Bez prądu i kur niosek*

Czyżby wreszcie zaczęto zmniejszać biurokrację? PO proponuje połączyć Agencję Rynku Rolnego z Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa oraz zlikwidować Agencję Nieruchomości Rolnych, czemu niestety sprzeciwia się PSL. Profesor Stanisław Gomułka, nowy wiceminister finansów, proponuje, by liczba etatów w administracji została obniżona o 10%. Dlaczego nic się nie mówi o masowej redukcji liczby celników po wejściu Polski do strefy Schengen?

Politycy PiS trąbili o pakiecie Kluski, jednym okienku i tym podobnych ułatwieniach w prowadzeniu działalności gospodarczej i jak to zwykle bywa przez dwa lata swoich rządów nie zrobili nic w kierunku liberalizacji i deregulacji gospodarki. Teraz podobne kroki zapowiada rządząca koalicja. Waldemar Pawlak, wicepremier i minister gospodarki, ogłosił, że Polska będzie krajem, w którym będzie się najłatwiej w Europie prowadzić działalność gospodarczą. Projekt nowelizacji ustawy o swobodzie działalności gospodarczej będzie przewidywał wprowadzenie jednego okienka, umożliwienie przedsiębiorcom zawieszania działalności gospodarczej i domniemanie prowadzenia działalności zgodnej z prawem. Jak powiedział Adam Szejnfeld, wiceminister gospodarki, w ramach drugiego etapu prac deregulacyjnych zostaną przygotowane dwie ustawy: tzw. derogacyjna, czyli czyszcząca system prawa z przepisów stanowiących bariery rozwoju biznesu i tzw. dereglamentacyjna, która ma wyeliminować zbędne ograniczenia działalności gospodarczej, czyli wszelkiego rodzaju zezwolenia, pozwolenia itp. Ministerstwo Infrastruktury już zapowiada likwidację pozwoleń na budowę oraz użytkowanie budynków. Natomiast w trzecim etapie politycy PO chcą zapewnić stabilizację prawa, co również jest niezwykle istotne z punktu widzenia prowadzenia działalności gospodarczej, poprzez zebranie najważniejszych przepisów prawa gospodarczego w kodeksie wolności gospodarczej. Jak słusznie stwierdził poseł Szejnfeld, „należy doprowadzić do sytuacji, gdy nie będzie potrzebne nawet jedno okienko”. Trzymamy pana ministra za słowo! Miejmy nadzieję, że z tych działań deregulacyjnych i liberalizacyjnych nie pozostanie nam rozbudzanie gospodarki poprzez samą akcję bilbordową i telewizyjną prowadzoną przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej „Spełniona w biznesie” zachęcającą kobiety do zakładania własnych firm. Nie tędy droga. A może politycy mają nadzieję na zwiększenie w ten sposób wpływów do budżetu państwa i ZUSu? Jeśli bezrobotne dotychczas kobiety zaczęłyby zakładać firmy, to stałyby się przecież krowami dojnymi polskiego państwa, tak jak są  pozostali przedsiębiorcy.

Coraz mniej wolności zarówno w Polsce, jak i w tzw. Unii Europejskiej. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wprowadza system ewidencji ludności PESEL-2, aby urzędnicy mogli wszystko o nas wiedzieć. Z kolei Ministerstwo Edukacji Narodowej od przyszłego roku zapowiada wprowadzenie reformy, która stopniowo przyniesie obowiązek szkolny dla dzieci od 6 roku życia. Michał Szczerba, poseł PO, pracuje nad projektem ustawy, która ma wprowadzić koncesje na sprzedaż papierosów. Fonograficzne lobby naciska na władze Unii Europejskiej, by uchwaliły prawo nakazujące dostawcom Internetu blokowanie dostępu do sieci wymiany plików. Natomiast unijny program zwalczania salmonelli nakazuje wybicie połowy z 40 milionów polskich kur niosek. Czyżby w ten sposób niszczyło się lepiej radzącą sobie konkurencję?

Zgodnie z orzeczeniem Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, związki zawodowe mogą zablokować przeniesienie firmy do innego kraju, jeśli w ten sposób ochronią pracowników. Według opinii Konfederacji Pracodawców Polskich kontynuacja takiego kierunku myślenia uniemożliwi stworzenie z UE wiodącej gospodarki, konkurencyjnej wobec USA czy państw Dalekiego Wschodu, a samo „orzeczenie stanowi poważne zagrożenie dla realizowania w Unii Europejskiej zasady swobody działalności gospodarczej”. Są też dobre wieści z UE: Bruksela zezwoliła na… zachowanie w Rumunii tradycyjnego sposobu uboju świń na Boże Narodzenie i jagniąt na święta wielkanocne. Ciekawe kiedy eubrobiurokraci z Komisji Europejskiej wydadzą dyrektywę w sprawie właściwego sposobu podlewania kwiatków w domach prywatnych?

Na przełomie roku zrobiło się głośno w sprawie wejścia w życie maksymalnego 48-godzinnego tygodnia pracy lekarzy, którzy z powodu dyżurów pracują znacznie dłużej. Lekarze zapowiedzieli, że nie zgodzą się dłuższy czas pracy bez odpowiednich podwyżek, na co PiS podobno nie zabezpieczyło środków finansowych. Tymczasem jak trzeźwo zauważył premier Donald Tusk „w publicznym systemie ochrony zdrowia nigdy do końca nie będzie miał satysfakcji materialnej lekarz i nigdy pełnej satysfakcji z tej opieki nie będzie miał pacjent”, a ponadto zapowiedział podzielenie monopolistycznego NFZ oraz wpuszczenie na rynek prywatnych ubezpieczalni, aby pacjent miał prawo wyboru. Ponadto szpitale mają zostać przekształcone w spółki prawa handlowego, ale niestety większościowym właścicielem mają być samorządy, tak by nie doszło do ich prywatyzacji. To z pewnością kroki w dobrym kierunku, lecz zdecydowanie niewystarczające. Dlatego posypały się pomysły na zwiększenie puli pieniędzy w niewydolnym, państwowym systemie służby zdrowia. Zbigniew Religa, były minister zdrowia, zapowiedział, że żadna reforma w służbie zdrowia nie uda się bez zabezpieczenia dodatkowych środków finansowych. Dlatego posłowie PiS złożyli w Sejmie projekt ustawy zakładający podnoszenie składki zdrowotnej o 1% co roku, aż do poziomu 13%.

Ewa Kopacz, minister zdrowia, twierdzi, że aby spełnić żądania płacowe lekarzy, potrzebne jest dodatkowe 6 mld zł, których „w systemie nie ma i nie będzie, dopóki pacjenci nie zgodzą się na zapłacenie ich lekarzom”. W związku z tym minister Kopacz miała proponować podniesienie akcyzy na papierosy, by przeznaczyć je na służbę zdrowia. Z kolei Zbigniew Chlebowski z PO zastanawia się nad wprowadzeniem składki zdrowotnej dla rolników, którzy do tej pory takiej nie płacą, a przecież są leczeni. Biorąc za przykład Czechy, PO rozważa także pomysł wprowadzenia odpłatności za wizyty u lekarza. W porządku, ale niech równocześnie obniżą składkę zdrowotną, a nie podwyższają. Kolejny pomysł na zwiększenie środków w publicznej służbie zdrowia przedstawił Andrzej Włodarczyk, wiceminister zdrowia, który chce, by poprzez zainstalowanie w gabinetach lekarskich kas fiskalnych, część pieniędzy, które wydawane są u lekarzy prywatnie, zostało skierowanych do systemu państwowego. W ten sposób lekarze będą musieli płacić podatek od pieniędzy, które faktycznie zostawiają u nich pacjenci. To nie jest chęć naprawy państwowego systemu służby zdrowia, a po prostu manipulacja, która do niczego dobrego nie doprowadzi. Tymczasem składka zdrowotna powinna zostać obniżona, gdyż jak podał tygodnik „Wprost” pomiędzy 2000 a 2006 rokiem liczba publicznych szpitali w Polsce zmniejszyła się z 686 do 589, czyli o ponad 14%, a liczba łóżek w tych szpitalach w tym okresie spadła z ponad 189 tysięcy do ponad 167 tysięcy, czyli o prawie 12%. Gdzie są więc nasze, tzn. pracowników płacących składki zdrowotne, pieniądze.

Mimo że jak wiadomo człowiek odpowiada za mniej niż 1% emisji gazów cieplarnianych do atmosfery, ekoterroryści nie zamierzają przyjąć tego do wiadomości, komplikując wszystkim życie. Wzorując się na Mediolanie, w 20 niemieckich miastach w bieżącym roku zostanie wprowadzony zakaz poruszania się po centrum samochodami emitującymi nadmierne ilości spalin. Z kolei polski rząd od nowego roku podniósł stawki za składowanie odpadów komunalnych aż o 400%, co spowoduje, że opłaty za wywóz śmieci mogą wzrosnąć nawet o 50%. Natomiast resort ochrony środowiska chce wprowadzić obowiązkową opłatę przy sprzedaży baterii i akumulatorów, by pieniądze te szły na recykling tych produktów, co z pewnością przełoży się na wyższe ceny dla konsumentów. Ma to zmusić zarówno firmy, jak i właścicieli gospodarstw domowych do segregacji większej ilości odpadów, które później można by poddawać przetworzeniu, do czego zmusza nas UE. Jednak najgorszy wpływ na nasze portfele będzie miała zaproponowana niedawno przez Ministerstwo Środowiska decyzja obcięcia energetyce uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Skutkiem tego kolejne elektrownie zmniejszają moce produkcyjne, mimo że zapotrzebowanie na prąd jest coraz wyższe, co już spowodowało wzrost cen hurtowych energii.

Władze samorządowe niepostrzeżenie podnoszą podatki. Radni wielu miast od nowego roku podnieśli stawki podatków od nieruchomości czy opłat za wodę i odprowadzanie ścieków, a poza tym władze wielu gmin w Polsce porobiły nowe operaty szacunkowe, by znacznie zwiększyć opłaty za użytkowanie wieczyste (nawet o kilkaset procent!). Tak stało się w Olsztynie, rządzonym przez prezydenta Czesława Jerzego Małkowskiego, byłego działacza PZPR, jak i w Czeladzi, gdzie burmistrzem jest Marek Mrozowski, który startował z listy PO. Platforma nie zamierza ulżyć podatnikom także na szczeblu ogólnopolskim. Zrezygnowano z obniżenia stawki podatku VAT, a Jacek Rostowski, minister finansów, zapowiedział utrzymanie podatku od dochodów kapitałowych. Jedynie profesor Stanisław Gomułka zaproponował obniżenie stawki podatku dochodowego od osób prawnych z aktualnych 19% do minimum 15%. Natomiast Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej, chce, aby od 2009 roku na rzecz organizacji pożytku publicznego Polacy mogli przekazywać 2% swojego podatku zamiast aktualnego 1%. Zwiększa to w pewnym stopniu dysponowanie zarobionymi pieniędzmi, ale dlaczego nie podnieść tego limitu do 100%?

* Niniejszy artykuł został opublikowany w numerze 2 miesięcznika „Opcja na Prawo” z 2008 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24