Tyrania status quo*

Dlaczego mimo oczywistości faktu, że dotacje, subwencje i inne działania interwencjonistyczne państwa są niekorzystne dla gospodarki i poszczególnych obywateli, są one w wielu krajach stosowane? Ponieważ “posunięcia protekcjonistyczne przynoszą wielkie korzyści niewielkiej liczbie beneficjentów i przynoszą wielkiej liczbie konsumentów niewielkie straty. W tych warunkach łatwo jest wprowadzić w życie protekcjonistyczne posunięcia.”[1] Milton Friedman w swojej książce “Tyrania status quo” wyjaśnia to zjawisko.

Dana gałąź przemysłu, na przykład przemysł stoczniowy, górnictwo czy koleje lobują na rzecz wprowadzania, utrzymania i zwiększania dotacji. Dla nich państwowe dotacje są olbrzymią korzyścią – zyskuje cała gałąź przemysłu. Z drugiej strony dzieląc te pieniądze na jednego podatnika wychodzi suma znikoma – kilkanaście czy kilkadziesiąt złotych w ciągu roku. Czyli mała grupa zyskuje wiele, a duża grupa traci mało. Dlatego przedstawiciele danej branży tak bardzo naciskają na władze, by pieniądze te otrzymać. Natomiast, ponieważ, w przeciwieństwie do skupionych widocznych zysków dotowanej branży, strata podatników jest niewidoczna i rozproszona, nie protestują oni przeciwko temu. Jednak jeśli dotowanych branż jest więcej okazuje się, że społeczeństwo również traci dużo i obniża się poziom jego życia. Ponadto traci na tym także państwo jako całość, ponieważ pieniądze te są nieefektywnie wykorzystywane. Ludzie cieszą się, że zostanie uratowana nierentowna branża i miejsca pracy, a nie widzą tego, że państwo wydając pieniądze na dotacje powoduje, że nie powstaną nowe miejsca pracy w innych gałęziach gospodarki, których byłoby więcej niż te uratowane w nierentownej gałęzi przemysłu.

System taki powoli się upowszechnia i każda grupa społeczna, gospodarcza czy polityczna stara się zorganizować i następnie wpływać na polityków tak, by żyć na koszt innych: „konsumenci naciskają, aby ceny były poniżej poziomu wynikającego z zasad konkurencji, płacobiorcy – na utrzymanie wynagrodzeń powyżej tego poziomu, renomowani przedsiębiorcy usiłują przeszkodzić lub opóźnić wprowadzenie innowacji, które mogłyby zaszkodzić ich pozycji, a pracownicy wywierają presję, by utrzymać swe stanowiska i nie zostać zastąpionym przez wydajniejszych pracowników.”[2] Tymczasem „prawa, które są tworzone w celu redystrybucji majątku pośród obywateli, nie czynią tego, co czynić powinny – wręcz przeciwnie. Próby obniżki cen podstawowych produktów przynoszą w efekcie podwyżkę cen. Badania przeprowadzone przez ILD [Instytut Wolności i Demokracji w Limie] wykazały, że pomiędzy grudniem 1980 r. a czerwcem 1985 r. wzrost cen kontrolowanych artykułów spożywczych był o 31,4% wyższy niż nie kontrolowanych. Dzieje się tak, ponieważ każdy system kontroli cen narzucany przez państwo powiązany jest z konieczności ze sferą polityki i biurokracji, a zatem ceny wyłączone spod działania sił rynkowych dostają się natychmiast pod kontrolę koalicji redystrybucyjnych. Wszystko to pociąga za sobą wielkie marnotrawstwa zasobów. Państwo i koalicje redystrybucyjne nie tylko muszą utrzymywać cały system negocjowania, tworzenia i kierowania redystrybucją, ale i ogół społeczeństwa dźwigać musi skutki negocjacji, wzrostu biurokracji i sztywnego systemu instytucji. Koalicje redystrybucyjne, zamiast doskonalić swą działalność gospodarczą, poświęcają wiele wysiłku na organizowanie pośredników, urządzanie bankietów i prowadzenie analiz prawnych umożliwiających wywalczanie przywilejów. Energia najbardziej utalentowanych ludzi i cenny czas przedsiębiorstw poświęcone są na prowadzenie redystrybucyjnych wojen zamiast na osiąganie prawdziwego postępu.”[3] Tak dzieje się nie tylko w krajach Trzeciego Świata, co opisuje de Soto, ale podobna sytuacja ma miejsce również w Unii Europejskiej czy Polsce. Lobbing środowisk gospodarczych, związków zawodowych, rolników, emerytów, bezrobotnych oraz innych grup interesu powoduje, że są uchwalane prawa (na przykład różnorakie dotacje czy standardy), tylko po to, by uzyskać odpowiednie przywileje czy nie dopuścić konkurencji do rynku.

Friedrich August von Hayek wyliczył wymogi jakie musi spełniać normy prawne, aby nie były one wykorzystywane do partykularnych interesów:

·        muszą być ogólne i abstrakcyjne, tj. odnosić się do przyszłych przypadków i sytuacji i nie zawierać żadnych odniesień do konkretnych osób, miejsc czy przedmiotów;

·        muszą być znane i pewne, by decyzje sądowe były przewidywalne;

·        muszą się stosować na równi do wszystkich.[4]

Dlaczego w takim razie politycy ulegają wpływom i żądaniom grup nacisku? Z kilku powodów:

·        ponieważ grupy interesu są równocześnie wyborcami, którzy w kolejnych wyborach mogą oddać swój głos na innego polityka. Politycy nie mogą się oprzeć presji różnych grup społecznych, kiedy kwestia socjalna odgrywa istotną rolę w walce wyborczej. Tak było choćby w Niemczech Zachodnich, gdzie stopniowo zwiększano wydatki socjalne. Tak też jest w III RP. Jasno z tego wynika, że demokratyczny system wyboru władz przedstawicielskich powoduje, że nie jest możliwe utrzymanie status quo, które nie uprzywilejowuje żadnych grup nacisku. Dopóki będzie istniała demokracja grupy te zawsze będą lobbowały na swoją korzyść, a politycy będą ulegali ich naciskom kłamliwie uzasadniając swoje decyzje potrzebami społecznymi i temu podobnymi frazesami;

·        pod wpływem łapówek, które przejawiają się dla polityków różnego rodzaju dodatkowymi korzyściami materialnymi. Zjawisko to występuje szczególnie silnie w państwach przeregulowanych o rozbudowanej biurokracji (takich jak państwa Unii Europejskiej), o silnym protekcjonizmie i interwencjonizmie państwowym, gdzie rząd ma duży wpływ na działania gospodarcze, a zwłaszcza tam, gdzie duży majątek pozostaje we władaniu państwa (komunistyczne dyktatury);

·        ponieważ politycy sami należą do tych grup interesu lub są z nimi powiązani, więc podejmują decyzje korzystne dla danego lobby, gdyż jest ona korzystna również dla nich samych. Doskonałym przykładem na to jest choćby nowa ustawa o ustroju rolnym, która zabrania nabywania ziemi rolnej przez nierolników czy ustawa o biopaliwach, która jest korzystna dla polityków PSL, ponieważ niektórzy z nich sami równocześnie są przedsiębiorcami, którzy będą dostarczali biododatki do paliw.

·        pod wpływem szantażu czy groźby grupy nacisku w stosunku do polityka, który ma coś na swoim sumieniu. Sytuacja taka może mieć miejsce szczególnie w państwach słabych, przeżartych korupcją, gdzie wymiar sprawiedliwości nie daje sobie rady ze zorganizowaną przestępczością. Tak dzieje się w krajach za polską wschodnią granicą, ale również, w mniejszym może stopniu, w naszym kraju.

Powstaje pytanie: co w takiej sytuacji mają robić ludzie uczciwi, którzy chcą żyć na przyzwoitym poziomie? Nie mają wyboru. System zmusza ich do tego, by współdziałać z jedną z grup interesu i wraz z nią walczyć o przywileje dla siebie, kosztem tej części społeczeństwa, która nie umie się zorganizować i przez to zmuszona jest do życia w biedzie. Bo prawda jest taka, że grupy nacisku nie okradają państwa; one okradają pozostałych mieszkańców kraju, którzy uczciwie płacą podatki, a nie otrzymują żadnych przywilejów. Niejednokrotnie najbardziej wartościowe jednostki, które mogłyby przyczyniać się do dobrobytu społeczeństwa wtapiają się w kastę urzędniczą zarządzającą całym chorym systemem (najlepszym przykładem jest brukselska biurokracja), by wraz z nią pasożytować na tej części społeczeństwa, która uczciwie pracuje i płaci horrendalne podatki. Niestety nie prowadzi to do niczego dobrego i na dłuższą metę system ten musi doprowadzić do zubożenia społeczeństwa i katastrofy państwa.

* Powyższy artykuł jest zmodyfikowanym fragmentem mojej książki „Prawicowa koncepcja państwa – doktryna i praktyka”


[1] Bastiat F., Co widać i czego nie widać, Lublin Rzeszów 2003, s. 9 (z Przedmowy).

[2] Soto H. de, Inny szlak, Warszawa 1991, s. 279.

[3] Tamże, s. 279-280.

[4] Lewandowski J., Neoliberałowie wobec współczesności, Gdynia 1991, s. 46.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24