Plan Paulsona uchwalony*

Kiedy 28 września Nancy Pelosi, spikerka Izby Reprezentantów, ogłosiła uzgodnienie planu wydania 700 mld US$ z pieniędzy podatników na wykup tzw. „toksycznych” aktywów spółek finansowych, tuzy amerykańskiej i światowej gospodarki radowali się ze szczęścia.

Oczywiście nie można się sprzeciwiać przejmowaniu bankrutujących banków przez inne prywatne instytucje finansowe, bo nie ryzykują one pieniędzmi podatników tylko swoimi. Nie ma zatem nic złego w tym, że Citibank za 2,2 mld US$ chce przejąć upadający czwarty pod względem wielkości bank w USA – Wachovia Corporation, czy w tym, że bank Mitsubishi UFJ Financial Group, największy japoński pożyczkodawca, za 9 mld US$ ma kupić 21 proc. udziałów w amerykańskim banku Morgan Stanley. Wolnorynkowca nie powinien także martwić fakt nabycia przez hiszpański bank Santander oddziałów brytyjskiego banku Bradford & Bingley za 612 mln GBP. To wszystko są zwykłe transakcje rynkowe, które mogłyby się zdarzyć także poza kryzysem, a co najważniejsze – nie angażują pieniędzy podatników.

Tymczasem jeśli amerykańskie instytucje finansowe przyzwyczają się do tego, że rząd zawsze wyciągnie ich z kryzysu za pomocą pieniędzy podatników, to jeszcze bardziej nierozważnie będą udzielały kredytów. Dlatego te wszystkie banki, które popadły w kłopoty, powinny zbankrutować, nawet kosztem znacznego obniżenia wzrostu gospodarczego. Zdrowe elementy rynku przetrwałyby kryzys i wyszłyby z niego jeszcze silniejsze. W wyniku bankructw kolejnych banków przedsiębiorcy nie mieliby oczywiście skąd brać pieniądze na inwestycje. A już na pewno znacznie podrożałyby kredyty. Może to i lepiej. Firmy rozwijałyby się wolniej, ale bardziej rozważnie. Bo czy rzeczywiście kredyt bankowy jest kołem napędowym gospodarki? Wątpliwa teza. Tym bardziej że jak przyznają eksperci, kryzys w Stanach Zjednoczonych dotyczy tylko sektora finansowego, a nie rzeczywistej gospodarki amerykańskiej. A jak twierdzi inwestor giełdowy Jim Rogers, szef Roger Holdings, Henryk Paulson zamierza wesprzeć finansowo swoich kolesi, a nie ratować amerykańską gospodarkę. Jego zdaniem należałoby pozwolić na bankructwa zagrożonym spółkom i w końcu posprzątać system finansowy. Niestety na to się nie zanosi.

Biorąc przykład ze szkodliwego postępowania Amerykanów, próbują naśladować ich Europejczycy. Brytyjski rząd najpierw znacjonalizował bank Northern Rock, a potem przejął udzielone przez bank Bradford & Bingley, dziewiąty co do wielkości bank w Zjednoczonym Królestwie, kredyty hipoteczne i pożyczki o łącznej wartości 41,3 mld GBP. Ta astronomiczna kwota zostanie dopisana do brytyjskiego długu narodowego, zaś ryzyko niewypłacalności tej sumy weźmie na siebie – a jakże! – brytyjski podatnik. Oznacza to, że przeciętny Brytyjczyk dopłaci do tego interesu 677 GBP. Z kolei Belgia, Holandia i Luksemburg zdecydowały o dokapitalizowaniu banku Fortis, który także znalazł się w tarapatach, kwotą 11,2 mld euro. Sam rząd Belgii miał przejąć aktywa Fortisu o wartości 4,5 mld euro, a zagrożony upadłością belgijsko-francuski bank Dexia, który zajmuje się obsługą finansów publicznych, chce wspomóc kwotą 6,4 mld euro. Łącznie oznaczałoby to stratę dla przeciętnego Belga na poziomie 1040 euro. Ostatecznie całość aktywów Fortisu ma przejąć Holandia. Tymczasem Irlandia obejmie gwarancjami lokaty w sześciu bankach na łączną sumę 400 mld euro, czyli dwukrotność PKB tego kraju. Z kolei niemiecki rząd wsparł wielomiliardowymi gwarancjami borykający się z problemami bank Hypo Real Estate Holding AG. Mianowicie rząd naszego zachodniego sąsiada wspólnie z kilkoma komercyjnymi bankami uruchomił linię gwarancji kredytowych wynoszącą łącznie 35 mld euro. Nawet Rosja pieniędzmi podatników wspiera biznes. Premier Włodzimierz Putin na refinansowanie zagranicznych długów rosyjskich koncernów i banków przeznaczył 50 mld US$, które będą wypłacane za pośrednictwem państwowego Banku Rozwoju.

Jednak 29 września głosami Republikanów, choć niewielką większością głosów, Izba Reprezentantów odrzuciła proponowany przez amerykańską administrację projekt wykupienia tzw. toksycznych aktywów za 700 mld US$ zwany planem Paulsona. Mimo tego, że do uchwalenia planu wzywali m.in. jego autor Henryk Paulson, sekretarz skarbu, Ben Bernanke, prezes Rezerwy Federalnej, prezydent Jerzy Bush,  a nawet multimiliarder Warren Buffett. Za uchwaleniem planu opowiadali się także europejscy bankowcy. Według Jerzego Provopoulosa z Europejskiego Banku Centralnego, który jest równocześnie szefem banku centralnego Grecji, przyjęcie planu Paulsona przyczyniłoby się do uspokojenia rynków. Podobnie uważa Jean-Claude Juncker, minister finansów Luksemburga, który powiedział, że przyjęcie planu ratującego system finansowy w Stanach Zjednoczonych jest bardzo potrzebne rynkowi. Plan Paulsona poparła także kanclerka Niemiec Angela Merkel.

Do nieuchwalania planu Paulsona wezwało z kolei ponad 160 ekonomistów, w tym trzech laureatów Nagrody Nobla, którzy ostrzegali, że może mieć negatywne konsekwencje dla rynku w długiej perspektywie. Przeciwnikami planu są także zwykli Amerykanie, którzy nie mają ochoty ratować nieudolnych banków z własnej kieszeni. Bo choć środki na ten plan nie będą pochodziły ze zwiększenia opodatkowania, to i tak obciążą zwykłych Amerykanów – poprzez zwiększony dług publiczny i wyższą inflację. Wielu kongresmanów otrzymało tysiące protestacyjnych mejli, w których wyborcy sprzeciwiają się kosztownemu rządowemu planowi ratunkowemu. Według badań 55 proc. Amerykanów uważa, że rząd nie powinien pomagać prywatnym przedsiębiorstwom z pieniędzy podatników, nawet jeżeli ich upadek miałby doprowadzić do zapaści całej gospodarki. – Po decyzji Kongresu podatnicy odetchnęli z ulgą – mówi dr Tomasz Teluk, prezes Instytutu Globalizacji. – Plan Paulsona jest brnięciem w ślepy zaułek. Warto przypomnieć, że obecny kryzys jest rezultatem coraz większych państwowych regulacji rynków finansowych. Gdy obowiązywały wyłącznie prywatne systemy samoregulacji i arbitrażu, kryzys miał moc oczyszczającą, po którym rynek wychodził na prostą, a inwestorzy byli bogatsi o nowe doświadczenia – dodaje Teluk.

Nie ma się co dziwić Amerykanom, bo w wyniku uchwalenia planu Paulsona przeciętny mieszkaniec Stanów Zjednoczonych straci 2310 US$. Za planem opowiedziało 205 kongresmenów, a przeciwko – 228. Zaraz po ogłoszeniu tej wiadomości najważniejsze indeksy amerykańskich giełd traciły po 6-8 proc. Z amerykańskiego rynku wyparowało 1,2 bln US$. Indeks Dow Jones zanotował największy w historii jednodniowy spadek – o niemal 7 proc. To pociągnęło spadki na innych giełdach na całym świecie: w Londynie, Tokio, a także w Warszawie. Giełda w Dublinie spadła o rekordowe 12,7 proc. Komisja Europejska wyraziła rozczarowanie odrzuceniem przez amerykański Kongres planu Paulsona. Mało tego, ta sama komisja, która rzekomo tak bardzo walczy o uczciwą konkurencję we wszystkich branżach unijnego rynku, dała do zrozumienia, że ratowanie banków przez europejskie rządy jest dopuszczalne i zgodne z unijnym prawem. Nie ma jednak jednomyślności w Eurosojuzie. Kiedy bowiem Francuzi nieoficjalnie zapowiedzieli plan dofinansowania europejskich banków kwotą 300 mld euro, rzecznik niemieckiego ministerstwa finansów nie posiadał się z oburzenia.

Tymczasem grupa republikańskich kongresmanów, którzy sprzeciwiali się uchwaleniu planu Paulsona, jako posunięcie zbyt zbliżające Stany Zjednoczone do socjalizmu, pracowała nad alternatywnym projektem ratunkowym dla rynków finansowych. Miał on zawierać m.in. propozycję udzielenia przez Departament Skarbu gwarancji rekompensaty do 100 proc. strat, jakie banki poniosą na instrumentach opartych na kredytach hipotecznych; wprowadzić rozwiązania, umożliwiające obniżenie lub zwrot podatków najmocniej dotkniętym stratami spółkom oraz zawiesić na dwa lata podatek od zysków kapitałowych.

Nie czekając jednak na nowy plan Republikanów, 1 października amerykański Senat, głosami Demokratów i Republikanów, uchwalił rozszerzony plan Paulsona, który administracja uzupełniła o zapisy o ubezpieczeniu dłużników i przyszłym nadzorze nad bankami. Ponadto zawiera on przepisy o ubezpieczeniu depozytów bankowych z kasy federalnej do wysokości 250 tys. US$, limit na płace i odprawy szefów wielkich banków oraz przedłużenie obowiązywania rozmaitych ulg podatkowych dla przedsiębiorstw (np. dla inwestujących w ekologiczną energię czy w rozwój technologiczny) o łącznej wartości 110 mld US$, co powinno stymulować wzrost gospodarczy. Ponadto menedżerowie wszystkich firm, które zostaną uratowane przez amerykańskie władze, o zgodę na każdą podwyżkę pensji czy dodatkową premię będą musieli prosić Departament Skarbu. Tak zmieniony planem (jego objętość zwiększyła się z 3 do 45 stron) 3 października gładko przeszedł w Izbie Reprezentantów (za planem głosowało 263 kongresmanów, przeciw było 171) i w tym samym dniu został od razu podpisany przez prezydenta Jerzego Busha.

Komisja Europejska wyraziła zadowolenie z przyjęcia przez amerykański Senat a później przez Izbę Reprezentantów rządowego planu. W Europie podobny plan dla Unii Europejskiej próbuje zmontować holenderska administracja. Rząd w Hadze proponuje unijną składkę w wysokości 3 proc. PKB każdego kraju, co oznaczałoby dla Polski wydatek rzędu 3,6 mld zł. Mają o tym rozmawiać w Paryżu 4 października przywódcy Francji, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Włoch. Tymczasem Paweł O’Neill, były amerykański sekretarz skarbu w latach 2001-02, ocenił, że plan ratunkowy Paulsona dla amerykańskiego sektora finansowego jest „szalony” i może mieć fatalne konsekwencje dla gospodarki Stanów Zjednoczonych. A niektórzy ekonomiści uważają, że za niedługo i tak będzie potrzebny kolejny plan ratunku, z podobnie astronomiczną kwotą pieniędzy podatników. Bo jak pisze Mateusz Machaj z Instytutu Misesa, „nie jest do końca zrozumiałe, jak 700 mld US$ ma zamazać efekt wyparowanych bilionów dolarów i bilionów, które będą dalej znikać. Albo chodzi o to, aby te miliardy trafiły do czyichś wybranych kieszeni kosztem podatnika, albo twórcy planu naprawdę naiwnie wierzą w to, że dostarczając taki impuls, będą w stanie zażegnać kryzysową sytuację”. W ten sposób można w nieskończoność ratować amerykański system finansowy, podobnie jak oddłużać publiczne polskie szpitale, które szybko z powrotem się zadłużą, czy dotować państwowe stocznie, które i tak będą miały straty.

* Niniejszy artykuł został opublikowany w 41 numerze „Najwyższego CZASu!” z 2008 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24