Sprywatyzować kopalnie!!!*
W większości krajów jest tak, że prawica przeprowadza reformy, które początkowo powodują negatywne skutki np. krótkotrwały wzrost bezrobocia czy wzrost cen, co skutkuje brakiem poparcia dla prawicy w kolejnych wyborach. Wygrywa lewica i zbiera punkty za długofalowe pozytywne skutki reform wprowadzonych przez prawicę. Tymczasem w Polsce SLD „reformuje” górnictwo, co powoduje niezadowolenie społeczne i partia ta w sposób gwałtowny traci poparcie. Wygląda na to, że zaistnieją dwa pozytywne skutki likwidacji kopalń: państwo czyli podatnicy mniej będą dopłacać do sektora górniczego, a ponadto SLD straci poparcie społeczne.
Jednak nie można tej eseldowskiej „reformy” górnictwa oceniać w sposób jednoznacznie pozytywny. Państwo nie powinno zamykać nierentownych kopalń, powinno jedynie je sprywatyzować, choćby za symboliczną złotówkę, a dopiero potem sprawiedliwy i nieodwołalny wyrok wydałby wolny rynek. Te prywatne kopalnie, w których wydobycie węgla byłoby opłacalne, co byłoby możliwe po obcięciu kosztów działalności, nadal by funkcjonowały, natomiast w tych kopalniach, w których nie udałoby się wygenerować zysków musiałyby zbankrutować. Oczywiście konieczne byłoby równoczesne zaprzestanie ustalania ceny urzędowej na węgiel – to rynek najlepiej ustali ile ma kosztować tona czarnego złota.
Nie można likwidować państwowej kopalni, dlatego że przynosi straty, ponieważ istnieje duże prawdopodobieństwo, że ta sama kopalnia w prywatnych rękach przynosiłaby zyski. Tymczasem SLD z góry zakłada, że nie należy prywatyzować kopalń, ponieważ prywatne, podobnie jak państwowe, przynosiłyby straty. Nie można się zgodzić z tym stwierdzeniem, gdyż jak pokazuje praktyka większość sprywatyzowanych firm przynosi zyski, w przeciwieństwie do okresu przed prywatyzacją. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że również kopalnie w prywatnych rękach przynosiłyby zyski, a górnicy nadal mieliby swoją pracę. Dowodem na to, że możliwa jest rentowność polskiego sektora górniczego są choćby doskonale radzące sobie prywatne kopalnie w USA, Australii czy RPA. Również w Czechach prywatyzacja górnictwa węgla kamiennego przyniosła szybko pozytywne rezultaty: jest ono obecnie dobrze zarządzane i dochodowe.
Ponadto mówienie o konieczności tzw. bezpieczeństwa energetycznego kraju jest niczym innym jak socjalistycznym wymysłem usprawiedliwiającym interwencjonizm państwowy. Jest wiele krajów na świecie takich jak Japonia czy Singapur, które nie mają wielu surowców mineralnych, a ich gospodarki rozkwitają od dziesięcioleci. Dopóki wydobycie węgla będzie opłacalne prywatne kopalnie będą działały, a odbiorcy będą cieszyli się tańszym paliwem węglowym niż obecnie. Jeśli natomiast wydobycie po prywatyzacji okaże być nieopłacalne wtedy lepiej importować tani węgiel niż dopłacać do krajowej produkcji. Dodatkowo przestanie istnieć problem nadprodukcji tego surowca, ponieważ spadną ceny i niektóre kopalnie zbankrutują lub będą starały się rozwijać eksport, a nie będą na siłę starały się sprzedawać węgla po dumpingowych cenach na rynku krajowym, bo szybko wpadłyby w tarapaty finansowe, na co w warunkach wolnorynkowych (gdzie nie ma państwowych dotacji ani urzędowo ustalanych cen) nie można sobie pozwolić. Wtedy zostanie osiągnięta równowaga rynkowa, która nigdy nie zaistnieje w warunkach ręcznego sterowania sektorem.
Najlepsza byłaby prywatyzacja pracownicza na wzór tej przeprowadzonej przez premier Margaret Thatcher w Wielkiej Brytanii odnośnie wielu państwowych, nierentownych firm. Jeśli górnicy tak bardzo sprzeciwiają się likwidacji kopalń to niech je po prostu wykupią od państwa. Udziały w kopalniach, w których majątek przewyższa długi zostałyby górnikom sprzedane po odpowiedniej cenie, natomiast tam, gdzie wartość pasywów przekracza wartość aktywów udziały powinny zostać górnikom po prostu rozdane. Ewentualne zyski będą szły do ich kieszeni, jednak straty także oni sami będą musieli pokrywać z własnych pieniędzy a nie z pieniędzy podatnika.
Obecnie państwowe kopalnie są w dużej mierze deficytowe dzięki państwowemu zarządcy, który nie zwraca uwagi na ekonomiczną stronę działalności i podejmuje wiele decyzji pod naciskiem politycznym lub nielegalnie wyprowadza publiczny majątek do prywatnych spółek. To niekorzystne zjawisko zauważył już ponad 200 lat temu Adam Smith, który twierdził, że państwowe przedsiębiorstwa zawsze będą przynosiły straty, ponieważ „agenci panującego [obecnie państwa] uważają, że bogactwo ich pana jest niewyczerpalne; nie zważają, po jakiej cenie kupują ani po jakiej sprzedają, nie obchodzi ich też cena transportu towarów z jednej miejscowości do drugiej.” Po przeprowadzeniu prywatyzacji właściciel-zarządzający nigdy nie będzie szkodził kopalniom, ponieważ wtedy równocześnie szkodziłby samemu sobie.
Również górnicze związki zawodowe bardzo pomagają kopalniom tonąć w długach i same mogłyby doprowadzić do bankructwa niejedną dobrze prosperującą kopalnię. Bo zakłady wydobywcze są deficytowe głównie z powodu destrukcyjnej działalności związków zawodowych, które wymuszają nieuzasadnione ekonomią podwyżki płac, specjalne przywileje górnicze i nie zgadzają się na racjonalną redukcję zatrudnienia. Dzisiaj koszty osobowe stanowią około 70% ceny węgla. Kwoty wydawane na samo utrzymanie działaczy związkowych nie są bagatelne. Jak podał „Puls Biznesu” w samej Kompanii Węglowej pobiera wynagrodzenie, nie świadcząc pracy aż 189 działaczy związkowych, co kosztuje ten państwowy koncern 1,4 mln zł miesięcznie! I tu dochodzimy do sedna sprawy: to właśnie roszczeniowe związki zawodowe w dużej mierze są odpowiedzialne za fatalny stan polskiego górnictwa i jego restrukturyzację należałoby rozpocząć od odebrania władzy działaczom związkowym.
Po części także polskiemu prawu podatkowemu zawdzięczamy tak niekorzystną sytuację sektora górniczego. Kopalnie muszą płacić nie tylko, podobnie zresztą jak wszystkie inne przedsiębiorstwa w Polsce, wysokie podatki, składki na ZUS, różnorakie obowiązkowe ubezpieczenia itp. Dodatkowo są one obciążone między innymi tzw. opłatą eksploatacyjną czyli podatkiem na rzecz gmin górniczych w wysokości 3% ceny węgla. Te wszystkie czynniki razem spowodowały tak niepomyślną sytuację polskiego górnictwa i tylko jego prywatyzacja a nie ciągłe oddłużania i restrukturyzacje może mu pomóc wyjść w końcu na prostą.
* Artykuł ten został opublikowany w nr 42 tygodnika „Najwyższy CZAS!” z 2004 r.





