Rostowski wyda jeszcze więcej naszych pieniędzy!*

Ministerstwo Finansów przygotowało projekt ustawy budżetowej na 2011 rok. Czegóż to możemy się spodziewać po ministrze Jacku Rostowskim, który zaserwował nam szkodliwą podwyżkę podatku VAT i kilku innych? Obraz szalejących wydatków publicznych i nadal gwałtownie zwiększanego długu publicznego nie napawa optymizmem.

Dochody budżetu państwa w przyszłym roku ustalono na poziomie 273,3 mld zł (w 2010 roku – 249,6 mld zł), a wydatki w wysokości 313,5 mld zł (w 2010 roku 301,2 mld zł), co oznacza, że dziura budżetowa wyniesie 40,2 mld zł. Skąd władze planują uskładać tyle pieniędzy? Najważniejszym źródłem jest podatek VAT, z którego w 2011 roku państwo planuje uzyskać 119,3 mld zł (w 2010 roku – 107,3 mld zł) oraz podatek akcyzowy – 58,7 mld zł (w 2010 roku – 56,2 mld zł). Kolejne pozycje dochodów budżetowych zajmują: podatek od dochodów osób fizycznych – 38,2 mld zł (w 2010 roku – 36 mld zł) oraz podatek od dochodów osób prawnych – 24,8 mld zł (w 2010 roku – 21,9 mld zł). Pozostałe źródła dochodów mają marginalne znaczenie. Przychody z prywatyzacji szacowane są na 15 mld zł, z czego do budżetu wpłynie 7,7 mld zł, a reszta na różne fundusze. Natomiast dochody z tytułu dywidend uzyskanych ze spółek nadzorowanych przez Ministra Skarbu Państwa wyniosą 3,3 mld zł.

Do tego dochodzi tzw. budżet środków europejskich. Mianowicie ustawa z 27 sierpnia 2009 roku o finansach publicznych wprowadziła podział budżetu państwa na budżet środków krajowych i budżet środków europejskich. W tym ostatnim ujmowane są dochody z tytułu realizacji programów finansowanych z udziałem środków europejskich oraz wydatki na realizację takich programów w części podlegającej refundacji. Na 2011 rok zaplanowano łączną kwotę dochodów budżetu środków europejskich w wysokości 68,6 mld zł oraz łączną kwotę wydatków tego budżetu w wysokości 84 mld zł, co oznacza deficyt budżetu środków europejskich na poziomie 15,4 mld zł. Deficyt ten nie jest wliczany do deficytu budżetu państwa, ale jest oczywiście finansowany w ramach potrzeb pożyczkowych państwa.

Jednak dochody i wydatki budżetu państwa nie dają pełnego obrazu wydatków publicznych państwa. Budżet państwa środków krajowych to mniej niż połowa wydatków publicznych Polski, ponieważ nie obejmuje on między innymi sektora ubezpieczeń społecznych oraz sektora samorządowego. Same dochody ze składek na ubezpieczenie społeczne wzrosną ze 128,2 mld zł w 2009 roku i 135,7 mld zł w 2010 roku do 144,4 mld zł w 2011 roku. Według projektu ustawy budżetowej Ministerstwa Finansów wydatki publiczne, które w 2010 roku wynoszą 647,9 mld zł, w 2011 roku poszybują na poziom 697,7 mld zł, czyli zwiększą się aż o 7,7 procenta – znacznie więcej niż wynosi wzrost gospodarczy, który mógłby ewentualnie uzasadniać jakąkolwiek zwyżkę w tym zakresie. A w przyszłym roku ma on wynieść 3,5 procenta. Co ciekawe, główną pozycję wśród wydatków publicznych piastują wydatki socjalne (przede wszystkim emerytury i renty), które wzrastają z 223,8 mld zł w 2009 roku i 241,5 mld w 2010 roku do 248,6 mld zł w roku 2011. Deficyt całego sektora finansów publicznych ma wynieść 75,4 mld zł. Łącznie wydatki publiczne, które jeszcze w 2007 roku wynosiły 41,5 procenta PKB, pod rządami „liberałów-wolnorynkowców” z Platformy Obywatelskiej wzrosną z 44 procent PKB w 2009 roku do 46,6 procenta w 2011 roku.

Ustawa budżetowa przewiduje też wzrost zadłużenia publicznego z 669,5 mld zł w 2009 roku i 750,8 mld zł w roku bieżącym do 811,4 mld zł w roku przyszłym. Czyli tylko pomiędzy rokiem 2010 a 2011 dług publiczny zwiększy się o prawie 8,1 procenta. Oznacza to, że dług publiczny, który w 2010 roku wynosi 53,2 procenta PKB, w 2011 roku wzrośnie do 54,2 procenta PKB, niebezpiecznie zbliżając się do 55-procentowego progu ostrożnościowego. W samym 2011 roku same koszty obsługi krajowego i zagranicznego długu publicznego wyniosą 42,2 mld zł (13,5 procenta wydatków budżetu) – więcej niż wyniosą dochody budżetowe z podatku PIT. To także znacznie więcej niż przeznaczono na obronę narodową – 27,3 mld zł. Każdy z Polaków ma do zapłacenia 1100 zł tylko z tytułu obsługi długu publicznego, który przez to wcale się nie zmniejszy.

Zamiast redukować podatki i wydatki państwa, mamy coraz większe rozpasanie na konto przyszłych pokoleń podatników. Czy minister Rostowski spytał się Krzysztofa, który urodzi się w 2015 roku i Aleksandry, która urodzi się w 2016 roku, czy zgadzają się na to, by ich zadłużał i wydawał ich własne pieniądze już teraz? Osoba, która urodzi się 2011 roku, od razu będzie zadłużona na 21 tysięcy złotych! W 2007 roku, kiedy „prawicowa” Platforma Obywatelska z premierem Donaldem Tuskiem obejmowała władzę, każdy Polak zadłużony był na „zaledwie” około 13 tysięcy złotych. Oznacza to, że zadłużenie publiczne w przeliczeniu na Polaka wzrosło przez te cztery lata o ponad 60 procent! Jak wyliczył prof. Krzysztof Rybiński, były wiceprezes NBP, tylko w ciągu pierwszych trzech lat rządów premier Donald Tusk z ministrem Jackiem Rostowskim zadłużyli nas cztery razy bardziej niż Edward Gierek w ciągu 10 lat czerwonej władzy! Polska nigdy do tej pory nie była zadłużona na tak gigantyczną sumę. Żeby spłacić ten ogromny dług, wszyscy Polacy musieliby przez ponad pół roku pracować, nie jeść i na nic nie wydawać, a zarobione pieniądze w całości oddać wierzycielom!

* Niniejszy komentarz został opublikowany w 11 numerze miesięcznika “Opcja na Prawo” z 2010 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24