Zwolnić biurokratów!*

Jak powszechnie wiadomo, biurokrata jest w stanie zmarnotrawić każdą sumę pieniędzy należącą do urzędu czy państwowej spółki, w której pracuje, jeśli tylko osobiście na tym zarobi choć jeden procent. Podobnie sytuacja wygląda w gminach, których włodarze wymyślą najbardziej nawet niepotrzebną inwestycję, byle tylko otrzymać dotację na ten cel czy to z Warszawy, czy z Brukseli. Nawet jeśli gmina sporo pieniędzy do tego dopłaci (nie swoich oczywiście, a podatników), to potem jest się czym chwalić swoim wyborcom: „postawiliśmy sygnalizację świetlną” (nieważne przecież, że utrudnia ona płynność ruchu, a przez to powoduje wzrost zużycia paliw i większą emisję spalin), „wybudowaliśmy nową oczyszczalnię ścieków” (nieważne przecież, że jest wykorzystywana w zaledwie 30%), „wybudowaliśmy dla naszych mieszkańców nowy park wodny” (nieważne przecież, że koszt inwestycji był dwa razy wyższy, niż gdyby inwestowała firma prywatna).

Podobna sytuacja dotyczy leszczyńskiego ronda – samorządowcy powiększyli budżet miasta o 2 mln zł tylko dlatego, by dołożyć się do dodatkowych 3 mln zł dotacji otrzymanych z Warszawy (bez współfinansowania urzędnicy nie dostaliby tej dotacji). Brakuje za to pieniędzy na o wiele bardziej potrzebną obwodnicę Gostynia. No ale przecież urzędnik z Warszawy nie będzie się pytał mieszkańca z prowincji, co mu jest bardziej potrzebne (rondo, obwodnica czy może stadion sportowy). Tylko że gdyby większa część pieniędzy z podatków zostawała w gminach, to samorządowcy nie musieliby się prosić w ministerstwie czy państwowej agencji o dotacje, których otrzymanie zależy od widzimisię ministerialnych urzędników. Te pieniądze po prostu byłyby w samorządowych budżetach. I to wyłącznie rada gminy decydowałaby, na co wydać posiadane środki zgodnie zarówno z potrzebami, jak i możliwościami finansowymi, bez zbędnych przelewów, wielostronicowych wniosków, biurokratycznych programów, niedorzecznych planów i wypełniania ton innych papierzysków. Dlatego na szczeblu lokalnym trzeba ludziom zostawić jak najwięcej ich ciężko zarobionych pieniędzy.

Niestety sytuacja nie jest wesoła, gdy biurokraci, zamiast wziąć się do roboty, zajmują się decydowaniem o tym, jak wydać nieswoje pieniądze na nieswoje potrzeby. A jak celnie stwierdził profesor Adam Heydel, skazany na zapomnienie w Polsce Ludowej wybitny ekonomista międzywojenny z tzw. szkoły krakowskiej, „psychologia urzędnicza jest antytezą psychologii dobrego gospodarza”. Dlatego całe to towarzystwo wzajemnej adoracji, zajmujące się tymi wszystkimi tak rzekomo bardzo potrzebnymi projektami i wnioskami (wydziały urzędów i agencje zajmujące się zarówno absorpcją środków finansowych, jak i przekazywaniem, pośredniczeniem w przekazywaniu czy ostatecznie kontrolą przepływów i inwestycji), należy rozpędzić na cztery wiatry. To są ogromne koszty nałożone na podatnika, nie mówiąc o innych negatywnych efektach, jak zły wpływ na środowisko (obliczono, że codziennie rano w drukarkach komputerowych i kserokopiarkach unijnych urzędów w Brukseli uzupełnia się ponad 15 ton kartek!). Profesor Roger Scruton, brytyjski filozof z Uniwersytetu Londyńskiego, na pytanie polskiego dziennikarza, co należy zrobić z niepotrzebną armią unijnych biurokratów, niezwykle trafnie odpowiedział: „Jak to co? Przestać wreszcie im płacić wynagrodzenia. Powiedzieć, że są dorośli i muszą sami znaleźć sobie pieniądze na utrzymanie” („Rzeczpospolita” z 28.06.2007 r.). Bo właściwie jak jeszcze długo zamierzają żerować na uczciwie pracujących obywatelach, wytwarzających, a nie konsumujących, tak jak biurokraci, dobrobyt społeczeństwa? Do roboty w sektorze prywatnym, panie i panowie urzędniki!, bo tylko w ten sposób można zwiększać dostatek w kraju.

Niestety nie ma widoków na to, by udało się zmienić ten szkodliwy układ. Urzędnicy specjalnie wymyślają coraz to nowe i bardziej skomplikowane procedury, projekty, wnioski, programy, plany i dotacje właśnie po to, aby mieć, czym się zajmować, gdyż w przeciwnym razie okazałoby się, że są całkowicie zbędni, bo rynek to samo może zrobić i lepiej, i szybciej, i taniej. Jak napisał wspomniany wyżej profesor Heydel, „Przedsiębiorstwa prowadzone przez organizacje przymusowe (państwo, gminy) nie pod kątem widzenia materialnego zysku są, z punktu widzenia bogactwa społecznego, trwonieniem bezpowrotnym jego zasobów; są przeto gospodarczo szkodliwe” (Heydel A., Wybór tekstów, Odpowiedzialność Obywatelska, Warszawa 2006). No ale co z tego, kto by się tym przejmował w sytuacji, gdy poplecznicy i klakierzy każdej aktualnej ekipy rządzącej chcą się jakoś ustawić.

* Niniejszy artykuł został przygotowany dla serwisu internetowego „Puls Leszna” w lipcu 2007 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24