Woda to też towar*
Polskie prawo utrwala komunalne monopole, zakładając, że są one lepsze niż wolny rynek. Dla kogo lepsze? Bo na pewno nie dla konsumentów wody. Ostania podwyżka cen wody zaserwowana przez Radę Miejską Leszna oraz prawdopodobna w najbliższym czasie podwyżka cen biletów MZK doskonale o tym świadczą. Radni nad interes mieszkańców przedkładają interes spółki gminnej, przegłosowując podwyżki. Przecież do następnych wyborów wyborcy zapomną, kto głosował za podwyżkami i znów będzie można ich mamić wyborczymi hasłami obniżenia podatków. Dodatkowy smaczek dodaje fakt, że radni nie mogą zbadać dokumentów finansowych Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji, bo zabrania im tego prawo, a niektórzy radni mają sygnały o nieprawidłowościach w spółce.
Każda prywatyzacja na całym świecie, w tym również w Polsce, przynosi pozytywne efekty. Sprywatyzowane spółki gminne nadal mogą działać, ale już na zasadach rynkowych, bez gminnych dotacji, dostosowując się do konkurencji. W wielu gminach na terenie Polski dokonano takich prywatyzacji, np. w 2002 r. w Gliwicach sprywatyzowano Przedsiębiorstwo Usług Sanitarnych, w 2004 r. w Grajewie – Przedsiębiorstwo Drogowo-Mostowe, a w 2005 r. w Olkuszu – Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej. Aktualnie w Polsce około 50% rynku wywozu śmieci jest w rękach prywatnych i sprawdza się to doskonale. Prywatyzacji wodociągów dokonano w wielu krajach świata, np. w Wielkiej Brytanii, Chile czy Indiach i wszędzie tam woda jest dużo tańsza i lepszej jakości. Również w Polsce w kilku miastach prywatne firmy zainwestowały w wodociągi: w Dąbrowie Górniczej, Bielsku-Białej, Tarnowskich Górach, Głogowie czy Gdańsku.
W większości krajów anglosaskich lokalnym władzom w ogóle nie wolno zakładać firm i prowadzić działalności gospodarczej. Warto przytoczyć wyjątek potwierdzający regułę: Australijska Izba Handlowa proponuje prywatyzację Sydneyskiej Spółki Promowej, twierdząc, że jest ona obciążeniem dla podatników i gdyby w ten sposób działała, będąc w prywatnych rękach, to dawno by zbankrutowała (w zeszłym roku finansowym deficyt operacyjny wyniósł prawie 50 mln dolarów australijskich), a tak utrzymuje się tylko dzięki dotacjom publicznym. Prywatne firmy działają lepiej, są bardziej efektywne, a ich usługi są tańsze i lepszej jakości. Na dodatek w Polsce spółki gminne są przede wszystkim źródłem nepotyzmu – siedliskiem intratnych stanowisk dla znajomych i rodzin urzędników, a że często nie są w stanie normalnie funkcjonować na rynku, to dotuje się je z pieniędzy podatników. I nie jest to praktyka wyłącznie polska – tak jest na całym świecie.
Tymczasem gmina nie powinna zajmować się działalnością gospodarczą, nie tylko dlatego, że działa nieudolnie, co wyśmienicie wykazał amerykański profesor Emanuel Savas w swojej książce Prywatyzacja. Klucz do lepszego rządzenia (według prawa Savasa „sektor prywatny jest zawsze dwa razy tańszy niż sektor publiczny przy wykonywaniu tych samych prac w służbie publicznej”), ale także dlatego, że stanowi nieuczciwą konkurencję (pozycja siły) w stosunku do podmiotów prywatnych. Dlatego komunalne zakłady należy sprywatyzować, a posiadane udziały w spółkach prawa handlowego – sprzedać.
Jednak główny problem tkwi gdzie indziej i nazywa się on: interwencjonizm państwowy, a konkretnie: regulacja. Chodzi mianowicie o to, że na podstawie ustawy z 2001 r. o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę taryfy przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych podlegają zatwierdzeniu w drodze uchwały rady gminy. Przecież może zdarzyć się też taka sytuacja, że prywatna firma, która dostarcza wodę do określonej liczby odbiorców z różnych, niezależnych od niej powodów (np. zwiększenie kosztów działalności z powodu nowo uchwalonego prawa), jest zmuszona do podniesienia cen za swój towar, jakim jest woda, a radni, chcąc zostać wybranymi na następną kadencję (przyjmijmy, że dzieje się to przed wyborami), blokują podwyżkę. Jak w takich warunkach może działać prywatna firma? Sytuacja taka bezpośrednio może doprowadzić do bankructwa spółki wodociągowej. Dlatego podstawą jest deregulacja. To firma, która sprzedaje swój towar, nie powinna przez nikogo, także przez radnych, być ograniczana (oprócz swoich klientów, którzy odejdą, jeśli cena będzie zbyt wysoka), co do ustalania jego ceny. W przeciwnym wypadku nie będzie w stanie stabilnie funkcjonować na rynku. No ale to już jest kwestia wyborów do Sejmu, a nie do rady gminy, bo to posłowie uchwalają prawo, które muszą stosować politycy samorządowi.
* Niniejszy artykuł został przygotowany dla serwisu internetowego „Puls Leszna” w maju 2007 r.





