Uwolnić giełdy*

Jeden z najważniejszych elementów polskiego rynku kapitałowego – założona w 1991 roku warszawska giełda papierów wartościowych – nadal pozostaje w rękach Skarbu Państwa. Tymczasem od jakiegoś czasu trwają kontrowersje co do szczegółów dotyczących prywatyzacji giełdy.

Prywatyzacja warszawskiej giełdy ciągnie się właściwie od momentu jej założenia. Już wtedy zakładano, iż powinna ona zostać sprywatyzowana w przeciągu dwóch (!) lat. Z kolei w dokumencie pod tytułem „Harmonogram rozwoju rynku kapitałowego w Polsce do roku 2001” przygotowanym przez Komisję Papierów Wartościowych i Giełd i przyjętym przez Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów w 1998 roku stwierdzano, że „harmonogram prywatyzacji GPW powinien przewidywać, że najpóźniej w roku 2002 mogłaby ona stać się spółką publiczną”. W marcu 2007 roku Paweł Szałamacha, PiS-owski wiceminister skarbu, mówił, że proces prywatyzacji giełdy ruszy jesienią (w domyśle – 2007 roku). Według planów poprzedniego rządu skarb państwa miał zachować 51-procentowy pakiet akcji, wykluczając przy tym możliwość wejścia do akcjonariatu GPW innej giełdy. Kupującymi miały być biura maklerskie, fundusze inwestycyjne i spółki giełdowe, czyli tzw. interesariusze. Nic z tego nie wyszło.

Według najnowszych planów Ministerstwa Skarbu Państwa sprzedaż wartej około 1,5 mld zł giełdy ma nastąpić pod koniec bieżącego roku. Ma zostać sprzedane ponad 60 proc. akcji GPW, z których około połowa sprzedawana będzie w ofercie prywatnej, skierowanej do 50 wiodących krajowych i międzynarodowych instytucji finansowych. Druga połowa ma zostać sprzedana w ofercie publicznej w formie tzw. akcji niemych, które ich właścicielom dają możliwość otrzymywania dywidendy, ale już nie dają prawa głosu na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy. Minister Skarbu Państwa Aleksander Grad debiut giełdowy przewiduje na 27 listopada br. W ten sposób Skarb Państwa miałby co prawda poniżej 50 proc. udziałów w kapitale zakładowym GPW, ale zachowałby ponad 50 proc. głosów na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy spółki. Miałoby to ochronić warszawską giełdę przed potencjalnym wrogim przejęciem. Jak stwierdził Ludwik Sobolewski, prezes GPW, takie rozwiązanie wprowadzające akcje dywidendowe „oznacza lepsze dostosowanie akcji do profilu i preferencji poszczególnych grup inwestorów”.

Jednak, skoro ministerstwo chce tak sprzedać akcje, by nadal utrzymać większość głosów na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy, to czy w ogóle możemy mówić o prywatyzacji? Skoro urzędnicy planują wprowadzić akcje nieme, które dają jedynie prawo do dywidendy, ale już nie do głosu na walnym zgromadzeniu, to po co w ogóle bawić się w taką „prywatyzację”? Zmieniać, by nic nie zmienić? Ponadto koncepcja wprowadzenia akcji niemych wzbudza wątpliwości również z tego powodu, że może zostać uznana za próbę nierównego traktowania akcjonariuszy, a władze Unii Europejskiej pokazywały już, że nie akceptują tego typu rozwiązań.

Tymczasem Andrzej Mikosz, minister skarbu w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza, przestrzega w „Rzeczpospolitej” przed wrogim przejęciem warszawskiej giełdy przez inwestora strategicznego, który były równocześnie jej konkurentem. Tak stało się z giełdą budapeszteńską, przejętą wspólnie przez giełdę w Wiedniu (która sama została w pełni sprywatyzowana dopiero w 1999 roku) oraz austriackie banki, które prowadzą do jej marginalizowania.

To nie koniec kontrowersji. Do tego dochodzi kwestia doradcy inwestycyjnego, którego już w marcu 2005 roku wybrało Ministerstwo Skarbu Państwa. Jest nim konsorcjum McKinsey & Company Poland Sp. z o.o., Centralny Dom Maklerski Pekao SA oraz Ernst & Young Audit Sp. z o.o. Tymczasem głównym akcjonariuszem Pekao jest włoski bank Unicredit, który pośrednio jest równocześnie największym akcjonariuszem głównego konkurenta warszawskiej giełdy, czyli giełdy w Wiedniu.

To, że warszawska giełda, na której aktualnie notowane są akcje 366 spółek, w tym 25 zagranicznych, powinna zostać sprywatyzowana, jest faktem niezaprzeczalnym. Prywatyzacja zawsze powoduje pozytywne skutki w każdym wymiarze. Większość giełd w naszym regionie jest prywatna (m.in. Praga, Wiedeń, Budapeszt, Lublana).

- Prywatyzacja giełdy to krok w dobrym kierunku dla polskiego rynku kapitałowego – mówi dr Tomasz Teluk, prezes Instytutu Globalizacji. – Akcje giełdy powinny zostać sprzedane przez Skarb Państwa i pójść w ręce podmiotów prywatnych, które są aktywne na rynku – dodaje Teluk.

A może należałoby pozwolić prywatnym przedsiębiorcom na utworzenie konkurencyjnych 2-3 giełd w naszym kraju? W znacznie mniejszych od Polski Szwajcarii czy Irlandii są po dwie giełdy – odpowiednio w Zurychu i w Bernie oraz dwie w Dublinie. Także po dwie giełdy mają Rumunia (w Bukareszcie i Sibiu), Ukraina (w Kijowie), Ekwador, Honduras czy Urugwaj. W 10-milionowym Chile działają aż trzy giełdy – dwie w Santiago i jedna w Valparaiso. W Hiszpanii, Australii i Kanadzie funkcjonuje po pięć giełd, w Tajlandii i Brazylii – po cztery, w Niemczech – 8, w Stanach Zjednoczonych – 12 (z czego 4 w Nowym Jorku), a w Indiach aż 22.

Niestety polskie władze nie planują liberalizować rynku finansowego w tym kierunku, by pozwolić podmiotom prywatnym tworzyć konkurencyjne parkiety i będąc równocześnie właścicielem warszawskiej giełdy (98,8 proc.), umacniają jej pozycję. A przecież GPW, której kapitalizacja w 6 sierpnia 2008 roku wynosiła 226 mld euro (łącznie spółki krajowe i zagraniczne), jest na tle innych środkowoeuropejskich giełd podmiotem znacznie większym. Dla porównania kapitalizacja spółek notowanych na giełdzie w Zagrzebiu, wynosi około 42 mld euro, w Budapeszcie – 75,5 mld euro, w Bratysławie – około 18 mld euro, w szwajcarskim Bernie – 7 mld euro, w Pradze – 76 mld euro, w Bukareszcie – 41 mld euro, na giełdzie PFTS w Kijowie – 90 mld euro, a na założonej w 2005 roku Irish Enterprise Exchange w Dublinie – zaledwie 500 mln euro. Jedynym potężniejszym w regionie parkietem od giełdy warszawskiej jest giełda w Wiedniu (najnowsze dane wskazują, że spółki notowane na GPW mają większą wartość, niż spółki notowane na giełdzie wiedeńskiej).

Oznacza to, że w Polsce mogłyby z powodzeniem funkcjonować trzy giełdy, których znaczenie nadal byłoby znaczne. Tym bardziej że takie rozwiązanie istniało w okresie międzywojennym, kiedy to oprócz giełdy warszawskiej działały także giełdy papierów wartościowych w Katowicach, Krakowie, Lwowie, Łodzi, Poznaniu i Wilnie. Warto dodać, że historia polskiej giełdy sięga roku 1817, kiedy to została otwarta pierwsza giełda papierów wartościowych w Warszawie. Wtedy przedmiotem obrotu na tej giełdzie były przede wszystkim weksle i obligacje. Handel akcjami rozwinął się na szerszą skalę dopiero w drugiej połowie XIX wieku.

W drugiej połowie 2006 roku GPW określiła swój główny cel na najbliższe lata, którym jest „Stworzenie regionalnego, środkowoeuropejskiego centrum obrotu instrumentami finansowymi, z GPW jako wiodącym elementem tego centrum”. Władze warszawskiej giełdy dążą „do przyciągania na swój parkiet spółek z krajów sąsiednich i do osiągnięcia takiej masy krytycznej notowanych papierów udziałowych, która przesądzi o przyszłej, wiodącej roli GPW w regionie Europy Środkowo-Wschodniej”. Aby zwiększyć i potwierdzić swoje regionalne znaczenie, warszawska giełda, na której już notowanych jest 25 zagranicznych spółek, przygotowuje się do przyjęcia pierwszych spółek z Czech na NewConnect.

Polskie władze wolą wzmacniać monopol, niż deregulować gospodarkę i tworzyć warunki korzystne dla rozwoju wolnej konkurencji rynkowej. Warszawska giełda wzmacnia swoją pozycję w regionie także poprzez kupowanie udziałów w innych giełdach. Aktualnie GPW posiada niewielkie udziały w największych europejskich parkietach: Euronext Paris, Deutsche Borse i London Stock Exchange. Ponadto ma 1,81 proc. rumuńskiej giełdy Sibex w mieście Sibiu, w której planuje zwiększyć udział, choć rumuńskie prawo ogranicza zagranicznym podmiotom prawa głosu na walnym zgromadzeniu do 5 proc., niezależnie, ile dany udziałowiec posiada akcji. GPW ma także udziały w kilku polskich spółkach, w tym największe w MTS-CeTO (31,15 proc.) i w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych (33,33 proc.).

Z kolei w odpowiedzi na niedawne przejęcie giełdy w Lublanie przez giełdę wiedeńską, w połowie lipca 2008 roku Giełda Papierów Wartościowych kupiła 25 proc. udziałów w kijowskim parkiecie Innex. Jednak choć aktualnie Innex jest drugim pod względem udziału w obrotach rynkiem na Ukrainie, to posiada on zaledwie kilkuprocentowy udział, gdyż liderem jest giełda PFTS. Władze warszawskiej giełdy prawdopodobnie zainteresowane są, choć na razie nie potwierdzają tego oficjalnie, także kupnem udziałów w Giełdzie Papierów Wartościowych Praga. 85-procentowy pakiet akcji czeskiej giełdy, wart około 100 mln euro, zamierzają sprzedać prywatni właściciele: dom maklerski Patria Finance, Tiger Holding z Luksemburga oraz dwa czeskie banki – Komerczni banka i Czeskoslovenska obchodni banka.

Tymczasem Michał Chyczewski, wiceminister Skarbu Państwa, chce, aby jeszcze przed prywatyzacją warszawska giełda wypłaciła dywidendę w wysokości ponad 400 mln zł. Jak poinformowano w „Parkiecie”, w ten sposób GPW straciłaby większą częścią kapitału rezerwowego (około 500 mln zł), odkładanego przez lata z wypracowanych zysków. W ten sposób pazerni politycy chcą choć w niewielkim stopniu zapełnić borykający się ciągle z brakami funduszy budżet państwa. Jedynak jest i druga strona medalu. Jak przyznaje samo Ministerstwo Skarbu Państwa może to doprowadzić do obniżenia wyceny samej giełdy, a tym samym uzyskania niższej ceny w procesie prywatyzacyjnym.

Pojawiają się też głosy, by wstrzymać się z prywatyzacją warszawskiej giełdy do czasu, aż minie obecna bessa (w ciągu ostatniego roku WIG spadł o ponad 40 proc.), aby dzięki temu uzyskać lepszą cenę za akcje GPW. Teraz zdobycie kapitału na parkiecie nie jest rzeczą prostą. Na szczęście minister Grad nie jest zwolennikiem opóźniania prywatyzacji z tego powodu. Być może słucha Tomasza Rudawskiego, prezesa firmy Access, która od lat doradza resortowi skarbu w sprawa prywatyzacyjnych. Rudawski w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” stwierdził bowiem, że rząd nie powinien hamować prywatyzacyjnych planów z powodu nienajlepszej sytuacji na giełdzie, bo prywatny właściciel jest zawsze lepszy od państwowego, a tłumaczenie, że nie warto prywatyzować na giełdzie, bo trwa dekoniunktura, to tylko kolejna wymówka, by odłożyć przekształcenia w czasie.

gielda1

Wykres 1. Liczba notowanych instrumentów na GPW w latach 1991-2008. Na podstawie: www.gpw.pl/zrodla/informacje_gieldowe/statystyki/Gpwspl.html

gielda2

Wykres 2. Kapitalizacja GPW w latach 1991-2008 w mld zł. Na podstawie: www.gpw.pl/zrodla/informacje_gieldowe/statystyki/Gpwspl.html

* Niniejszy artykuł został opublikowany w 33-34 numerze „Najwyższego CZASu!” z 2008 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24