Pielgrzymi a wolny rynek*
Przy okazji tego bardzo smutnego wydarzenia jakim był pogrzeb największego Polaka naszych czasów Papieża Jana Pawła II można było zaobserwować ciekawe zjawiska gospodarcze: pozytywne skutki istnienia wolnego rynku i negatywne efekty jego braku. Przyjrzyjmy się z bliska, jak rynek pomagał pielgrzymom, a jak brak rynku im szkodził.
Europejskie media ze zgorszeniem donosiły, że wykorzystując napływ milionów pielgrzymów, którzy przybyli do Rzymu, miejscowi restauratorzy i hotelarze podnieśli ceny swoich usług i sprzedawanych produktów dwu- a nawet trzykrotnie. Tymczasem włoska policja i straż miejska przystąpiły do (o zgrozo!) kontroli cen w rzymskich sklepach, barach, restauracjach i punktach sprzedaży dewocjonaliów. Przypomina to kontrole robotniczo-chłopskie za czasów PRL-u i walkę ze spekulacją i spekulantami (mamy już doświadczenia na tym polu przy okazji wchodzenia Polski do Unii Europejskiej, kiedy to zakazywano gromadzenia produktów rolnych, aby je sprzedać z większym zyskiem w krajach starej Unii). Czy rzeczywiście podniesienie cen to powód do oburzania się i interwencji państwa? Właściciele sklepów, restauracji i hoteli podnoszą ceny z myślą o większym zysku, ale wyniknie z tego jeszcze inny o wiele korzystniejszy skutek dla pielgrzymów: dopóki ceny będą rosły proporcjonalnie do zwiększonego popytu ze strony pielgrzymów, to nie zabraknie dla nich towarów w sklepach i restauracjach. Będą je kupowali tylko w razie największej konieczności, czyli wystarczy ich dla najbardziej potrzebujących. Natomiast interwencje organizacji konsumenckich i państwa, zmuszające sprzedających do utrzymania dotychczasowych cen grożą szybkim wykupieniem towarów ze sklepów i w rezultacie pustymi półkami, ponieważ w związku z utrudnieniami komunikacyjnymi (w centrum Rzymu całkowicie zamarł ruch kołowy) nie zdążono by przywieźć nowych artykułów. W ten sposób wolny rynek momentalnie reguluje zwiększony popyt, co wszystkim wychodzi na dobre. Działalność wszelkiego rodzaju „spekulantów”, sprzedających napoje po bardzo wysokich cenach może uratować zdrowie nie jednemu pielgrzymowi. Dlatego nie można mówić o „nieuczciwych” czy „chciwych” handlowcach. Tymczasem zgodnie z lewicowym myśleniem powszechnie obecnym wśród polskich polityków Maciej Szymański z Ministerstwa Spraw Zagranicznych zrównał włoskich handlarzy podwyższających ceny swoich towarów ze złodziejami wypowiadając jednym tchem następujące słowa: „Mamy sygnały, że oprócz wszystkich, którzy jadą złożyć hołd papieżowi, są też tacy, którzy chcą tę sytuację wykorzystać inaczej – organizuje się świat przestępczy, a także rosną ceny w samym Rzymie”. Bez komentarza.
Podobnie było ze wzrostem cen za wypożyczenie telebimów do publicznych transmisji pogrzebu Papieża. Normalnie taka usługa kosztuje około 20 tys. zł za ekran o powierzchni 12 m2. Natomiast za wypożyczenie telebimu na dzień pogrzebu Papieża trzeba była zapłacić nawet 120 tys. zł. To jest normalna reakcja rynku na nagle zwiększony popyt przy tej samej podaży.
W Irlandii pakiet podróżny do Rzymu – przelot i dwudniowy pobyt w hotelu – kosztował astronomiczną sumę od 700 do 900 euro za osobę. Dzięki temu pakietów tych nie wykupili ci, co przypadkowo jako pierwsi ustawiliby się w długiej kolejce do biura podróży (a tak by było, jeśli byłyby one sprzedawane po niskich cenach), a ci, którym najbardziej zależało na pielgrzymce do Rzymu i z tego tytułu gotowi byli ponieść tak wysoki wydatek. Jak widać wolny rynek doskonale radzi sobie z nagłym nadmiernym popytem i równoczesną małą podażą bez pomocy interwencjonistycznego państwa.
Także prywatne polskie sieci telefonów komórkowych dostosowały swoją ofertę do zwiększonego popytu, ale tym razem obniżając ceny swoich usług na telefonowanie do i z Rzymu. W ten sposób zachęcają polskich pielgrzymów do dzwonienia do i z Włoch i dzięki temu ponownie zyskają obie strony: ludzie będą mogli taniej telefonować, a operatorzy komórkowi osiągną większy obrót i dzięki temu wyższy zysk. Tylko czy opiekuńcze państwo nie zacznie interweniować w imię obrony na poły państwowego przedsiębiorstwa o nazwie TP SA, oskarżając firmy telekomunikacyjne o dumping cenowy?
Również linie lotnicze jak i prywatne firmy autobusowe uruchomiły dodatkowe połączenia z Polski do Włoch właśnie dzięki wolnemu rynkowi. Zmusiła ich do tego konkurencja i nic innego jak zwykła chęć zysku, która jest zbawienna dla perfekcyjnego służenia konsumentom. Nawet polskie państwowe koleje uruchomiły dodatkowe pociągi do Rzymu, jednak szybko okazało się, że chętni musieli stać w długich kolejkach do kas i szybko zabrakło biletów, co oznacza, że ich cena była zbyt niska, niedostosowana do popytu. Zamiast podwyższyć cenę państwowe PKP zaczęło reglamentować sprzedaż tych biletów pozwalając jednej osobie kupić jedynie kilka sztuk. Niestety tak to już jest, że państwowa spółka, która nie czuje oddechu konkurencji, a na dodatek wie, że w razie kłopotów finansowych może liczyć na państwowe dotacje, nie umie dostosować swojej oferty do potrzeb rynkowych. Państwowy monopolista na swojej stronie internetowej wyświetlił takie oto ogłoszenie: „Przypominamy podróżnym, iż zgodnie z procedurami przewozowymi Tanich Linii Kolejowych, przewoźnik nie zapewnia serwisu gastronomicznego”. Gdyby koleje były prywatne, to zapewniłyby w swoich pociągach nie tylko zwykły serwis gastronomiczny, ale dodatkowy wagon restauracyjny ze zwiększonym wyborem i ilością potraw i napojów. Niestety takie są skutki uczestniczenia przez państwo w obrocie gospodarczym, że niektórzy podróżujący pociągiem do Włoch pielgrzymi dojechali tam głodni.
Chaos spowodowany brakiem rynku i działania prawa podaży i popytu wystąpił również w przypadku uruchomienia przez polską ambasadę darmowego (rzekomo dla dobra pielgrzymów) numeru telefonu alarmowego w Rzymie. Ludzie od razu zaczęli dzwonić, nawet w bardzo błahych sprawach, jak na przykład z pytaniami typu: gdzie można kupić w Rzymie parasol. Spowodowało to natychmiastową blokadę linii telefonicznej i ci, co naprawdę potrzebowali pomocy nie mogli się dodzwonić. Gdyby ten alarmowy telefon nie był darmowy, nikt nie dzwoniłby w nieistotnych sprawach, dzięki temu udostępniając go ludziom najbardziej potrzebującym porady czy informacji. Niestety ambasada nie działa na zasadach rynkowych, stąd wyniknął cały ten zamęt.
Bardzo różnie została rozstrzygnięta sprawa wolnego piątku w związku z pogrzebem Papieża. Na podstawie obowiązującego w Polsce prawa rząd (na szczęście) nie mógł ogłosić tego dnia dniem wolnym, a jedynie zaapelować do pracodawców o ogłoszenie piątku dniem wolnym od pracy. Jednak bardziej racjonalnie zachowała się Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan pozostawiając pracodawcom decyzję jak uczcić ten szczególny dzień: „Konfederacja uznała, że przedsiębiorcy powinni we własnym zakresie podjąć decyzję, czy w ich firmach będzie to dzień wolny od pracy”. Większość pracodawców dała pracownikom dzień wolny – tak zrobiły wszystkie największe sieci supermarketów, banki, spółki węglowe, uczelnie i inni. Właśnie tak powinno być, że to właściciel decyduje o swojej firmie, a nie państwowy urzędnik. Niestety w wielu przypadkach nie ma to miejsca w codziennej rzeczywistości państwa protekcjonistycznego jakim jest Polska.
Powyższe przykłady obrazują niemalże doskonałość działania instytucji wolnego rynku i natychmiastowy chaos w momencie jego braku. Dopóki wolny rynek nie jest zakłócany politycznymi i urzędniczymi decyzjami, ludziom nie powinno niczego brakować. Niestety złowrogi etatyzm niszczący wolność i dobrobyt społeczeństw atakuje ludzi na każdym kroku, szczególnie w socjalnych krajach Unii Europejskiej, unicestwiając ich inicjatywę, gospodarność i efektywność i prowadząc do apatii, bierności i marazmu.
* Artykuł ten został opublikowany w nr 16 „Najwyższego CZASu!” z 2005 r.





