Zbiurokratyzowana szczepionka

Przed wyjazdem do Peru w 1999 roku zaszczepiłem się między innymi przeciwko tyfusowi i cholerze. Nie było z tym problemów. Odpowiednie szczepionki kupiłem w aptece i zostały mi one wstrzyknięte w Sanepidzie w Katowicach.

W tym roku przed wyjazdem do innych tropikalnych krajów również chciałem uodpornić się przeciwko tym chorobom, ponieważ tamte szczepionki przestały już działać. W Sanepidzie powiedziano mi, że w Polsce nie ma w ogóle możliwości zaszczepienia się na cholerę, ponieważ szczepionki na tą chorobę, ani się w Polsce nie produkuje, ani do Polski nie importuje. Natomiast co do tyfusu to sytuacja jest dość skomplikowana.

Zaoferowano mi polską szczepionkę przestrzegając jednocześnie, że jest ona mało skuteczna. Z tego powodu od razu z niej zrezygnowałem. Alternatywą była francuska szczepionka TYPHIM VI, ta sama, którą brałem trzy lata temu. Niestety zarówno w Sanepidzie, jak i w aptekach jest ona niedostępna. W aptece otrzymałem informację, że wśród ministerialnej listy leków objętych tak zwanym „docelowym importem leków”, które mogą być sprowadzone do Polski nie ma już TYPHIMU. Oznacza to, że apteka nie może legalnie importować szczepionki do Polski. Pozostaje ostatnia droga: wysłanie specjalnego wniosku do Ministerstwa Zdrowia z prośbą o zezwolenie na indywidualny import szczepionki. Jednak cała ta biurokratyczna operacja może trwać kilka miesięcy (sama odpowiedź Ministerstwa to co najmniej miesiąc). Tymczasem ja potrzebowałem zaszczepić się najpóźniej w ciągu 2 tygodni! Tak samo sytuacja wygląda z mnóstwem innych leków i szczepionek. Na przykład nie można kupić leku PALUDRIN, który jest stosowany przeciwko malarii. Często wystarczy jechać do Czech, gdzie pożądane leki, których nie ma na liście polskiego Ministerstwa Zdrowia, można bez problemu kupić w miejscowej aptece.

Ja natomiast, by kupić TYPHIM mogę jeszcze indywidualnie nawiązać kontakt z kimś we Francji, aby przysłał lub przywiózł mi szczepionkę, przemycając ją przez granice. Dodatkowym problemem jest jednak fakt, że lek musi być przez cały czas przechowywany w temperaturze od 2 do 8 stopni Celsjusza. Tylko dlaczego III RP „urzeczywistniająca zasady sprawiedliwości społecznej” i gdzie panuje „społeczna gospodarka rynkowa” zmusza mnie do popełnienia czynu nielegalnego? Dlaczego Ministerstwo Zdrowia utrudnia mi życie i ogranicza moją wolność? Dlaczego TYPHIM-u (czy PALUDRINU) nie ma na ministerialnej liście leków, chociaż jeszcze trzy lata temu był? Czy francuska firma farmaceutyczna nie dała Ministrowi Zdrowia odpowiedniej łapówki, by pozostawił lek na liście? A może chodziło o ochronę producenta polskiej odmiany szczepionki, która niestety nie chroni wystarczająco przed tyfusem? Po co w ogóle sporządza się takie listy, które ograniczają dostęp do zdrowia? W taki sposób polskie Ministerstwo Zdrowia (Ministerstwo Choroby?) troszczy się o zdrowie Polaków!

Zostaw odpowiedź

web stats stat24