Peru gospodarczym tygrysem*
Szok w konserwatywno-liberalnym środowisku wywołała informacja o wysokim wzroście gospodarczym obłożonej wysokimi podatkami Szwecji, będącej na dodatek państwem członkowskim interwencjonistycznej i etatystycznej Unii Europejskiej. Czyżby socjalizm się sprawdzał?
W trzecim kwartale 2010 roku PKB Szwecji wzrósł o 6,9 procenta, a w kwartale czwartym – o 7,3 procenta i był to najlepszy rezultat tego państwa, odkąd w 1970 roku rozpoczęto zbierać tego typu statystyki. Tymczasem wytłumaczenie jest całkiem proste – stosunkowo spora wolność gospodarcza, mała ilość regulacji i niska korupcja. Czyli da się i to nawet będąc w pętach brukselskich biurokratów. Takim samym tropem w ostatnim czasie idą co najmniej dwa kraje znacznie oddalone od Szwecji i od głównych centrów światowej gospodarki. Mam na myśli Peru i Filipiny.
Peru, które jest obok Chile jednym z najbardziej przyjaznych państw dla biznesu w Ameryce Łacińskiej, dereguluje gospodarkę, obniża podatki, walczy z korupcją i próbuje maksymalnie rozszerzyć wolny handel z innymi krajami i blokami. Wyraźnie widać wolnościowy kurs Alana Garcii, prezydenta Peru. W przeciwieństwie do unijnych i krajowych władców prezydent Peru wie, że żaden kraj nie rozwija się dzięki dotacjom, lecz prywatnym i publicznym inwestycjom. – Rozwój naszego państwa nie jest ani sztuczny, ani tymczasowy. Peru nie polega na czasowych subsydiach na konsumpcję lub na dotowaniu pewnych sektorów społeczeństwa. Nasz kraj osiągnął jeden z najwyższych wskaźników wzrostu na świecie ze względu na prywatne i publiczne inwestycje, które są najlepszym sposobem na tworzenie miejsc pracy i dla pobudzania wzrostu produkcji – powiedział Alan Garcia.
Prezydent pokazał, że w ciągu dwóch lat udało się administracji rządowej uprościć 1311 procedur. W ciągu pięciu lat o połowę mają zmniejszyć się formalności, a co za tym idzie, także liczba etatów w administracji. Obniżenie podatku od sprzedaży z 19 procent do 18 procent od razu spowodowało obniżenie cen. 10-krotnie obniżono również podatek od transakcji finansowych. Wszystkie te działania mają również zachęcić do inwestycji i spowodować wyższe przychody dla państwa. W związku z wysokimi cenami ropy naftowej władze Peru planują obniżyć akcyzę na paliwo, by ceny na stacjach nie wzrastały. Czyżby brali przykład z Leszka Millera, który to samo zrobił w czasie swoich rządów? Z kolei aby zwiększyć import nowych samochodów, a tym samym poprawić bezpieczeństwo i zmniejszyć zanieczyszczenie na peruwiańskich ulicach, ministrowie gospodarki i transportu zaproponowali obniżenie ceł na import nowych samochodów.
Peru ma już umowy wolnohandlowe ze Stanami Zjednoczonymi, Kanadą, Meksykiem, Chinami, Tajlandią i Singapurem (większość wynegocjowana i podpisana w ostatnich latach) i stara się o kolejne porozumienia. W 2012 roku ma zacząć obowiązywać umowa z Unia Europejską, zakończono sukcesem negocjacje z Koreą Południową – umowa ma wejść w życie w czerwcu br., a peruwiańscy politycy myślą już nad rozmowami wolnohandlowymi z krajami Zatoki Perskiej i chcą przystąpić do Partnerstwa Transpacyficznego, wielostronnej umowy wolnohandlowej zawartej pomiędzy Nową Zelandią, Brunei, Singapurem oraz Chile w 2005 roku. Do połowy tego roku mają zakończyć się również wolnohandlowe negocjacje Peru z krajami Ameryki Centralnej (Kostaryką, Salwadorem, Gwatemalą, Hondurasem i Panamą). Podpisanie umowy wolnohandlowej pomiędzy Peru a Chinami spowodowało wzrost dwustronnego handlu aż o 46,3 procenta, osiągając 10,5 mld USD w 2010 roku. Podobnie oczekuje się, że handel Peru z Unią Europejską wzrośnie z 6,2 mld USD w 2010 roku do 7 mld USD w roku 2011. Błyskawicznie zwiększa się także wymiana handlowa Peru z Kolumbią, a coraz bliższe więzi zaciskane są z sąsiednim Chile, rządzonym przez centroprawicowego prezydenta Sebastiana Piñerę. Prezydent Garcia zaproponował prezydentowi Piñerze utworzenie strefy wolnego przepływu osób, towarów i kapitału, do której ma wejść również Kolumbia, Panama i Ekwador. Chile i Peru chcą także wzmocnić wzajemne relacje gospodarcze, wprowadzić wspólny system celny, który ułatwi przepływ ludzi oraz planują zintegrować systemy energetyczne.
Peruwiańscy politycy nie wydają pieniędzy podatników ponad stan, jak to się dzieje w Eurokołchozie czy Stanach Zjednoczonych. Mianowicie aktualne publiczne zadłużenie Peru wynosi zaledwie 22 procent Produktu Krajowego Brutto, w tym roku ma się ono zmniejszyć do 20 procent, a do 2015 roku ma spaść do 14 procent PKB (dla porównania Polska – 53,5 procenta, Francja – 83,5 procenta, Niemcy – 74,8 procenta, Irlandia – 98,5 procenta). Deficyt finansów publicznych w tym roku w Peru wynosi tylko 1,5 procenta, a styczniu br. zanotowano nawet nadwyżkę w wysokości 900 mln USD. Warto to porównać do deficytów krajów unijnych: Polska – 7,9 procenta, Francja – 7,7 procenta, Wielka Brytania – 12 procent, Hiszpania – 9,6 procenta. Rosną także rezerwy walutowe Peru, które przekroczyły kwotę 46 mld USD. W ostatnich latach peruwiańska gospodarka osiąga wzrost gospodarczy rzędu 9 procent. Ekonomiści szacują, że w tym roku wyniesie on około 7 procent, a w kolejnych dwóch latach – około 6-7 procent. Ismael Benavides, peruwiański minister gospodarki i finansów, jest jeszcze większym optymistą i uważa, że w najbliższych latach Peru jest w stanie rozwijać się w tempie 8 procent rocznie.
Dzięki tym działaniom coraz wyższe są średnie dochody mieszkańców tego południowoamerykańskiego kraju, a w ciągu ostatnich lat rekordowa liczba Peruwiańczyków wyszła z biedy. Rząd w Limie do 2021 roku planuje podwoić dochód na osobę z aktualnych 5 tysięcy USD do 10 tys. USD oraz zredukować poziom biedy do poniżej 10 procent populacji, a osób żyjących w skrajnej biedzie ma być tylko 4-5 procent. To wszystko ma być możliwe do zrealizowania nie dzięki dotacjom, lecz inwestycjom w gospodarce. Tylko w 2010 roku bezpośrednie inwestycje zagraniczne w Peru, w przeważającej części prywatne, wyniosły 7,32 mld USD. Całkowite prywatne inwestycje w zeszłym roku wzrosły o 22,1 procenta. A przewiduje się, że będą rosły jeszcze szybciej.
Podobnie władze Filipin, odkąd rządzi prezydent Benigno Aquino III, próbują ułatwiać życie przedsiębiorcom, obniżając podatki, deregulując gospodarkę i walcząc z korupcją. Na przykład filipiński parlament, po propozycji obniżenia podatku VAT z 12 proc. do 6 proc., chcąc przyciągnąć turystów i zwiększyć wymianę handlową, zaproponował likwidację podatków nakładanych na linie lotnicze. Z kolei sam prezydent Benigno Aquino III podjął decyzję o zawieszeniu pobierania ceł od importowanego cementu i pszenicy, dzięki czemu spadną ceny produktów żywnościowych oraz koszty realizacji projektów budowlanych. Faworyzuje się natomiast, podobnie jak w Peru, inwestycje zagraniczne i wolny handel.
Wniosek jest oczywisty. Bogacenie się społeczeństwa jest możliwe dzięki rozwojowi gospodarczemu, który z kolei napędzany jest głównie poprzez inwestycje sektora prywatnego. Aby natomiast biznesowi opłacało się inwestować, muszą istnieć odpowiednie ku temu warunki: zliberalizowana gospodarka, wolny handel i niskie podatki, a finanse publiczne muszą być prowadzone w sposób racjonalny, zgodny z zasadą, że wydaje się tylko tyle, ile ma się dochodu. Tak więc to nie jest tak, że socjalizm się sprawdza. Szwecja i Peru rozwijają się szybko nie z uwagi na wysokie podatki, lecz dlatego że gospodarki tych krajów nie są obciążone nadmiarem regulacji i istnieje w miarę stabilna wolność ekonomiczna. W Polsce natomiast, gdzie politycy nie szanują powyższych reguł, wzrost gospodarczy jest tak marny, że prawie niezauważalny, a coraz większe rzesze społeczeństwa pogrążają się w biedzie.
* Niniejszy komentarz został opublikowany w 4 numerze miesięcznika “Opcja na Prawo” z 2011 r.






