Davies na krańcach świata

 

DaviesWłaśnie skończyłem czytać. Najnowsza książka Normana Davisa pt. „Na krańce świata. Podróż historyka przez historię” składa się z dwóch części, które przeplatają się na kartach tego grubego tomu. Pierwsza (krótsza) opisuje podróż autora dookoła świata i zawiera spotkania z ludźmi najczęściej polskiego pochodzenia oraz bieżące subiektywne spostrzeżenia o odwiedzanych miejscach. Z kolei druga część to typowa historia odwiedzanych państw, miast, wysp, regionów świata.

W książce mamy bardzo duże nagromadzenie informacji i ciekawostek historycznych, geograficznych, religijnych, językowych, nazewniczych, astronomicznych, a nawet filatelistycznych i kulinarnych itd. Jest wiele nawiązań do Polski i Polaków. W odwiedzanych krajach Davies spotyka się w Polonią, która staje się często jego przewodnikami. Zwykle określa ich mianem przyjaciół, którzy czytają jego książki. Historia niektórych odwiedzanych przez autora krajów, takich jak Singapur, Malezja, Indie czy ZEA, była mi z grubsza znana (choćby z tego tytułu, że tam byłem), ale na przykład o kolonialnych początkach Tasmanii miałem blade pojęcie, a o historii zasiedlania Mauritiusa wiedziałem niewiele więcej. Nawet początki kolonizacji Nowej Zelandii, którą swego czasu odwiedziłem, nie były mi znane w takich detalach. Bardzo ciekawie zostały też opisane wybrane wątki historii wielkich odkryć geograficznych, w tym w szczególności dzieje poznawania przez Europejczyków wysp Pacyfiku.

Książka jest napisana poprawnie, ale nie zachwyca. Jest zdecydowanie za długa i na pewno nie jest to wybitne dzieło. Wydaje się, że gdyby napisał ją ktoś bez nazwiska, to mógłby mieć problem z jej wydaniem. Dziwi informacja z Wikipedii, że nie ma angielskiego wydania tej pozycji. Co więcej, Davies nie uniknął wielu oczywistych błędów merytorycznych. Wśród nich wymienię kilka. Na str. 548 autor napisał, że 10 mln km2 to niemal dwa razy więcej niż lądowa powierzchnia Rosji, tymczasem powierzchnia Rosji wynosi 17 mln km2. Na str. 712 napisał, że Madera leży na południowy zachód od Afryki, a w rzeczywistości położona jest na północny zachód od Afryki. Co więcej, od Gibraltaru dzieli ją nie 300 km, jak pisze autor, a ok. cztery razy więcej. Z kolei na str. 745 autor napisał, że boeing lata „na wysokości 10 tysięcy kilometrów”. Z pewnością chodziło o 10 tysięcy metrów. W książce jest też wyraźny problem z pisownią „nie” z imiesłowami, które powinny być pisane łącznie, a nie rozłącznie.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24