Prawda wychodzi na jaw*
Polska jako „zielona wyspa” z jedynym w Eurokołchozie wzrostem gospodarczym, nagrody dla Jacka Rostowskiego jako najlepszego ministra finansów, rosnące poparcie społeczne w sondażach dla Platformy Obywatelskiej, która mimo braku jakichkolwiek reform strukturalnych wygrywa kolejne wybory z rzędu. To propagandowy obraz partii rządzącej i jej wodza Donalda Tuska.
Tymczasem ostatnio spod tej propagandy sukcesu coraz bardziej wyłania się rzeczywisty obraz sytuacji. Brytyjski tygodnik „The Economist” opisał sytuację w naszym kraju, przypominając, że deficyt finansów publicznych w 2010 roku wyniósł 7,9 proc. PKB (w rzeczywistości sięgnął aż 8,2 proc.), co oznacza, że jest czterokrotnie wyższy niż w roku 2007, kiedy Donald Tusk i jego ekipa obejmowali władzę. Z kolei dług publiczny (który w ciągu ostatniego kwartału 2010 roku zwiększył się o 41,2 mld zł, do 765,2 mld zł) jest tylko nieznacznie poniżej konstytucyjnego progu 55 proc. PKB. Jak zauważa tygodnik, polscy ministrowie taplają się w drugoplanowych sprawach, takich jak rozprawa z dopalaczami czy uchwalenie nowego święta Trzech Króli, zamiast skoncentrować się na poważnych reformach potrzebnych w administracji państwowej, finansach publicznych i na rynku pracy. Lawinowo, ale to już za sprawą „absorpcji” unijnych dotacji, rosną też długi samorządów. Ponadto z braku pieniędzy rząd wstrzymuje podpisywanie umów i przetargi na budowę autostrad i dróg ekspresowych.
Jak podaje „Puls Biznesu”, polscy ekonomiści nie wierzą w zapewnienia ministra Jacka Rostowskiego, który twierdzi, że do 2012 roku deficyt finansów publicznych spadnie poniżej 3 proc. Działania obecnej ekipy rządzącej zbeształ też Aleksander Gudzowaty, biznesman i jeden z najbogatszych Polaków. – W ubiegłym roku politycy PO zapewniali ludzi, że jest tak dobrze, że jesteśmy „zieloną wyspą” w Europie. A tu nagle krach. Politycy Platformy zaczynają manipulować emeryturami. Czyli nie było tak dobrze. A jednak milczeli. To obłudna i cyniczna polityka – napisał na swoim blogu Gudzowaty. – Istota sprawy sprowadza się do tego, że ci sami politycy, którzy spaprali naszą gospodarkę, teraz ją będą naprawiać – dodał. – Rząd nie reformuje gospodarki, ale chwali się sukcesem gospodarczym. Jednak relatywnie dobra sytuacja gospodarcza nie jest, niestety, jego zasługą, ale prywatnej przedsiębiorczości, która wytwarza 80 proc. PKB – powiedział z kolei Zbigniew Jakubas, inwestor giełdowy.
Tymczasem ciekawy obraz zmieniającej się sytuacji pod rządami PO przedstawia tegoroczny Indeks Wolności Gospodarczej przygotowany przez amerykańską Heritage Foundation i „Wall Street Journal”. W porównaniu do zeszłorocznego rankingu Polska awansowała o trzy pozycje – z miejsca 71 na 68. Co się zmieniło? Pogorszył się wskaźnik wydatków publicznych, które wzrosły, wolność fiskalna, wolność prowadzenia biznesu i wolność pracy. Poprawiła się natomiast wolność inwestycyjna, ochrona prawa własności, wolność prowadzenia handlu i zmniejszyła się korupcja. Nie zmieniła się sytuacja wolności finansowej i monetarnej.
Czyżby rozpoczęły się rzeczywiste reformy? Ale wyłącznie z powodu braku pieniędzy? PO przegłosowała obcięcie dotacji na partie polityczne i naciska na realne zmniejszenie zatrudnienia w administracji rządowej (co ma przynieść oszczędności rzędu 1 mld zł), czemu co ciekawe, sprzeciwił się prezydent Bronisław Komorowski, który skierował projekt do zbadania przez Trybunał Konstytucyjny. A może zostało to wcześniej ustalone z premierem Tuskiem na zasadzie – „pod publiczkę uchwalimy ustawę, a ty Bronek nam ją zawetujesz”? Tak czy inaczej, jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna”, decyzja prezydenta Komorowskiego o skierowaniu do Trybunału Konstytucyjnego ustawy spowoduje, że może… przybyć dodatkowo 30 tys. urzędników. Jak pisze dziennik, wysyłając ustawę do TK, prezydent zatrzymał nie tylko 10-procentową redukcję biurokracji, ale również zapisany w tej samej ustawie zakaz zwiększania liczby urzędników do końca 2013 roku. Szefowie urzędów mogą więc kontynuować strategię sztucznego zwiększania liczby pracowników, aby potem, gdy Trybunał Konstytucyjny uzna ustawę za zgodną z prawem, mieć luzy na ich zwalnianie.
Jedyne co w miarę dobrze udaje się temu rządowi to prywatyzacja. Jak podaje strona internetowa Ministerstwa Skarbu Państwa, w 2010 roku przychody z prywatyzacji przekroczyły 22 mld zł. Od początku kadencji do końca 2010 roku rząd Donalda Tuska sprywatyzował 441 spółek, a w trakcie realizacji jest 339 projektów prywatyzacyjnych. Jak zauważył Ryszard Holzer z tygodnika „Wprost”, zwykle mówi się o sprzedaży wielkich spółek, takich jak Turon czy PZU, ale zapomina się o spółkach małych, a to właśnie prywatyzacja tych ostatnich odciąża państwo i to już jest duży zysk. Należy jednak mieć na uwadze, że prawdziwym motywem prywatyzacji jest także brak pieniędzy. Podobnie jak chęć Ministerstwa Finansów, by wprowadzić podatek bankowy, renegocjować umowę z Cyprem, która aktualnie umożliwia polskim przedsiębiorcom płacenie niższych podatków czy demontaż drugiego filara emerytalnego (reforma zakłada, że z 7,3-proc. składki, która trafia teraz do OFE, miałaby zostać tylko 2,3 proc, a reszta do ZUS-u), co da rządowi dodatkowe 15 mld zł rocznie.
Ekonomiści wyliczyli, że wbrew temu, co mówi rząd, zmniejszenie składki płaconej do OFE spowoduje, że Polacy będą otrzymywać niższe emerytury, gdyż fundusze lepiej pomnażają składki niż zapowiadana indeksacja. Także zdaniem prof. Stanisława Gomułki, zmiany w systemie emerytalnym spowodują zmniejszenie przyszłych emerytur. Jak podaje RMF FM, przedstawiciele OFE wyliczyli, że w efekcie rządowej reformy przyszłe emerytury będą niższe o około 280-560 zł. Z kolei prof. Krzysztof Rybiński uważa, że decyzja rządu jest bardzo zła, ponieważ pieniądze zabrane OFE zostaną przeznaczone na łatanie dziury budżetowej, czyli na bieżącą konsumpcję. W rezultacie zostaniemy z wyższymi zobowiązaniami ZUS i bez żadnych rezerw na wypłatę emerytur. Reformę skrytykował także, pochlebny przez dłuższy czas wobec rządu Donalda Tuska, prof. Leszek Balcerowicz, były wicepremier i minister finansów oraz były prezes NBP, mówiąc ostro, że „Polaków nie można traktować jak baranów”. Jeszcze ostrzej skomentował zamieszanie wokół Otwartych Funduszy Emerytalnych europoseł, dr Marek Migalski, otwarcie nazywając premiera Tuska złodziejem, który dla ratowania swojej pozycji politycznej kradnie należne Polakom środki finansowe.
Tymczasem kolejną bombę dla polskich przedsiębiorców szykują związkowcy. Jak podaje „Puls Biznesu”, Piotr Duda, szef NSZZ „Solidarność”, powiedział, że związek przygotowuje obywatelski projekt ustawy o płacy minimalnej, która miałaby zostać podwyższona do 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia. Zdaniem Cezarego Kaźmierczaka, prezesa Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, wprowadzenie takiego przepisu oznaczałoby wzrost bezrobocia o około 5 proc. Jednak związkowcy się tym nie przejmują i na dodatek żądają także zwiększenia zasiłków dla najuboższych.
Nie lepiej sytuacja wygląda u naszych unijnych i amerykańskich „sojuszników”. Z powodu nietrzymania w ryzach polityki finansowej, dodruku pieniądza, wypuszczania kolejnych obligacji i radosnego zadłużenia amerykańskich i europejskich podatników można z łatwością przewidzieć, że zarówno dolar, jak i euro będą nadal traciły na wartości. Wydaje się, że jedyną w miarę stabilną walutą pozostanie frank szwajcarski, a może także dolar australijski. Australia jest stosunkowo mało zadłużona, a jej silna ukierunkowana rynkowo gospodarka przekłada się na wysoką jakość życia. W cytowanym Indeksie Wolności Gospodarczej Heritage Foundation Australia znalazła się na miejscu trzecim (zaraz za wschodnioazjatyckimi tygrysami – Hongkongiem i Singapurem), a Szwajcaria na piątym. A kto chce zarobić kosztem amerykańskich i europejskich podatników? Oczywiście Chiny, które nie tylko wykupują obligacje Stanów Zjednoczonych, ale coraz częściej także krajów Eurokołchozu: Hiszpanii, Polski, Grecji czy Węgier. Tym dwóm ostatnim krajom Państwo Środka obiecało ponadto spore inwestycje. Więc może wielkimi krokami nadchodzi już czas chińskiego juana? Nawet borykający się z brakiem pieniędzy i gigantycznym zadłużeniem rząd Japonii zapowiedział wykupienie około 20 proc. obligacji, z których ma być sfinansowana pomoc dla zagrożonych bankructwem krajów unijnych, w tym Irlandii.
* Niniejszy komentarz został opublikowany w 2 numerze miesięcznika “Opcja na Prawo” z 2011 r.






Po przeczytaniu tego artykulu wyglada na to ze bedzie bankructwo na skale swiatowa. Oczywiscie wszystko to spowodowal Amerykanski FED i ich system leczenia gospodarki wiekszymi wydatkami, wiekszym drukowaniem i wiekszymi pozyczkami pieniedzy. Jest to bardzo celowe podejscie do obecnego kryzysu. Trzeba ten kryzys naprzod stworzyc zeby go potem po swojemu rozwiazac. Celem ekonomi i polityki Federal Reserve System (FED) jest stworzenie kryzysu ekonomicznego i politycznego takiego rozmiaru ze tylko wlasnie oni moga go rozwiazac. Celem glownym jest tzw. GLOBALIZM i wprowadzenie GLOBALNEGO rzadu na swiecie.tzw. NEW WORLD ORDER. Szykuja to dla ludzkosci juz od dawna i plan nijakiego Adam Weishaupt niestety wyglada ze sie uda.
Na czele tego planu sa tacy jak: David Rockefeller, Kissinger, Brzezinski, Applebaum, i im podobni z takich GLOBALNYCH organizacji jak: Council on Foreign Relations, Trilateral Commission i grupa Bilderberg.