Wolny rynek wg PO*


Planowana ustawa hazardowa, którą zapowiada premier Donald Tusk, jest przykładem na typowe działania socjalistów i całkowicie zaprzecza wszelkim obietnicom wyborczym Platformy Obywatelskiej i jej liderów. W ustawie skupiają się wszystkie błędy, jakie zwykle wprowadzają etatyści, by tworzyć „lepsze” społeczeństwo niewolników.

W ostatnich latach branża hazardowa w naszym kraju dynamicznie się rozwija. Według szacunków Ministerstwa Finansów w tym roku rynek hazardu w Polsce warty jest około 19 mld zł (w 2007 r. – 12 mln zł, a w 2008 r. – 17 mld zł). Zgodnie z zasadą „jak coś się rozwija, to trzeba to ud***ć”, rząd PO zaplanował delegalizację automatów o niskich wygranych („jednorękich bandytów”), wideoloterii oraz gier hazardowych w Internecie. Każdy automat, który zawiera elementy losowe, będzie zakazany. Sankcją dla grającego w Internecie ma być kara w wysokości 100 proc. uzyskanego w ten sposób dochodu. Od 2010 roku państwo nie będzie wydawało już zezwoleń na prowadzenie takiej działalności hazardowej i wskutek tego każdego roku ma znikać z rynku około 10 tys. tzw. „jednorękich bandytów”. Ograniczeniom będą także podlegały kasyna. Na 250 tys. mieszkańców będzie można otworzyć jedno kasyno, ale na milion mieszkańców nie będą mogły przypadać więcej niż dwa kasyna. W kasynie będzie można uruchomić maksymalnie 70 automatów. Mają być także zakazane wszelkie reklamy hazardu (rząd chce tylko pozwolić na tzw. „informowanie o sponsoringu”, dzięki czemu banery firm e-hazardowych nie znikną z boisk i koszulek piłkarzy) i będzie on zakazany dla osób niepełnoletnich. Tylko koalicyjne PSL próbuje przed PO chronić wolny rynek w branży hazardowej. Partia ta jest przeciwna temu, by w przygotowywanej przez rząd ustawie znalazł się zakaz przeprowadzania zakładów bukmacherskich w Internecie.

Nowe regulacje to przede wszystkim ograniczenie prowadzenia działalności gospodarczej. Co symptomatyczne, robi to Platforma Obywatelska, która obiecywała, że uwolni energię Polaków spod pęt bzdurnych przepisów i krępującej biurokracji. Tymczasem nowe przepisy to zwiększenie stref regulacyjnych, zamiast deregulacji i liberalizacji przepisów, jaką zapowiadano. Prowadzenie kasyna będzie wymagało otrzymania koncesji, a nie zezwoleń, jak do tej pory. Nie zapominajmy, że to właśnie tego typu zakazy dotyczące handlu alkoholem stworzyły amerykańską mafię, której do dnia dzisiejszego władzom federalnym nie udało się opanować, mimo późniejszej depenalizacji rynku alkoholowego w USA. Także walka z narkotykami nie jest skuteczna. Mimo że w Stanach Zjednoczonych jest ona prowadzona na gigantyczną skalę, to przestępczość narkotykowa jest tam nadal potężna.

Zdaniem prof. Stanisława Gomułki częściowa likwidacja hazardu spowoduje powstanie nielegalnego rynku. Wprowadzając nowe zakazy i ograniczenia, zachęca się przedsiębiorców do tworzenia szarej strefy, bo ludzie zawsze znajdą obejście przepisów. Jak stwierdził w jednej ze stacji radiowych biznesmen zajmujący się hazardem, hazard zejdzie do podziemia. Rozrośnie się korupcja, by branża mogła jakoś funkcjonować. Zdaniem prof. Stanisława Gomułki, każda regulacja, ograniczenie, podwyższa ryzyko korupcji, a liberalizacja jest najskuteczniejszym narzędziem walki z nią. Ale państwo pod rządami PO woli wprowadzać mechanizmy, które rozszerzają zjawisko łapówkarstwa. Ponadto wskutek tego jeszcze bardziej spadnie już i tak będący na dnie autorytet państwa. Warto podać doświadczenia Moskwy w tym zakresie, gdzie wprowadzono podobne ograniczenia. Przedsiębiorcy stworzyli fikcję – w kasynach zmieniono szyldy na kluby „sportowego pokera”. – Przychody pewnie spadną, część ludzi się wycofa z e-hazardu, ale nie sądzę, że firmy zrezygnują z polskiego rynku. Włosi próbowali walczyć z nami w ten sam sposób, blokując strony. Ale my zakładaliśmy po prostu nowe witryny, z jedynką, potem dwójką, potem trójką przed nazwą. Wreszcie odpuścili i zalegalizowali e-hazard i to z podatkiem trzy razy niższym niż w Polsce – mówi w „Gazecie Wyborczej” menedżer z jednej z zagranicznych firm e-hazardowych działających w Polsce. Już teraz w Internecie dostępnych jest około 25 polskojęzycznych witryn zagranicznych serwisów umożliwiających gry losowe.

Jednak nie wszyscy chcą pracować nieuczciwie wobec nawet najbardziej idiotycznego prawa. Dlatego szacuje się, że delegalizacja hazardu spowoduje bankructwo ponad 20 tys. barów i wyrzucenie na bruk około 100-150 tys. osób pracujących w branży, w tym mikroprzedsiębiorców, którzy w pocie czoła prowadzą teraz małe bary czy budki z hamburgerami, w których dodatkowo mają trzy automaty do gier po to, by przyciągnąć klientów i dzięki temu jakoś związać koniec z końcem. Po wejściu nowych przepisów ci ludzie nie będą mieli, jak wyżywić rodziny. – Z naszych wyliczeń wynika, że w pierwszym dniu ustawy, która podwyższy podatek od automatu do 2 tys. zł miesięcznie, będziemy musieli zamknąć 2400 z 3600 urządzeń – powiedział „Rzeczpospolitej” Sławomir Janowicz, doradca zarządu firmy Fortuna, jednego z potentatów na rynku automatów. – Tyle z nich zarabia bowiem nie więcej niż 3 tys. zł miesięcznie – dodał.

Nowa ustawa spowoduje, że konieczna będzie dodatkowa biurokracja. Sposobem na coraz popularniejszy hazard w Internecie będzie monitorowanie połączeń internetowych i przelewów finansowych. Aby pilnować przestrzegania zakazów, państwo za pieniądze podatników będzie musiało zatrudnić pilnowaczy lub dotychczasowi będą musieli wyspecjalizować się tym nowym typie „przestępstw” (policja, służby celne, kontrolerzy skarbowi, CBŚ – pytanie: a kto będzie łapał złodziei i morderców?), którzy będą szukać tych nowych „przestępców”, na przykład poprzez przelewy będą sprawdzać, czy ktoś nie korzysta z hazardu internetowego oferowanego przez spółkę zarejestrowaną w innym kraju np. na Malcie. Ale na to też jest sposób – są specjalne firmy, które oferują przelewy tak, by nie można było sprawdzić, gdzie hazardzista przelewa pieniądze. Taka zabawa w kotka i myszkę za pieniądze podatników. Czynnościami związanymi z podatkiem od gier (m.in. przyjmowanie deklaracji podatkowych, kontrole) będą zajmować się urzędy i izby celne. To akurat nie jest najgorsze posunięcie, bo w sytuacji gdy wszelkie cła i bariery handlowe są szkodliwe, powinno się zlikwidować całą służbę celną. A tak, może będą mieli mniej czasu na utrudnianie handlu.

I właśnie by w dobie kryzysu były pieniądze na tę zabawę, legalna, okrojona branża hazardowa ma być bardziej opodatkowana. Mimo wielokrotnych zapewnień Donalda Tuska, że za jego kadencji nie zostaną podniesione żadne podatki, branża hazardowa, to kolejna gałąź gospodarki, wobec której premier łamie obietnicę. Koncesja na otworzenie kasyna będzie kosztowała milion złotych, podczas gdy aktualnie zezwolenie na prowadzenie takiej działalności gospodarczej kosztuje 450 tys. zł. Podatki w salonach gier i kasynach mają wzrosnąć z 45 do 50 proc. od kwoty wrzuconej do maszyny (pomniejszonej o wygrane), podatek od zakładów konnych ma wzrosnąć z 2 proc. do 10 proc., a gry, które teraz są wolne od podatku, mają być nim obłożone (m.in. turniejowe gry w pokera podatkiem 25-procentowym). Podatki od branży e-hazardowej mają wzrosnąć z 10 proc. od przychodów do 50 proc. od zysku. Ma także zostać podwyższony miesięczny ryczałt od „jednorękiego bandyty” ze 180 euro do 480 euro. Opodatkowanie zakładów wzajemnych ma wzrosnąć z 10 proc. do 25 proc. – Już dziś opodatkowanie zakładów bukmacherskich w Polsce jest jednym z wyższych w Europie. Dlatego propozycja rządu podwyższenia go do 25 proc. sumy stawek dla zakładów bukmacherskich, których rentowność wynosi nawet 3 proc. rocznie, to zabójstwo branży – powiedział w „Rzeczpospolitej” Michał Stolarek, ekspert prawny branży hazardowej.

Po co są te wszystkie nowe regulacje? Wprowadzając nowe patologie do branży hazardowej, państwo tym sposobem chce nas rzekomo chronić i wychowywać, bo przecież – jak to w socjalizmie – wie od nas lepiej, co jest dla nas dobre. To filozofia typowa dla opiekuńczego państwa-niańki od kołyski aż po grób. A państwo nie jest przecież od wychowywania, tak jak dorosły człowiek nie jest bezmózgowym, posłusznym niewolnikiem, którego władza chce stworzyć. Jednocześnie w sposób typowy dla socjalizmu władza uprzywilejowuje kasyna, w których będzie się odbywał legalny hazard („który z Pana ministrów lub totumfackich, na jakim cmentarzu, i w jakiej wysokości – wziął łapówkę od właścicieli kasyn?” – pyta premiera Tuska na swoim blogu na korwin-mikke.pl Janusz Korwin-Mikke), bo to właśnie kasyna przejmą część klientów tej części hazardu, która zostanie zabroniona. Innymi słowy, dojdzie do zlikwidowania konkurencji dla kasyn, które w ciągu 5 lat (tyle ma wynosić okres przejściowy) staną się monopolistami na tym rynku (automaty mają być przeniesione właśnie do kasyn). Zyskają też kraje sąsiednie, bo Polacy będą grać za granicą i na statkach. Niedaleko Bratysławy Słowacja buduje centrum hazardu Metropolis, gdzie znajdzie pracę nawet 30 tys. osób, a Aleksander Łukaszenka stawia podobne centrum koło Mińska na Białorusi. – Ja bym jeszcze do tego dołożył w styczniu zakaz picia wódki, w kwietniu zakaz palenia papierosów, w lipcu zamknąłbym agencje towarzyskie. Dołączmy w takim razie do państw arabskich – ironicznie, ale jakże słusznie skomentował w „Rzeczpospolitej” posunięcia rządu Tuska Stanisław Matuszewski, prezes Izby Gospodarczej Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych.

* Niniejszy komentarz został opublikowany w 12 numerze miesięcznika “Opcja na Prawo” z 2009 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24