Ekologizm przykrywką dla protekcjonizmu*

Kolejne fakty pokazują, że gdyby nie było ekologizmu, to należałoby go wymyślić. Bo jest to prosty i wygodny sposób na wyciągnięcie pieniędzy z kieszeni podatnika i konsumenta, a także na prowadzenie polityki, która w innej sytuacji byłaby nie do zaakceptowania.

Na szczęście szczyt klimatyczny w Kopenhadze, którego pierwotnym celem było przyjęcie nowego porozumienia o redukcji emisji gazów cieplarnianych, by zastąpić wygasający w 2012 roku protokół z Kioto, zakończył się klęską – nie ustalono wiążących redukcji dwutlenku węgla po roku 2012. Jednak i tak dostaniemy po kieszeniach. W wyniku ustaleń szczytu do 2012 roku na walkę ze zmianami klimatu bogate kraje mają przekazać biednym państwom świata 30 mld USD (w tym Unia Europejska 10,6 mld USD), a w latach 2012-2020 – 100 mld USD rocznie (choć kraje afrykańskie żądały aż 400 mld USD). Mikołaj Dowgielewicz, szef Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej, poinformował, że Polska na fundusz pomocowy dla najbiedniejszych państw może w ciągu trzech lat przeznaczyć około 50-60 mln euro pochodzących ze sprzedaży uprawnień do emisji dwutlenku węgla.

Tymczasem okazuje się, że całe to globalne ocieplenie wywołane rzekomo przez człowieka to jedna wielka ściema! Na początku grudnia zeszłego roku wyszło na jaw, że naukowcy fabrykowali wyniki badań tak, by dowodziły one, że zmiany klimatu spowodowane są działalnością człowieka (afera Klimatgate). Jeden z nich prof. Filip Jones, angielski klimatolog z Uniwersytetu Wschodniej Anglii w Norwich, łącznie otrzymał ponad 13 mln GBP w ramach przyznanych grantów i nagród od UE, USA i NATO. Na ekologicznych kłamstwach zarabiają także inni. Podczas szczytu klimatycznego w Kopenhadze, Al Gore, byłby wiceprezydent USA, powołując się na opinię klimatologa dra Wiesława Masłowskiego, stwierdził, że istnieje 75 proc. szans na to, że w ciągu siedmiu najbliższych lat Północny Lodowiec stopi się. Tymczasem Maslowski wyraził zdziwienie słowami Gore’a i stwierdził, że dane, które on podał, były jedynie luźnymi szacunkami i na ich podstawie trudno podejmować jakiekolwiek decyzje. Były wiceprezydent USA zarabia krocie na szaleństwie ekologizmu – jego majątek przekroczył 100 mln USD, które zarobił na inwestycjach w przedsiębiorstwa produkujące zielone technologie, najwięcej dzięki partnerstwie z firmą inwestycyjną Kleiner, Perkins, Caufield & Byers z Kalifornii, która między innymi chce wprowadzić na amerykański rynek 50 tys. samochodów elektrycznych. Jak jasno widać, biznes forsuje drogie technologie ekologiczne, bo chce na tym zarobić, a bez wsparcia rządów konsumenci nie byliby tak chętni w wyborze droższych produktów.

Po aferze Klimatgate padł kolejny mit ekologistów. Okazuje się, że nieprawdą jest, iż w wyniku rzekomego globalnego ocieplenia na świecie ma miejsce coraz więcej katastrof naturalnych. Jak poinformował sekretariat ONZ-owskiej Międzynarodowej Strategii na rzecz Redukcji Skutków Katastrof, w 2009 roku na całym świecie było najmniej katastrof naturalnych od dekady, prawie dwa razy mniej niż w roku 2005! Nieprawdą jest także mit, że dwutlenek węgla jest główną przyczyną rzekomego globalnego ocieplenia. Jak powiedział w „Najwyższym Czasie!” prof. Leszek Marks, geolog z Uniwersytetu Warszawskiego, „na pewno czynnikiem podstawowym [powodującym zmiany klimatu – TC] nie jest dwutlenek węgla, dlatego że zawartość dwutlenku rośnie w ostatnich 50-60 latach. Natomiast zmiany klimatyczne, które nas dotyczą, zaczęły się w połowie XIX wieku. Nie trwają w sposób liniowy, ale obserwujemy różne skoki, niezależnie od dwutlenku węgla”. Inni naukowcy potwierdzają, że za zmiany klimatyczne odpowiada głównie para wodna i naturalne emisje metanu.

Z raportu Europejskiego Centrum Międzynarodowej Ekonomii Politycznej w Brukseli wynika, że rzeczywistym celem unijnej polityki dotyczącej biopaliw nie jest ochrona środowiska, lecz protekcjonizm. Fryderyk Erixon, autor raportu pt. „Zielony protekcjonizm w Unii Europejskiej: jak europejska polityka biopaliwowa i dyrektywa o odnawialnych źródłach energii łamią zobowiązania WTO”, pisze, że to protekcjonizm, a nie dobro środowiska motywują Brukselę do promowania polityki biopaliwowej. Unia Europejska silnie dotuje produkcję biopaliw. Tylko w 2006 roku na dotacje do etanolu i biopaliw wydano prawie 4 mld euro. Ponadto ochrona celna zwiększa poziom dotacji poprzez wsparcie rynkowe, które idzie od konsumentów do producentów. Poza tym unijne normy dodatkowo faworyzują producentów z UE. Dyrektywa o odnawialnych źródłach energii zablokuje zagranicznym eksporterom biopaliw dostęp do unijnego rynku. Według raportu, te wszystkie działania UE gwałcą zasady Światowej Organizacji Handlu. Na tej podstawie inne kraje będą mogły złożyć do WTO skargę na politykę Brukseli w zakresie biopaliw. Samo wykorzystywanie przez unijnych konsumentów biopaliw tylko produkowanych w UE spowoduje zwiększenie kosztów dla całej gospodarki, bo faworyzowane są drogie miejscowe biopaliwa, a dostęp do tańszych zagranicznych jest radykalnie ograniczany. UE nie ma wystarczającej ilości zasobów, aby finansować całą potrzebną produkcję. Oczywiście koszty tej polityki poniosą konsumenci, płacąc drożej za paliwa. Tak samo jak australijscy podatnicy zapłacą 109 mln AUD (około 281 mln zł) na testowanie opłacalności czterech elektrowni, korzystających z technologii „czystego węgla”.

Politykę protekcjonizmu pod przykrywką ekologizmu prowadzi nie tylko Unia Europejska, ale także na przykład Japonia. Zdaniem Urzędu Amerykańskiego Przedstawicielstwa Handlowego w Japonii, poprzez liczne ulgi podatkowe czy rabaty na auta ekologiczne, Japonia wspiera na swoim rynku sprzedaż samochodów wyprodukowanych we własnym kraju, jednocześnie uderzając w marki amerykańskie, które nie mają w swojej ofercie tak ekologicznych pojazdów, jak firmy japońskie. Amerykański urząd zaapelował, aby zmienić obowiązujące przepisy tak, by umożliwić równą konkurencję między koncernami na rynku samochodowym. Aktualnie łączna kwota rabatów i ulg przy zakupie ekoauta w Japonii, może wynieść 250 tys. jenów (około 8 tys. zł). Z kolei Chiny ekologizmem usprawiedliwiają nakładanie zaporowych ceł na towary, takie jak koks, boksyty, magnez i metale krzemowe, tłumacząc, że poprzez ograniczenie używania szkodliwych surowców chronią środowisko naturalne.

Protekcjonizm oraz ułatwienia i dotacje dla unijnego zielonego biznesu to za mało. Bruksela chce jeszcze bardziej obciążyć mieszkańców Eurosojuza. Herman Van Rompuy, przewodniczący Rady Europejskiej, opowiedział się za wprowadzeniem specjalnego uniopodatku „ekologicznego” nałożonego na paliwa lub pasażerów samolotów, dochody z którego miałyby trafiać bezpośrednio do budżetu w Brukseli. Ponadto system handlu emisjami, kiedy już będzie funkcjonował pełną parą, ma dostarczyć Unii od 30 do 60 mld euro w podatkach rocznie. Skąd się wezmą nagle te pieniądze? Oczywiście z naszych kieszeni. Bezpośrednio zapłacimy więcej za energię elektryczną i paliwa, a pośrednio – wszystko będzie droższe. A trzeba dodać, że przecież sam system handlu emisjami nie ma na celu zmniejszenia ilości emisji, a jego skutkiem jest jedynie to, że dwutlenek węgla niewyemitowany w jednym miejscu na Ziemi zostanie wypuszczony gdzie indziej.

Matthew Sinclair, dyrektor w brytyjskim instytucie Sojusz Podatników, w raporcie „Kończąc zielone zdzierstwo. Reformując politykę dotyczącą zmian klimatycznych, w celu zredukowania obciążenia rodzin”, podaje, że w roku 2008-2009 obciążenie Brytyjczyków zielonymi podatkami i regulacjami wyniosło 26,4 mld GBP, podczas gdy rok wcześniej – 24,7 mld GBP, głównie w wyniku wyższych cen energii elektrycznej. Szacuje się, że zielone podatki i regulacje kosztują przeciętne brytyjskie gospodarstwo domowe od 408 do 944 GBP rocznie. Wyższe ceny energii uderzają przede wszystkim w osoby uboższe i starsze. Ponadto zielone podatki i regulacje obniżają efektywność brytyjskiej gospodarki. Szacuje się, że 21 proc. kosztów, jakie ponosi brytyjski przemysł, jest związanych z polityką ekologiczną. Ponadto od 1999 roku w wyniku prowadzenia tej polityki Wielka Brytania straciła 1,5 mln miejsc pracy w sektorach produkcyjnych. W wyniku przyjęcia polityki ekologizmu utraty wielu miejsc pracy obawiają się także Amerykanie.

Tymczasem z globalnego ocieplenia cieszą się Chiny. Jak czytamy na portalu korwin-mikke.pl, prof. Xie Zhenghui z Chińskiej Akademii Nauk udowadnia na historycznych przykładach, że wraz ze wzrostem temperatury, zawsze rosła potęga Państwa Środka. Gdy temperatura rosła (była wyższa niż obecnie), rządziła dynastia Shang, podczas panowania której pojawiło się chińskie pismo. Coraz cieplej było też za czasów Konfucjusza (551- 479 r. p.n.e.) oraz w okresie sprawowania władzy przez dynastię Tang, kiedy następował szczyt osiągnięć chińskiej kultury. Obecnie średnia temperatura jest podobna, jak w czasach dynastii Tang i Chiny też są jednym z światowych liderów.

* Niniejszy komentarz został opublikowany w 1 numerze miesięcznika “Opcja na Prawo” z 2010 r.

2 odpowiedzi to “Ekologizm przykrywką dla protekcjonizmu”

  1. Skończy się handel limitami emisji CO2 to „góra” wymyśli co innego…

  2. [...] styczniowym numerze “Opcji na Prawo” został opublikowany mój komentarz Ekologizm przykrywką dla protekcjonizmu oraz artykuł Kto za to wszystko zapłaci?   0 Komentarzy Zostaw [...]

Zostaw odpowiedź

web stats stat24