Polacy zadowoleni z atrapy*

Działania Platformy Obywatelskiej pokazują wyraźnie, że jest to partia antywolnościowa i antyrodzinna, a funkcje państwa rozszerza do bycia nianią zarówno w stosunku do osób niepełnoletnich, jak i dorosłych zgodnie z totalitarnym hasłem „my, rządzący, wiemy lepiej, obywatelu, co jest dla ciebie lepsze”.

W ramach sukcesywnego niszczenia polskich rodzin i przerabiania ich przez urzędników na euroobywateli aktualne władze zanotowały już spore sukcesy. Najpierw w 2009 roku przeszła ustawa obniżająca obowiązkowy wiek szkolny z 7 do 6 lat, a potem ustawa zakazująca tzw. klapsów, która została szybko podpisana przez pełniącego wtedy obowiązki prezydenta Bronisława Komorowskiego. Oznacza to, że dla PO nauczyciel i urzędnik socjalny jest bardziej właściwy do wychowywania i edukowania dzieci niż rodzic.

Tymczasem wzrasta w związku z tym sprzeciw społeczeństwa. Według różnych badań 64-79 procent osób ankietowanych opowiada się za obowiązkiem szkolnym od lat 7. Rodzice i dzieci zostali faktycznie pozostawieni bez fachowego doradztwa pedagogicznego, które do momentu wejścia w życie ustawy było gwarantowane prawnie. Dotychczasowe badania diagnostyczne wykazywały gotowość szkolną zaledwie u około… 1 procenta dzieci 6-letnich. Ponadto baza szkolna w Polsce nie jest gotowa na przyjęcie tak małych dzieci, nie ma nawet narzędzi diagnostycznych pozwalających sprawdzić gotowość szkolną dzieci w tym wieku. W związku z tym stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców zbiera podpisy pod obywatelskim projektem ustawy oświatowej, mającej przywrócić stan przepisów sprzed ustawy o reformie obniżenia wieku szkolnego (www.ratujmaluchy.pl). Inicjatorzy akcji nie zgadzają się na zmuszenie rodziców, by ci posłali swoje 6-letnie pociechy, a nawet dzieci, które mają po 5 lat i 9 miesięcy (urodzone w grudniu) do szkół, które nie są do tego przygotowane. Niestety przy okazji niewątpliwie słusznej sprawy inicjatorzy chcą ponadto wyciągnąć pieniądze od podatników – projekt zakłada bowiem także objęcie przedszkoli subwencją państwową, bo – jak się argumentuje – obecnie brakuje miejsc dla połowy dzieci, a samorządy nie radzą sobie z finansowaniem.

Co do tzw. klapsów natomiast badania prof. Marjorie Gunnoe z Calvin College w Michigan w USA wskazują, że fizyczne dyscyplinowane dzieci przyczynia się do szczęścia i większych sukcesów w wieku szkolnym, a karane w ten sposób dzieci w późniejszym życiu są bardziej skore do bezinteresownej pomocy m.in. w ramach wolontariatu. Podobnego zdania jest brytyjski psycholog Aric Sigman, który twierdzi, że niezdyscyplinowane dzieci potrzebują klapsa.

Platforma Obywatelska zresztą chce wychowywać nie tylko, dzieci, ale także dorosłych, czego przykładem są regulacje i podatki nałożone na branżę hazardową. Do tego dochodzi sprawa dopalaczy, które w wyniku działań penalizacyjnych staną się trudniej dostępne, będą droższe, a jednocześnie spowodują tworzenie się czarnego rynku w tym zakresie, czyli przestępczości (zresztą sama ustawa podpisana przez prezydenta Komorowskiego jest prawdopodobnie kolejnym bublem prawnym niezgodnym z Konstytucją). To kolejne działanie, obok choćby tysięcy fotoradarów czy obowiązkowego używania świateł w samochodach w dzień, które powodują inflację prawa. Prawa, które nie przystaje do rzeczywistości, a przez to jest omijane i ignorowane przez ludzi, co szkodzi poważaniu państwa jako takiego. Tymczasem przedsiębiorczy właściciele legalnych dotąd sklepów z dopalaczami, które nagle władza zamknęła, już przenieśli swoją działalność na Słowację, gdzie środki te są nadal legalne. Jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna”, produkty dotychczas oferowane w sklepach będzie można zamówić przez Internet, a do klientów dotrą one drogą pocztową. Taki sam miała skutek legislacja antyhazardowa, w efekcie której bogacą się teraz nasi sąsiedzi. To kolejne przykłady na to, że władza nie potrafiła realnie przewidzieć skutków swoich poczynań legislacyjnych. Co więcej, niedawno wyszło na jaw, że polskie urzędy państwowe są europejskim „liderem”, jeśli chodzi o zaglądanie do bilingów telefonicznych obywateli, kierując do operatorów telekomunikacyjnych 1,06 miliona zapytań rocznie, co zaniepokoiło Helsińską Fundację Praw Człowieka, która wezwała władze do kontroli tej inwigilacji.

Jednak bardziej zadziwia coś jeszcze innego. Jak można być tak ślepym i nie widzieć, co się dzieje? Okazuje się, że po tych wszystkich działaniach poparcie Polaków dla PO cały czas… wzrasta! Z najnowszego sondażu Instytutu Badania Opinii Homo Homini dla Polskiego Radia wynika, że Platforma Obywatelska mogłaby liczyć na 38,7 procenta głosów! Z kolei poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości, które podczas swoich rządów przeprowadziło realne reformy chociażby poprzez obniżenie obciążeń fiskalnych (zmniejszenie podatków od dochodów osób fizycznych, likwidacja podatku spadkowego dla najbliższej rodziny czy zmniejszenie składki rentowej) ciągle spada. Jak może rosnąć poparcie dla partii, która kosztem podatników i przyszłych pokoleń rujnuje finanse publiczne tylko po to, by wygrać kolejne wybory i utrzymać pozory, że wszystko jest w najlepszym porządku? Bo przecież te wszystkie działania, podobnie jak forsowanie uregulowania prawnego in vitro, są tylko po to, by pokazać, że coś się robi. Są tylko atrapą, zastępującą brak istotnych i koniecznych reform, w szczególności finansów publicznych, podatkowych i deregulujących gospodarkę, które są Polsce realnie potrzebne i to natychmiast. Widzą to jedynie garstki Polaków, choćby te protestujące wobec forsowanych przez „liberalną” partię podwyżek podatków czy przeciwko szybkiemu narastaniu długu publicznego.

Wytłumaczeniem tego fenomenu są usłużne media, które swoją nachalną propagandą wspierają zakłamanie władz. Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej”, podał sprawdzony w czasach PRL sposób na uchronienie się przed telewizyjną propagandą: „W stanie wojennym był wspaniały obyczaj: o 19.30 wychodziło się na spacer. Nauka o ekologicznym życiu od tej pory poszła do przodu. Już wiadomo, że spacer warto zaczynać od godz. 19.00. Widząc ludzi przechadzających się o tej porze ulicami, pozdrawiajmy ich. Jest spora szansa, że nie są zatruci wydzielinami polityki miłości”. Ja zalecam wyrzucenie odbiornika telewizyjnego za okno.

Tymczasem polskojęzyczne media powodują, że reszta Polaków jest zaślepiona jak kilka tysięcy zwolenników Hugona Chaveza, przeprowadzającego swoje komunistyczne „reformy” prezydenta Wenezueli, którzy demonstrowali w Caracas poparcie dla niego za to, że nakazał ostatnio kolejne nacjonalizacje majątku prywatnego. Aby nie być gołosłownym, należy dodać, że Antonio Peñalosa, sekretarz generalny Międzynarodowej Organizacji Pracodawców z siedzibą w Genewie, skrytykował władze Wenezueli za prowadzoną tam politykę gospodarczą, określając ją jako „rujnującą”. – Rozwój nie odbywa się poprzez subsydia naftowe – skomentował Peñalosa. Trzeba dodać, że rozwój nie odbywa się poprzez jakiekolwiek dotacje, także unijne oraz podnoszenie podatków i wzrost biurokracji, co serwuje nam partia „wolnorynkowa”.

* Niniejszy komentarz został opublikowany w 12 numerze miesięcznika “Opcja na Prawo” z 2010 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24