Afryka decyduje się na wolny handel*

 

Aby rozwijać swoje kraje, w połowie czerwca przywódcy 26 państw afrykańskich podjęli słuszną decyzję, podpisując umowę o stworzeniu największego na kontynencie bloku handlowego.

Podczas szczytu w Johannesburgu spotkali się przywódcy trzech bloków gospodarczych: Wspólnego Rynku Wschodniej i Południowej Afryki, Wspólnoty Wschodnioafrykańskiej oraz Południowoafrykańskiej Wspólnoty Rozwojowej. Strefa wolnohandlowa będzie rozciągała się na powierzchni ponad 17 milionów kilometrów kwadratowych, gdzie mieszka ponad 600 milionów ludzi. Łączny produkt krajowy brutto 26 państw, które mają wziąć udział w strefie, przekracza bilion dolarów.

Celem wielostronnej umowy jest z jednej strony zmniejszenie kosztów prowadzenia działalności gospodarczej, a z drugiej – zwiększenie przepływu inwestycji. Zdaniem Jakuba Zumy, prezydenta RPA, najsilniejszej gospodarki w bloku, strefa pomoże współpracować na rzecz złagodzenia ubóstwa i rozbudowy przemysłu. W ramach strefy mają powstawać także wspólne projekty poprawy stanu sieci dróg i połączeń kolejowych, a także rozbudowy infrastruktury energetycznej, co ma zapobiec brakom w dostawach energii elektrycznej. – Spotykamy się w pełni świadomi zbiorowej odpowiedzialności, jaką ponosimy wobec ojców założycieli Afryki, aby utworzyć jeden rynek kontynentalny – powiedział prezydent Zuma podczas szczytu w Johannesburgu.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacuje, że w najbliższych latach wzrost gospodarczy krajów afrykańskich będzie szybszy niż średnia światowa. W ciągu najbliższej dekady PKB Afryki może podwoić się. – Wszyscy wiemy, że handel może działać jak silnik na rzecz wzrostu – stwierdził Eratus Mwencha, wiceprzewodniczący Komisji Unii Afrykańskiej. Należy mieć jednak na uwadze także słabe strony afrykańskich gospodarek: bariery celne, fatalna infrastruktura oraz fakt, że zwykle opierają się one na wydobyciu surowców, a nie produkcji towarów.

Zdaniem Kennedy’ego Mbekeaniego z Afrykańskiego Banku Rozwoju, słabsze gospodarki Afryki nie powinny obawiać się korzystania z dobrodziejstw wolnego handlu, gdyż w dłuższej perspektywie czasowej tego typu wymiana dóbr pomaga rozwijać sektory, które mają przewagę konkurencyjną. – Biorąc pod uwagę fakt, że wiele afrykańskich krajów jest zbyt małych, aby rozwijać się wyłącznie w oparciu o własne rynki, rozwój rynku regionalnego do rozsądnego rozmiaru jest bardzo ważnym krokiem naprzód – powiedział Robert Davies, minister handlu RPA.

W pierwszej fazie, w wyniku trzech lat negocjacji ma powstać strefa wolnego przepływu towarów poprzez likwidację barier celnych pomiędzy 26 umawiającymi się krajami. Dalsze negocjacje mają przynieść wolny przepływ usług oraz dotyczyć ochrony własności intelektualnej. Jednak w niektórych afrykańskich głowach roi się afrykański twór na kształt Unii Europejskiej. Według nich kolejnym etapem będzie wspólny bank centralny i wspólna waluta.

Łączna wartość eksportu 26 krajów wchodzących w skład nowo powstającego bloku państw w Afryce przekroczyła w 2010 roku 259,3 miliarda USD, a import wyniósł 243,6 miliarda USD. Biorąc pod uwagę potencjał i łączną liczbę mieszkańców tych krajów, nie są to jednak wartości imponujące. To prawie 10 razy mniej w przeliczeniu na mieszkańca niż w Unii Europejskiej, aż 12 razy mniej niż w Stanach Zjednoczonych oraz ponad 13 razy mniej niż w Japonii. W przeliczeniu na osobę handel w omawianych 26 krajach afrykańskich wyniósł w 2010 roku 836 USD, podczas gdy w Chinach – 2104 USD, w UE – 8284 USD, w USA 10 130 USD, a w Japonii 11 085 USD. Tak więc jest dużo miejsca na rozwój handlu w Afryce i powstająca strefa z pewnością przyspieszy wzrost wymiany towarowej.

Jednak wymiana wewnątrz bloku to jedno, a być może afrykańscy przywódcy 26 umawiających się stron w kolejnym etapie powinni zastanowić się także nad umożliwianiem wolnego handlu pomiędzy nimi a światem zewnętrznym. Bo to wolna wymiana handlowa przynosi wzrost dobrobytu obu stronom transakcji. Tymczasem coraz silniejsze więzi z krajami Afryki nawiązują Chińczycy, traktując (w przeciwieństwie do przywódców Zachodu) przedstawicieli tamtejszych państw jako równorzędnych partnerów, rozwijają inwestycje i handel. W ostatniej dekadzie handel pomiędzy Afryką a Chinami rósł w tempie 30 procent rocznie (w 2010 roku nawet 43,5 procenta). Wartość umów handlowych pomiędzy państwami afrykańskimi a Chinami, która w 1990 roku wynosiła 930 milionów USD, 10,6 miliarda USD w 2000 roku, osiągnęła w 2010 roku poziom 115 miliardów USD, wyprzedzając USA. Chińczycy importują z Afryki głównie surowce mineralne, a na Czarnym Lądzie budują drogi, koleje, osiedla mieszkaniowe, szkoły, szpitale, stadiony, ale też fabryki czy kopalnie.

Jak na razie największym partnerem handlowym Afryki pozostaje Unia Europejska – według danych Eurostatu w 2010 roku wymiana handlowa pomiędzy tymi stronami wyniosła 259 miliardów euro. W tyle za Chinami pozostają natomiast USA i Indie. Handel tych ostatnich z Afryką także charakteryzuje się sporą dynamiką. Wymiana handlowa pomiędzy Indiami a Afryką, która jeszcze w 1992 roku wynosiła niecałe 1,2 miliarda USD, w roku 2010 przekroczyła 42,7 miliarda USD, a w przyszłym roku ma przekroczyć 64 miliardy USD.

To właśnie dzięki wzrostowi inwestycji (głównie chińskich) i rozwoju wymiany handlowej państwa afrykańskie osiągają roczny wzrost gospodarczy na poziomie 5 procent. Wspólny biznes serwowany Czarnemu Lądowi przez Chińczyków czy Hindusów jest korzystny dla obu stron w przeciwieństwie do pomocy humanitarnej, oferowanej Afryce przez Zachód, która ma negatywne skutki zarówno dla państwa dającego (wydawanie pieniędzy podatników), jak i dla biorącego (tworzenie kultury uzależniania, a nie umożliwiania rozwoju). Wiele argumentów na potwierdzenie tej tezy można znaleźć w interesującej książce Dariusza Rosiaka „Żar. Oddech Afryki”.

Warto przypomnieć, że już przedstawiciele szkoły manchesterskiej w pierwszej połowie XIX wieku wolność handlu uznali za podstawę harmonijnego rozwoju społeczeństwa i warunek konieczny dla wzrostu dobrobytu, a protekcjonizm ich zdaniem był wyrazem partykularnych interesów kosztem całej społeczności. Zagorzałym przeciwnikiem wszelkich granic celnych był także najwybitniejszy przedstawiciel szkoły austriackiej w ekonomii Ludwig von Mises, który argumentował: „cła protekcyjne mogą osiągnąć tylko jedno: uniemożliwić, by produkcja była prowadzona tam, gdzie warunki naturalne i społeczne są najkorzystniejsze, i sprawić, by zamiast tego prowadzono ją tam, gdzie warunki są po temu gorsze. Skutkiem protekcjonizmu jest więc zawsze zmniejszenie wydajności ludzkiej pracy”. Z kolei Margaret Thatcher w książce „Lata na Downing Street” następujący sposób podsumowała pozytywny wpływ wolnego handlu: „wolny handel nie tylko dostarcza środków krajom biedniejszym, by mogły zdobyć dewizy i podnieść standard życia swoich obywateli. Jest to również siła prowadząca do pokoju, wolności i politycznej decentralizacji; pokoju, ponieważ więzy gospodarcze pomiędzy krajami umacniają wzajemne zrozumienie wraz ze wzajemną korzyścią; wolności, ponieważ handel odbywający się pomiędzy poszczególnymi obywatelami omija aparat państwa, co prowadzi do rozproszenia władzy na kupujących, nie zaś na tych, którzy zajmują się planowaniem; politycznej decentralizacji, ponieważ rozmiar politycznej jednostki nie jest dyktowany przez rozmiar rynku i odwrotnie”.

* Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 30-31 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2011 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24