przy kanapie o tych wszystkich duszpasterskich sprawach misyjnych. I kilku pallotynów z Meksyku przyjechało wtedy na seminarium. Potem, już po świeceniach prosiłem prowincjała, aby pozwolił mi pojechać na misję do Meksyku. Jeżeli pozwoli, to Episkopat Polski w Warszawie funduje edukację w Centrum Formacji Misyjnej mniej więcej dla 30 osób, które studiują tam przez około rok język, kulturę, a przed wyjazdem dostaje się szczepionki. Czasami jest jeszcze możliwość wyjazdu do Hiszpanii na praktykę językową. Na początku z językiem hiszpańskim nie było u mnie łatwo. Pamiętam, kiedy pojechałem na małą praktykę językową na Camino de Compostella. Był taki moment, że szło się około 20 kilometrów. Jakiś Hiszpan szedł koło mnie – pomyślałem, że sobie pogadamy, ale praktycznie nic z tego nie wyszło (śmiech). W kontekście językowym pewien ksiądz Piotr powiedział, że nie jest problemem poznać język, a bardziej zrozumieć miejscową mentalność, bo wtedy możesz lepiej porozumieć się z miejscowymi. I tak było na pierwszej placówce w Nezahualcoyotl, oprócz języka starałem się ogarnąć tę mentalność meksykańską.

• Kiedy ksiądz przyjechał do Meksyku?

• W 2004 roku. Pierwsza placówka była w mieście Nezahualcoyotl, niedaleko stolicy Meksyku, które to miasto ma prawie tyle mieszkańców co Warszawa. Tam byłem prawie cztery lata i potem przeniosłem się do Tenango del Aire [10-tysięczne miasteczko około 50 kilometrów na południowy wschód od miasta Meksyk - TC]. A od maja jestem na nowej parafii pw. M. B. Ucieczki Grzeszników w Valle de Chalco przy samym mieście Meksyk. Parafia liczy ponad 30 tysięcy parafian i kościół jest w trakcie budowy, a kaplica, która w przyszłości ma być samodzielną parafią, też boryka się z brakiem zadaszenia.

• Na czym głównie polega praca w Meksyku? Czy to jest praca duszpasterska, ewangelizacyjna czy charytatywna?

• My [w Tenango del Aire oprócz księdza Bartłomieja Pałysa pracowało jeszcze trzech polskich misjonarzy – TC] zajmujemy się w większości duszpasterstwem. Jan Paweł II powiedział kiedyś, że jest potrzebna reewangelizacji. W Polsce, jak i w Meksyku ponad 90 procent ludzi to katolicy, ludzie ochrzczeni w Kościele katolickim, ale to, co się dzieje, nie wygląda zbyt dobrze: ta cała przemoc, 50 tysięcy ofiar w ciągu 7-8 lat, gangi, narkotyki, porywanie ludzi dla okupu, kradzieże, napady w autobusach. Reewangelizacja na pewno tutaj jest potrzebna, bo powiedzmy, że nasza parafia ma około 10 tysięcy parafian, a do kościoła przychodzi może 10-20 procent z nich. Są oczywiście takie momenty w ciągu roku liturgicznego, jak na przykład poświęcenie palm, dzieciątek Jezus, Boże Narodzenie, Wielki Post – posypanie popiołem, Wielki Piątek – Droga Krzyżowa i procesja, kiedy dużo więcej ludzi uczestniczy we Mszy świętej. Generalnie figury odgrywają tutaj dużą rolę. Woda święcona, poświęcenie nią po Mszy świętej jest ważniejsze niż sam sakrament, Komunia Święta czy spowiedź. Dlatego pewnie konieczna jest reewangelizacja, aby obudzić coś bardziej wewnętrznego niż tylko zewnętrzne znaki.

• Jak wygląda dzień powszedni na parafii?

• W ciągu tygodnia są dwie eucharystie codziennie – rano o godzinie 8.00 i wieczorem o godzinie 18.00. Środy przeważnie księża mają tutaj wolne, a sobota jest zarezerwowana na tzw. Msze specjalne, na przykład chrzty, komunie święte, za zmarłego. Jak dziewczynka czy chłopczyk kończy trzy lata, to również ten fakt świętuje podczas Mszy świętej. Na uroczystość przychodzą ojcowie chrzestni, rodzice. Podobnie świętuje się, jak dziewczyna kończy 15 lat. Mamy także dwie kaplice, gdzie prowadzi się duszpasterstwo parafialne. Do tego dochodzi praca z grupami przyparafialnymi także na zewnątrz parafii na przykład w Chalco i w Juchitepec, duszpasterstwo w formacjach świeckich.

• Czy ksiądz został zaakceptowany przez miejscowych?

• Na początku język jest przeszkodą główną, żeby zrozumieć i skomunikować się, zrozumieć ich żarty, wejść w kontakt. Należy przyznać, że Meksykanie są bardzo otwarci, bardzo gościnni, są wyrozumiali, jak ktoś do nich przemawia sercem, to sercem odpowiadają, co było widać przy naszym papieżu-Polaku, jak on dla nich śpiewał, tańczył, zakładał kapelusze meksykańskie, brał dzieci na ręce. Tutaj jest taka kultura, że kochają dzieci, ponad połowa populacji meksykańskiej to są młodzi ludzie poniżej 30 roku życia, więc staram się w te nurty mentalnościowe wchodzić, choć jak to jest z tą akceptacją do końca, to trzeba się spytać miejscowych.

• Jak wygląda sytuacja religijna w Meksyku, sytuacja Kościoła katolickiego i religijność miejscowych?

• Dla nich ważne są figurki, ołtarzyki. Bardzo duże znaczenie ma dla nich Matka Boska z Guadelupe. Na ważniejsze uroczystości kościelne zapraszane są zespoły muzyczne, zawsze ktoś śpiewa czy tańczy. Oni mówią, że to wszystko robią dla Pana Jezusa, ale przeważnie w tym świecie parafialnym brakuje sakramentów, brakuje spowiedzi, komunii świętej. Garstka ludzi przyjdzie na Mszę świętą, a więcej idzie na te tańce. Mięliśmy niedawno spotkanie z naszym biskupem Luisem na temat tzw. „sicarios”, czyli tzw. płatnych morderców, którzy często wchodzą w okultyzm, magię. Odnaleziono hełmy rzymskich żołnierzy, które były wykorzystywane do inicjacji – dla ludzi, którzy wchodzili do gangu. Żywa jest taka właśnie religijność pogańska, synkretyzm tego, co było kiedyś w tradycji kultury przedhiszpańskiej, jest dzisiaj i będzie jutro. Mówią, że Jezus jest Bogiem, ale jak przychodzi choroba dziecka, na którą ciężko znaleźć lekarstwo, to idą często na tzw. „limpias”, do wróżki. Ona wykorzystuje zarówno Pana Jezusa i Matkę Bożą z Guadelupe, jak i swoich pogańskich bożków. Mamy też w Meksyku do czynienia z oryginalnym wierzeniem w bóstwo, które nazywa się „święta śmierć”. Jest to figura-kościotrup wykorzystywana na różne okazje, na przykład kiedy proszą o pieniążki, zdrowie, o miłość, o brak przemocy, wtedy zakłada się jej różne płaszcze: czerwony, żółty, niebieski. Czasami w domu Meksykanie mają Matkę Boską lub krzyż oraz kącik dla tej „świętej śmierci” z kwiatami, jabłkami, świeczką. Czuje się od tego takie zimno. Można ją spotkać w busikach, w taksówkach. Często ludzie tutaj mieszają Kościół katolicki z takimi różnymi wierzeniami, obyczajami. Uważają, że ta „święta śmierć” jest osobą żywą, która może pomóc, przeprowadzić na koniec życia do wiecznej szczęśliwości.

• Czy katolicy nie są w Meksyku dyskryminowani przez kogokolwiek?

• Katolicy są większością w Meksyku, ale na przykład meksykańska konstytucja w stosunku do Kościoła katolickiego zmieniła się dość mocno dopiero po przyjeździe papieża-Polaka. Kiedy Jan Paweł II był pierwszy raz w Meksyku w 1979 roku, to był zakaz wystąpień publicznych w stroju oficjalnym księdza, zakonnicy czy właśnie papieża. Przepisy konstytucji zmieniły się na korzyść duszpasterstwa dopiero po tej wizycie.

• Czy są tu jakieś specjalne obrzędy religijne na przykład podczas świąt, odmienne od polskich?

• W naszej parafii w Wielki Czwartek wybiera się dwunastu apostołów. Ludzie przygotowują rybę i kompot, które spożywa się przed Mszą świętą. Po homilii następuje umycie nóg apostołów. W Wielki Piątek jest organizowana Droga Krzyżowa [najbardziej znana Droga Krzyżowa od 169 lat inscenizowana jest w meksykańskiej dzielnicy Iztapalapa – TC]. Po Drodze Krzyżowej mamy kazanie na temat siedmiu ostatnich słów wypowiedzianych przez Pana Jezusa na krzyżu. Potem spotykamy się przy grobie Pańskim, odmawiamy różaniec i następnie z figurą Pana Jezusa umarłego idzie się po ulicach naszej parafii w milczeniu ze świecami, aby adorować ten moment Wielkiego Piątku. Z kolei pasterka w Wigilię Bożego Narodzenia odbywa się około godziny 20. Ludzie przynoszą w specjalnych chustach figurki Jezusa, w domach popularne są też takie ołtarzyki, w których Dzieciątko Jezus jest przebrane w jakiegoś piłkarza czy doktora, a na wieczór po pasterce śpiewa się kolędę i zapala się zimne ognie. Z innych tradycji – dużo jest pielgrzymek do sanktuariów. Na przykład idą przez 3-4 dni pieszo, czy jadą na rowerach, samochodami, autokarami. Momentem kulminacyjnym dla Kościoła meksykańskiego jest uroczystość 12 grudnia ku czci Matki Bożej z Guadelupe.

• Jak wygląda finansowanie Kościoła katolickiego w Meksyku?

• Przeważnie tak jak w Polsce. Tutaj państwo raczej nie pomaga, a często przeszkadza. Na przykład kościoły starsze, wybudowane przed rewolucją [rewolucja meksykańska wybuchła w 1910 roku – TC] są własnością państwa. Żeby coś zmienić w takim klasztorze czy kościele, to trzeba prosić państwo o pozwolenie. Trzeba też stosować się do specjalnych przepisów budowlanych dotyczących zabytków, co powoduje, że remont może być dwa razy droższy.

• Jak miejscowym żyje się w Meksyku?

• Gdzieś wyczytałem w Internecie, że Meksykanie pracują najdłużej na świecie, ale za marne pieniążki. Choć miasto Meksyk liczy ponad 20 milionów mieszkańców, to kolejni ludzie ciągle tu przyjeżdżają, by szukać pracy. Na pewno jest dużo biednych ludzi w Meksyku, ale najbogatszym człowiekiem świata jest też Meksykanin – Carlos Slim. Niewielka jest tzw. klasa średnia.

• Czy ksiądz czuje się bezpiecznie w Meksyku?

• Oprócz tego, że tydzień temu ukradli w nocy z kościoła 100 metrów kabli, to raczej tak (śmiech), jednak trzeba się liczyć z niespodziewanym zagrożeniem. Nie ma już takich świętości, jak kiedyś: kościół, ołtarz, figury święte. Są bandy, które szukają na czymkolwiek zarobku. Stan Meksyk jest w takim stanie alarmowym, gdzie mamy duże ryzyko przemocy. Ciągle słyszy się, że w sąsiednich miastach a to kogoś porwali, a to kogoś zabili, a to na polu znaleziono ciało. W Meksyku nie ma poszanowania dla prawa, którego się nie egzekwuje. W sądzie wygrywa ten, kto da większą łapówkę, a nie ten, kto jest niewinny. Politycy, urzędnicy, policja, wymiar sprawiedliwości są bardzo skorumpowani. Ludzie boją się nawet być świadkami wypadku drogowego czy pomóc ofierze, bo może się zdarzyć, że wezmą ich bez zdania racji do aresztu. Dlatego uciekają z miejsca takiego zdarzenia. Wojna z handlem i przemytem narkotyków to jedna wielka porażka, mimo milionów dolarów, które płyną z USA.

• Jakie ma ksiądz plany na przyszłość?

• Na pewno jestem otwarty na nowe plany, chociaż widzę, że w Meksyku jest dużo możliwości realizacji naszego charyzmatu pallotyńskiego. A obecnie na nowej placówce głównym projektem materialnym jest dokończenie budowy kościoła.

• Życzę dalszego wypełniania pracy misyjnej w pokoju.

 

Jeśli ktoś chciałby pomóc ks. Bartłomiejowi Pałysowi przy remoncie kościołów w Meksyku, to może się z nim skontaktować mailowo: bpsac2002@gmail.com.

* Niniejszy wywiad został opublikowany w 9 numerze miesięcznika “Opcja na Prawo” z 2012 r.

Jedna odpowiedź to “Meksyk potrzebuje reewangelizacji”

  1. asiek asinus pisze:

    nie-
    -meksyk potrzebuje tego,co chcą i potrzebują meksykanie-a nie tego,co chce kościół-
    i to co najwyżej kościół potrzebuje ewangelizacji;

Zostaw odpowiedź

web stats stat24