Węzeł gordyjski budżetu*

Zrujnowaniem OFE rząd Donalda Tuska ratuje przyszłoroczny budżet, a zablokowanie „reformy” emerytalnej może doprowadzić całe finanse publiczne do kompletnej ruiny.

 

Zatwierdzony przez rząd Donalda Tuska projekt reformy emerytalnej przewiduje, że 3 lutego 2014 roku OFE zostaną ustawowo zmuszone do przekazania do ZUS 51,5 procent wartości aktywów netto każdego funduszu (głównie obligacje i bony skarbowe). Obligacje zostaną umorzone. W ten sposób rząd przejmuje z OFE ładną sumkę 120 mld zł. Należy podkreślić, że – zgodnie z reformą emerytalną przeprowadzoną za rządów Jerzego Buzka – nie są to pieniądze OFE, lecz 16 milionów pracujących Polaków, którzy je tam przez lata wpłacali! – W przypadku OFE rząd PO-PSL, popierany niestety przez większość opozycji, proponuje tak naprawdę odebranie ludziom pieniędzy. To nie OFE się odbiera pieniądze, tylko ludziom – mówi prof. Leszek Balcerowicz. Wyliczono, że Polak zarabiający średnią krajową straci na tej operacji 23 tysiące zł.

 

Rząd rujnuje OFE

Jak podkreśla Centrum Informacyjne Rządu, „przeniesienie części obligacyjnej OFE do ZUS wpłynie na obniżenie poziomu długu publicznego w relacji do PKB oraz podniesie wiarygodność Polski na rynkach finansowych”. Rządowi nie zależy na dobru emerytów, lecz na przetransferowaniu do ZUS jak największej części aktywów, znajdujących się w funduszach emerytalnych, by w ten sposób ratować zrujnowane przez sześć lat rządów PO-PSL finanse publiczne. W efekcie zmian zmniejszy się nadmierne zadłużenie publiczne i deficyt budżetowy. To z kolei ma utrzymać ekipę Donalda Tuska u władzy.

Przez 10 lat przed osiągnięciem wieku emerytalnego środki z II filara będą stopniowo przenoszone do FUS-u (w ratach co miesiąc) i ewidencjonowane na prowadzonym przez ZUS subkoncie (tzw. suwak bezpieczeństwa). Wypłatą emerytur będzie zajmował się ZUS. Po osiągnięciu wieku emerytalnego środki stanowiące podstawę wyliczenia emerytury będą przez trzy lata podlegać dziedziczeniu. Ponadto pobierana przez OFE maksymalna opłata od składki spadnie z 3,5 do 1,75 procent. Z kolei opłata pobierana przez ZUS za przekazywanie składek do OFE zostanie obniżona z 0,8 do 0,4 procent.

Projekt reformy przewiduje też, że przyszli członkowie OFE będą mogli zdecydować, czy nadal chcą przekazywać 2,92 procent pensji w postaci składki emerytalnej do OFE, czy też całość do ZUS-u. Od 1 kwietnia do 31 lipca 2014 roku będzie możliwe złożenie w ZUS-ie oświadczenia o dalszym przekazywaniu składki do II filara. Jednak wprowadzono zasadę, że w sytuacji, kiedy członkowie OFE wyraźnie nie zadeklarują, że chcą pozostać w OFE, automatycznie zostaną przeniesieni do ZUS-u. Na dodatek do 31 lipca 2014 roku będą zakazane reklamy zawierające informacje o II filarze. A przecież państwu powinno zależeć na szerokim promowaniu wszelkich form oszczędzania na emeryturę.

Kolejnym pomysłem świadczącym o tym, że rządowi nie zależy na przyszłych emerytach, jest ustalenie 75-procentowego minimalnego udziału akcji w portfelach funduszy emerytalnych do końca 2014 roku, 55 procent do końca 2015 roku, 35 procent do końca 2016 roku i 15 procent do końca 2017 roku. Przecież akcje to jedne z najniebezpieczniejszych instrumentów finansowych, a w oszczędzaniu na emeryturę chodzi przede wszystkim o długofalowe bezpieczeństwo zgromadzonych środków! Obecnie też obowiązuje ustawowy limit, ale określający maksymalny, a nie minimalny udział akcji w aktywach II filara i wynosi on 45 procent. Chodzi o to, że kiedy OFE zostaną zmuszone do przekazania ZUS-owi obligacji Skarbu Państwa, to siłą rzeczy z dnia na dzień większość ich portfelu będą stanowić akcje. Bojąc się nagłej wyprzedaży akcji przez OFE (by utrzymać nadal w miarę bezpieczny portfel aktywów), a tym samym krachu giełdowego, rząd zdecydował się na taki przepis. Na dodatek projekt ustawy całkowicie zakazuje od 3 lutego 2014 roku nabywania przez fundusze emerytalne obligacji skarbowych i papierów gwarantowanych przez Skarb Państwa, co jest normalną praktyką w całym cywilizowanym świecie. „Po zmianie regulacji, OFE staną się rodzajem publicznego agresywnego portfela. Każda bessa generować będzie ryzyko postulatów likwidacji II filara, co może nastąpić także wskutek działań samych ubezpieczonych, którzy w efekcie utraty wartości aktywów OFE w większości podejmą decyzję o przekazywaniu całości składki na rzecz ZUS” – skomentowała Komisja Nadzoru Finansowego. Ponadto KNF zauważa, że zakaz inwestycji w obligacje skarbowe może doprowadzić do zmniejszenia się płynności rynku obligacji i zwiększa ekspozycję Polski na ryzyka związane z udziałem podmiotów zagranicznych w finansowaniu długu publicznego.

 

TK podważy „reformę”?

Według różnych wyliczeń w efekcie wejścia w życie zmian dotyczących OFE sektor finansów publicznych w 2014 roku uzyska jednorazową nadwyżkę w wysokości 4,5 procent PKB (wg Ministerstwa Finansów), 4,6 procent PKB (wg Komisji Europejskiej), a może nawet 5,3 procent PKB (wg Rady Polityki Pieniężnej). Ponadto umorzenie obligacji należących aktualnie do OFE zmniejszy dług publiczny o 8,4 procent PKB i znacznie odsunie od niebezpiecznego poziomu 55 procent PKB (na koniec tego roku dług ma wynieść 54,8 procent PKB). Według Forum Obywatelskiego Rozwoju celem rządowych zmian jest krótkookresowe polepszenie sytuacji sektora finansów publicznych kosztem przyszłych emerytów. – W konsekwencji doprowadzi to do księgowego obniżenia oficjalnego (jawnego) długu publicznego oraz przyrostu długu ukrytego, który polskie społeczeństwo będzie musiało spłacać w przyszłości – podkreśliło FOR. Reformę skrytykowała także Komisja Europejska, twierdząc, że polski rząd nie podjął efektywnych działań w celu obniżenia deficytu budżetowego, a tylko pozoruje zmiany.

Według Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych niekonstytucyjne jest krótkie jak na tak poważne reformy vacatio legis (ustawa ma wejść w życie 31 stycznia 2014 roku), które powinno wynieść co najmniej 12 miesięcy. No ale rząd nie ma przecież na to czasu, bo finanse publiczne walą się teraz, a za rok to będzie dawno „po ptokach”. W czym rzecz? Otóż kluczowy jest kwiecień 2014 roku. Po pierwsze, gdyby 22 i 23 kwietnia OFE nadal były w posiadaniu obligacji Skarbu Państwa, to nabyłyby prawa do wypłaty około 1,6 mld zł z tytułu odsetek od obligacji. Po drugie, 25 kwietnia przyszłego roku wypada termin spłaty obligacji pięcioletnich, w związku z czym Ministerstwo Finansów musiałoby wypłacić OFE kolejne 2,3 mld zł. Ponadto reforma tylko w 2014 roku ma przynieść ZUS-owi dodatkowe 15 mld zł. 11 mld zł z obligacji państwa, gotówki, bankowych papierów wartościowych i obligacji komunalnych przekazanych z OFE oraz około 4,4 mld zł z wprowadzenia „suwaka”. Z kolei bez tych dodatkowych dochodów ZUS-u budżet państwa musiałby wypłacić Zakładowi większą dotację. Ministerstwo Finansów zaoszczędzi też 3 mld zł na refundacji składki wypłacanej OFE.

Dlatego katastrofą byłoby zablokowanie reformy OFE na dłużej – na przykład w wyniku skargi do Trybunału Konstytucyjnego. Deficyt poszybowałby w górę, a dług publiczny przekroczyłby 55 procent PKB, a być może nawet 60 procent PKB. To z kolei niosłoby ze sobą konieczność wprowadzenia oszczędności, bardzo niekorzystnych z politycznego punktu widzenia, a tym samym szybki upadek rządu Donalda Tuska i pewną klęskę wyborczą.

Tymczasem jest wiele podstaw do zaskarżenia ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. Ryszard Petru, przewodniczący rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich, stwierdził, że przeniesienie obligacji z OFE do ZUS-u jest co najmniej kontrowersyjnym rozwiązaniem z punktu widzenia zgodności z konstytucją. Według opinii Prokuratorii Generalnej odebranie OFE obligacji to wywłaszczenie bez odszkodowania, a według konstytucji wywłaszczenie zawsze wiąże się z odszkodowaniem. Business Centre Club zwraca uwagę, że „proponowane w ustawie natychmiastowe i bezwarunkowe przekazanie większości majątku OFE do ZUS trzeba traktować jako zamiar przejęcia przez państwo mienia w trybie nacjonalizacji, rozumianej jako przymusowe odjęcie własności na dużą skalę. Gdyby Trybunał Konstytucyjny potwierdził taką ocenę, to proponowana ustawa byłaby próbą istotnej zmiany ustrojowej w kierunku odwrotnym do zmian zapoczątkowanych w roku 1989”. Z kolei zakaz reklamy funduszy ogranicza swobodę działalności gospodarczej i konkurencję. Natomiast według opinii Rządowego Centrum Legislacji zmiany mogą być niezgodne z wywodzoną z artykułów 2 i 67 konstytucji zasadą zaufania obywatela do państwa i stanowionego przez nie prawa. Krzysztof Pater, były minister polityki społecznej i członek Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego, uważa, że rząd, ograniczając prawa ubezpieczonych do środków gromadzonych przez nich w OFE, łamie nie tylko konstytucję, ale także przepisy unijne. Z kolei Rada Główna Business Centre Club zaapelowała do prezydenta Bronisława Komorowskiego o przesłanie do Trybunału Konstytucyjnego projektu ustawy.

 

Bolszewicka reforma

Zostawiając na boku kwestie prawne, co to za bolszewicki i bandycki kraj, w którym państwo nie respektuje umów i własności prywatnej?! Czy tu jeszcze ktoś przyjedzie inwestować własne pieniądze? – Jest to ewidentna nacjonalizacja oszczędności emerytalnych Polaków – uważa przedstawiciel FOR. – Propozycja szkodliwa dla przyszłych emerytów i ubezpieczonych – dodał. – Projekt rządowy dotyczący OFE zmierza do wykorzystania na cele bieżące państwa środków nagromadzonych przez pracowników od roku 1999 i obciążenie przyszłych podatników spłatą powstającego w ten sposób nowego zobowiązania – przekonuje w swoim apelu RG BCC. Jednak minister Irena Wóycicka z kancelarii prezydenta powiedziała, że Bronisław Komorowski w tej chwili nie przewiduje skierowania do Trybunału Konstytucyjnego ustawy ws. OFE. Tymczasem jeśli Trybunał podważy ustawę za kilka miesięcy, to budżet i całe finanse publiczne zawalą się być może około połowy przyszłego roku. Będzie bałagan, jakiego nie było. – Brak zmian w OFE byłby druzgocący dla przyszłorocznego budżetu – mówi Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium. Tymczasem ZUS już zapowiedział, że żeby obsłużyć reformę, będzie musiał zatrudnić ponad tysiąc nowych urzędników.

Przede wszystkim działanie rządu Donalda Tuska nakierowane jest na chwilowe zapobieżenie problemom finansów publicznych, a nie w celu ratowania wypłat przyszłych emerytów, jak twierdzi rząd. To działania krótkowzroczne ukierunkowane na bieżącą politykę, nie jest to myślenie długookresowe będące elementem spójnej strategii. Z drugiej strony „reformą” nie ma się co przejmować – te pieniądze i tak dawno są stracone i nie możemy z tym nic zrobić. Dopóki o losie naszych pieniędzy (w tym także tych oszczędzanych na emerytury) decydują politycy, niczego nie możemy być pewni. Zanim dzisiejsi dwudziesto-, trzydziesto- i czterdziestolatkowie osiągną wiek emerytalny, z pewnością dojdzie jeszcze do niejednej podobnej „reformy” emerytalnej. Z braku pieniędzy politycy może nawet całkiem zlikwidują emerytury, podnosząc wiek emerytalny do 100 lat. Oznacza to jedno – każda złotówka wpłacona do ZUS-u to złotówka wyrzucona w błoto, chyba że ktoś ma masochistyczną satysfakcję z utrzymywania bezproduktywnych i szkodzących urzędasów i polityków.

* Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 49 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2013 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24