Zamierzenia koalicjantów*

Za rządów PiS znacznie spowolniono procesy prywatyzacyjne. Pod koniec 2007 roku Skarb Państwa nadal posiada udziały aż w ponad 1200 spółkach! Z planowanego uzyskania w 2006 roku 3 mld zł sprywatyzowano majątek o wartości zaledwie 622 mln zł, a w 2007 roku zrealizowano około 50% planowanych sprzedaży majątku państwowego. Oprócz zapowiedzianej przez Aleksandra Grada, wtedy jeszcze kandydata na nowego ministra skarbu, prywatyzacji wydawcy „Rzeczpospolitej” oraz sprzedaży około 90 rządowych ośrodków wypoczynkowych w kraju i za granicą, inne prywatyzacje nie są pewne. Donald Tusk powiedział, że „nie chce straszyć prywatyzacją” TVP oraz innych mediów publicznych. Przedstawiciele śląskiej PO zaprzeczają, jakoby partia zamierzała prywatyzować kopalnie. Kiedy w kopalniach pojawiły się ulotki niewiadomego pochodzenia na ten temat, śląscy działacze PO natychmiast opublikowali w branżowym tygodniku informację, że „ewentualną prywatyzację kopalń PO pozostawia m.in. przyzwoleniu samych górników”. Podobnie w Gdańsku kilkuset pracowników Stoczni Gdańsk S.A. manifestowało na terenie zakładu i pod Pomorskim Urzędem Marszałkowskim – związkowcy domagają się …prywatyzacji, gdyż dzięki niej widzą perspektywy dla firmy i twierdzą, że niektórzy posłowie PO zamierzają ją wstrzymywać. Ci, co prawda, zaprzeczają tym insynuacjom, ale nie mówią nic konkretnego.

PO skrzętnie także zaprzeczała, że w swoim programie nie miała prywatyzacji szpitali. Tymczasem prywatyzacja byłaby korzystna zarówno dla pacjentów, jak i dla lekarzy oraz pielęgniarek. Dlaczego politycy PO tak zaciekle zaprzeczali, jakoby wcześniej opowiadali się za prywatyzacją służby zdrowia? Bo taka jest polityka. Mówiąc wyborcom prawdę, nie da się wygrać wyborów. Doskonale widać to na przykładzie UPR – jedynej partii, która mówi wyborcom prawdę w oczy i dlatego ciągle przegrywa wszystkie wybory. Zarówno Zbigniew Religia, były minister zdrowia, jak i Donald Tusk mijali się z prawdą, twierdząc, że większość służby zdrowia w Polsce już jest sprywatyzowana, ale jeśli tak, to dlaczego minister Religa nie oddał podatnikom większej części składki na NFZ, tylko jeszcze wprowadził z tego tytułu nowe podatki? Także propozycja PO, by utworzyć kilka państwowych ubezpieczalni zdrowotnych, niewiele pomoże. Tym bardziej, że każda z nich ma działać na innym terenie, tymczasem ubezpieczalnie powinny konkurować na tym samym obszarze, bo przecież nikt z bólem w krzyżu nie pojedzie z Krosna leczyć się w Szczecinie i odwrotnie. Natomiast Ewa Kopacz, nowa minister zdrowia, powiedziała istne kuriozum: „Istotne jest też, by w takim prywatnym szpitalu nikt od pacjenta nie wziął dodatkowej złotówki”. Tymczasem dopóki pacjenci bez zbędnych, w szczególności państwowych, pośredników nie zaczną choć częściowo płacić za swoje leczenie, nigdy nie wyjdziemy z marazmu służby zdrowia. Ale stwierdzenie takiego oczywistego faktu przez polityka oznaczałoby jego polityczną śmierć.

Aleksander Grad, nowy minister skarbu, zapowiedział, że niektóre państwowe spółki, wśród których wymienił m.in. firmy infrastrukturalne, PKP, Lasy Państwowe i Totalizatora Sportowego, nie zostaną oddane w prywatne ręce. Z kolei według PSL nie ma potrzeby prywatyzowania infrastruktury transportowej czy przesyłowej. Widać, że zarówno PO, jak i PSL nie za bardzo lubią własność prywatną, bo sprzeciwiają się prywatyzacji niemal wszędzie, gdzie to tylko możliwe. Nie wróży to dobrze na przyszłość polskiej gospodarce. Choć z drugiej strony Zbigniew Chlebowski, szef Klubu Parlamentarnego PO, zapowiedział, że nowy rząd zamierza nawet o 100% zwiększyć wpływy z prywatyzacji, a minister Grad, także opowiada się za przyspieszeniem sprzedaży państwowego majątku i wraz z koalicjantem obiecuje przygotować 4-letni program prywatyzacji. Ponadto należy pochwalić rząd za zapowiedzi reprywatyzacyjne zagrabionego przez PRL majątku prywatnym właścicielom.

W kwestii podatków PO planuje zlikwidować 19% tzw. podatek Belki od oszczędności oraz ograniczyć, a potem znieść abonament radiowo-telewizyjny, a właściwie zastąpić go bezpośrednią dotacją z budżetu. Niestety rząd zapowiada wstrzymanie wprowadzonej przez Zytę Gilowską, byłą minister finansów, drugiego etapu obniżenia składki rentowej oraz zamierza podnieść składki na KRUS dla bogatych rolników. Z kolei Marek Sawicki z PSL powiedział, że jego partia chce w ciągu kilku lat obniżyć podstawową stawkę podatku VAT z 22% do 17%. PO przygotowała projekt uproszczenia rozliczania podatku VAT, co ma ulżyć przedsiębiorcom i rozruszać całą gospodarkę. Nie wiadomo, czy będzie natomiast zapowiadany przez PO podatek liniowy, gdyż politycy wypowiadają się na ten temat w sposób sprzeczny. Ale nawet gdyby udało się go sejmowi uchwalić, to i tak prezydent Lech Kaczyński zapowiedział jego zawetowanie, rzekomo „ze względu na interes państwa”.

Znoszeniem barier biurokratycznych dla aktywności gospodarczej ma się zająć specjalna komisja pod przewodnictwem Janusza Palikota. Z kolei według koncepcji decentralizacyjnej PO, którą popiera PSL, biurokracja może się zmniejszyć o kilkadziesiąt tysięcy osób, gdyż mają zostać uszczuplone urzędy wojewódzkie. Jednak ich kompetencje przejmą samorządowe urzędy marszałkowskie, gdzie z pewnością lawinowo wzrośnie zatrudnienie – może o tych samych urzędników. Wątpliwe jest także to, czy zmniejszy się liczba biurokratów po połączeniu dotychczasowych ministerstw transportu i budownictwa w jedno ministerstwo infrastruktury, ale to będzie zależało od Cezarego Grabarczyka, nowego ministra tego resortu. Oszczędności w administracji publicznej nowy rząd zamierza rozpocząć od szukania ich w kancelarii premiera (podobno gotowy jest już projekt rozporządzenia o likwidacji stanowisk czterech pełnomocników premiera: ds. promocji alternatywnych źródeł energii, ds. narodowego programu stypendialnego, ds. kształtowania ustroju rolnego oraz ds. samorządu terytorialnego) i prezydenta oraz w kancelariach sejmu i senatu, a ilość urzędników ma się także zmniejszyć w ministerialnych departamentach i biurach oraz w agencjach i instytutach podlegających poszczególnym resortom. I bardzo słusznie. Żeby tylko nie okazało się, że są to puste propagandowe hasła pod publikę.

Na koniec trzy dobre wiadomości. Po pierwsze, mimo sprzeciwu PSL Katarzyna Hall, nowa minister edukacji, zamierza przeforsować wprowadzenie do szkół bonu edukacyjnego, a dodatkowo PO zapowiada znaczne podniesienie pensji nauczycielom. Po drugie, PO chce już od przyszłego roku zawiesić obowiązkowy pobór do wojska. Po trzecie wreszcie, od 21 grudnia br. nie będzie już kontroli na granicach lądowych pomiędzy Polską a krajami strefy Schengen (od marca 2008 roku – także na lotniskach). Oprócz Polski do grupy Schengen przyjęta została także Słowacja, Czechy, Węgry, Słowenia, Litwa, Łotwa, Estonia i Malta. Niestety ma to też złe strony – znacznie wzrosną ceny za wydanie polskiej wizy dla naszych wschodnich sąsiadów, co może znacznie wstrzymać przyjazdy Ukraińców, Białorusinów i Rosjan do naszego kraju.

Tymczasem powinniśmy brać przykład z Dalekiego Wschodu: po cichutku, pomimo działań na rzecz schłodzenia koniunktury, w trzecim kwartale tego roku PKB Chin wzrósł o astronomiczne jak na warunki europejskie 11,5% w skali roku, to i tak mniej niż w drugim kwartale, kiedy wzrost wyniósł aż 11,9%. Polska, będąc w członkiem tzw. Unii Europejskiej, może jedynie marzyć o takich wynikach gospodarczych.

* Niniejszy komentarz został opublikowany w grudniowym numerze miesięcznika „Opcja na Prawo” z 2007 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24