Prześladowany jak kierowca*

Jaka grupa ludzi jest w Polsce najbardziej ciemiężona przez władze fiskalne i tzw. wymiar sprawiedliwości? Oczywiście kierowcy. Muszą płacić horrendalne podatki wliczone w cenę paliw i w ceny samochodów, za które to pieniądze w niewielkim stopniu polepsza się stan dziurawych polskich dróg, straszy się ich odbieraniem aut w przypadku jazdy pod wpływem alkoholu, a od niedawna w dzień zostali zmuszeni do bezsensownego i szkodliwego zużywania żarówek w swoich pojazdach.

Dla porównania w Wenezueli bak paliwa jest tańszy niż paczka chipsów (podobno litr kosztuje 8 gr!), a w Iranie cenę litra benzyny, która jest dotowana, podniesiono z 25 gr do astronomicznej jak dla Irańczyków ceny …30 gr! U nas aż tak dobrze być nie może, ale podatki, które obciążają benzynę i olej napędowy mogłyby zostać tak zmniejszone, aby paliwa kosztowały na stacjach nie więcej niż 2,5 zł za litr (w tym około 0,6 zł podatku), a nie 4,35 zł, jak jest obecnie. Bo niby dlaczego to właśnie kierowcy w znacznej mierze mają utrzymywać kładących im coraz to nowe kłody pod koła urzędników, żądających dotacji górników i stoczniowców, domagających się podwyżek lekarzy, pielęgniarek czy nauczycieli, a nawet bezrobotnych i emerytów? Podatki nałożone na paliwa w 100% powinny zostać przeznaczone wyłącznie na utrzymanie i finansowanie budowy bezpłatnych autostrad oraz polepszenia stanu i rozbudowy sieci pozostałych dróg. Spowodowałoby to również skutek uboczny w postaci nieopłacalności lewego obrotu paliwami i przemytu paliw zza wschodniej granicy, a tym samym likwidacji mafii paliwowej (ostrożne szacunki mówią, że szara strefa obejmuje około 10% rynku paliw, a jeśli chodzi o olej napędowy, to jedynie jego połowa sprzedawana jest przez stacje benzynowe). Teraz to polskie paliwo byłoby przemycane na wschód! Z zyskiem dla Skarbu Państwa. I tu może być największy problem – to właśnie lobby mafii paliwowej najbardziej sprzeciwia się obniżeniu podatków na benzynę i olej napędowy, gdyż straciłaby to nielegalne źródło dochodów.

Jednak pozostaje jeszcze jeden problem – Wspólnoty Europejskie, które określiły minimalne stawki podatku akcyzowego. Na benzynę bezołowiową akcyza w kraju członkowskim musi wynosić co najmniej 1,35 zł za litr. Jednak polski fiskus nie zadowolił się unijnymi cenami minimalnymi i wywindował akcyzę na benzynę bezołowiową do wysokości 1,565 zł za litr, a ponadto nałożył 22% VAT i opłatę paliwową w wysokości 8 gr za litr. Co, oprócz podatków, składa się na cenę benzyny? Koszty zakupu ropy przez rafinerie (aktualnie około 1,2 zł) oraz koszty jej przetworzenia na benzynę i ostatecznej sprzedaży na stacji.

Policzmy, ile pieniędzy rocznie ministerstwo finansów ściąga od polskich kierowców. Zakładając, że całkowita konsumpcja paliw w Polsce wynosi około 16 mld litrów rocznie, a udział LPG w rynku wynosi 15%, można oszacować, że fiskus z samych podatków od paliw drenuje kieszenie polskich kierowców na około 36 mld zł rocznie, czyli około 15% polskiego budżetu (gdyby tak zmniejszono podatki, że litr benzyny kosztowałby 2,5 zł, to i tak państwo miałoby na budowę i utrzymanie dróg astronomiczną sumę około 10 mld zł rocznie), z czego na budowę dróg przeznacza się niecałe 10% tej sumy! Mimo to budżet Krajowego Funduszu Drogowego został zmieszony z 5,5 mld zł do 3,5 mld zł (większość to kredyty), a Generalnej Dyrekcji Dróg i Autostrad ciągle brakuje pieniędzy na bieżące finansowanie robót drogowych. Jest to możliwe, gdyż na drogi przeznaczane jest 0% z paliwowego VAT-u, zaledwie 12% (około 2,5 mld zł rocznie) dochodów z paliwowej akcyzy i 80% (około 1 mld zł) opłaty paliwowej (reszta – 1,6 gr z każdego litra paliwa kierowane jest do funduszu kolejowego – jakim prawem?!).

Wybudowanie kilometra autostrady kosztuje około 22-30 mln zł. Gdyby wszystkie podatki nałożone na paliwa szły na budowę autostrad, to można by budować około …1400 km autostrad rocznie! Czyli planowana sieć tych dróg byłaby gotowa w ciągu jednego roku. Ile się buduje – wszyscy widzimy. Dla porównania od kilku lat w Chinach buduje się autostrady w szalonym tempie ponad 5 tys. km rocznie! Jeszcze w 1988 r. nie było w tym kraju ani kilometra autostrady, teraz jest prawie 50 tys. km, a do 2010 r. ma powstać kompletna sieć szybkiego i nowoczesnego transportu o długości około 65 tys. km! Coś jednak w Polsce drgnęło. Jak poinformował p.Jerzy Polaczek, minister transportu, łączny koszt inwestycji drogowych i infrastrukturalnych w latach 2007-15 wyniesie 164 mld zł, włączając w 48 mld zł dotacji unijnych (dla porównania w latach tych polscy kierowcy w samych tylko podatkach nałożonych na paliwa zapłacą ponad 350 mld zł). Z kolei według wyliczeń ekspertów Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa, mimo otrzymania 44 mld zł z Unii, na budowę planowanych dróg przed EURO 2012 prawdopodobnie zabraknie około 35 mld zł! A przecież rząd dysponuje tymi pieniędzmi – właśnie z akcyzy i VAT-u nałożonych na kierowców, tylko że są one przeznaczane na inne cele. Konfederacja Pracodawców Polskich proponuje, by 48%, a nie 12% akcyzy paliwowej szło na drogi. Ale dlaczego nie 100%? Powstaje pytanie: na co wydawana jest pozostała część tych pieniędzy? Niestety Ministerstwo Finansów nie raczyło odpowiedzieć na mój list elektroniczny w tej sprawie. Przypuszczalnie nawet w tym ministerstwie nikt nie ma pojęcia, na co konkretnie przeznacza się pieniądze zabrane kierowcom, gdyż wszystko ląduje we wspólnym worze (bez dna).

Powinny także zostać zlikwidowane podatki: 22% VAT, akcyza i cła przy kupowaniu oraz imporcie samochodów zarówno nowych, jak i starych, dzięki czemu nabywane pojazdy byłyby znacznie tańsze, niż są dzisiaj. Kierowcy zaoszczędzone pieniądze wydaliby na inne cele, pobudzając alternatywne działy gospodarki lub za tę sama sumę pieniędzy kupiliby większe, a przez to bezpieczniejsze auta. Tymczasem Komisja Europejska szykuje podwyżki – mają zostać wprowadzone tak drakońskie normy emisji dwutlenku węgla przez samochody, że ich wprowadzenie przez koncerny samochodowe spowoduje wzrost cen nowych pojazdów średnio o ponad 13 tys. zł! Ilu polskich kierowców będzie na to stać?

Ponadto powinno się zlikwidować obowiązkowe ubezpieczenie komunikacyjne, nie mówiąc o skandalicznym nowym obciążeniu kierowców tzw. podatkiem Religii To kierowca powinien sam móc zdecydować, czy zamierza się ubezpieczyć, czy też nie. Oczywiście przeciwnicy takiego rozwiązania od razu będą wszczynać alarm, że ofiara wypadku samochodowego, w którym jej samochód został tak zniszczony, że nadaje się do kasacji, może nie móc uzyskać od sprawcy odszkodowania. Od tego są sądy, a poza tym każdy uczestnik ruchu drogowego może się dobrowolnie przecież ubezpieczyć na taki wypadek.

Niestety wysokie ceny paliw i samochodów, brak autostrad i dziurawe pozostałe drogi to nie jedyne zmartwienia polskich kierowców. Krępują ich także inne bzdurne przepisy, takie jak obowiązek jazdy z włączonymi światłami w dzień, obowiązek zapinania pasów bezpieczeństwa, konieczność dodawania tzw. biokomponentów do paliw, szkodzących silnikowi czy zakaz rozmowy przez telefon komórkowy podczas jazdy. Tego typu zachowania mogą być co najwyżej ZALECANE przez prawo i niedostosowanie się o tych wymogów nie powinno być w żadnym wypadku karane mandatem. Usunięto stałe zielone strzałki przy skręcie w prawo, a także w lewo w przypadku ulic jednokierunkowych, co w wielu miejscach spowolniło płynność ruchu i powiększyło korki w miastach. Podobnie prędkość maksymalna powinna być zalecana, a na autostradach całkowicie nieograniczona, podobnie jak jest jeszcze w Niemczech (ekolodzy chcą ją ograniczyć, by w ten sposób zmniejszyć emisje spalin do atmosfery). To kierowca sam dostosuje swoją prędkość do warunków pogodowych, warunków na drodze, możliwości swojego samochodu i własnych umiejętności.

Następnym problemem polskich kierowców jest policja. Celem drogówki nie powinno być uzyskanie jak najwyższych dochodów z mandatów (i łapówek), poprzez ukrywanie się w krzakach z suszarką, co często powoduje wypadek, gdy kierowca zauważy ich w ostatniej chwili, po czym gwałtownie naciska pedał hamulca i jadący za nim pojazd nie zdąży już zahamować, albo usilne wyszukiwanie dziury w całym (typu niewłączone światła w dzień, rozmowa przez komórkę czy niezapięte pasy bezpieczeństwa), ale POMAGANIE kierowcom w najróżniejszych sytuacjach na drodze. Policjanci powinni zarabiać tak dużo, by na siłę nie wymuszali łapówek od kierowców, którzy nie dostosowali się do bzdurnych przepisów prawa drogowego. To właśnie przede wszystkim stróże prawa, a nie lekarze, pielęgniarki, kolejarze czy górnicy powinni otrzymać podwyżki.

A może wziąć przykład z Duńczyków? Tamtejsze stowarzyszenie kierowców Fartklubben za składkę ubezpieczeniową 68 zł proponuje swoim członkom zwrot kosztów mandatu do wysokości 670 zł, a za składkę 200 zł ubezpieczyciel pokrywa do czterech mandatów rocznie za nieprawidłowe parkowanie w sumie do 1015 zł. Inicjatywie sprzeciwia się oczywiście duński Urząd ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, argumentując to „poważnym zamachem na bezpieczeństwo ruchu drogowego”. Podobne ubezpieczenie od mandatu zaproponowała kilka lat temu niemieckim i austriackim kierowcom firma ubezpieczeniowa z Lichtensteinu, ale według niemieckiego automobilklubu ADAC takie polisy są nielegalne.

Dużym problemem nękającym polskich kierowców są także braki miejsc parkingowych, w szczególności w centrach dużych miast. Dlatego należałoby wybudować wielopoziomową infrastrukturę parkingową. Na ten cel można by wykorzystać często leżące odłogiem tereny zajmowane przez PKP. Niestety nie widać, by ta państwowa spółka, generująca ciągłe straty, była zainteresowana sprzedażą swoich włości, co z pewnością pobudziłoby rynek nieruchomości. Z kolei przy hipermarketach i w innych miejscach na potęgę tworzy się specjalne miejsca parkingowe wyłącznie dla niepełnosprawnych. Skutek jest taki, że zwykle są one puste, podczas gdy pełnosprawni kierowcy nie mają gdzie zostawić swojego pojazdu.

Zastanawiając się nad powyższymi kwestiami, dochodzi się do wniosku, że duże szanse w wyborach parlamentarnych powinna mieć Polska Partia Kierowców. W sytuacji, gdy polskim organizacjom zrzeszającym kierowców typu Polski Związek Motorowy nie zależy na ulżeniu szoferom, kierowcy, których jest w Polsce kilka milionów, z łatwością mogliby stworzyć silne lobby, działające na ich korzyść, wcielając w życie wyżej wymienione postulaty. A może także inne wolnorynkowe rozwiązania?

* Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 29-30 „Najwyższego Czasu!” z 2007 r., a 10 sierpnia był wyświetlany na głównej stronie portalu interia.pl.

przesl1

Co składa się na cenę litra benzyny na stacji benzynowej?

Źródło: obliczenia własne.

2 odpowiedzi to “Prześladowany jak kierowca”

  1. Są jescze inne aspekty trudnego losu kierowców. W miarę wolnego czasu zapraszam na stronę http://www.prawonadrodze.org,pl (zaczynam ją budować)Polecam też moje publikacje z zakresu relacji państwo-kościól, bo jak zauważyłem, ta tematyka jest także w Pana zainteresowaniu
    Pozdrawiam,
    Artur Mezglewski

  2. men pisze:

    stek naciąganych mitów

Zostaw odpowiedź

web stats stat24