Okiem wolnorynkowca – październik 2006*

Nie będę komentował ani afery taśmowej, ani utworzenia nowej-starej koalicji pod osłoną nocy, bo są to kwestie polityczne, a nie gospodarcze (choć pod naciskiem Samoobrony ustalono, że zasiłek dla bezrobotnych w wysokości 800 zł ma być bezterminowy, co tylko pogorszy i tak już trudną sytuację na rynku pracy). Zastanówmy się natomiast nad trzema osobami o poglądach zbliżonych do UPR-owskich, które aktualnie dzierżą ster władzy. Mam na myśli prof. Zytę Gilowską, wicepremier i minister finansów, dr. Roberta Gwiazdowskiego, przewodniczącego Rady Nadzorczej najbardziej bezrobociogennej instytucji w Polsce – ZUS-u i jednocześnie prezydenta Centrum im. Adama Smitha oraz Andrzeja Sośnierza, prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia. Prof. Gilowska, kiedy jeszcze była w PO, gorąco opowiadała się za koniecznością znacznych obniżek podatków, a będąc na rządowym stanowisku dokonała jedynie kosmetycznych zmian w tej materii, niemających większego znaczenia (jedynie ostatnio przytomnie ostrzegła przed zagrożeniem, jakim jest niebezpieczeństwo przekroczenia przez Polskę zadłużenia na poziomie powyżej 60% PKB). Dr Gwiazdowski twierdzi, że jest jedynie kontrolującym, a nie zarządzającym ZUS-em i nic w kierunku poszerzenia zakresu wolności przeciętnego Polaka, tak ograniczonego przez tą instytucję, nie może zrobić. Tymczasem w 2007 r. ZUS ma otrzymać dotację z budżetu państwa w wysokości aż 22,8 mld zł.

Jedynie Andrzej Sośnierz konsekwentnie działa na rzecz wolnego rynku – jest współautorem projektu ustawy, której celem jest wprowadzenie bonu zdrowotnego wraz z niezależnymi od siebie funduszami zdrowia, co ma spowodować uruchomienie mechanizmów konkurencyjnych w publicznej służbie zdrowia. Nie byłby to oczywiście całkowicie wolny rynek, ale przynajmniej krok we właściwym kierunku. Tymczasem ministerstwo zdrowia z prof. Religą na czele zamierza ukrócić korzystną dla pacjentów konkurencję cenową pomiędzy aptekami poprzez wprowadzenie urzędowego ustalania cen. Ponadto znowu traktując dorosłych ludzi jak małe dzieci, chce wprowadzić dalsze ograniczenia w sprzedaży i reklamie alkoholu, co będzie miało skutki przeciwne do zamierzonych (patrz: prohibicja w USA). Natomiast związek zawodowy lekarzy zapowiada oddolną prywatyzację usług medycznych – od grudnia strajkujący lekarze w publicznych placówkach służby zdrowia mają żądać od pacjentów zapłaty. Dobrym z kolei pomysłem ministerstwa zdrowia jest chęć zalegalizowania wysyłkowej sprzedaży leków przez Internet (niestety na razie tylko tych bez recepty), co z pewnością zwiększy konkurencję na rynku farmaceutycznym i jednocześnie obniży ceny.

Dynamicznie rozwijający się handel w Internecie wzrastałby jeszcze szybciej, gdyby została sprywatyzowana poczta, a przynajmniej zlikwidowany jej monopol na niektóre przesyłki, co spowodowałoby obniżenie cen i polepszenie jakości usług. Należy zwrócić uwagę, że (w przeciwieństwie do konkurencyjnego rynku) kiedy przedsiębiorstwo mające monopol działa w interesie swoich klientów, z reguły oznacza to działanie na swoją niekorzyść. Na przykład kiedy państwowa poczta otwiera nowe placówki, aby być bliżej klienta, obniża cenę albo usprawnia dostarczanie listów, to powoduje tylko dodatkowe koszty dla przedsiębiorstwa albo niższe wpływy, a nie zwiększenie zysków, bo i tak ci sami klienci muszą skorzystać z usług monopolu. Nie będzie ich ani więcej, ani mniej. Tak więc wszelkie tego typu działania należy uznać za godzące w interes państwowej poczty, bo przecież niezadowoleni z usług klienci nie pójdą do tańszej i lepiej działającej konkurencji, bo jej po prostu nie ma. I tak skorzystają z fatalnych usług monopolistycznej poczty, nawet jeśli będą musieli dojechać na drugi koniec miasta, stać godzinę w kolejce i zapłacić potrójna cenę za znaczek. Tymczasem aktualne plany prywatyzacyjne poczty sięgają roku 2011, podczas gdy np. w Holandii od razu było widać pozytywne skutki prywatyzacji tamtejszej poczty. Podobne plany prywatyzacyjne ma większość krajów UE, Rumunia i Japonia, a Komisja Europejska za trzy lata planuje całkowicie zliberalizować rynek pocztowy, czemu należy entuzjastycznie przyklasnąć.

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro przedstawił proponowane zmiany w prawie karnym: do odpowiedzialności mają być pociągani nieletni od 15 roku życia, mają zostać podwyższone grzywny i wprowadzone obostrzenia za przestępstwa o charakterze chuligańskim, a także mają zostać zaostrzone kary za najpoważniejsze przestępstwa, wyższe kary groziłyby za naruszenie miru domowego oraz zamierza się poszerzyć instytucję ochrony koniecznej. Z uznaniem należy spojrzeć na wszystkie te zmiany. Nietrafionym natomiast pomysłem Ziobry jest projekt ustawy urzędowo ustalający maksymalne stawki za usługi adwokatów. Należałoby raczej zlikwidować obowiązkowy samorząd (i równocześnie monopol) adwokacki i wprowadzić konkurencję na rynku usług prawnych, a ceny same poszybowałyby w dół.

Ministerstwo Budownictwa chce stworzyć gminom monopol na wywóz śmieci. Mają je wykonywać nieudolne komunalne zakłady budżetowe, a nie lepiej działające firmy prywatne. Z pewnością spowoduje to pogorszenie jakości usług, jaką jest wywóz śmieci, ceny mogą wzrosnąć nawet o połowę, a ponadto gminny monopol może doprowadzić do korupcji. Jest to zdecydowany krok do tyłu, jeśli chodzi o zmniejszenie rozmiarów władzy na szczeblu lokalnym. Wywozem śmieci, podobnie jak wszelkimi innymi usługami komunalnymi, powinny się zajmować TYLKO firmy prywatne.

Na koniec jeszcze coś pozytywnego z zakresu własności prywatnej. PiS chce umożliwić działkowiczom wykup swoich ogródków działkowych, a Sejm wreszcie zabrał się za reprywatyzację – powołał komisję, której zadaniem będzie opracowanie ustawy o rekompensatach za mienie znacjonalizowane (czytaj: ukradzione) przez władze Polski Ludowej.

* Komentarz ten został opublikowany w nr 10 miesięcznika „idź Pod Prąd” z 2006 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24