Cenzura coraz mocniejsza*

 

Najważniejsze są priorytety i umiejętność gradacji. Czy w kraju, gdzie nie funkcjonuje podstawowa infrastruktura, a większość zarobków ludzie wydają na jedzenie, można zamartwiać się brakiem wolności słowa i manipulacjami, jakie władza podejmuje ponad głowami społeczeństwa?

 

Telewizja zalewana jest przez prymitywne seriale i głupkowate kabarety rodzimej produkcji. Nie istnieje roaming telefoniczny, bo nie ma zgody na podpisanie umowy z zagranicznym operatorem komórkowym, a krajowe telefony komórkowe i karty są tak drogie, że stać na nie tylko przedstawicieli rządzącej komunistycznej junty wojskowej. Wiele stron internetowych jest blokowane, a te niezablokowane i tak są słabo dostępne, bo połączenia internetowe działają zbyt wolno, by cokolwiek otworzyć. Samo wysyłanie lekkiego listu elektronicznego z publicznej kawiarenki internetowej w największym mieście w kraju trwa… 10-15 minut. Rozmowa telefoniczna do Polski to wydatek nawet 18 złotych za minutę. Podobno ludzie nie mają, co prawda, zakazu wyjazdu z kraju, tak jak to było do niedawna w komunistycznej Kubie, ale nielicznych na to stać, gdyż płace są niewyobrażalnie niskie.

O polityce i gospodarce z miejscowymi lepiej nie rozmawiać, bo można zostać zadenuncjowanym reżimowi. Obcokrajowcowi grozi tylko wydalenie z kraju, tubylcowi z pewnością coś bardziej dotkliwego. Dlatego też zagraniczni dziennikarze i pisarze mają w praktyce zakaz wjazdu. Kiedy na wniosku wizowym delikwent przyzna się do takiego zawodu, to może być pewny, że nie otrzyma wizy. Trzeba zmyślać, a potem w czasie podróży modlić się, by się to nie wydało. Niewielkie lotnisko w Rangunie i port lotniczy w Mandalaj są jedynymi przejściami granicznymi, przez które obcokrajowiec może się dostać do Myanmaru. W ten sposób znacznie prościej kontrolować ruch turystyczny. A każdy turysta musi się liczyć z tym, że może być śledzony.

Kiedy wyszliśmy z kawiarenki internetowej w Bago, otoczyła nas grupka mężczyzn z propozycją zwiedzenia miasta trójkołową motorikszą. Jeden z nich nie miał tradycyjnego, kolorowego longyi, lecz był ubrany w dżinsowe spodnie. To znak, że służy reżimowi. Po ustaleniu ceny, ruszyliśmy wraz z kierowcą i towarzyszącymi mu trzema „przewodnikami” w miasto, by obejrzeć zabytki – świątynie i klasztory buddyjskie. Wtedy zaczęły się pytania: kim jesteś z zawodu? czy masz żonę? czy masz dzieci? skąd jesteś? czy w Polsce jest demokracja? Po ostatnim pytaniu wolałem nie wdawać się w bardziej szczegółową dyskusję. Czyżby chcieli mnie aresztować i deportować za kłamstwo na wniosku wizowym? Podobne pytania słyszałem na stacji kolejowej w Mandalaj. To nie było przypadkowe. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po zakończonej wycieczce motorikszą, nasz „przewodnik” spytał, czy podwieźć nas do naszego hotelu „San Francisco”? Tylko skąd niby wiedział, w którym hotelu zatrzymaliśmy się?

Sługom birmańskiego reżimu nie podskoczysz, tak jak funkcjonariuszom bezpieki w Polsce Ludowej. Lepiej ich omijać z daleka i nie wdawać się w zbędne dyskusje. Inny współpracownik reżimu w dżinsowych spodniach i marynarce ze skóry nie zgodził się na ustąpienie miejsca w autobusie, mimo próśb obsługi i zagranicznego turysty, a należy zauważyć, że obcokrajowcy w Birmie są przez zwykłych ludzi szczególnie szanowani. Pomocnik kierowcy z góry wiedział, że jego prośby są skazane na porażkę. Wolał odpuścić, pewnie w obawie, by jego firma transportowa nie straciła licencji.

Tak wygląda sytuacja w państwie rządzącym przez komunistyczną juntę. Nie lepiej jest w innych krajach rządzonych w sposób mniej lub bardziej totalitarny. Z pewnością nie wszystkich dziwi cenzura wprowadzana przez takie państwa, jak Chiny, Białoruś, Turcja, Oman, Bahrajn czy Arabia Saudyjska. W związku z obchodami 90 rocznicy powstania Komunistycznej Partii Chin, aby nie zakłócać patriotycznego wydźwięku tego święta, urząd regulujący branżę telewizyjną zakazał pokazywania programów detektywistycznych, szpiegowskich thrillerów oraz filmów, w których bohaterowie przenoszą się w czasie. Władze Białorusi podczas spotkania z redaktorami naczelnymi mediów mimo coraz gorszej sytuacji ekonomicznej kraju zakazały informować opinię publiczną o narastającym kryzysie, bezrobociu i wzroście cen. Turecka Rada do spraw Informacji i Technologii Komunikacyjnych przygotowała projekt nowej regulacji nazwanej „zasadami i procedurami bezpieczeństwa w wykorzystaniu Internetu”, która zakłada, że wszyscy użytkownicy tego medium będą musieli wybrać jedną z czterech opcji filtrujących treści, co ma chronić rodziny, a zwłaszcza dzieci, przed treściami pornograficznymi. Rząd Omanu zablokował portal alhara.net, jeden z najpopularniejszych miejsc w sieci do wymiany poglądów przez Omańczyków, twierdząc, że jego użytkownicy „popełnili przestępstwa” poprzez obraźliwe komentarze, zawierające niesprawiedliwe oskarżenia innych osób. Władze Bahrajnu zakazały wydawania gazety „Al-Wasat”, a także zablokowały jej internetowe wydanie, twierdząc, że podawała ona „fałszywe wiadomości”, wymyślając nazwiska osób rzekomo prześladowanych przez władze oraz „fabrykowała” informacje o braku bezpieczeństwa w Bahrajnie. Król Arabii Saudyjskiej wprowadził bardzo surowe kary za publikowanie informacji „szkodzących bezpieczeństwu narodowemu”. Media niestosujące się do zakazu mogą zostać zamknięte, a publicyści muszą liczyć się z grzywną w wysokości do 133 tysięcy dolarów lub mogą otrzymać dożywotni zakaz pracy w zawodzie dziennikarza. To przykłady blokowania wolności słowa na świecie tylko z ostatniego miesiąca, które podał portal korwin-mikke.pl.

W krajach Zachodu, co prawda, jeszcze nie blokuje się roamingu i nie ogranicza się w tak drastyczny sposób przemieszczania się i kontaktowania się ludzi jak w Birmie, jednak podsłuchy rozmów telefonicznych i cenzura Internetu jest coraz częstsza, nie mówiąc o wszechobecnych kamerach na ulicach, które kontrolują każdy nasz ruch. Ale w związku z rozwojem technologii możemy się spodziewać, że inwigilacja uczciwych obywateli będzie postępować. Jak podał serwis benchmark.pl, Unia Europejska chce stworzyć cybergranice w Internecie, które pozwolą kontrolować napływ informacji spoza Unii. Ruch w granicach tak zwanej wirtualnej strefy Schengen odbywałby się bez ograniczeń, natomiast wszelkie informacje napływające spoza wirtualnych granic tej strefy byłyby kontrolowane tak, aby uniknąć ataków z zewnątrz. Tymczasem amerykański Departament Stanu na walkę z cenzurą w Internecie na całym świecie planuje przeznaczyć 19 milionów dolarów. Czyżby było to mydlenie oczu w kraju, gdzie tak zwane ustawy antyterrorystyczne po 11 września 2001 roku w sposób radykalny zmieniły życie przeciętnego Amerykanina?

Nie lepiej wygląda sytuacja w Polsce. Tygodnik „Najwyższy CZAS!” ciągany jest po sądach za rzekome ujawnienie dokumentów na temat katastrofy smoleńskiej, przed ich ujawnieniem w postępowaniu sądowym. Z kolei w związku z pozwami Radosława Sikorskiego, ministra spraw zagranicznych, przeciwko Ringier Axel Springer Polska, wydawcy między innymi „Faktu”, „Newsweeka” czy „Forbesa”, firma wyłączyła możliwość pisania komentarzy na swoich stronach internetowych. Ma to związek z obraźliwymi komentarzami internautów pod adresem ministra. Także wydawca tygodnika „Wprost” zablokował możliwość dodawania komentarzy pod tekstami na stronie wprost.24.pl. Ale w Polsce z wolnością słowa walczy nie tylko minister Sikorski, ale nawet policja w ramach ochrony dobrego imienia premiera Donalda Tuska. „Rzeczpospolita” poinformowała mianowicie, że wrocławscy policjanci zabezpieczający mecz ligowy Śląska Wrocław z GKS-em Bełchatów mieli rozkaz zatrzymywania kibiców z transparentami „obrażającymi premiera”.

A wolność słowa powinna polegać właśnie na tym, by móc obrażać premiera i prezydenta, a także jak napisał redaktor Rafał Ziemkiewicz na tym, aby „każdy idiota mógł pisać to, co mu do głowy przyjdzie”. Pisarz odniósł się w ten sposób do wypocin Tomasza Grossa w kolejnej książce szkalującej Polsków pod tytułem „Złote żniwa”. Choć z drugiej strony Birmańczycy chcieliby mieć takie problemy, jak mają Polacy czy inne państwa wyżej od ich kraju rozwinięte. Wolność słowa spada na dalszy plan, jeśli podstawowa infrastruktura znajduje się w opłakanym stanie. Kto się przejmuje cenzurą w państwie, w którym występują codziennie braki w dostawach energii elektrycznej, w 5-milionowym Rangunie ścieki płyną otwartą kanalizacją wzdłuż wszystkich ulic, państwowe koleje Myanmar Railways są w tak opłakanym stanie, że PKP w porównaniu z nimi to bezmiar luksusu, a główne drogi międzymiastowe mają asfalt położony tylko na szerokość jednego pasa ruchu?

* Niniejszy komentarz został opublikowany w 6 numerze miesięcznika “Opcja na Prawo” z 2011 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24