Okiem wolnorynkowca – marzec 2007*

Ekoterroryści z Greenpeace i inni ekowojownicy protestują przeciwko budowie obwodnicy Augustowa. Z kolei mieszkańcy miasta organizują kontrdemonstracje przeciwko ekologom, gdyż twierdzą, że tiry w liczbie kilku tysięcy dziennie i inne samochody, przejeżdżające masowo przez centrum Augustowa w kierunku granicy z Litwą, nie tylko zatruwają im powietrze, ale powodują też wypadki śmiertelne. Czy ważniejsze jest dobro niewielkiego skrawka przyrody, czy życie i zdrowie tysięcy ludzi? Według ekoterrorystów większą wartość ma jednak przyroda, mimo że cała inwestycja została zaprojektowana w taki sposób, by w jak najmniejszym stopniu naruszać środowisko naturalne (500—metrowa estakada ma przebiegać 11 metrów nad doliną rzeki Rozpudy). W całe zamieszanie wtrąciła się oczywiście Komisja Europejska, która stoi po stronie, a jakże, ekologów i żąda zaprzestania budowy obwodnicy, a europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu, poza nakazaniem wstrzymania prac, może zasądzić Polsce wysokie kary finansowe. No właśnie – po akcesji do UE polskie władze już nie mogą samodzielnie podejmować decyzji. Teraz tylko współdecydują, jak to określali euroentuzjaści przed referendum unijnym. Tymczasem premier Jarosław Kaczyński wykonał genialne, z politycznego punktu widzenia, posunięcie w tej sprawie – zaproponował referendum. Nie jest to najlepsze z obiektywnego punktu widzenia rozwiązanie, bo większość rzadko ma rację, ale niestety taka jest polityka. W ten sposób żadna ze stron nie będzie mogła zarzucić premierowi, że broni przeciwników, że jest przeciwko przyrodzie albo że nie chce mieszkańcom Augustowa ułatwiać życia. Swoją drogą – zwolennicy wybudowania drogi nie mają szans na zwycięstwo w ewentualnym referendum, szczególnie jeśli będzie ono miało zasięg ogólnopolski.

Tymczasem po skrytykowaniu Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad przez Komisję Europejską za rzekome nieprzestrzeganie reguł ochrony środowiska ta pierwsza przedstawiła plan zarządzania środowiskiem, co może podrożyć albo opóźnić realizację i tak już zapóźnionych projektów drogowych. A jak twierdzi Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa, „po awanturze o budowę trasy przez Rospudę nie dziwię się dyrekcji [Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad]. Wkrótce może okazać się jednak, że tak restrykcyjnie zaczniemy podchodzić do zasad ochrony środowiska, że w ogóle przestaniemy budować i remontować drogi”.

Niepostrzeżenie państwo opiekuńcze coraz bardziej zaciska pętlę wokół szyi wszystkich swoich niewolników. Sejm zamierza rozszerzyć płacenie podatku VAT na nowe grupy zawodowe, takie jak twórcy, artyści, menadżerowie oraz członkowie zarządów i rad nadzorczych. Niewidoczny na pierwszy rzut oka, a jednak pełzający wzrost obciążeń podatkowych przedsiębiorców postępuje: wzrosły kwoty wynagrodzeń, od których nalicza się składki na ZUS osób prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą. A wicepremier Andrzej Lepper znowu działa na niekorzyść konsumentów, czyli wszystkich Polaków, bo chce zakazać działalności przymarketowym tańszym stacjom benzynowym. Z kolei sejm, z inicjatywy PO, debatował nad obowiązkiem włączania świateł mijania w samochodach w dzień przez cały rok i przyjął odpowiednią poprawkę do ustawy o ruchu drogowym, którą następnie niestety zaakceptował senat. Oznacza to większe zużycie paliwa i szybsze zużycie żarówek, czyli z jednej strony większe koszty dla kierowcy, a z drugiej – wyższe dochody państwa z akcyzy i VATu nałożonych na paliwa. A przecież w jasny letni dzień światła nie powodują lepszej widoczności samochodu, który już i tak jest wystarczająco widoczny, co gorsza mogą nawet oślepić! Jeśli natomiast jest pochmurno i deszczowo, to kierowca sam, bez państwowego nakazu, wie, że światła w samochodzie należy włączyć. Podobnie jak bez państwowych ostrzeżeń na papierosach palacz zdaje sobie sprawę, że palenie szkodzi i nie są także konieczne podobne ostrzeżenia na produktach alkoholowych, o co zabiega opiekuńczy rząd.

Zwolennicy lepszej widoczności pojazdów na drodze poprzez obowiązkowe włączenie w dzień świateł mijania powtarzają tylko jak mantrę tezę o lepszej widoczności, a tym samym większym bezpieczeństwie na drodze. A gdzie są dowody potwierdzające te twierdzenia? Tymczasem samochód nie może być widoczny lepiej lub gorzej. Po prostu widzi się go lub nie. Nie można go widzieć częściowo, tak jak nie można częściowo być w ciąży. Jeśli jakiś kierowca w letni słoneczny dzień nie widzi jadącego auta z wyłączonymi światłami, to znaczy, że jest ślepy i w ogóle nie powinien zasiadać za kierownicą, bo stwarza niebezpieczeństwo na drodze. Dlatego teza bezpieczniaków o włączaniu świateł ze względów bezpieczeństwa jest całkowicie nieudowodniona i nieuprawniona.

A gdzie są ekolodzy i ekolożki, którzy żądają ograniczenia prędkości pojazdów poruszających się po niemieckich autostradach w celu zmniejszenia zużycia paliwa w tychże? Dlaczego teraz nie protestują przeciwko nowelizacji polskiej ustawy, w której zapisano konieczność włączania świateł mijania w pogodny letni dzień, co spowoduje większe spalanie benzyny i ropy w samochodach, co równocześnie będzie skutkowało wyższą emisją substancji szkodliwych do atmosfery? Czyżby wszyscy wyjechali pod Augustów?

* Komentarz ten został opublikowany w nr 3 miesięcznika „idź Pod Prąd” z 2007 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24