Okiem wolnorynkowca – lipiec 2006*
Mamy nowego premiera. Jednak Jarosław Kaczyński powinien nim zostać nie teraz, ale zaraz po wygranych przez PiS wyborach parlamentarnych, tak jak to ma miejsce w wielu krajach, np. w Wielkiej Brytanii, gdzie lider zwycięskiej partii zostaje automatycznie premierem. Nie jest to dobra informacja dla Polski, że bracia Kaczyńscy objęli fotele i prezydenta Polski, i premiera, ale taki był wybór Polaków, więc należy to uszanować. Natomiast co do Kazimierza Marcinkiewicza, to wcale bym się nie zdziwił, gdyby swoją dalszą karierę polityczną związał z PO. Nie licząc tej informacji, w ostatnim miesiącu najważniejszą wiadomością było odwołanie wicepremier i Minister Finansów Zyty Gilowskiej z powodu rzekomej współpracy ze służbami specjalnymi PRL. Jest to kolejny argument za tym, aby jak najszybciej udostępnić opinii publicznej wszystkie „teczki”. Powinny one być opublikowane w Internecie, tak aby każdy miał do nich dostęp. Wtedy nikt nie będzie miał haków na żadnego polityka i skończą się takie kompromitujące polską klasę polityczną sytuacje. Pierwszą decyzją nowego Ministra Finansów było anulowanie planów Gilowskiej dotyczących redukcji zatrudnienia i obniżenia wynagrodzeń w administracji skarbowej. Czyżby to była główna przyczyna wyciągnięcia „papierów” na Gilowską?
Garść złych informacji z ostatniego miesiąca. Zamiast skończyć z obowiązkowym poborem do wojska, który jest drogi i nieefektywny, na rzecz armii zawodowej Ministerstwo Obrony Narodowej zamierza zlikwidować możliwości odroczeń służby, nawet dla studentów i jedynych żywicieli rodzin. Nie będzie likwidacji zbędnych państwowych agencji ani dużych redukcji urzędników, tak jak obiecywało PiS przed wyborami. Za to w latach 2007-13 Ministerstwo Rozwoju Regionalnego z pieniędzy podatników planuje wydać około 14,5 mld euro na dotacje dla prywatnych firm. Socjalny rząd tymczasem podwyższa emerytury i renty, nie zważając na fakt, że zaistnieje konieczność zwiększenia dotacji dla ZUSu i KRUSu z budżetu państwa, czyli z kieszeni podatników. Od 2007 roku zostanie wprowadzony nowy podatek karny od nieujawnionych pożyczek w wysokości 20%. Zamiast obniżyć lub zlikwidować akcyzę i inne podatki nałożone na paliwa, rząd woli zaostrzać kontrole, które i tak nie zapobiegną oszustwom. Już obowiązuje regulacja zawężająca krąg osób mogących zaciągnąć najbardziej popularny, bo najkorzystniejszy kredyt we frankach szwajcarskich. Na wprowadzonej regulacji stracą wszyscy, a nikt nie skorzysta. Ucierpią klienci banków, którzy rzekomo mieli tylko zyskać na wprowadzeniu regulacji. Mniej osób będzie stać na własne mieszkanie, a w związku z tym nastąpi zmniejszenie popytu na mieszkania, co uderzy nie tylko w całą branżę developerską i budowlaną, ale również w gałęzie przemysłu z nimi kooperujące. Ci, którym zostanie przyznany kredyt, będą zmuszeni do płacenia wyższych odsetek, bo banki w ten sposób będą chciały odzyskać starty związane z mniejszą ilością przyznawanych kredytów. Straci również Skarb Państwa, do którego nie wpłyną podatki związane działalnością przedsiębiorstw z wyżej wymienionych gałęzi gospodarki, które zmniejszą skalę aktywności lub w wyniku bankructwa całkowicie jej zaprzestaną. Każda kolejna państwowa regulacja to dodatkowe koszty i straty. Natomiast aby jeszcze bardziej utrudnić życie polskim rodzinom, rząd chce wprowadzić nowy 19-procentowy podatek od sprzedaży domu lub mieszkania. Plany Giertycha dotyczące zakupu dla wszystkich szkół średnich w Polsce 15-tomowego zbioru dzieł Jana Pawła II, na szczęście niezrealizowane z powodu braku środków w Ministerstwie Edukacji Narodowej, tylko potwierdzają, że państwo nie powinno się zajmować edukacją (czytaj: indoktrynacją) dzieci. Wczoraj Lenin ze Stalinem, dzisiaj Papież, a kto jutro? Ministerstwo Finansów projektuje nowy podatek – ekologiczny od samochodów, na które i tak już stać niewielu Polaków. Jak podały media, rząd nie radzi sobie z zarządzaniem swoimi spółkami, w związku z czym premier powołał zespół ekspertów, którzy będą opiniować kandydatury do władz spółek Skarbu Państwa. Niestety rządzący nie zamierzają ich likwidować ani prywatyzować. W końcu i tak do interesu dopłacą podatnicy, a nie politycy z własnej kieszeni. Kolejny dowód na to, że państwo nie powinno być właścicielem jakichkolwiek przedsiębiorstw i wszystkie firmy publiczne powinny zostać jak najszybciej całkowicie sprywatyzowane, aby ich wszelkie działania i podejmowane decyzje podlegały wyłącznie prawom rynku, a nie naciskom politycznym. Co gorsza, rząd planuje znacjonalizować rynek śmieci i na ten cel ustanowić kolejny nowy podatek – śmieciowy.
Niewiele dobrych wiadomości. Pacjent sam będzie mógł decydować, w którym publicznym szpitalu chce się leczyć i za pacjentem mają iść pieniądze. Dzięki temu powinno dojść do poprawy jakości służby zdrowia, ponieważ wymusi to konkurencja. Rząd zamierza wprowadzić udogodnienia w kontaktach Polaków z administracją: poprzez Internet mamy się rozliczać z podatków, głosować w wyborach, rezerwować wizytę u lekarza czy wypożyczać książkę. Z kolei Ministerstwo Sprawiedliwości zamierza zaostrzyć przepisy dotyczące karania pedofilów oraz konfiskować samochody pijanym kierowcom, natomiast posłowie z LPR, aby walczyć z sektami, proponują wprowadzić penalizację psychomanipulacji. Ministerstwo Gospodarki przygotowuje projekt ustawy mający na celu uproszczenie przepisów związanych z rejestracją oraz umożliwieniem zawieszania działalności gospodarczej.
Należy zwrócić uwagę na jeden z pozytywów ostatnich wyborach parlamentarnych. Nie jest nim zwycięstwo PiSu ani rząd z Lepperem jako wiceministrem (co jest raczej skandalem), jak sądzą niektórzy, ale to, że to PO jest w opozycji oraz przegrana SLD. Ogólnie rzecz biorąc, polska scena polityczna wygląda teraz tak: strona rządowa – PiS i opozycja – PO. Jeśli Polakom nie będą się podobały rządy PiS, to w kolejnych wyborach zagłosują na opozycję, czyli na PO, a nie SLD, tak jak to było w 2001 roku, kiedy Polakom przestały się pasować rządy AWS. SLD coraz mniej jest obecny w mediach i powoli przesuwa się w niebyt. Nie jest nawet potrzebna delegalizacja tej partii proponowana przez Romana Giertycha, aby przestała ona istnieć. Scenariusz ten może zostać jedynie zakłócony przez ciągłe wzajemne obrzucanie się błotem przez dwie największe aktualnie partie. Miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie i Polacy jeszcze przed następnymi wyborami (i na zawsze) zapomną, że w ogóle istniał postkomunistyczny twór o nazwie SLD, który swoją aferalną polityką i prywatą najbardziej zaszkodził naszemu krajowi.
* Komentarz ten został opublikowany w nr 7 miesięcznika „idź Pod Prąd” z 2006 r.





