Kościół w Belgii jest dyskryminowany*

 

We Włoszech z braku wiernych kościoły zamienia się w banki, teatry, biblioteki, biura, winnice czy warsztaty samochodowe. We Francji jeden z kościołów ma być przekształcony w meczet. Z kolei w Belgii katolickie świątynie zamienia się w apartamentowce, hotele, restauracje, hale targowe czy biura Unii Europejskiej, a nawet… night-cluby. W samej Brukseli w ciągu najbliższych 20 lat aż 30 kościołów znajdzie inne zastosowanie niż religijne. W ciągu 10 lat liczba księży w Belgii spadła o 23 proc. O kryzysie Kościoła katolickiego w Belgii w rozmowie z Tomaszem Cukiernikiem opowiada ks. Damian Kopytto ze Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, który zajmuje się duszpasterstwem w Polskiej Misji Katolickiej w Brukseli.

 

- Jak wygląda sytuacja Kościoła katolickiego w Belgii? Czy można mówić o kryzysie religijnym?

- Tak jak w większości krajów Europy Zachodniej również w Belgii, może nawet w większym stopniu niż w Niemczech czy we Włoszech, Kościół przezywa kryzys. I nie jest to kryzys ostatnich lat, ale kilkunastu, kilkudziesięciu lat po Soborze Watykańskim II, kiedy tendencyjnie interpretowano dokumenty Soboru Watykańskiego II, gwałtownie zrywającego z tradycją. Dlatego sytuacja Kościoła w Belgii nie wygląda to tak samo, jak w Polsce. Jest zdecydowanie mniejsza liczba ludzi wierzących. Kościołów na pewno nie buduje się tak jak w Polsce. Co więcej, świątynie się sprzedaje czy też wynajmuje na inne cele. Rok temu w centrum Brukseli został sprzedany kościół, desakralizowany i niebawem zostanie otwarty jako hala targowa. Kilka kościołów zamieniono na biurowce, w tym także na siedziby dla urzędników Unii Europejskiej. Jest więcej takich świątyń na terenie Belgii i innych krajów Beneluksu. Chciałem zaznaczyć, że wszystkie kościoły po rewolucji francuskiej zostały przejęte przez państwo i nadal do niego należą. Budynki te stanowią dobra narodowe, tak jak zamki, muzea i tego typu obiekty. Jeśli nie ma wiernych, ludzi, którzy korzystają z obiektu sakralnego, to państwo przeznacza kościół na inne cele.

- Jedną świątynię anglikańską w centrum Brukseli zamieniono nawet na night-club. Czyli można powiedzieć, że Belgowie odchodzą od Kościoła.

- Tak. Młodych ludzi jest coraz mniej. Kościoły są zamykane, parafie redukowane ze względu na małą liczbę praktykujących. Tworzone są tzw. „l’Unité pastorale” które mają na celu gromadzenie wiernych kilku parafii w jednym kościele. Brakuje również kapłanów.

- W Austrii ludzi wypisują się z Kościoła, by nie płacić podatku kościelnego. Czy w Belgii też jest podobnie?

- To zdarza się w Austrii, w Niemczech oraz w czterech kantonach szwajcarskich. Jednak trzeba zaznaczyć, że kwota tego podatku kościelnego (Kirchensteuer) jest minimalna, ale podatek jest obowiązkowy. W Belgii ludzie nie płacą takiego podatku. Belgijski Kościół posiadał kiedyś wiele dóbr, które zostały mu odebrane przez państwo po rewolucji francuskiej. Podobnie jak we Francji. W zamian utworzono specjalny fundusz. Kościół jest utrzymywany właśnie z tego funduszu. Każda wspólnota ma wyznaczony zarząd tzw. „Fabrique d’église”. Są to instytucje publiczne, które zarządzają dobrami kościelnymi (kaplice, kościoły, katedry itp.) pod nadzorem arcybiskupa i administracji miasta lub regionu. Polska Misja Katolicka wynajmuje w Brukseli od miasta kościół Notre Dame de la Chapelle.

- Rozumiem, że w Belgii brakuje również powołań?

- Brakuje powołań. Na całą Belgię jest może kilkudziesięciu seminarzystów. Dlatego bardzo dużo księży przyjeżdża do Belgii z zagranicy, z Włoch, Afryki, Ameryki Łacińskiej. Jest bardzo dużo księży z Polski, którzy pracują w walońskich czy flamandzkich parafiach.

- Czy jest to praca tylko duszpasterska, czy również ewangelizacyjna, czy też charytatywna?

- To wszystko trzeba powiązać. Kościół w Belgii działa na tych wszystkich płaszczyznach. Tak jak wszędzie ludzie przychodzą po pomoc duchową, ale bardzo często jest to również pomoc materialna, prawna czy też wsparcie językowe, o które prosi się księdza. Polska Misja Katolicka zajmuje się głównie duszpasterstwem Polaków przebywających w Belgii. W Belgii na stałe mieszka ponad 90 tysięcy Polaków, w Brukseli około 30 tysięcy. Na przykład we flamandzkiej Antwerpii Polską Misję Katolicką prowadzą franciszkanie, a dla Belgów posługują polscy kapucyni. W wielu parafiach belgijskich proboszczami są polscy księża.

- Jakie są przyczyny kryzysu Kościoła katolickiego w Belgii?

- Podobnie jak we Francji wszystko rozpoczęło się od rewolucji francuskiej, od potężnej walki z Kościołem, kiedy wypędzono z kraju zakonników. Wielu kapłanów i księży zamordowano. Majątki znacjonalizowano. Jak już wspomniałem, są to również następstwa Soboru Watykańskiego II, i często zła interpretacja dokumentów soborowych. No i w 1968 roku przyszła antyreligijna rewolucja kulturalna. Ludzie oczywiście tutaj chodzą do kościoła. Jednak należy podkreślić, że nie są to takie tłumy, jak w Polsce. Dzisiaj człowiek pragnie być bardzo wolny, nie lubi, gdy przypomina mu się o przykazaniach Bożych, że trzeba dbać o życie duchowe, o życie wieczne już tu na ziemi. To dla wielu osób nie jest to po prostu wygodne. A Ewangelia Jezusa Chrystusa jednak wymaga. Dzieje się też wiele dobrego w belgijskim Kościele. Obserwuję duże zaangażowanie się laików w życie Kościoła. Powstają wspólnoty monastyczne, które pięknie ewangelizują swoją obecnością.

- Czy można powiedzieć, że katolicy w Belgii są dyskryminowani?

- Daje się to zauważyć. Przykładem niech będzie osoba obecnego Prymasa Belgii abp. André Léonarda. Publicznie obrzucono go tortem, nawołując do dalszych tego typu działań, nieustannie atakuje go prasa. Nie spotkałem podobnego przypadku w Europie! Polacy mieszkający w Brukseli przyznają czasami, że byli wyśmiewani z tego powodu, że co niedzielę chodzą do kościoła. Czasami ktoś krzyczy na ulicy na siostrę zakonną w habicie czy z krzyżem. Nawet w szkołach katolickich nie odmawia się modlitwy podczas katechezy, bo chodzą tam też muzułmanie, których uczuć nie można urażać. W tym roku zrezygnowano z tradycyjnej choinki na rynku w Brukseli, wyjaśniając, iż jest to typowo chrześcijański symbol.

- Przed wejściem Polski do Unii Europejskiej dużo mówiło się, że Polska wniesie ducha religijności do zlaicyzowanych społeczeństw Europy Zachodniej. Czy to się sprawdziło?

- Mówił o tym papież Jan Paweł II w 1979 roku, a Benedykt XVI podczas wizyty apostolskiej w Krakowie w 2006 roku prosił, aby Polacy skarbem wiary dzielili się z innymi narodami. Widać świadectwo wiary Polaków, którzy chodzą do kościoła. Belgowie i inne narodowości mieszkające w Brukseli, pytają się: „Dlaczego taki tłum wychodzi z kościoła? Czy odbył się jakiś ciekawy koncert?”. Polacy odpowiadają, że byli na Mszy św. niedzielnej. Również przez zwykłe rozmowy z Belgami z pewnością w jakimś sensie ewangelizują, dzielą się swoją wiarą często dyskretnie, ale skutecznie. Opowiadają, jak przeżywają święta. Zapraszają Belgów na swoje uroczystości religijne, zamawiają Msze za zmarłych z ich rodzin. Polacy dają tutaj świadectwo swojej wiary, mówią o wierze, nie wstydzą się wiary i polskiej tradycji.

- Jak ksiądz trafił do Belgii?

- Pochodzę ze zgromadzenia misyjnego, które pracuje na całym świecie. Wcześniej pracowałem w Polsce, odbyłem krótki staż w Australii, a następnie posługiwałem we Francji. W Belgii jestem od 2009 roku. Zwykle misjonarze przed wyjazdem na misje przygotowują się w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie. Poznają kulturę, obyczaje, historię, geografię danego kraju, do którego ma jechać, uczą się intensywnie języka. Przełożeni zwykle pozwalają na wyjazd tam, gdzie dany ksiądz chce jechać. Oczywiście jeżeli komuś pozwala zdrowie. Trzeba mieć też odpowiednie predyspozycje. Wyjazd do Belgii zaproponował mój przełożony. Wcześniej wielokrotnie przebywałem we Francji, studiowałem tam, więc dobrze poznałem język. Jeśli będzie taka potrzeba, to może wyjadę gdzie indziej. Kiedyś myślałem o wyjeździe do Afryki, ale przełożeni zaproponowali mi inny rodzaj posługi. Ważna jest dyspozycyjność.

- Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów w dalszej pracy duszpasterskiej i ewangelizacyjnej.

 

* Niniejszy wywiad został opublikowany w nr 51-52 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2012 r.

3 odpowiedzi to “Kościół w Belgii jest dyskryminowany”

  1. Anna pisze:

    Przerażają mnie te statystyki. W najbliższych tygodniach zamierzam wyjechać do tego kraju na stałe. Nie wiem na ile pozostanę tam praktykującym katolikiem, jednak o swoją wiarę się nie boję. Mam swoje lata i swoje wiem. Jednak martwię się o swoje dzieci. Ile sama będę w stanie to im wpoję wiarę, jednak otoczenie też robi swoje. Bo dlaczego one mają chodzić do kościoła jak Kasia, Basia i Tomek nie chodzą? W dodatku tam jest tak nudno… Nie wiem jak to będzie, czuję pod tym względem wielką trwogę, jednak nasza sytuacja w Pl nie pozwala nam na dłuższe pozostanie w tym kraju. Mówię to z żalem…

  2. discharge pisze:

    „ale czy Syn Człowieczy, gdy przyjdzie, znajdzie wiarę?”
    Zatrważające, jak długo Bóg pozwala sługom szatańskim działać na zgubę narodów! Ja widziałem niebo i widziałem piekło. Nie da się szczęścia pierwszego opisać ludzkimi słowami. Ani przerażającego cierpienia drugiego. Ale opis mój zdaje się zgadzać z tymi, które opisała św Faustyna. Zresztą wiem, że to Ona uchyliła mi zasłony nieba, jak napisała, że uczyni to wątpiącym w Boże Miłosierdzie.
    Juz samego nieba nie oddał bym za nic. A co dopiero piekło? Zresztą trzeciego losu wiecznego nie ma.
    RATUJ SIĘ KTO MOŻE!!!!!!

  3. o.Pawel OP pisze:

    Przerażają mnie wybryki księży pedofilów – ostatnio księdza Jarosława B. właśnie w Belgii. Jak można trwać przy takim kościele skoro od konsekrowanych szamanów nawet Bóg się odwraca i oddaje ich dusze diabłu.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24