Polska suwerenność w rękach prezydenta Czech

kosciol w brukseli zamieniony na biurowiec komisji europejskiej fot. t.cukiernik

Polska, poprzez swoich przedstawicieli, zatwierdziła tzw. traktat lizboński, który tworzy Unię Europejską i nadaje jej osobowość prawną. Tymczasem zgodnie z Konstytucją prezydent Lech Kaczyński powinien stać na straży suwerenności Polski, a nie przekazywać jej do Waszyngtonu, Moskwy czy Brukseli. Artykuł 126 punkt 2 wyraźnie stanowi: „Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium”. Według Rady Głównej Kongresu Zachowawczo-Monarchistycznego, pomiędzy traktatem lizbońskim a zasadą suwerenności państwa zachodzi „oczywista sprzeczność”. Polacy przez wieki oddawali życie za niepodległość Polski, a teraz jednym ruchem to wszystko jest zaprzepaszczane w celu budowy Imperium Europejskiego. Według tygodnika „Najwyższy CZAS!”, właśnie dokonywany jest piąty rozbiór Polski.

Prezydent Lech Kaczyński swój podpis pod traktatem lizbońskim uzależniał nie od tego, w jaki sposób umowa ta wpłynie na sytuację Polski, lecz od wyniku referendum… w innym kraju, a konkretnie w Irlandii. Jaki związek ma suwerenność Polski z irlandzkim referendum? Dodatkowym warunkiem złożenia przez prezydenta Kaczyńskiego podpisu było przyjęcie nowej ustawy kompetencyjnej, która dawałaby prezydentowi udział w procesie ewentualnych zmian tego dokumentu. Jakie to ma dla niego znaczenie w sytuacji, gdy Kaczyński przestanie rządzić już w 2010 roku, nie wiadomo, kto będzie jego zastępcą, a podpis będzie wywierał skutek aż do ostatecznego konfliktu, który rozsadzi Unię Europejską od środka wskutek istnienia sprzecznych interesów, którymi szarpane są poszczególne państwa członkowskie. Wydaje się, że dla prezydenta Lecha Kaczyńskiego najważniejsze było show, które zorganizował 10 października w Pałacu Prezydenckim przy okazji podpisywania traktatu lizbońskiego. Zaprosił José Manuela Barroso, przewodniczącego Komisji Europejskiej, Jerzego Buzka, szefa Parlamentu Europejskiego czy premiera Donalda Tuska. Wreszcie był ważny, w centrum zainteresowania, od niego coś zależało i oczy całej Unii Europejskiej i nie tylko skierowane były na niego, choć przez kilka godzin. Za tą próżność będą płaciły kolejne pokolenia Polaków, które w ten sposób utraciły wolność tak ciężko wywalczoną najpierw w 1918 roku, a potem w 1989 roku. Jaka by ona nie była, ale jednak była.

Kongres Ligi Polskich Rodzin, w związku ze złożeniem przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego podpisu pod ratyfikacją traktatu lizbońskiego, wezwał go do złożenia dymisji, ponieważ – zdaniem działaczy LPR – składając podpis pod traktatem, prezydent złamał przysięgę prezydencką, sprzeniewierzył się fundamentalnym interesom narodowym i państwowym Polski i okłamał Polaków. Z kolei Wojciech Popiela, były prezes Unii Polityki Realnej, uważa, że Lech Kaczyński, podpisując traktat lizboński, pohańbił siebie na wieki.

Dlaczego nasze elity są takie miałkie? Zgodnie z polskim prawem, do wykonywania wielu zawodów konieczne jest posiadanie nie tylko odpowiednich kwalifikacji, ale także konieczność zdobycia różnych licencji po odbyciu czasami wieloletniej edukacji. Tymczasem aby zostać posłem czy senatorem, nie mówiąc o zostaniu radnym w gminie, powiecie czy województwie, nie trzeba mieć kompletnie żadnych kwalifikacji! Nie jest do tego potrzebne nawet wyższe wykształcenie, co wydaje się być warunkiem niezbyt wygórowanym. I taki polityk nie decyduje w konkretnej sprawie konkretnego obywatela, jak na przykład radca prawny czy lekarz, lecz podejmuje później decyzje, które wywierają skutek globalny na całe społeczeństwo. Dlaczego parlamentarzyści nie uregulują zawodu posła i senatora w ten sposób, by mogli się tam dostawać wyłącznie osoby o odpowiednich kwalifikacjach i po zakończeniu edukacji gwarantującej wysoki poziom merytoryczny? Czyżby zawód parlamentarzysty był mniej odpowiedzialny od zawodu handlarza nieruchomościami czy architekta? Jeśli źle postawiony dom zwali się, to może zabić najwyżej kilkadziesiąt osób. Złe prawo może zniszczyć życie milionom.

Niestety na czele Polski nie stoi mąż stanu pokroju Wacława Klausa, prezydenta Czech, który widzi niebezpieczeństwo w powstaniu Imperium Europejskiego i jest ostatnim bastionem broniącym suwerenności nie tylko Czech, ale wszystkich krajów unijnych. Popiera go 65 proc. Czechów, choć unijne elity coraz mocniej, bezczelnie naciskają na czeskiego prezydenta tak, jakby nie miał demokratycznego mandatu do sprawowania swojej funkcji. Po raz kolejny wychodzi unijna dwulicowość – tak było z Jörgiem Haiderem i bojkotem Austrii, tak było w sprawie powtórzonego referendum w Irlandii. Francuscy i niemieccy dyplomaci oburzeni postawą Wacława Klausa zaproponowali impeachment lub zmianę czeskiej konstytucji tak, by odebrać prezydentowi prawo weta. Jose Manuel Barroso ostrzegł, że jeśli Klaus nie przestanie „stawiać przeszkód” na drodze do wejścia w życie traktatu lizbońskiego, to Czechy stracą stanowiska w Komisji Europejskiej. Nicolas Sarkozy, prezydent Francji, skrytykował czeskiego prezydenta za niepodpisanie traktatu i zapowiedział, że jeśli tego wkrótce nie zrobi, to odbije się to reperkusjami. Z kolei Alena Gajduszkova, wiceprzewodnicząca czeskiego Senatu, proponuje odebranie Klausowi wynikających z konstytucji uprawnień ratyfikacyjnych, gdyby ten nadal ociągał się z podpisaniem traktatu lizbońskiego. Wszystko zgodnie z unijną zasadą: „demokracja – tak, ale jeśli jest dla nas korzystna”.

* Niniejszy komentarz został opublikowany w 11 numerze miesięcznika “Opcja na Prawo” z 2009 r.

Jedna odpowiedź to “Polska suwerenność w rękach prezydenta Czech”

  1. [...] listopadowym numerze “Opcji na Prawo” został opublikowany mój komentarz Polska suwerenność w rękach prezydenta Czech oraz wywiad z dr. Zbigniewem Małolepszym Antarktyda bez lodu.   0 Komentarzy Zostaw [...]

Zostaw odpowiedź

web stats stat24