Okiem wolnorynkowca – luty 2007*

Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego uznali, że zapisy Kodeksu postępowania cywilnego, które chronią szpitale przed wierzycielami, są niezgodne z Konstytucją, ponieważ takie unormowanie prawne narusza zasadę swobody działalności gospodarczej poprzez ograniczenie nieskrępowanej konkurencji. Konieczność przestrzegania prawa okazała się tragiczna w skutkach dla publicznych szpitali, gdyż zadłużenie państwowej służby zdrowia wynosi 6 mld zł i dobierają się już do niej komornicy. Tymczasem ministerstwo zdrowia nadal się upiera, aby niektóre szpitale były chronione przed wierzycielami. A może w ogóle wprowadzić zapis, że w Polsce wierzyciele mogą się domagać spłaty długów tylko od tych dłużników, którzy mają ochotę je spłacać, a od pozostałych – wara! A naiwni pożyczkodawcy niech bankrutują! Aby ratować niewypłacalne szpitale, w ramach wieloletniego programu „Wzmocnienie Bezpieczeństwa Zdrowotnego Obywateli” w ciągu trzech lat dla najważniejszych placówek w kraju rząd przeznaczy dodatkowe 750 mln zł z kieszeni podatników. Z kolei minister zdrowia Zbigniew Religa proponuje wprowadzić dodatkowe publiczne ubezpieczenia zdrowotne (5,5 mld zł więcej w 2007 r. to ciągle za mało!). Jednak jest postęp, bo minister Religa dopuścił myśl o możliwości upadku niegospodarnych szpitali, do czego już w tej chwili kwalifikuje się około 30 państwowych placówek. Oczywiście minister nawet się nie zająknął o możliwości prywatyzacji służby zdrowia, w sytuacji gdy z 50 szpitali działających w formie spółki prawa handlowego, wszystkie są niezadłużone. Tymczasem jak podała „Rzeczpospolita”, rocznie 10 tys. Polaków umiera z powodu zakażeń w państwowych szpitalach. Nie ma się co dziwić, jeśli badanie Państwowego Zakładu Higieny wykazało, że nawet w szpitalnych sterylizatorniach, na blokach operacyjnych i w gabinetach zabiegowych panoszą się prusaki, pchły i inne insekty, na których wykryto 80 chorobotwórczych bakterii odpornych zarówno na stosowane środki dezynfekcyjne, jak i antybiotyki! Odsetek insektów jest oczywiście znacznie wyższy w szpitalnych kuchniach, magazynach i pralniach. Jak by tego było mało dla wiecznie deficytowej państwowej służby zdrowia, Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy domaga się podwyżek pensji dla pracowników medycznych.

Z inicjatywy wicepremiera i ministra rolnictwa Andrzeja Leppera, a za zgodą sejmu, rząd wprowadza w życie najgorsze interwencjonistyczne praktyki – dodatkowy skup nadwyżek trzody chlewnej. Tym samym rząd bierze przykład z Roberta Mugabego, komunistycznego prezydenta pogrążonego w głębokim kryzysie gospodarczym Zimbabwe, gdzie władze skupują od rolników zboże po 52,5 tys. dolarów Zimbabwe za tonę, by sprzedać je młynom za tychże 600 dolarów. No ale rządy potrafią robić tylko tego typu interesy – ze szkodą dla podatników. Dlaczego polski rząd uprzywilejował tylko producentów towarów rolnych? Dlaczego nie skupi nadwyżek wszystkich innych wyrobów na rynku? Ich przecież też jest więcej, niż chcą, czy mogą kupić konsumenci. A jak będzie potrzeba, to producenci chętnie (mało tego: będą zachwyceni) wyprodukują jeszcze więcej butów, samochodów, książek, mebli czy maszyn, żeby rząd mógł je sobie skupić, a potem sprzedać za 1% ceny zakupu. Mało tego. Lepper chce ustanowić ceny minimalne na żywność. A wiadomo jak to się skończy: nadprodukcja będzie jeszcze większa.

Kolejny genialny pomysł Leppera, który obniży konkurencyjność polskiego przemysłu spożywczego, polega na tym, że wicepremier chce na siłę promować firmy z branży spożywczej za ich własne pieniądze! Ma powstać 6 funduszy (Fundusz Promocji Mleka i Przetworów Mlecznych, Fundusz Promocji Mięsa Wieprzowego, Wołowego i Owczego, Fundusz Promocji Przetworów Zbożowych, Fundusz Promocji Owoców i Warzyw, Fundusz Promocji Mięsa Drobiowego i Fundusz Promocji Ryb, przepadły pomysły powołania Funduszu Promocji Miodu i Funduszu Promocji Jaj), które będą dysponowały łączną kwotą ponad 33 mln zł, a same koszty administrowania mają pochłonąć ponad 2 mln zł rocznie. Przecież gdyby przedsiębiorcy tego chcieli, już dawno by się sami promowali. Tymczasem wszyscy wiemy, jak będzie wyglądała promocja prowadzona przez urzędników. Ale ile kolegów Leppera się przy tym wyżywi! Pomysłami wicepremier sypie jak z rękawa – zamierza też doprowadzić w ustawie o Agencji Nieruchomości Rolnych do takiej zmiany, aby tylko „prawdziwi rolnicy” mogli kupować państwową ziemię.

Szykują się kolejne ograniczenia prawa do pracy. Ministerstwo pracy przygotowuje projekt ustawy, która ustanowi nowy samorząd zawodowy – tym razem pracownika socjalnego. Z kolei PiS zgłosił projekt zmiany ustawy o rzemiośle, który spowoduje zamknięcie się ponad 100 tzw. zawodów rzemieślniczych. Rzemieślnicy, enumeratywnie wymienieni w ustawie, będą musieli posiadać odpowiednie kwalifikacje do wykonywania zawodu fryzjera, piekarza, taksówkarza, kosmetyczki czy kominiarza. PiS jest też entuzjastycznie nastawiony na propozycję Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, aby wprowadzić ograniczenia również w dostępie do tego zawodu. Z kolei ograniczenia w dostępie do 20 zawodów medycznych (w tym higienistki szkolne, dietetycy, optycy okularowi, asystentki stomatologiczne, technicy dentystyczni, radiolodzy), a także zapisy o specjalnym ministerialnym rejestrze widnieją w projekcie ustawy przyjętym przez rząd, a przygotowanym przez ministerstwo zdrowia, czego domagali się przedstawiciele związków zawodowych. Zwyciężyła też Naczelna Izba Aptekarska, utrwalająca monopol w tym zawodzie, bo posłowie zdecydowali, że nawet leków bez recepty nie będzie można sprzedawać wysyłkowo. Konsekwencją tej kolegialnej decyzji będzie upadek 900 aptek internetowych. O zdanie klienta i konsumenta nikt się nie pyta.

Za to w budżetówce szykują się podwyżki płac: nauczyciele dostaną 4% więcej, zawodowi żołnierze – 170 zł więcej, emeryci i renciści mają otrzymać jednorazowe dodatki w wysokości od 150 zł do 330 zł, ubogim kobietom w ciąży obiecuje się zapomogi w wysokości 100 zł miesięcznie, a samotnym matkom aż 500 zł miesięcznie.

W ostatnim miesiącu przeżywaliśmy zamieszanie z deklaracjami majątkowymi samorządowców i koniecznością powtarzania wyborów. Patologiczne prawo naraża polskich podatników na kolejne koszty (kilkanaście milionów zł), gdyż będą musiały zostać powtórzone wybory samorządowe tam, gdzie kilkuset samorządowców utraciło mandaty na skutek niesporządzenia w terminie oświadczeń majątkowych. Dlaczego poszkodowani muszą być zawsze podatnicy? Niech te powtórne wybory sfinansują z własnej kieszeni parlamentarzyści, którzy uchwalili to prawo lub ewentualnie samorządowcy, którzy nie wypełnili w terminie swojej deklaracji.

Niestety coraz mniej wolności. MSWiA szykuje ograniczenia dla narciarzy, a minister edukacji Roman Giertych walczy z symbolem marihuany. Z kolei wg propozycji ministerstwa finansów prawnicy, tłumacze, lekarze i sprzątaczki mają zostać zmuszeni do zakupu kas fiskalnych, a każdy nowy budynek, w ramach dostosowania do unijnego prawa, będzie musiał mieć tzw. świadectwo energetyczne, co ma kosztować inwestora dodatkowe 1000 zł. Natomiast LPR proponuje więcej wolności, dzięki intencji wprowadzenia dobrowolności korzystania z Otwartych Funduszy Emerytalnych. Osoby rezygnujące z dotychczas obowiązkowego ubezpieczenia w II filarze zarabiałyby automatycznie 10% więcej netto.

Na koniec coś z perspektywy międzynarodowej (jeszcze). Unia Europejska antagonizuje narody poprzez tworzenie monopoli wytwarzania różnych produktów. Do tej pory zarówno po polskiej, jak i słowackiej stronie Tatr można było wyrabiać oscypki i nikomu to nie przeszkadzało. Problemy się zaczęły, jak wtrąciła się UE, która postanowiła, że słowackie oscypki nie mogą się nazywać oscypkami! Nie ma się co dziwić, że teraz Słowacy są nieprzychylnie nastawieni do Polaków. To samo z winem tokaj produkowanym na Węgrzech i na Słowacji, serami czy z polskimi wódkami wytworzonymi wyłącznie z ziemniaków, zboża i buraków cukrowych. Czy to jest zadanie ponadnarodowego gremium, aby debatować, z czego można produkować ser czy wódkę?! Niech producenci konkurują ze sobą i to klient zdecyduje, którego oscypka czy wódkę kupić. Dlaczego na starcie dyskryminuje się przedsiębiorców z niektórych krajów? No ale na tym polega rzekomy wolny rynek w UE, który uregulowany jest 1634 dyrektywami i 602 rozporządzeniami. Gdyby ten rynek był wolny, to nie potrzebowałby nawet jednej dyrektywy!

* Komentarz ten został opublikowany w nr 2 miesięcznika „idź Pod Prąd” z 2007 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24