Grecję wykończyły dotacje*

Grecja jest kolejnym dowodem na to, że dotacje unijne pożytku nie dają i są bardzo szkodliwe. Mając wsparcie unijnych podatników, będący przy władzy, greccy socjaliści coraz bardziej rozpasali wydatki państwowe, co zakończyło się katastrofą.

Grecja uzyskała ogromną „pomoc” finansową od Unii Europejskiej w ramach różnego rodzaju dotacji. Była największym beneficjentem unijnego budżetu. Od 1994 roku Grecja otrzymała od unijnych podatników łącznie dobrze ponad 100 mld euro, co dla takiego małego kraju jest olbrzymią sumą – jak widać z opłakanym skutkiem. W latach 1994-99 na modernizację i rozwój sieci transportowej Grecja dostała w ramach unijnych funduszy strukturalnych prawie 20,5 mld euro. W latach 2000-06 Grecja otrzymała około 25 mld euro dotacji z funduszy strukturalnych. Tyle samo przewidziano na lata 2007-13. Do tego dochodzą dotacje rolne na poziomie około 2-3 mld euro rocznie (Grecja obok Irlandii jest największym beneficjentem dotacji rolnych w przeliczeniu na mieszkańca). Poza tym w ramach unijnego Funduszu Spójności w latach 1994-99 Grecja otrzymała prawie 3 mld euro, a w latach 2000-06 – ponad 3 mld euro. W 2007 roku unijne transfery wyniosły 3,8 proc. PKB Grecji. Według danych Komisji Europejskiej w 2008 roku Grecja otrzymała od UE prawie 6,3 mld euro więcej, niż wpłaciła (w ramach składki) do unijnego budżetu. To ogromne pieniądze.

Cały problem wziął się z tego, że unijne dotacje generują gigantyczne koszty, które rosną proporcjonalnie do wielkości „pomocy” i znaczne tę „pomoc” przekraczają. Brukselskie fundusze wymagają krajowego współfinansowania z pieniędzy miejscowych podatników. Na przykład w projektach energetycznych czy ekologicznych unijne finansowanie wynosiło zaledwie około 30 proc. całości kosztów, resztę płacili greccy podatnicy. Do tego dochodzi krajowe prefinansowanie „europejskich” inwestycji. Unijne pieniądze to także koszty zwiększonej biurokracji – państwa zatrudniają tysiące urzędników do „pozyskiwania” i „obsługi” dotacji oraz pieniądze wydane na sporządzanie projektów zarówno tych, które potem zostaną zatwierdzone, jak i odrzucone. Ponadto należy mieć na uwadze gigantyczne koszty wynikające z samego członkowstwa w Eurokołchodzie – unijne składki oraz koszy związane z implementacją unioregulacji do prawa krajowego. Według raportu Stowarzyszenia Europejskich Izb Handlowych i Przemysłowych Eurochambers, w latach 1998-2008 unijne regulacje kosztowały greckich biznesmenów 38,5 mld euro. Z kolei z raportu „Poza kontrolą” brytyjskiego think tanku Open Europe wynika, że unijne regulacje kosztują Grecję ponad 6,2 mld euro rocznie.

Grecji zaszkodziło także wejście do strefy euro w 2002 roku. W wyniku tego posunięcia dla Greków dostępne stały się nisko oprocentowane kredyty (wcześniej kredyty w drachmach były wysoko oprocentowane, ponieważ pieniądz ten był mocno inflacyjny). W rezultacie Grecy zaczęli się masowo zadłużać. Przyspieszył wzrost gospodarczy, jednak równocześnie zaczęło rosnąć zadłużenie. Tymczasem rządzone przez socjalistów państwo nie zamierzało oszczędzać i coraz bardziej żyło ponad stan. W latach 2001-07 wydatki publiczne Grecji wynosiły około 45 proc. PKB, a potem szybko zaczęły piąć się do góry (między innymi po to, by „obsłużyć” unijne dotacje). W 2008 roku wyniosły już 48,3 proc. PKB, a w 2009 roku – 52 proc., podczas gdy dochody publiczne były na stałym poziomie. Oznaczało to coraz większy deficyt, a tym samym coraz większe zadłużenie, które w latach od 2007 roku do 2010 roku wzrosło z 95,6 proc. PKB do 124,9 proc. PKB. A zgodnie z teorią cykli koniunkturalnych Szkoły Austriackiej sztucznie napędzany poprzez ekspansję kredytową wzrost gospodarczy wcześniej czy później zakończy się kryzysem. Tak też było w Grecji, gdzie od 2007 roku gwałtownie zaczęło zwiększać się bezrobocie (z 7,9 proc. w 2007 roku do 10,3 proc. pod koniec 2009 roku), a zaciągnięte długi pozostały i nadal rosły.

W rezultacie 2009 roku Grecja miała spadek gospodarczy, deficyt budżetowy wyniósł rekordowe 12,9 proc. PKB, a dług publiczny przekroczył 113 proc. PKB (aktualnie dług wynosi około 300 mld euro, podczas gdy roczna produkcja gospodarcza kraju jest na poziomie 240 mld euro). Według szacunków Unii Europejskiej w 2010 roku PKB Grecji może spaść nawet o 3 proc. W związku z nieciekawą sytuacją finansową państwa, zwiększyły się koszty kredytu (agencje obniżyły rating kredytowy Grecji), a zapotrzebowanie na sam kredyt również. Grecja płaci o prawie 2 procent wyższe odsetki od kredytów niż Niemcy. Biorąc pod uwagę cały grecki dług, oznacza to, że musi ona płacić 5 mld euro rocznie więcej na obsługę zadłużenia, niż płaciliby Niemcy, mając te same potrzeby kredytowe. Tymczasem zamiast zmniejszać podatki, redukować wydatki publicznych i zaczynać spłacać długi, socjalistyczny rząd Grecji zaciąga nowe kredyty! Unia Europejska ma pożyczyć Grecji 30 mld euro, a Międzynarodowy Fundusz Walutowy – kolejne 15 mld euro! To jak dolewanie oliwy do ognia.

Co ciekawe, ostatni raz grecki budżet miał nadwyżkę w 1972 roku, podczas wojskowej dyktatury czarnych pułkowników, a od tamtej pory deficyt średnio wynosił 6 proc. PKB. Zresztą to nie jedyny przykład na to, że niedemokratyczne rządy trzymają w ryzach państwowe finanse, a demokracja nakręca wydatki i długi publiczne do niebywałych rozmiarów. W Hiszpanii po rządach gen. Franciszka Franco, który dbał finanse państwa, pierwsza nadwyżka budżetowa pojawiła się dopiero po… 30 latach w 2005 roku. Podobnie to gen. August Pinochet spłacał długi zaciągnięte wcześniej przez demokratyczne lewicowe rządy w Chile. Tymczasem długi publiczne demokratycznych państw UE, USA czy Japonii są na absurdalnym poziomie i nadal rosną w tempie niewyobrażalnym.

To kolejny dowód na to, że demokracja nie jest najlepszym ustrojem. To samo co Grecję czeka wszystkie europejskie i pozaeuropejskie państwa niemające umiaru w szastaniu pieniędzmi, których nie mają. To tylko kwestia czasu. W Polsce niektórzy politykierzy i „ekonomiści” zastanawiają się nad zniesieniem konstytucyjnych progów, które chociaż częściowo ograniczają zapędy wydatkowe bezmyślnych polityków. Kiedy ktoś zadłuża się ponad miarę i swoje możliwości, to uważa się taką osobę na nieodpowiedzialną. Kiedy to samo robi rząd – wszystko jest w porządku.

Podobnie nieciekawa sytuacja wygląda z polskimi samorządami. Jak podała „Rzeczpospolita”, polskie gminy zadłużają się ponad miarę tylko po to, by wykorzystać dotacje z Unii Europejskiej. W wyniku takich działań coraz więcej polskich gmin zaczyna balansować na granicy dopuszczalnego zadłużenia. Tylko dlatego, że samorządowcy na siłę chcą wykorzystać unijne dotacje, zobowiązania poszczególnych regionów wzrosły w ciągu roku o 40 proc. Z szacunków „Rzeczpospolitej” wynika, że dług polskich samorządów na koniec 2009 roku sięgnął 40 mld zł. Jak podaje „Parkiet”, „głównym celem pozyskania pieniędzy jest wkład własny, niezbędny przy ubieganiu się o dofinansowanie z Unii Europejskiej”. Mimo to rząd PO-PSL „walczy”, by w kolejnym unijnym okresie budżetowym dotacje dla Polski nie były mniejsze.

Tymczasem w konstytucji powinien znaleźć się nie tylko zakaz deficytu budżetowego (jak jest w Szwajcarii czy Estonii), co postulował prof. Milton Friedman, ale także całkowity zakaz zadłużania państwa czy to poprzez branie kredytów czy wypuszczanie obligacji. Po prostu państwo powinno móc wydawać tylko tyle, ile uzbiera z podatków. I ani złotówki więcej! No ale nie za bardzo pasowałoby to Brukseli, bo może zabrakłoby pieniędzy na współfinansowanie unijnych projektów. Nie zgodziliby się na to także wpływowi bankierzy, którzy z tego żyją.

Dlaczego politycy nas zadłużają? Bo dodatkowe wydatki dzięki nowym kredytom i państwowym obligacjom przysparzają im popularności, a zwiększenie długu publicznego to – jak im się wydaje – tylko zapis księgowy, na który nikt nie zwraca większej uwagi i nie ma większego znaczenia. Do czasu.

* Niniejszy komentarz został opublikowany w 5 numerze miesięcznika “Opcja na Prawo” z 2010 r.

3 odpowiedzi to “Grecję wykończyły dotacje”

  1. tak pisze:

    Prawda

  2. q-ku pisze:

    nie dotacje, a ich wydawanie proszę pana
    NIKT nie kazał ich brać
    jak się nie ma dołożyć do dotacji z budżetu, to się nie bierze
    każda gospodyni domowa to wie

  3. Natalia T pisze:

    Wracam do tego artykułu po 3 latach, przydaje się w mojej pracy licencjackiej ! jeden z najlepszych jakie znalazłam. Dziękuję ;)

Zostaw odpowiedź

web stats stat24