Okiem wolnorynkowca – czerwiec 2006*
Nasze „prawicowe” władze proponują nam dalsze rozbudowanie już i tak niemiłosiernie rozdętego państwa opiekuńczego. Mimo sprzeciwu minister finansów Zyty Gilowskiej rząd proponuje od września br. podwyżkę zasiłków rodzinnych i niektórych dodatków do tych zasiłków (na kształcenie i rehabilitację, na wyprawkę szkolną, na naukę poza miejscem zamieszkania). Ma wzrosnąć także zasiłek pielęgnacyjny pobierany w gminach. Rząd postuluje też podwyżki zasiłków z pomocy społecznej. Niestety nie jest on zainteresowany racjonalną reformą służby zdrowia według projektu Andrzeja Sośnierza, który przewiduje wprowadzenie tzw. bonu zdrowotnego i dopuszczenie większej konkurencji na rynku ubezpieczeń i usług medycznych. Zamiast tego minister zdrowia Zbigniew Religa przygotował program radykalnego zwiększenia wydatków na służbę zdrowia o 30% z 3,9% do 5% PKB rocznie, co z pewnością nie poprawi sytuacji, ponieważ konieczne są tu zmiany systemowe, a nie zwiększenie marnotrawienia pieniędzy podatników. Relidze przyklasnęła rzekomo wolnorynkowa wicepremier Zyta Gilowska. Na dodatek ma zostać wprowadzona nowa składka ubezpieczenia społecznego – pielęgnacyjna na leczenie osób starszych. Ponadto resort zdrowia proponuje, by leczenie ofiar wypadków samochodowych (wydatki leczenia szpitalnego, a także wszystkie koszty pośrednie: pomoc doraźna, transport sanitarny itp.) pokrywały polisy OC. Skutkiem tego składki na ubezpieczenie mogą wzrosnąć od 5% do 20%. Z kolei premier Kazimierz Marcinkiewicz chełpi się socjalistycznym pomysłem czeków turystycznych. Czyżby lepiej ode mnie wiedział, gdzie chcę się wybrać na urlop? Dla odmiany ministerstwo edukacji będzie kupować podręczniki szkolne. Natomiast minister gospodarki morskiej i rybołówstwa Rafał Wiechecki chciałby zwiększyć dotacje dla polskich stoczni. Czyżby środki na finansowanie tych wszystkich programów politycy PiS zamierzali uzyskać dzięki zapowiedziom 10-procentowego zmniejszenia zatrudnienia w administracji państwowej, a także obniżeniu pensji urzędnikom? Zyta Gilowska wspomniała dodatkowo, że rząd planuje likwidację wszystkich zakładów pomocniczych i połowy agencji rządowych. Zobaczymy.
Zamiast uproszczenia będziemy mieli dalsze skomplikowanie systemu podatkowego, co jest związane m.in. z opodatkowaniem artystów i twórców oraz podniesieniem akcyzy na olej opałowy. Uczelnie dostaną większe dotacje na opłacenie wyższych składek ZUS dla pracowników naukowych. Czyli kolejne przelewanie pieniędzy podatników z jednej państwowej kieszeni do drugiej, tam i z powrotem. Zyskają na tym głównie banki, które będą inkasowały stosowne opłaty za dokonywanie przelewów. Nie obejdzie się bez podwyżek podatków. W naukowców i twórców uderza również obniżenie z 50% do 20% kosztów uzyskania przychodu z praw autorskich i z 20% do 10% kosztów uzyskania przychodu z umów o dzieło. Uzyskane pieniądze „liberalna” Zyta chce przeznaczyć na zwiększenie socjalizmu, a konkretnie na rozszerzenie dofinansowania instytucji kultury i szkół wyższych. Niestety tylko banki zyskają również na zrównaniu stawki akcyzy na oleje opałowy i napędowy, co oznacza podwyżkę akcyzy tego pierwszego z obecnych 232 zł do 1048 zł za tysiąc litrów, ponieważ równocześnie ministerstwo finansów chce wybranym podmiotom (w tym obiektom administracji publicznej, szkołom, przedszkolom, żłobkom, szpitalom, ZOZ-om i domom opieki społecznej) zwracać część kosztów ogrzewania, czyli znowu przerzucać pieniądze z jednej publicznej kieszeni do drugiej. Zakrawa to na kpinę z Polaków, jeśli pomysł taki lansuje ktoś, kto mówi, że chce upraszczać i porządkować system podatkowy. Zmiana podniesie koszty produkcji w prywatnych firmach i doprowadzi do bankructwa wiele z nich, a tym samym likwidacji miejsc pracy. Nie będą mieć lekko również właściciele pojazdów napędzanych gazem LPG – zgodnie z zaleceniami Unii Europejskiej ministerstwo finansów podniesie akcyzę z 695 zł do 1000 zł za 1000 litrów, tak aby litr tego paliwa był droższy o 50-80 gr. Z kolei Paweł Kowal, poseł PiS, zamiast zlikwidowania radiowo-telewizyjnego haraczu, chce powiązania jego płatności z podatkiem PIT czy CIT, aby polepszyć jego ściągalność. Dodatkowo mimo obietnic wyborczych PiS ministerstwo finansów nie zamierza zlikwidować w 2007 roku tzw. podatku Belki oraz podatku od zysków z giełd. Planuje natomiast zwiększyć opłaty skarbowe i poszerzyć listę czynności objętych tą opłatą. Wprowadzenie dwóch niższych stawek PIT przesunięto na rok 2009. Zamierza się także rozszerzyć akcyzę na paliwa żeglugowe, co może doprowadzić do bankructwa wiele firm nimi handlujących i zwiększenia się szarej strefy. Szara strefa powiększy się również z powodu zaostrzenia przepisów dotyczących zatrudnienia w Polsce obcokrajowców (chodzi głównie o Ukraińców, Rumunów i Bułgarów). Firmy, które dostosują się do nowych przepisów i nie zatrudnią obcokrajowców, mogą stać się niekonkurencyjne na rynku i upaść. Dlaczego rząd nie bierze przykładu z Irlandii, której PKB dużo zyskał właśnie dzięki pracy obcokrajowców, a konkretnie Polaków?
Pozytywny w zmianach podatkowych jest natomiast fakt odmrożenia progów w PIT (niestety tylko na 2 lata) oraz obniżenia składki na ZUS o 4%. Ministerstwo finansów proponuje obniżenie składki rentowej z 13% do 9% i składki chorobowej z 2,45% do 1,8% płacy brutto. Z kolei minister gospodarki morskiej proponuje podatek dochodowy od armatorów zastąpić podatkiem tonażowym, co ma być dla nich korzystne. Ma to zachęcić ich do powrotu pod polską banderę. Wtedy w Polsce, a nie jak obecnie w krajach taniej bandery, płaciłyby one podatki. Niestety wszystkie te zmiany podatkowe są kosmetyczne w skali całej gospodarki i niestety więcej z nich jest niekorzystnych dla podatnika, co oznacza umacnianie się państwa opiekuńczego kosztem indywidualnego wyboru. Tak więc nie możemy liczyć na gruntowną reformę podatkową w kierunku odciążenia Polaków z państwowych haraczy, a jedynie na niewielkie zmiany, które tylko wprowadzają ruch w interesie. Ma to niewiele wspólnego z wypowiedziami Zyty Gilowskiej, która jeszcze jako jedna z liderek opozycji parlamentarnej krytykowała SLD-owskie rządy i opowiadała się za radykalnym zmniejszeniem fiskalizmu. Tymczasem Polsce od zaraz potrzebne jest wprowadzenie liniowego, 10-procentowego PIT-u, zmniejszenie VAT-u do 15%, likwidacja CIT-u oraz minimalizacja wszelkich akcyz, szczególnie na paliwa.
Stało się jasne, że PiS zdecydowanie nie lubi tej podstawy wolnego społeczeństwa, jaką jest własność prywatna. Partia ta zamierza wywłaszczyć osoby, które w latach 1994-2001 kupiły mieszkania za mniej niż 10% ich wartości rynkowej. Skandalem jest również drastyczne zahamowanie planów prywatyzacyjnych, które pierwotnie i tak nie były zbyt ambitne. Dotyczy to branży chemicznej, energetycznej, farmaceutycznej i górniczej oraz tzw. resztówek. Resort skarbu wstrzymał prywatyzację m.in. Cefarmu, Zespołu Elektrowni Dolna Odra oraz Totalizatora Sportowego. Niektóre państwowe zakłady z powodu braku inwestora mogą upaść. Natomiast minister Wiechecki planuje zakwalifikować państwową firmę Polska Żegluga Morska do przedsiębiorstw strategicznych dla Skarbu Państwa, aby w ogóle nie mogła zostać sprywatyzowana. Na dodatek planuje się ograniczenie sprzedaży niektórych przedsiębiorstw do kręgu inwestorów polskich, co może spowodować uzyskanie niższej ceny sprzedaży. Ponadto wiele z posiadanych przez rząd ośrodków wypoczynkowych, zamiast być sprzedanym, ma zostać przekazanych innym ministerstwom (np. ministerstwu sportu) lub agencjom (np. Agencji Nieruchomości Rolnych).
Dzięki Romanowi Giertychowi ministerstwo edukacji zrezygnowało z socjalistycznego pomysłu obowiązkowego przedszkola dla 5-latków, który był popierany głównie przez skoligacony z SLD Związek Nauczycielstwa Polskiego. Socjaldemokraci z SLD, ZNP i UW oburzają się, że ministrem edukacji jest Giertych, bo obawiają się, że będzie indoktrynował młodzież. To jest właśnie dwulicowość lewicy, bo jak rządziło SLD i ministrami edukacji byli dawni członkowie PZPR, tacy jak Jerzy Wiatr czy Krystyna Łybacka to można było agitować, a jak w ministerstwie rządzi LPR – to już nie. Niestety Giertych ma też inne plany związane z indoktrynacją polskich dzieci – chce wprowadzenia do szkół nowego przedmiotu – wychowanie patriotyczne. To jeszcze jeden dowód na to, że szkoły nie powinny być utrzymywane z pieniędzy podatników.
* Komentarz ten został opublikowany w nr 6 miesięcznika „idź Pod Prąd” z 2006 r.





