Państwowi niewolnicy*

„Większość ludzi nie potrzebuje wolności do szczęścia, nie jest odpowiedzialnych i wymaga opieki, kiedyś ze strony swojego pana, hrabiego, księcia, teraz ze strony państwa” – twierdzenie to jest całkowicie niezgodne z libertariańskim światopoglądem, a jednak należy zastanowić się nad jego prawdziwością.

Czego najbardziej pragnie Polak? Co potrzeba przeciętnemu Polakowi do szczęścia? Praca od godziny 8.00 do 16.00, która da mu średnie dochody, tak aby starczyło mu na jedzenie, mieszkanie, tani samochód i drobne przyjemności – alkohol i wakacje nad polskim morzem lub w górach. Polak będzie zadowolony, jeśli to właśnie państwo dostarczy mu takich usług, jak „bezpłatna” opieka zdrowotna, „darmowa” edukacja jego dzieci, emerytura na starość i zasiłek dla bezrobotnych w razie utraty pracy. Tak, bezpieczeństwo socjalne jest najważniejsze. Więcej mu od życia nie potrzeba. Jeśli będzie to wszystko miał, nawet marnej jakości, bo dostarczane przez państwo, to nie będzie się buntował. Nie będzie się sprzeciwiał, nawet jeśli będzie łupiony ekstremalnie wysokimi podatkami, tak jak to ma miejsce obecnie nie tylko w Polsce, ale w większości krajów świata. Ale jeśli bezpieczeństwa socjalnego zabraknie, to Polak będzie niezadowolony, bo przecież boi się odpowiedzialności za siebie. Na potwierdzenie powyższej tezy można podać kwestię „darmowych” wczasów za PRL, tak często przytaczanych z nostalgią przez zwolenników tego totalitarnego państwa, czy sprawę „pełnego zatrudnienia” jako przykładu na to, że „za komuny było lepiej”.

Polacy wolą Polskę „socjalną” niż Polskę „liberalną”, co potwierdziły choćby ostatnie wybory parlamentarne i prezydenckie, w których przegrała Platforma Obywatelska i Donald Tusk, głoszący większą odpowiedzialność, a jednocześnie „uwolnienie energii Polaków” poprzez deregulację gospodarki i zmniejszenie opodatkowania. Chcą żyć w biurokratyczno-kolektywistycznej rzeczywistości proponowanej przez Prawo i Sprawiedliwość, aby tylko nie być odpowiedzialnym za siebie i swoją rodzinę. „Państwo powinno zapewnić każdemu pracę!” – krzyczą związkowcy na licznych demonstracjach. „Żądamy bezpłatnych studiów!” – domagają się niektórzy politycy. „Musi istnieć minimum socjalne i wysoki zasiłek dla bezrobotnych!” – żądają posłowie Samoobrony, mającej coraz większe poparcie. „Państwo powinno finansować kulturę i sztukę!” – domagają się filmowcy i inni twórcy. Nie licząc skromnych demonstracji UPR pod Ministerstwem Finansów i jeszcze mniejszych manifestacji z okazji Dnia Kapitalizmu, kto po 1989 roku widział w Polsce demonstrację żądającą radykalnego zmniejszenia podatków, zlikwidowania państwa opiekuńczego, które przynosi więcej szkody niż pożytku zarówno w sferze moralnej, jak i ekonomicznej, czy przywrócenia odpowiedzialności każdego Polaka za życie swoje i swojej rodziny?

Wniosek jest oczywisty: Polacy wolą być biedni, ale bezpieczni socjalnie niż bogaci, ale odpowiedzialni za siebie. Wolą żyć w marazmie państwa opiekuńczego, którego cechami jest rozdęta, kosztowna biurokracja, korupcja wynikająca z interwencjonizmu państwowego dającego władzę urzędnikom nad biznesem, brak wzrostu gospodarczego, postępu naukowego i technologicznego oraz brak sprawiedliwości w klasycznym tego słowa znaczeniu. Polacy wybierają równość majątkową zamiast wolności i nienaruszalności własności prywatnej; sprawiedliwość społeczną zamiast sprawiedliwości bezprzymiotnikowej; kolektywizm zamiast indywidualizmu; społeczną gospodarkę rynkową zamiast gospodarki wolnorynkowej; i równanie w dół zamiast wspólnego bogacenia się. Polacy nienawidzą indywidualizmu, jednostek wyróżniających się pod jakimkolwiek względem, czy to intelektualnym, materialnym, czy innym. Tymczasem ludzie nie są równi, a równość majątkowa prowadzi do stagnacji i regresu cywilizacyjnego każdego społeczeństwa. Nierówność majątkowa, wolny rynek, ochrona własności prywatnej, indywidualizm to elementy niezbędne dla jakiegokolwiek rozwoju.

Człowiek dostosuje się do najgorszych warunków życia. A propaganda może mu wmówić, że jest dobrze, nawet gdyby to było totalne zniewolenie i bieda. Człowiek się przyzwyczai i nie będzie się buntował, czego przykładem jest Kuba czy Korea Północna. Czy ktoś słyszał o niezadowoleniu obywateli tych państw ze swojej władzy? Czy pojawiały się tam powstania czy próby obalenia komunistycznych systemów? Wystarczy zapewnić miraż bezpieczeństwa socjalnego: marnej jakości, ale „bezpłatną” służbę zdrowia, państwową edukację, wczasy, tanią i prymitywną rozrywkę zakładową, pracę, tanie przejazdy komunikacją publiczną i „godziwą” państwową emeryturę, która wystarczy na jako-taką egzystencję. Wolność, która napawa przeciętnego Polaka lękiem, nie jest potrzebna. Ważniejsza jest opieka państwa od kołyski po sam grób, tak jak to jest w socjalistycznej Unii Europejskiej.

Tylko że taki stan rzeczy skutkuje rozpadem rodzin, a jednocześnie brakiem dzietności społeczeństwa na odpowiednim poziomie umożliwiającym zwykłą zastępowalność pokoleń, nie wspominając o wzroście liczby ludności. To są procesy decywilizacyjne, które już trwają w większości społeczeństw Zachodu, szczególnie w Unii Europejskiej, gdzie problem ten łączy się z brakiem religijności. Na naszych oczach ziemia, ten najważniejszy czynnik konieczny do rozwoju cywilizacyjnego, jest stopniowo zawłaszczana przez Arabów czy Murzynów, którzy żerując na systemach socjalnych państw Europy Zachodniej, osiedlają się tam i płodzą coraz więcej dzieci. Ale zsocjalizowana Europa jest sama sobie winna. Te same systemy opiekuńcze niszczą własne społeczeństwa, a jednocześnie zachęcają do rozrodu ludność napływową z krajów Trzeciego Świata, gdzie normalne życie jest na niższym poziomie niż życie w Unii Europejskiej na zasiłku. Do tego dochodzą takie patologie, jak legalizacja „małżeństw” homoseksualnych, aborcji czy eutanazji oraz wyeliminowanie kary śmierci dla umyślnych morderców.

Dlaczego tak jest? Dlaczego Europejczycy, w tym Polacy, przedkładają bezpieczeństwo socjalne i „święty spokój” nad wolność i możliwości szybszego potencjalnego rozwoju? W dużej mierze jest to niestety spuścizna istnienia komunizmu w naszej części Europy, a teraz państwa opiekuńczego na całym kontynencie wraz z jego natarczywą propagandą w stylu: „gdyby nie państwowe programy pomocy społecznej i powołane w tym celu urzędy, to ludzie umieraliby na ulicach”, „bez państwowej edukacji większość z nas byłaby analfabetami”, „gdyby nie publiczna służba zdrowia, to biedni ludzie by nie mieli za co się leczyć”, „kultura bez państwowych dotacji upadnie” itp. Oczywiście jest to wierutna bzdura wymyślona przez socjalistów. Tak nigdy nie było, nawet podczas panowania tak krytykowanego przez etatystów „XIX-wiecznego drapieżnego kapitalizmu”. Wtedy bogaci przemysłowcy, również w Polsce, wydawali ogromne kwoty na rzecz swoich pracowników: budowali osiedla mieszkaniowe, szkoły i szpitale dla swoich robotników, łożyli potężne kwoty na rzecz organizacji charytatywnych i finansowali działalność kulturalną. A niedawno Amerykanin Warren Buffet, drugi najbogatszy człowiek na świecie, przekazał 80% swojego majątku – 37 mld USD na cele dobroczynne innym filantropom – Fundacji Billa i Melindy Gatesów. Jednak takich czynów mogą dokonywać tylko ludzie, których państwo wcześniej nie okradło z zarobionych pieniędzy. Wysokie podatki powodują, że nikogo nie stać na gesty tego typu. Tymczasem niewiele osób wie, że w XIX wieku istniały tzw. kasy brackie, których celem było wzajemne ubezpieczanie się górników. Za składkę w wysokości (uwaga!) …1% pensji górnik mógł liczyć na sfinansowanie leczenia, pomoc w razie kalectwa lub bezrobocia oraz na emeryturę na starość. Warto porównać ten współczynnik z aktualnymi obciążeniami na państwowy ZUS. A może rzeczywiście większość społeczeństwa nie poradziłaby sobie sama bez pomocy ze strony państwa? Nieprawda. 95% ludzi by sobie poradziło i to z wyśmienitym skutkiem. Oczywiście dla pozostałych 5% byłaby to totalna katastrofa, ale dlaczego w takim razie teraz poświęcamy dobrobyt i szczęście zdecydowanej większości 95% na rzecz tych 5% nieudaczników? Sprawiedliwość i uczciwość nakazuje, aby te 5% dostosowało się do większości, a nie na odwrót. Dlatego konieczna jest jak najszybsza likwidacja państwa opiekuńczego i przywrócenie rozwiązań wolnorynkowych, tak jak tego dokonano w Nowej Zelandii, gdzie przeprowadzono szeroką prywatyzację, obniżono podatki, zderegulowano gospodarkę, zlikwidowano dotacje do rolnictwa i firm, zliberalizowano rynek pracy, rynek finansowy i handel międzynarodowy. Bierzmy przykład od tych, którym się udało, a nie dostosowujmy się do krajów Unii Europejskiej, która coraz bardziej grzęźnie w zbiurokratyzowanym bagnie wysokich podatków, głupawych przepisów i bezmyślnych regulacji.

* Artykuł ten został opublikowany w nr 38 tygodnika „Najwyższy CZAS!” z 2006 r.

Jedna odpowiedź to “Państwowi niewolnicy”

  1. Krzysztof pisze:

    Bardzo interesujące artykuły. Czytam z zapartym tchem. Pozdrawiam.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24