To państwo dobija górnictwo*

Polskiemu górnictwu nie jest potrzebny zakaz importu węgla, tylko deregulacja branży, skończenie z unijną polityką klimatyczną, zmniejszenie obciążeń podatkowych, likwidacja przywilejów związkowych, otwarcie nowych złóż i prywatyzacja. Trzeba wziąć przykład z Australii!

Parlament w ekspresowym tempie przyjął, a prezydent Bronisław Komorowski podpisał tzw. ustawę węglową, która za jednym zamachem w typowo interwencjonistyczny sposób ma rozwiązać dwie sprawy: ręcznie ograniczyć import węgla z Rosji oraz podtrzymać istnienie nierentownej kopalni węgla kamiennego „Kazimierz Juliusz” w Sosnowcu. Jednak jak zwykle wyjdzie odwrotnie niż chciał prawodawca i to z niekorzyścią dla branży, konsumentów węgla i podatników. Skandalem jest sam tryb uchwalenia ustawy – z myślą o jednym podmiocie na rynku! Szybkie tempo przyjęcia aktu było konieczne, gdyż tylko do 15 października było możliwe przesunięcie pieniędzy z rezerwy budżetowej do resortu gospodarki. Na dodatek urzędnicy sejmowi zwracali uwagę, że nowelizacja może być niezgodna z prawem, gdyż wykracza poza nową regulację o jakości węgla, a nie wskazano merytorycznego z nią związku. Nowelizacja ustawy może także naruszać prawo unijne (brak zgody Brukseli na pomoc publiczną dla kopalni). Wiadomo, że celem aktu było jedynie uspokojenie związkowców i górników. A już na pewno ustawa nie jest korzystna dla energetyki, której uniemożliwia się zakupy tańszego węgla z importu.

Równi i równiejsi

Ustawa wprowadza normy jakości dla węgla kamiennego i koksu. Zgodnie z nowymi przepisami biurokracji przybędzie pracy, bo dopuszczaniem węgla na polski rynek ma zająć się Służba Celna, a kontrolą obrotu – Inspekcja Handlowa. – Ta ustawa wygląda tak, jakby zrobił ją ktoś, kto kompletnie nie ma pojęcia o tym, jaki węgiel jest w Polsce wydobywany. Ona przede wszystkim uderzy w producentów polskiego węgla. Będą do zamknięcia kopalnie Kompanii Węglowej „Piast”, „Ziemowit” czy Południowego Koncernu Węglowego „Sobieski” i „Janina”, które ponoć – wg danych Kompanii – dziś są akurat rentowne. Węgiel z tych kopalń nie jest w stanie spełnić norm, które przyjęto w tej ustawie – mówi w rozmowie z „Najwyższym Czasem!” Tomasz Skóra, prywatny przedsiębiorca z branży górniczej, który z ramienia KNP kandyduje do Sejmiku Województwa Śląskiego. Podobnego zdania jest Adam Gorszanów, prezes Izby Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla, który dla portalu wnp.pl powiedział, że „ustawa miała w swoim zamierzeniu ograniczyć import złego węgla z Rosji, a efekt będzie zupełnie odwrotny! Zwiększy się udział węgla importowanego w rynku socjalno-bytowym i drobnym wycenianym na 16 mln ton. Stanie się tak, ponieważ część krajowego węgla nie spełni wymagań jakościowych dopuszczających węgiel kamienny do sprzedaży”. Dodał, że „efekt tych działań będzie taki, że na rynku pozostałym, na którym nie są stosowane regulacje związane z emisją (…) można będzie sprzedawać tylko importowany miał węglowy. (…) a krajowi producenci nie mają szans, aby do tego się przygotować organizacyjnie i technicznie”. Tymczasem cały import w 2013 roku stanowił zaledwie 14 procent wielkości wydobycia węgla kamiennego w Polsce (10,8 mln ton, z czego 6,6 mln ton z Rosji) i był porównywalny z wielkością eksportu (10,6 mln ton).
Ustawa umożliwia utrzymywanej z dotacji państwa Spółce Restrukturyzacji Kopalń w Bytomiu przejęcie kopalni „Kazimierz-Juliusz” od Katowickiego Holdingu Węglowego, co wymusiły roszczeniowe związki zawodowe, by zbędni górnicy nie poszli na bruk. Miesięcznie straty kopalni sięgały 3 mln zł. Na starcie podatnicy dopłacą do tego interesu 280 mln zł – 120 mln zł za zobowiązania kopalni oraz 160 mln zł – na koszty likwidacji. – Możemy mieć problemy z oceną KWK „Kazimierz-Juliusz” i jej rzeczywistego rachunku ekonomicznego, ale kopalnia ta, jak żadna, sama zmagała się z trudnościami i bez pomocy KHW próbowała od wielu lat wejść na ścieżkę prywatyzacyjną. Być może udałoby jej się tak jak „Bogdance” w Lubelskim Zagłębiu, gdyby nie wyraźny sprzeciw ze strony władz Jaworzna, pod którego terenem leżą pokłady węgla możliwe do eksploatacji przez tę kopalnię – komentuje Skóra. – W taki sposób urzędnicza „troska” o środowisko i obawy przed domniemanymi szkodami dla Jaworzna pozbawia pracy tysiąc, a może i więcej ludzi. Zapewne dla urzędników to lepsze rozwiązanie, bo to więcej bezrobotnych, którymi trzeba się przecież zaopiekować. Tak upada kolejna inicjatywa przedsiębiorczych Polaków! W tak sprokurowanej przez lokalną władzę sytuacji nie widać sensu dofinansowywania tej kopalni – bo niby co miałaby wydobywać? – pyta retorycznie.
„Kiedy upadały nowosolskie fabryki, kiedy bezrobocie sięgało blisko 40%, kiedy matki nie miały za co nakarmić swoich dzieci, kiedy w tym mieście w garażach i piwnicach produkowano krasnale, żeby zarobić na chleb… ‘pies z kulawą nogą’ nie zainteresował się losem tysięcy ludzi tracących pracę w jednym z najbardziej uprzemysłowionych miast w Polsce, w Nowej Soli. Wolny rynek zrobił swoje. Dzisiaj czytam, że górnicy wywalczyli zaległe wypłaty, będą nadal dostawać deputaty, dopłaty do komunikacji, 13-ste i 14-ste pensje itd. Mimo ogromnych strat, nadal utrzymają swoje przywileje, dzięki dotacji z budżetu państwa. Czyli my, biedacy, dopłacimy 100 mln zł (…) do upadającej firmy. (…) Doceniam pracę górnika dołowego. Trudny i niebezpieczny zawód. Ale jest wolny rynek. Nikt nikogo nie zmusza do robienia czegoś, co się nie opłaca. Jeśli coś jest za drogie, to nic dziwnego, że szuka się czegoś tańszego. Czy ktoś zgodzi się, w imię solidaryzmu z górnikami, płacić drożej za swoje ogrzewanie? Jeśli sprzedawca gazet w kiosku jest za drogi, to bankrutuje. Dlaczego my mamy się mierzyć z wolnym rynkiem, a górnicy nie? Czy dzieci górników mają inne żołądki, niż dzieci pracowników upadłych fabryk Odry czy Dozametu? (…) Dlaczego żyjemy w takim dziwnym kraju, w którym zawsze są równi i równiejsi?” – napisał na Facebooku Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli (woj. lubuskie).
Na marginesie: Kosztująca podatników kilkaset milionów złotych rocznie SRK teoretycznie miała zajmować się sprzedażą majątku i odwadnianiem zamkniętych kopalń, by wody kopalnianie nie zalały istniejących. I rzeczywiście to robi z tym, że gdyby chciano, pokopalniane nieruchomości można by sprzedać w jeden rok i zamknąć sprawę, a odwadnianie kopalń należałoby przerzucić na kopalnie istniejące. Jednak jeszcze jednym, ukrytym celem istnienia SRK jest dawanie pracy znajomym królika z branży – dlatego jest ciągły lobbing na otrzymywanie coraz większych dotacji z budżetu, a sprzedaż nieruchomości tak bardzo się ślimaczy.
Co ciekawe, jak poinformował „Dziennik Zachodni”, za miedzą zamykanej sosnowieckiej kopalni, w Mysłowicach, prywatna firma Brzezinka z Warszawy chce budować nową. Kopalnia ma być mała, ale za to nowoczesna, dzięki czemu będzie generowała znacznie mniej kosztów niż państwowy moloch. Ma to zapewnić: ograniczenie infrastruktury, nowoczesne maszyny i niewielkie zatrudnienie. Z kolei czeska prywatna firma węglowa OKD, działająca przy polskiej granicy na Śląsku Cieszyńskim, broni się przed trudną sytuacją w branży (spadające ceny węgla na rynku światowym) zwolnieniami górników, racjonalizując zatrudnienie. Polskie państwowe koncerny nie mają takich planów, tym bardziej że zbliżają się wybory, a to byłoby bardzo niepolityczne. I nie ma tu znaczenia fakt, że w pierwszej połowie 2014 roku straty polskiego górnictwa wyniosły 772 mln zł (strat nie przynosi tylko Lubelski Węgiel Bogdanka), a na dodatek ma ono olbrzymie zadłużenie sięgające kilkunastu miliardów złotych.

Związkowe przywileje

W znacznej mierze do tragicznego wyniku finansowego polskiego górnictwa przyczyniają się roszczeniowe związki zawodowe. Jak podała „Rzeczpospolita”, tylko w tym roku w produkującej węgiel koksowniczy (dla koksowni i hut, a nie do elektrowni) Jastrzębskiej Spółce Węglowej utworzono dziewięć (!) nowych organizacji związkowych, co daje łącznie już 49 zakładowych organizacji związkowych. Aktualnie w JSW ze zwolnienia od obowiązku świadczenia pracy z powodu działalności związkowej zwolnionych jest 88 pracowników. W 2013 roku spółkę kosztowało to 10,5 mln zł. Jak podała „Najwyższemu Czasowi!” Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzecznik prasowy JSW, roczne koszty przywilejów górniczych w firmie wynoszą 705 mln zł (dla porównania strata spółki w I połowie br. wyniosła ok. 340 mln zł. Są to: deputaty węglowe dla pracowników – 156 mln zł, deputaty węglowe dla emerytów i rencistów – 65 mln zł, Barbórka – 213 mln zł, 14. pensja – 213 mln zł, korzystniejsze wyliczenie urlopu – 24 mln zł, dopłata do chorobowego – 14,4 mln zł, dopłata do przewozów pracowniczych – 5 mln zł, pomoce szkolne – 2,9 mln zł, utrzymanie związków zawodowych – 11,7 mln zł (uzwiązkowienie w spółce wynosi – uwaga! – 123 procent!). Jeszcze gorzej wygląda sytuacja w Kompani Węglowej w Katowicach. Jak poinformował „Najwyższy Czas!” Tomasz Głogowski z Biura Prasowego spółki, tylko roczny koszt realizacji deputatów węglowych wynosi ok. 260 mln zł, a liczba uprawnionych to ok. 160 tysięcy osób! W spółce działają aż… 143 zakładowe organizacje związkowe, których roczny koszt utrzymania wynosi ponad 26 mln zł. Łącznie w KW do związków zawodowych należy 47 470 osób co stanowi 100,3 procent pracowników, a ochronie podlega 805 osób!
W 2014 roku rząd odroczył KW spłatę należności wobec urzędów skarbowych oraz ZUS w wysokości ponad 280 mln zł. – Rozwiązaniem nie jest dorzucanie pieniędzy innych podatników, tylko zmiany mechanizmów i sprawienie, żeby system rzeczywiście był efektywny i wynagradzał w znacznie większym stopniu kopalnie, które wydobywają węgiel efektywnie i mogą konkurować na warunkach rynkowych – mówił w rozmowie z Newserią Rafał Antczak, członek zarząd Deloitte. – Cała otoczka wydobywania i sprzedaży węgla nie jest transparentna. To wszystko powoduje, że występują na tym rynku różne patologie – dodał. Jednak okazuje się, że branże najbardziej drenuje… samo państwo! Mianowicie jak podaje w rozmowie z wnp.pl Janusz Olszowski, prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej, w 2013 roku z tytułu podatków i różnych opłat górnictwo węgla kamiennego zapłaciło do budżetu państwa, gmin górniczych, funduszy i innych państwowych instytucji kwotę ponad 7,1 mld zł (przedsiębiorca górniczy jest obecnie obciążony 34 podatkami i innymi opłatami!), co oznacza, że na jedną tonę wydobytego węgla przypadało 100 zł obciążeń (to ok. 1/3 kosztów)! W latach 2000-13 górnictwo wpłaciło do państwowej kasy prawie 91 mld zł, a w tym czasie otrzymało dotacje w wysokości prawie 10,9 mld zł.

Deregulacja i prywatyzacja

Czy gdyby cena polskiego węgla była tańsza niż rosyjskiego, to elektrownie wolałyby palić rosyjskim? Nie, w tej sytuacji nikt by nie sprowadził tony węgla z Rosji i niepotrzebnie by był sztuczny protekcjonizm państwa. Ale Rosja ma tańszy węgiel, bo nie krępują jej unijne przepisy. To Bruksela jest problemem, a nie import. W tej sytuacji także potrzebująca węgiel Ukraina (która musi do końca roku sprowadzić ok. 4 mln ton węgla) nie zamierza kupować go od Polski, lecz woli z RPA czy nawet Rosji, z którą prowadzi wojnę! Inny eksporter węgla – Australia zrezygnowała we wrześniu z podatku od węgla, dzięki czemu jest on tańszy o 25 zł na tonie. I władze Australii nie utrudniają działalności górniczej, jak Bruksela i Warszawa, a widzą w niej przyszłość. – Węgiel jest niezbędny dla przyszłych potrzeb energetycznych świata. Energia z węgla jest kluczowa, jeśli świat ma nadal rosnąć i rozwijać się. Dlatego nie demonizujmy węgla – mówił w październiku Antoni Abbott, konserwatywny premier Australii. – Węgiel jest dobry dla ludzkości. Węgiel jest niezbędny dla dobrobytu. Węgiel jest istotną częścią naszej przyszłości gospodarczej w Australii – dodał, otwierając nową kopalnię za 4 mld AUD, która będzie eksportować 5,5 mln ton węgla rocznie. Ale na antypodach wydobycie jest też tańsze z tego powodu, że tam działają kopalnie odkrywkowe (podobnie zresztą jak kopalnie węgla brunatnego w Polsce). Nie ma się co dziwić premierowi Abbotowi, skoro z raportu Banku Rezerw Australii wynika, że szybki rozwój górnictwa w ostatnich latach bardzo poprawił standard życia Australijczyków.
Jak w świetle powyższego można rozwiązać problemy polskiego górnictwa? Na pewno nie jest dobrym rozwiązaniem propozycja rządu PO-PSL polegająca na kolejnych przetasowaniach korporacyjnych spółek węglowych – podział KW i przejęcie kilku kopalni przez państwowy Węglokoks (zajmujący się eksportem węgla), dofinansowany z pieniędzy podatników. – Słuszna zwykle recepta pod tytułem „prywatyzacja uleczy wszystko” jest o tyle niekompletna, że rozmawiamy o przedsiębiorstwach funkcjonujących w otoczeniu, które nie jest rynkowe. Podstawowym problemem polskiego górnictwa jest i będzie walka z nim, narzucona z Brukseli, ponieważ normy emisyjne czy konieczność pobierania akcyzy (ponad 31 zł od tony) zwiększają koszty produkcji energii w węgla, a mimo to i tak jest ona tańsza o połowę od tzw. zielonej energii z wiatraków i trzykrotnie tańsza niż słoneczna! – mówi Tomasz Skóra. – Ale i tego wciąż za mało. Zatem Unia Europejska zmusza polskie elektrownie węglowe do produkowania tzw. zielonej energii choćby przez spalanie w nich drewna i innej biomasy, bo to też jest horrendalnie drogie, a przecież o to jej chodzi, aby podnieść koszty energii i spowolnić polską gospodarkę. Z tego powodu rynek na węgiel kurczy się zamiast rozszerzać, jak by to było w sytuacji rozwoju energetyki węglowej, do którego powinniśmy dążyć nie tylko dla taniej energii, ale i z powodów bezpieczeństwa energetycznego na wypadek konfliktu z Rosją. I to nie tylko z powodu gazu, który mimo że droższy, też wypiera węgiel, ale trzeba pamiętać, że w przypadku konfliktu węgiel rosyjski do Polski też nie przyjedzie – dodaje Skóra.
Uważa on, że po pierwsze, trzeba walczyć z Brukselą (co zresztą polski rząd wreszcie dostrzegł i rozpoczął negocjacje kolejnego etapu tzw. pakietu klimatycznego) o to, żeby odejść od regulacji unijnych pętających rozwój polskiej energetyki węglowej, która w efekcie musi się zwijać. Redukuje się rynek zbytu węgla, poprzez samobójcze rozwiązania tzw. ekologiczne i ograniczanie mocy produkcyjnych wytwarzania energii z węgla. Elektrownie muszą płacić 270 zł od każdego niewyprodukowanego 1 MW energii z narzuconych ilości odnawialnych, które muszą wyprodukować. W efekcie, aby nie płacić tych kar, energetyka pali drewnem i sama kurczy rynek dla węgla, mimo że efekt ekologiczny jest odwrotny od zamierzonego. – Te regulacje należałoby znieść tak, aby najtańsza energia wygrywała na rynku. Dzisiaj nie może wygrać, ponieważ jest nakaz produkowania coraz większej ilości droższej odnawialnej i mówi się o podniesieniu tego poziomu do 27 procent – mówi Skóra (a wiadomo, że emisja CO2 nie ma żadnego wpływu na tzw. zmiany klimatyczne). Do tego dochodzą jeszcze normy dotyczące ilości siarki w węglu (nb. w rosyjskim jest dużo niższa niż w polskim).
Drugim elementem jest wolna konkurencja między zakładami górniczymi. Należy zmierzać do rozparcelowania wielkich spółek węglowych. Dopiero wolny rynek kopalń, przy normalnym rachunku ekonomicznym, pokaże, że ten sektor może znowu być lokomotywą polskiej gospodarki. Ogromne koszty nadbudowy – utrzymania niepotrzebnego aparatu biurokratycznego i związków zawodowych by zniknęły. Deputaty górnicze, koszty finansowania szkód górniczych, długi przejętych spółek węglowych – po prywatyzacji to wszystko by wyglądało lepiej, bo nowe podmioty nie miałyby tych obciążeń. Po trzecie, obecnie część kopalń w Polsce pracuje na starych urządzeniach i na kończących się złożach. A tymczasem złoża węgla w Polsce są i to w ogromnej ilości co najmniej kilku miliardów ton. – Mało tego, wiele zachodnich koncernów widzi dużą szansę na zyski z inwestycji w kopalnie w Polsce. Na przykład Australijczycy już kupili koncesję na wydobycie złóż węgla energetycznego obok podlubelskiej „Bogdanki”. Z kolei Czesi z powodzeniem fedrują na odkupionej od KW kopalni „Silesia” w Czechowicach-Dziedzicach, a zaraz zaczną w Dębieńsku. Tymczasem my zamykamy kolejne kopalnie – mówi Skóra. – Dopiero po takich reformach otworzy się rynek dla rozkwitu energetyki węglowej i wtedy wszyscy zobaczą, że ona się rozwija, a nie żadne wiatraki czy fotowoltaika – dodaje. Promocja energetyki odnawialnej powoduje tylko wzrost cen prądu, co widać na naszych rachunkach za energię. A po zdjęciu ekobarier, elektrownie węglowe zwiększą produkcję, inwestując w nowoczesne ekologiczne technologie spalania węgla.

* Niniejszy tekst został opublikowany w nr 43 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2014 r.

Jedna odpowiedź to “To państwo dobija górnictwo”

  1. marian pisze:

    Koksownię z Zdzieszowicach Mittal kupił nawet nie wiedząc,że należy do Huty Katowice.Hałdy Koksu zalegały,bo nie było kupców na koks W trzy miesiące okazało sie,że każdą ilość koksu kupują Chińczycy.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24