Samorządy toną w długach*

 

W ciągu 12 lat zadłużenie jednostek samorządu terytorialnego wzrosło 9-krotnie. W 1999 roku wyniosło ono około 6,2 mld zł, podczas gdy w pierwszym półroczu 2011 roku poszybowało na ponad 56 mld zł, a do końca roku może przekroczyć nawet 69 mld zł!

 

Jak podaje Ministerstwo Finansów, w pierwszym półroczu 2011 roku zadłużenie jednostek samorządu terytorialnego było o 35,9 procenta wyższe od zadłużenia w analogicznym okresie roku ubiegłego. W 2010 roku dwa miasta przekroczyły ustawową 60-procentową granicę relacji długu do dochodów: Toruń (65 proc.) i Wrocław (60,7 proc.), a kilka kolejnych miast zbliżyło się do tej granicy: Kraków (59,2 proc.), Bydgoszcz (58,8 proc.), Lublin (54,6 proc.). Wskaźnik udziału zobowiązań ogółem jednostek samorządu terytorialnego w dochodach ogółem aktualnie wynosi 31,5 procenta, w 2009 roku wyniósł 26 procent, podczas gdy jeszcze w 2005 roku było to 20,6 procenta, a w 1999 roku – tylko 9,5 procenta.

W utworzonym w 2010 roku przez „Puls Biznesu” rankingu pokazującym dług w przeliczeniu na jednego mieszkańca lideruje Wrocław z kwotą prawie 2,8 tys. zł. Dalej są: Kraków – niecałe 2,6 tys. zł, Warszawa – prawie 2,5 tys. zł i Toruń z 1,9 tys. zł na jednego obywatela. Do tego dochodzi zadłużenie ukryte spółek komunalnych, których właścicielem są samorządy. Jeszcze w 2005 roku łączny dług samorządów stanowił 0,4 procenta całego zadłużenia publicznego Polski, a w 2010 roku ten udział przekroczył 6 procent i do końca roku 2011 może sięgnąć nawet 9 procent!

Co ciekawe, od 2004 roku, czyli kiedy nadszedł „deszcz unijnych dotacji”, dynamika zadłużenia samorządów przewyższała nawet dynamikę zadłużenia rządu centralnego. Przedstawiciele lokalnych władz sami twierdzą, że muszą się zadłużać, by móc realizować programy unijne. Według danych Ministerstwa Rozwoju Regionalnego w perspektywie finansowej 2007-13 samorządy będą potrzebowały łącznie około 26 mld zł na wkład własny w realizowanych przez nie projektach unijnych. Jednak dotacje unijne odpowiedzialne są nie tylko za wydatki samorządów na współfinansowanie projektów unijnych, ale też na rozrost biurokracji w tychże. Tylko w 2010 roku w związku z unijnymi funduszami – jak tłumaczą sami samorządowcy – w lokalnych urzędach, jednostkach samorządu terytorialnego czy gospodarstwach pomocniczych przybyło ponad 11 tysięcy urzędników, co oznacza wzrost o 4,5 procenta.

Jak podaje raport Ministerstwa Finansów, budżety jednostek samorządu terytorialnego (włączając w to wynik majątkowy) w 2010 roku zamknęły się deficytem w wysokości prawie 15 mld zł, podczas gdy rok wcześniej był to deficyt na poziomie niecałych 13 mld zł, a w 2008 roku – tylko 2,6 mld zł. Także liczbowo w 2010 roku więcej było samorządów z deficytami. Jak podaje „Rzeczpospolita” na podstawie danych Ministerstwa Finansów, w 2010 roku było 473 samorządów z deficytem operacyjnym, czyli ujemną różnicą między bieżącymi dochodami i bieżącymi wydatkami, podczas gdy w 2009 roku takich jednostek było 223, a w 2008 roku – 87.

Na co samorządy wydają pieniądze? Nie tylko na potrzebne drogi, transport publiczny czy infrastrukturę kanalizacyjną. Katowice zadłużają się w Europejskim Banku Inwestycyjnym na kwotę 250 mln zł, by wybudować siedzibę Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, a część pieniędzy przeznaczyć na Międzynarodowe Centrum Kongresowe. Dąbrowa Górnicza, jak wiele innych miast czy dzielnic Warszawy zainwestowała w deficytowy park wodny. Gorzów Wielkopolski sfinansował filharmonię i to samo budują lub planują kolejne miasta: Kielce, Koszalin, Szczecin, Kraków czy Wejherowo. We Wrocławiu buduje się Narodowe Forum Muzyki z salą na 1800 miejsc za 300 mln zł, a budowa opery i filharmonii podlaskiej w Białymstoku kosztuje ponad 200 mln zł. Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego wydał milion złotych na stworzenie i promocję portalu gospodarczego, który podawał inwestorom… błędne lub nieprawdziwe informacje. Pieniądze podatników samorządy różnych szczebli wydają też na gadżety promujące programy unijne (na przykład Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego nabył budziki z odlatującym śmigłem) czy na prezenty dla gości w związku z polską prezydencją (pozłacane pióra czy pendrive’y ze srebrną obudową). Władze Łodzi, która zadłużona jest na 1,5 mld zł, aż 130 tys. zł wydały na zakup słodyczy (76 rodzajach ciastek i ciasteczek), kawy i herbaty (65 smaków) dla swoich biurokratów. Marszałek województwa mazowieckiego planował zakup siedmiu luksusowych limuzyn za pół miliona złotych, a Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezydent Warszawy, ciągle nagradza swoich urzędników coraz to nowszymi premiami i prezentami. Ponadto stołeczny samorząd jest członkiem aż 19 organizacji i stowarzyszeń i w związku z tym na same składki członkowskie wydaje prawie 1,2 mln zł rocznie.

W sytuacji biegunki wydatkowej, a co za tym idzie, w związku z pogarszającą się sytuacją zadłużenia samorządów różne środowiska próbują zwrócić uwagę na ten fakt i walczyć z tym zjawiskiem. W maju br. Polska Jest Najważniejsza – Zagłębie Dąbrowskie oraz Stowarzyszenie Konstruktywny Sosnowiec podczas specjalnie zwołanej w Sosnowcu konferencji prasowej podjęli ten temat. Krzysztof Haładus, były członek UPR, a obecnie w PJN, w prezentacji multimedialnej pokazywał wzrastające wskaźniki zadłużenia miast Zagłębia Dąbrowskiego: Będzina, Dąbrowy Górniczej, Jaworzna, Sosnowca i Zawiercia. Z kolei Andrzej Włusek ze Stowarzyszenia Konstruktywny Sosnowiec informował o uruchomieniu na stronie internetowej stowarzyszenia (http://kos.org.pl) specjalnych liczników pokazujących zwiększające się zadłużenie mieszkańców zagłębiowskich miast – ogólnie, w przeliczeniu na osobę (średnio około tysiąc złotych) oraz w przeliczeniu na rodzinę (średnio około 3 tys. zł).

W specjalnym Raporcie nt. Zadłużenia Miast Zagłębia Dąbrowskiego porównano inwestycje prywatne z publicznymi, wskazując negatywne cechy tych ostatnich. „Samorządy gminne zaciągają długi, uzasadniając je praktycznie zawsze potrzebami inwestycyjnymi. Potocznie i powszechnie rozumiana inwestycja powinna spłacić się w określonym czasie, by następnie przynosić zyski. W odróżnieniu od takiego modelowego i zdroworozsądkowego podejścia, „inwestycje samorządowe”, szerzej – publiczne, z reguły nie dają jednak dochodów, pozwalających na zwrot kosztów inwestycji, a najczęściej wymagają ponoszenia dodatkowych kosztów, związanych z bieżącym utrzymaniem czy działalnością zrealizowanej >inwestycji samorządowej<” – napisano w raporcie.

- Przedstawiony przez nas raport oraz skonstruowanie i umieszczenie liczników zadłużenia w Internecie miało na celu zwiększenie świadomości mieszkańców w tej kwestii i wzmocnienie ich postaw obronnych wobec zakusów polityków na prywatne portfele – mówi „Najwyższemu CZAS-owi!” Krzysztof Haładus. – Kierując samorządową kampanią wyborczą w 2002 roku umieściłem na plakacie wykres wzrostu zadłużenia pod rządami SLD w Sosnowcu w mijającej wówczas kadencji, co odbiło się szerokim echem wśród mieszkańców, o mało nie doprowadzając do zwycięstwa kandydata na prezydenta z ramienia koalicyjnego wówczas komitetu PO-PiS-UW-UPR. W kolejnych czterech latach SLD zmniejszył zadłużenie, zapobiegając ponownemu wykorzystaniu tego argumentu przez prawicę. Efekty takich działań są długofalowe, ale są! – dodaje.

Także Stowarzyszenie KoLiber, które zorganizowało kampanię „Polska bez długu”, podjęło ten temat. Oddział stowarzyszenia z Tarnowa sprzeciwia się dalszemu zadłużeniu tego miasta. W ciągu trzech dni tarnowski KoLiber zebrał około 200 podpisów pod inicjatywą „Tarnów bez długu” i podobna liczba osób poparła akcję na portalu społecznościowym Facebook. Przedstawiciele tarnowskiego KoLibra wzięli udział w spotkaniu ze Sławomirem Kolasińskim, skarbnikiem Tarnowa oraz Dorotą Kunc-Pławecką, rzecznikiem prezydenta miasta. Urzędnicy broni się, że nie mogą ciąć wydatków ze względu na prawo samorządowe (na przykład kwestia podwyżek dla nauczycieli). W związku z tym na inwestycje zostaje mało pieniędzy, więc trzeba brać kredyty, żeby korzystać ze środków unijnych…

- W oświadczeniu rzecznik Doroty Kunc-Pławeckiej można przeczytać, że w tym roku została stworzona prognoza finansowa oddłużenia Tarnowa, natomiast ciężko jest uwierzyć w zapewnienia tarnowskich urzędników, jakoby mieli oni zaprzestać zaciągać kredyty oraz pożyczki na poczet wydatków, ponieważ podobną sytuację mieliśmy już pięć lat temu. Wtedy to włodarze Tarnowa w prognozie finansowej miasta zapowiedzieli, że miasto od tegoż roku przestanie się zadłużać i rozpocznie sukcesywne spłacanie kredytów. Niestety na pustych słowach obietnice się skończyły, gdyż już trzy lata później (czyli w 2009 roku) zadłużenie sięgnęło poziomu o 100 mln zł wyższego, niż pierwotnie planowano w 2006 roku – opowiada „Najwyższemu CZAS-owi!” Piotr Gładysz, prezes tarnowskiego oddziału KoLibra. – Akcja zdobywa coraz większy poklask u społeczeństwa, mogę również powiedzieć, że rozpoczęliśmy lokalną debatę na temat zadłużania samorządu tarnowskiego, ponieważ coraz więcej słyszy się o naszym projekcie – dodaje.

Na temat ciekawych spostrzeżeń w związku z przedsięwziętą inicjatywą opowiedział „Najwyższemu CZAS-owi!” Filip Wikierak, wiceprezes tarnowskiego oddziału KoLibra. – Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że tak naprawdę zdecydowana większość (rzekłbym, że sporo więcej niż 3/4) tarnowian jest zdziwiona samym faktem, że Tarnów jest zadłużony! Ludzie nie mają kompletnie pojęcia o stanie finansów miasta… Oceniają władze tylko i wyłącznie na podstawie tego, czy coś się wybudowało, zrobiło, kupiło itp. – mało kto interesuje się kosztami. Dzięki inicjatywie „Tarnów bez długu” sporo ludzi niewątpliwie dowiedziało się nowych, nieciekawych dla władzy faktów – mówi Wikierak.

Dochodzimy do wniosku, że lokalne władze wydają coraz więcej pieniędzy podatników, zadłużając ich coraz bardziej, a ci nawet o tym nie wiedzą. Paradoksalnie to Jacek Rostowski, minister finansów, sam nie oszczędzając, walczy z nadmiernymi wydatkami samorządów, by w ten sposób nie powiększał się ogólny współczynnik zadłużenia finansów publicznych. Słusznie od 2011 roku ustawa o finansach publicznych zakazała deficytu operacyjnego samorządów. Dlaczego nie wprowadzono podobnego przepisu odnośnie budżetu centralnego?

 * Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 41 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2011 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24