Dokąd można się zadłużać?*

Przyszłe pokolenia nie będą miały łatwego życia. Kto spłaci gigantyczne długi zaciągnięte przez Obamę, Sarkozy’ego, Hatoyamę czy Tuska? Które państwo pierwsze zbankrutuje z powodu nieodpowiedzialności demokratycznie wybranych swoich władz? Czyżby wszyscy już zapomnieli o krzywej Laffera i nie znają krzywej Rahna?

Najpierw opodatkowują nasze pieniądze, jak pracujemy i je zarabiamy (PIT, ZUS – składka emerytalna, rentowa, chorobowa, NFZ, pośrednio CIT), potem jak je oszczędzamy (podatek od lokat bankowych) lub inwestujemy (podatek od dochodów kapitałowych, podatek od nieruchomości, podatek od czynności cywilnoprawnych, opłata skarbowa), następnie jak je wydajemy (VAT, różnorakie akcyzy, opłata paliwowa, cła, podatek od gier, pośrednio CIT, pośrednio podatek od środków transportowych czy haracze ekologiczne) lub komuś darujemy (podatek od darowizn), a na koniec te same pieniądze opodatkowują, jak umieramy (podatek od spadków). Ponadto przez cały ten czas płacimy jeszcze jeden podatek, nawet o tym nie myśląc – podatek inflacyjny. Przeciętnemu Polakowi, który zarabia miesięcznie 3288 zł brutto na miesiąc (średnia krajowa w lutym 2010 roku), żerując tylko na jego pracy, państwo zabiera aż 11,2 tys. zł rocznie!  Do tego dochodzi VAT, cła, akcyzy i inne wyżej wymienione haracze. To tak, jakby przeciętny Polak co roku oddawał państwu pod przymusem małe auto! To ogromne pieniądze, które z pewnością każdy sam lepiej by rozdysponował i wydał na to, na co rzeczywiście potrzebuje.

Mimo tak gigantycznego obrabiania Polaków z ich uczciwie zarobionych pieniędzy, państwu nadal mało. Według szacunków Ministerstwa Finansów deficyt sektora finansów publicznych w 2009 roku wyniósł około 7 proc. PKB. Na koniec lutego 2010 roku niedobór w kasie państwa poszybował do 16,9 mld zł, a eksperci przewidują, że po marcu wyniesie on aż 25,5 mld zł, czyli połowę planu na cały rok. W tym roku z budżetu państwa Fundusz Ubezpieczeń Społecznych ma otrzymać rekordowe 38 mld zł, a w międzyczasie wyszło na jaw, że ZUS wyliczył, iż deficyt administrowanego przez niego FUS-u wyniesie w latach 2011–15 astronomiczną kwotę pomiędzy 303 mld zł a 417 mld zł!

Według projektu reformy finansów publicznych przygotowanego przez Ministerstwo Finansów, do 2012 roku rząd chce zaoszczędzić na wydatkach z budżetu 11,6 mld zł. To niewiele w zderzeniu z wielkością coraz wyższego deficytu finansów publicznych i gigantycznego długu publicznego. Rośnie nie tylko sam dług, ale także koszty jego obsługi, które w ogóle by nie istniały, gdyby państwo się nie zadłużało. W 2009 roku koszt obsługi polskiego zadłużenia wyniósł 2,5 proc. PKB, czyli dobrze ponad 30 mld zł. Co należałoby zrobić, by poprawić tę tragiczną sytuację? Prof. Mirosław Gronicki, minister finansów w rządzie Marka Belki, uważa, że należy powołać specjalną agencję, która zarządzałaby długiem publicznym. Biorąc pod uwagę to, jak działają urzędy i jak są upolitycznione, pomysł ten wydaje się być głęboko wątpliwy. Większość urzędników po przyjściu do pracy nie myśli o dobru państwa, tylko o tym, za jak długo będzie godzina 15, by wyrwać się do domu. Nie mówiąc o urzędniczych kompetencjach ludzi, którzy mieliby zarządzać długiem publicznym w takiej agencji. Z kolei według prof. Jerzego Hausnera, byłego wicepremiera i ministra gospodarki, a obecnie członka Rady Polityki Pieniężnej, problemy polskich finansów publicznych wynikają z dwóch przyczyn: po pierwsze, z niegospodarności i marnotrawienia pieniędzy podatników przez jednostki administracji państwowej, jak np. NFZ i państwowe przedsiębiorstwa, jak np. PKP oraz po drugie, z nadmiernych świadczeń socjalnych, które wymagają natychmiastowej reformy. Nie można się nie zgodzić z tymi tezami, jednak wydaje się, że to nie wyczerpuje tematu: podatki i wydatki państwa są stanowczo za wysokie i nikt nie robi nic, by je zmniejszyć.

W 2009 roku na swoje funkcjonowanie administracja publiczna wydała ponad 51 mld zł, co stanowiło aż 20 proc. budżetu państwa. Jak podał „Dziennik Gazeta Prawna” z 11 mld euro, które Polska dostanie z Unii Europejskiej na walkę z bezrobociem i szkolenia, 4,5 mld euro zostanie wydane na… administrację związaną z tymi dotacjami. Przedsiębiorstwa, które otrzymują dotacje z Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki, 20-36 proc. otrzymanych środków przeznaczają na koszty obsługi przyznanych funduszy! Firmy, „walczące z bezrobociem” za unijne pieniądze, zatrudniają olbrzymią ilość zbędnego personelu tylko po to, by uzyskać dofinansowanie, a przy każdym nowym szkoleniu często muszą kupować sprzęt, który już nabyły przed wcześniejszym. Na istnieniu unijnych dotacji traci nie tylko Polska. Jak poinformowała Strona Prokapitalistyczna, z wyliczeń Tima Farrona, brytyjskiego parlamentarzysty, wynika, że średni koszt administracyjnej obsługi wniosku o dotację z funduszu Jednorazowych Dopłat Rolniczych w Wielkiej Brytanii wynosi 742 GBP. Tymczasem aż 14 645 wniosków dotyczyło dofinansowania mniejszego niż 400 GBP!

Fatalna sytuacja finansowa to nie tylko domena Polski. W innych krajach UE jest jeszcze gorzej. Jak podała „Gazeta Wyborcza”, w wyniku wprowadzania pakietów antykryzysowych oraz równoczesnego spadku dochodów podatkowych państwa unijne wydają coraz więcej nieswoich pieniędzy, zadłużając się ponad miarę. Mało kto przestrzega tzw. pakietu stabilizacji i rozwoju, który nakłada konieczność nieprzekraczania deficytu budżetowego powyżej 3 proc. czy zadłużenia publicznego powyżej 60 proc. PKB. W 2009 roku deficyt budżetowy Holandii wyniósł 4,7 proc., a w 2010 r. wzrośnie do 6,1 proc. PKB. Deficyt Belgii, której dług przekracza 100 proc. PKB, to odpowiednio 5,9 proc. i 5,8 proc. PKB. Dług publiczny Francji w tym roku ma wynieść 83 proc. PKB, a deficyt budżetowy aż 8,2 proc. PKB. Dług publiczny Włoch w tym roku wyniesie 116 proc. PKB, a deficyt budżetowy Hiszpanii przekroczy 10 proc. PKB. Deficyt budżetowy Niemiec za 2009 rok wyniósł 79,3 mld euro, czyli 3,3 proc. PKB, a w 2010 roku może wzrosnąć nawet do 5,5 proc. PKB. Jednak najgorzej jest w Irlandii i Grecji. Irlandia ma 14,7-proc. deficyt budżetowy i ponad 82 proc. długu, a Grecja – 12,2-proc. deficyt w 2010 r. przy 135-proc. zadłużeniu.

Zdaniem prof. Marka Góry ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, dobrobyt krajów Europy jest w dużej mierze ufundowany na przesuwaniu długu publicznego z jednych pokoleń na kolejne. Problem polega na tym, że następne pokolenia są mniej liczne od poprzednich, w związku z czym Europie w pewnym momencie będzie grozić bankructwo. Zdaniem prof. Góry, to nic innego jak rolowanie długu publicznego, które przypomina nielegalną piramidę finansową.

Co w tej sytuacji robią kraje unijne? Aby ratować znajdujące się w fatalnym stanie finanse publiczne, władze Grecji zdecydowały się na… podniesienie podatków. Dotychczasowe stawki VAT 4,5 proc., 9 proc. i 19 proc. wzrosły odpowiednio do 5 proc., 10 proc. i 21 proc. Ponadto podwyższono stawki akcyzy na wyroby tytoniowe, alkoholowe i paliwo. Wprowadzony został także specjalny 1-proc. podatek dla najzamożniejszych osób fizycznych, których dochody za 2008 rok przekroczyły 100 tys. euro. Podobnie rząd Portugalii ogłosił, że podniesie podatki, aby pokryć dziurę budżetową. Zwiększenie obciążeń dotknie przede wszystkim tych, którzy zarabiają ponad 150 tys. euro rocznie, ponieważ będą musieli zapłacić 45-proc. PIT. Ponadto zwiększony zostanie podatek od dochodów kapitałowych na giełdach do 20 proc. Są w Unii także inne pomysły na ściągnięcie dodatkowych pieniędzy od podatników. Władze samorządowe w hrabstwie North Yorkshire w Wielkiej Brytanii wprowadziły podatek na łatanie dziur w jezdni, za pomocą którego ma zostać sfinansowana naprawa dróg po ostrej zimie. Z kolei Olgierd Šemeta, unijny komisarz ds. podatków, zamierza zaproponować wprowadzenie podatku od emisji dwutlenku węgla na terenie całego Eurosojuza.

Zresztą nie tylko kraje unijne są w tragicznej sytuacji finansowej. Przewidywany deficyt budżetowy amerykańskiego rządu w tym roku podatkowym wyniesie 1,5 bln USD, co oznacza, że dług publiczny USA osiągnie wysokość 70,7 bln USD. Liczba ta jest pięciokrotnie większa od amerykańskiego PKB i jest też większa od rocznego PKB całego świata o około 10 bln USD! W kolejnych latach ma być niewiele lepiej. Zgodnie z najnowszymi przewidywaniami Urzędu ds. Budżetu amerykańskiego Kongresu, średni deficyt budżetowy Stanów Zjednoczonych przez kolejnych 10 lat będzie wynosił około 1 bln USD. Także tegoroczny deficyt budżetowy Kanady będzie rekordowy i wyniesie 53,8 mld CAD, czyli około 52,2 mld USD. Z kolei zdominowana przez lewicę japońska Izba Reprezentantów przyjęła astronomiczny budżet w wysokości 92,3 bln jenów (1 bln USD). Niemal w połowie ma on zostać sfinansowany kredytem zaciągniętym przez państwo poprzez emisję obligacji. OECD ostrzega, że przy takim tempie zadłużania się, dług publiczny Japonii, który teraz sięga 9,7 bln USD, już w 2011 roku może przekroczyć 200 proc. tamtejszego PKB! Nawet Chiny mają deficyt budżetowy, który w 2009 roku wyniósł 740 mld juanów (108 mld USD).

Tymczasem według raportu Richarda Teathera, brytyjskiego eksperta podatkowego, sporządzonego na zlecenie władz Kajmanów, wysokie podatki rujnują gospodarkę zawsze i wszędzie. Jak czytamy w portalu wolnościowym korwin-mikke.pl, Teather, który analizował wpływ podatków na gospodarkę, zaobserwował, że okresy największej prosperity w XX wieku miały związek z radykalną obniżką podatków, za przykłady wskazując USA i Wielką Brytanię w latach 80. czy Nową Zelandię i Irlandię w latach 90. Za ilustrację tezy o zbawiennym wpływie niskich podatków na rozwój gospodarczy posłużyło mu porównanie rozwoju gospodarczego Wielkiej Brytanii i Hongkongu w latach 1950-99. W tym okresie brytyjska gospodarka wzrosła o zaledwie 175 proc., podczas gdy gospodarka Hongkongu, utrzymującego w ciągu tego czasu niskie podatki, aż o 800 proc. Teather wyprowadził wniosek, że podwyższenie podatków zmusza prywatnych przedsiębiorców do dokonania wyboru – albo zmniejszą swoje zyski, albo podwyższą ceny, albo obniżą płace pracowników. Z tych trojga, przedsiębiorcy wybierają ostatnią alternatywę. Wprowadzenie podatku bezpośredniego odradził Kajmanom także James Miller, amerykański sekretarz handlu za rządów Ronalda Reagana. Ufając raportowi Teathera i Komisji Millera, Kajmany słusznie odrzuciły propozycję brytyjskiego rządu, by na kłopoty finansów publicznych wprowadzić podatek dochodowy. Także w Stanach Zjednoczonych powstał prężny ruch obywatelski sprzeciwiający się lekkomyślnej polityce zadłużeniowej Obamy. Nazywa się on Partią Herbaty i jest coraz silniejszy. A kto obroni Polaków przed coraz większą biegunką kredytową polskich władz?

* Niniejszy komentarz został opublikowany w 4 numerze miesięcznika “Opcja na Prawo” z 2010 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24