Bankructwo państwa opiekuńczego*

 

Na naszych oczach widać, jak wali się tak pieczołowicie budowany na Zachodzie od drugiej wojny światowej i tak hołubiony przez wszelkie światowe lewactwo model państwa opiekuńczego. Sypie się strefa euro (żenujące jest to, że Klaus Regling, szef Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej pojechał do Chin, by błagać chiński kapitał o ratowanie strefy), a dług publiczny USA przekroczył właśnie magiczną kwotę 15 bilionów dolarów.

 

A przyczyny klęski państwa opiekuńczego są oczywiste i te same zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w krajach Eurokołchozu: nadmierne wydatki prowadzące do deficytów finansów publicznych i gigantycznego zadłużenia publicznego, a w rezultacie skutkujące wysokim bezrobociem i śladowym wzrostem gospodarczym. I nie ma racji prof. Marek Belka, prezes NBP, który twierdzi, że „potrzebny jest kolejny znaczący krok w konsolidacji finansów publicznych, ale nie radykalne reformy”. I to co mówił Herman Van Rompuy, tzw. prezydent Unii Europejskiej, o delikatnych zmianach, żeby utrzymać system. Właśnie o to chodzi, że cała Europa potrzebuje radykalnego zwrotu, radykalnego cięcia wydatków publicznych, bo to one, a nie dług są pierwotnym źródłem kłopotów. Dług publiczny jest tylko skutkiem nadmiernych wydatków publicznych współczesnych państw opiekuńczych, które sięgają połowy Produktu Krajowego Brutto. I nie są potrzebne cięcia na poziomie 5 czy 10 procent, lecz 50 procent. Trzeba powiedzieć sobie jasno: państwo opiekuńcze zbankrutowało i należy się z niego wycofać jak najszybciej. Trzeba zwolnić trzy czwarte urzędników, całkowicie sprywatyzować systemy emerytalne, służbę zdrowia i edukację, zlikwidować opiekę społeczną, państwo musi zrezygnować z interwencjonizmu i protekcjonizmu gospodarczego, wszelkich dopłat i dotacji na wszystko, jak to jest teraz modne w Unii. A przede wszystkim należy radykalnie obniżyć podatki. – Kiedy mówię o cięciu podatków, nie mam na myśli majstrowania przy kodeksie. Mam na myśli likwidację podatku dochodowego i IRS [amerykański urząd podatkowy – TC] i zastąpienie ich niczym – powiedział Ron Paul, libertariański kongresman i kandydat w wyborach prezydenckich w USA.

W Polsce dług publiczny wynosi aktualnie ponad 800 miliardów złotych (około 55 procent PKB). Jednak do tego należy doliczyć zobowiązania państwa na przyszłość, takie jak wypłata emerytur osobom, które teraz jeszcze pracują. Tymczasem z opublikowanej prognozy wpływów i wydatków Funduszu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że w latach 2013-17 na wypłatę wszystkich świadczeń zabraknie w ZUS gigantycznej sumy 325,7 miliarda złotych. To ponad 65 miliardów złotych rocznie. Tylko w tym roku dotacja z budżetu państwa do ZUS-u wynosi ponad 44,5 miliarda złotych. Jak wyliczył Wiktor Wojciechowski z Fundacji FOR, już teraz każda osoba pracująca poza rolnictwem dopłaca do dziury w ZUS-ie ponad 3 tysiące złotych rocznie!

Tak jak pijak, który nie rozumie, że musi pić coraz mniej alkoholu, a nie coraz więcej, państwo nie rozumie, że powinno wydawać mniej, a nie więcej pieniędzy podatników. Dług jest sprawą wtórną, a prawdziwym problemem są nadmierne wydatki publiczne, które wzrost zadłużenia napędzają. Konstytucyjny limit zadłużenia 60 procent PKB już mamy, choć dobrym pomysłem byłoby jego obniżenie o połowę – co proponuje Maciej Bitner z Instytutu Misesa. Dlatego to właśnie wydatki publiczne należałoby ograniczyć konstytucyjnie w podwójny sposób: po pierwsze, wprowadzić zakaz deficytu budżetowego i zakaz deficytu finansów publicznych w rozliczeniu rocznym oraz po drugie, wprowadzić limit wydatków publicznych – i sensowną granicą byłoby tutaj nie 50 procent, lecz na przykład 20 czy 25 procent PKB, choć taki limit jest nie do pomyślenia dla obecnych polskich i unijnych decydentów. A są kraje na świecie, które aktualnie wydają tyle lub nawet mniej – Hongkong (18,6 procenta PKB), Tajwan (18,5 procenta PKB), Singapur (17 procent PKB) czy Chile (21,1 procenta PKB), a na przełomie XIX i XX wieku wydatki większości krajów na świecie nie przekraczały 10 procent PKB. – Przy aktualnych wydatkach państwa podatek liniowy od dochodów osobistych musiałby być na poziomie 20 procent oraz VAT na poziomie 12,5 procenta. Zbilansowałbym budżet w oparciu o te dwa podatki. Następnie kurcząc wydatki państwa, stopniowo obniżałbym podatek liniowy do 15 procent, 10 procent i 0 procent, co byłoby ideałem – powiedział w 2006 roku wywiadzie ze mną (opublikowanym na tych łamach) Roger Kerr, intelektualny mentor nowozelandzkich reform wolnorynkowych z lat 80. XX wieku, który zmarł w październiku br. – Idealny rząd w Nowej Zelandii, finansując dobra publiczne, wydawałby 15 procent PKB [teraz jest to 41,1 procenta – TC], co mogłoby zostać sfinansowane jedynym podatkiem – 15-procentowym VAT-em – dodał wtedy Kerr.

Tymczasem kryzys nie gospodarczy, lecz kryzys finansów publicznych, do którego doprowadzili – trzeba to sobie jasno powiedzieć – lewicowi politycy, dopada USA i kolejne kraje Unii Europejskiej. Ratingi lecą w dół, ale są też inne konsekwencje. Zdaniem Demetriego Kofinasa, greckiego dziennikarza, jego kraj nie jest już suwerenny, bo stał się niewolnikiem unijnych wierzycieli. Z kolei Silvio Berlusconi, były premier Włoch, otwarcie przyznał, że Włosi są ubożsi w porównaniu z okresem przed wprowadzeniem euro.

Przywódcy strefy euro porozumieli się z sektorem bankowym w sprawie redukcji zadłużenia publicznego Grecji – zdecydowano o zmniejszeniu długu o 100 miliardów euro, z obecnych 350 miliardów euro, co oznacza, że część kosztów poniosą banki. I bardzo dobrze. Tylko dlaczego zaledwie cześć, a nie całość. W końcu to oni, by łatwo zarobić, dawali Grecji kredyty i kupowali obligacje na własne ryzyko, więc dlaczego teraz część z tych pieniędzy mają pokrywać podatnicy? Na tym polega biznes, że jest ryzykowny. Państwa nie powinny pomagać prywatnym bankom. Skoro źle zainwestowały w niepewne obligacje państwowe, to powinny na tym stracić, a nawet zbankrutować, by w przyszłości ani te banki, ani inne instytucje finansowe nie kupowały tego typu papierów wartościowych. Na całej tej operacji powinni stracić właściciele, akcjonariusze banków, a nie podatnicy!

Jednak gdyby politycy tak postąpili, to w przyszłości żaden już bank nie kupiłby obligacji państwowych i z czego wtedy rządy opłacałyby potężny socjal, rozdmuchaną biurokrację i za co spłaciłyby poprzednio zaciągnięte długi? Słusznie zdiagnozował problem dr Wojciech Blasiak z Małopolskiej Wyższej Szkoły Zawodowej w Krakowie, pisząc, że „Unia Europejska wkracza na drogę prowadzącą do samobójstwa gospodarczego i politycznego. Rozpoczęła bowiem ratowanie na coraz większą skalę spekulacyjnych kapitałów prywatnych oligarchii finansowej Europy na publiczny koszt własnych społeczeństw i własnych gospodarek. Rozpoczęła ratowanie zasadniczo wyspekulowanych, a gospodarczo pasożytniczych finansowych kapitałów prywatnych 0,00001 procenta swej ludności, czyli kilku tysięcy osób, kosztem poziomu życia i możliwości pracy i tworzenia kapitału produkcyjnego pozostałych 99,99999 procent swych społeczeństw”.

Nie lepiej jest w Stanach Zjednoczonych, rządzonych przez postępowego prezydenta Baracka Obamę, który ostatnio wymyślił, że to państwo powinno centralnie sterować inwestycjami! Pojawił się tam ruch tzw. Okupujących Wall Street manifestujący przeciwko bankom i wielkim korporacjom. Jego śladem w Europie na ulice wyszli tzw. Oburzeni. Dlaczego nie zwracają się oni przeciwko tym, którzy zawinili, czyli politykom wydającym coraz większe ilości pieniędzy podatników? To oni są odpowiedzialni za kryzys finansowy na świecie. Taką opinię wyraziło w sondażu 56 procent Amerykanów, a tylko 33 procent wskazało finansistów z Wall Street jako winnych stagnacji ekonomicznej. Tymczasem realizacja postulatów tych protestujących oznaczałaby jeszcze wyższe podatki i jeszcze więcej szkodliwego interwencjonizmu, co może tylko pogorszyć ich sytuację. Interwencja państwa nigdy nie rozwiąże żadnego problemu, może je jedynie pogłębić lub stworzyć nowe problemy.

Echem działań Oburzonych były burdy podczas Święta Niepodległości w Warszawie wywołane przez rodzimych lewaków i „antyfaszystowskich” terrorystów z Niemiec i innych krajów Eurokołchozu. Skandalem są dotacje z budżetu państwa dla „Krytyki Politycznej” (Stowarzyszenie im. Stanisława Brzozowskiego, które jest wydawcą tej propagandówki, tylko w tym roku od państwa otrzymało dotację w wysokości 140 tysięcy złotych, a od 2008 roku samorząd Warszawy wsparł stowarzyszenie kwotą prawie 475 tysięcy złotych!), która – jak podają media – wspólnie z lewackim Porozumieniem 11 Listopada sprowadziła z Niemiec „antyfaszystów” i antyglobalistów, którzy atakowali na ulicach polskiej stolicy uczestników patriotycznego Marszu Niepodległości. Lewackie europejskie szumowiny napadały na Polaków chcących pokojowo uczcić Święto Niepodległości, by potem chronić się w kawiarni należącej do… „Krytyki Politycznej”! Kawiarni, którą „Krytyka Polityczna” na bardzo korzystnych warunkach otrzymała od władz warszawskiej dzielnicy Śródmieście. Państwo powinno zażądać natychmiastowego zwrotu tych pieniędzy i przywilejów od „Krytyki Politycznej”, która zakłóciła obchody Święta Narodowego!

Arkadiusz Mularczyk, szef klubu parlamentarnego Solidarna Polska, słusznie uważa, że niedopuszczalna jest sytuacja, w której jedną z najwyższych dotacji przyznawanych przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego dostaje instytucja będąca „schronieniem dla lewackich ekstremistów, którzy przyjeżdżają do Polski niszczyć święto narodowe”. – Nie może być tak, że my wszyscy jako podatnicy sponsorujemy instytucję, która stanowi przechowalnię dla lewackich ekstremistów oraz dla narzędzi niebezpiecznych: kastetów, pałek i kijów – powiedział Mularczyk. Lewaccy anarchiści z Niemiec atakowali między innymi niewinnych ludzi z grup rekonstrukcji historycznej ubranych w mundury wojsk napoleońskich i polskich z okresu Królestwa Polskiego czy zwykłych przechodniów, którzy nieśli biało-czerwone flagi. Czy można sobie wyobrazić przeciwną sytuację, gdy bandyci z Polski jadą do Berlina, by przeszkadzać i bić Niemców w ich święto Zjednoczenia Niemiec i to za pieniądze niemieckich podatników? GrandeW, jeden z komentatorów na portalu korwin-mikke.pl, napisał: „Kiedyś hitlerowcy Bolszewię prosili o pomoc, coby naszym doj**ać, a teraz nasi socjaliści hitlerowców proszą… no, no, to się nazywa po ichniemu ewoluować”.

Z naszych podatków nie tylko opłaca się lewicową bandyterkę, ale nawet nie potrafi się zapewnić bezpieczeństwa pokojowemu, patriotycznemu marszowi w najważniejsze święto państwowe! Opłacana przez polskich podatników policja oraz służby nie zrobiły nic, by uchronić prewencyjnie swoich obywateli przed przemocą lewackich bandytów zza Odry, którzy uzbrojeni w pałki przyjechali do Polski po to, aby „fizycznie eliminować skrajną prawicę”. Janusz Korwin-Mikke, lider Nowej Prawicy, który brał udział w Marszu Niepodległości, nazwał na swoim blogu skandalem to, co robiła policja. Jego zdaniem policja dostała rozkazy, by nie dopuścić do spokojnego odbycia Marszu i wiecu. Wypróbowanymi za PRL-u metodami starano się nie dopuścić, by ludzie przybyli na czas na wiec, a gdy ten się już rozpoczął, policja usunęła legalnych demonstrantów z legalnego miejsca manifestacji! Z kolei jak słusznie zauważył Jarosław Kaczyński, lider PiS, policja zamiast prewencyjnie zatrzymać niemieckich bandytów i umieścić ich w areszcie, zmieniła trasę defilady historycznej. Jak zaznaczył, Polacy we własnym kraju nie mogli paradować w mundurach historycznych.

Można mówić, że winni są bankierzy, którzy mając nadmiar gotówki i chcąc się łatwo jeszcze bardziej wzbogacić, dają rządom kredyty. Ale gdyby rządy tych kredytów nie brały, to sami bankierzy nie zwiększyliby długów publicznych. Światowy ruch lewicowy, który jest odpowiedzialny za nadmierne deficyty i monstrualne zadłużenie większości państw świata nadal w nich rządzi. A ich mentalni poplecznicy organizują manifestacje i burdy przeciwko kapitalizmowi i wolnemu rynkowi, który zbudował dobrobyt państw Zachodu i Dalekiego Wschodu.

* Niniejszy komentarz został opublikowany w 12 numerze miesięcznika “Opcja na Prawo” z 2011 r.

Jedna odpowiedź to “Bankructwo państwa opiekuńczego”

  1. daw pisze:

    Tylko co zrobić z tymi wszystkimi ludzmi jeśli stracą pracę ?? Większość krajów Unii to gospodarki oparte na konsumpcji, przemysł wciąż ucieka do Azji… o ile się orientuje państwo opiekuńcze doskonale sobie radziło przez wiele lat, czy problem nie tkwi w deregulacji rynków finansowych ? Mniej wiecej na lata 80 – te przypada gwałtowny wzrost długu publicznego…

Zostaw odpowiedź

web stats stat24