Polityka klimatyczna to pobożne życzenia*

 

Unijny pakiet energetyczno-klimatyczny to zbiór pobożnych życzeń lansowanych przez pięknoduchy, których rzeczywista realizacja jest nie do udźwignięcia, w szczególności przez Polskę – mówi w wywiadzie z „Pracodawcą” prof. dr hab. inż. Wiesław Blaschke z Zakładu Ekonomiki i Badań Rynku Paliwowo-Energetycznego z Instytutu Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią w Krakowie Polskiej Akademii Nauk, jednocześnie wykładowca Katedry Przeróbki Kopalin i Utylizacji Odpadów Wydziału Górnictwa i Geologii Politechniki Śląskiej w Gliwicach.

 

- Jak w bliższej i dalszej perspektywie czasowej będzie się kształtowało wykorzystanie surowców mineralnych w polskiej energetyce? Co z węglem?

- Polska energetyka oparta jest na węglu kamiennym i brunatnym. Jest to oczywiste, gdyż kraj nasz posiada najbogatsze w Europie złoża tych węgli. Zresztą wszystkie kraje zasobne w węgiel na nim mają opartą energetykę. Wymienić tu można RPA, Australię, Chiny, Indie, Czechy, Grecję i USA. Polska energetyka jeszcze długie lata będzie oparta na węglu, gdyż z jednej strony jest to najtaniej wytwarzana energia, a z drugiej strony nie stać naszej energetyki na przebudowę elektrowni na inne paliwa. Nowe elektrownie można budować na gaz, ale nie zastąpią one elektrowni węglowych ze względu na rosnące zapotrzebowanie na energię elektryczną.

- Jaka jest przyszłość unijnej i światowej energetyki odnośnie źródeł energetycznych?

- Unia Europejska preferuje i stwarza bodźce ekonomiczne dla energetyki nieopartej na węglu, gdyż prawie wszystkie kraje Unii nie posiadają znacznych zasobów węgla. Inne źródła energii są wspomagane i gdyby prowadzić gospodarkę zgodnie z Traktatem o Europejskiej Wspólnocie Węgla i Stali, gdzie w art. 4C zapisano, że dotacje i inna pomoc państwa jest zabroniona (choć to się sprytnie omija), to na węgiel patrzono by dużo łaskawszym okiem. W świecie energetyka rozwija się zgodnie z możliwościami poszczególnych krajów. Wybierane się paliwa, które są dostępne i z których wytwarza się najtańszą energię. Głosy, że nadchodzi zmierzch węgla, są nieprawdziwe. Wystarczy przeglądać statystyki wzrostu wydobycia węgla w świecie.

- Jaką widzi Pan szansę na wykorzystanie gazu łupkowego w Polsce?

- Śledzę informacje o wydobyciu gazu łupkowego w Ameryce Północnej. Opinie o ekonomii pozyskania gazu są skrajne. Od opłacalności do nieopłacalności. Podobnie jest z wydobyciem węgla. Są kopalnie rentowne i nierentowne. Miejmy nadzieję, że gaz łupkowy występuje w Polsce w znaczących ilościach. Ale jakie będą koszty pozyskania w kolejnych kopalniach gazu łupkowego, pokaże dopiero przyszłość.

- Jakie jest Pana zdanie na temat budowy pierwszej elektrowni atomowej w Polsce i wykorzystywania tego rodzaju energii?

- Kiedyś w Polsce trzeba będzie wybudować pierwszą elektrownię jądrową. Szkoda że zarzucono budowę elektrowni w Żarnowcu. Gdyby ją uruchomiono, to można by zdobyć doświadczenie i wykształcić kadrę do obsługi takich obiektów. Budowa nowej elektrowni atomowej potrwa kilkanaście lat. Aby wyeliminować węgiel przy pomocy tych elektrowni, trzeba by ich wybudować bardzo dużą ilość – co najmniej piętnaście. Czy będą inwestorzy mogący włożyć taki kapitał? Koszty wybudowania elektrowni atomowej są bardzo wysokie, ale późniejsza ich eksploatacja względnie tania. Nie mam nic przeciwko wykorzystywaniu energii z „jądrówek”, ale sądzę, że jest to odległa perspektywa. Pierwsza elektrownia to jak przysłowie: „pierwsza jaskółka wiosny nie czyni”.

- Jaki jest Pana stosunek do promowania w Polsce energii ze źródeł odnawialnych?

- Zastanówmy się, z jakich źródeł odnawialnych możemy czerpać w Polsce energię. Energia wiatrowa jest droga i gdyby nie dotacje do niej, to nikt by jej nie wytwarzał. A dotacje kiedyś będą musiały się skończyć. Energetyka wodna to ze wzglądu na płaskie ukształtowanie naszego kraju (poza górami na południu) będzie marginesem, choć na potrzeby lokalne może być przydatna. Biomasa też nie rozwiąże problemu, gdyż jest jej po prostu za mało, aby zaspokoić potrzeby energetyczne kraju. Małe ilości tak jak obecnie można wykorzystywać, choć sygnalizuje się kłopoty techniczne w procesach produkcyjnych. Osobiście uważam, że duże możliwości ma energetyka oparta na cieple ziemi i gorącej wodzie w głębokich odwiertach. To energetyka geotermalna i pompy cieplne. Tu widzę ogromne możliwości, ale też lokalne.

- Czy z związku z tym polityka energetyczna Polski, która promuje OZE i energię atomową, a stara się rugować węgiel, jest realistyczna?

- Wypowiadałem się wielokrotnie na temat polityki energetycznej Polski. Najczęściej negatywnie. Ale tu muszę oddać sprawiedliwość ostatniej zatwierdzonej przez rząd polityce do 2020 roku. Jest ona najlepiej przygotowana ze wszystkich dotychczasowych. Ma jednak poważny, moim zdaniem, mankament – dopasowana została do wymogów polityki energetycznej Unii Europejskiej i zobowiązań, jakie Polska przyjęła w traktacie akcesyjnym. Rzutuje to na pozycję węgla kamiennego i brunatnego. Myślę, że już po 2012 roku będziemy musieli ją modyfikować, dopasowując do realiów naszego kraju.

- Co sądzi Pan na temat unijnego pakietu energetyczno-klimatycznego?

- O unijnym pakiecie energetyczno-klimatycznym myślę jak najgorzej. Jest on zbiorem pobożnych życzeń, których rzeczywista realizacja jest nie do udźwignięcia – przynajmniej przez nasz kraj. Unia ma dobre intencje, jeśli chodzi o ratowanie klimatu, podczas gdy pozostałe kraje ani myślą prowadzić taką politykę. Tam liczą się koszty wytwarzania produktów, gdy konieczna jest energia elektryczna czy cieplna. Żaden kraj na świecie dobrowolnie nie zgodzi się, aby ich towary przestały być konkurencyjne na rynkach międzynarodowych. To groziłoby, w przeważającej ilości przypadków, katastrofą gospodarczą tego kraju. W Unii są pięknoduchy lansujący taką, a nie inną politykę klimatyczną, gdyż oni nie odpowiadają za skutki gospodarcze. Polska powinna wetować wszystkie podobne pomysły unijne. Wiem, że narażam się „zielonym”, ale jestem członkiem Klubu Ekologicznego i uważam, że można rozsądnie podchodzić do tego tematu. Tu mogę zadać pytanie: dlaczego mamy wymuszać obniżenie emisji dwutlenku węgla przy pomocy pozwoleń, a może lepiej sadzić lasy, które przyswoją ten dwutlenek węgla, a potem (po 30 latach) drewno składować w podziemnych kopalniach. Likwidujemy dwutlenek węgla z powietrza, ale nie tracimy tlenu, o czym zapominają lub nie wiedzą „zieloni”. Odsyłam ich do literatury tego tematu.

- Czy Pana zdaniem można mówić, że hipoteza o tzw. globalnym ociepleniu powodowanym przez człowieka ma uzasadnienie naukowe?

- Globalne ocieplenia występowały w historii Ziemi także wtedy, gdy jeszcze nie było na niej homo sapiens-sapiens. Jest to prawdopodobnie zjawisko cykliczne i akurat trafiło się za naszych czasów. Łatwo więc za obecne trendy wzrostowe (jeśli są prawdziwe) obwiniać człowieka i przemysł. Oczywiście przemysł w jakimś stopniu wpływa na to zjawisko. Ale nie przesadzajmy. Wystarczy zapoznać się z badaniami wulkanologów. Hipoteza o tzw. globalnym ociepleniu jest jeszcze hipotezą, a nie udowodnionym faktem. Smutne jest, że są naukowcy wieszczący katastrofę, a w podtekście domyślamy się (lub wiemy), że otrzymują liczne granty na badanie tego zjawiska. Jeżeli z tego się nieźle żyje, to jakich możemy spodziewać się od nich opinii? Pieniądz kształtuje poglądy. Uważam, że należy prowadzić także i takie prace badawcze, ale nie dajmy się zwariować. Znane są przecież także opinie o globalnym oziębieniu.

- Co sądzi Pan o tzw. czystych technologiach węglowych i możliwościach ich wykorzystania na gruncie polskim?

- Czyste technologie węglowe obejmują kilka etapów. Pierwszy z nich to oczyszczanie węgla przed spalaniem, drugi to doskonalenie procesów przemian energetycznych (spalania), trzeci to oczyszczanie produktów spalania. Tak sformułowany był amerykański program Clean Coal Technology. Dopiero po kilku latach, gdy te trzy etapy były w USA w zasadzie zakończone, dodano czwarty etap obejmujący przetwórstwo węgla (zgazowanie, upłynnianie itd.). W Polsce mówi się głównie o czwartym etapie, podczas gdy trzy pierwsze etapy nie zostały porządnie opracowane i wdrożone. Uważam, że trzeba przede wszystkim rozwiązać te etapy, natomiast czwarty analizować od strony technicznej, technologicznej i ekonomicznej. Prace te trwają, choć jak dotąd opłacalność może zagwarantować tylko przetwórstwo węgla na metanol. Ale badania należy prowadzić. Najważniejsze, moim zdaniem, jest oczyszczanie węgla przed spalaniem wraz z dostosowaniem urządzeń do spalania czystego węgla. Obniży to emisje tlenków węgla i siarki w poważnym stopniu, gdyż dla tej samej wyprodukowanej ilości energii spada znacznie zużycie węgla. Ale i tu trzeba przeprowadzić rachunek kosztów wyprodukowania energii z węgla „czystego” i „brudnego”.

- Dziękuję za rozmowę.

* Niniejszy wywiad został opublikowany w miesięczniku „Pracodawca” z 2011 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24