Państwowe gospodarowanie*

Jak działa sektor publiczny? Jak się gospodaruje na państwowym i komunalnym? Doskonale widać jak fatalnie funkcjonują urzędy czy nie będące własnością prywatną przedsiębiorstwa w warunkach ustanowionego ustawowo monopolu, gdzie nie występuje wolnorynkowa konkurencja. Ich usługi są marnej jakości i drogie, nie dba się o ochronę środowiska, a klient nie ma dużej możliwości wyboru. Poniżej przedstawiam kilka przykładów państwowego i komunalnego gospodarowania w różnych dziedzinach życia.

Takim negatywnym przykładem jest choćby funkcjonowanie schroniska turystycznego w Dolinie Kościeliskiej w Tatrach Zachodnich na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego będącego własnością publiczną, a konkretnie Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego. Ciepła woda dostępna jest tam dopiero od godziny 19.00, a prąd wyłączany jest o godzinie 22.00. Widoczny jest brak remontu od wielu lat, sprzęty w pokojach – łóżka, szafy, stoliki, krzesła – są zniszczone, w tragicznym stanie technicznym, niektóre mają powyżej 50 lat. Przeraża brak higieny – po pokojach chodzą karaluchy. Bar czynny jest dopiero od godziny 8.00, podczas gdy niektórzy turyści wychodzą na szlak już o świcie. Zniechęcają też długie kolejki do baru, marnej jakości potrawy i ceny wyższe niż w ekskluzywnych restauracjach. Natomiast ceny za nocleg oscylują w granicach cen na kwaterach prywatnych oferujących pokoje w komfortowych warunkach wraz z łazienką.

PTTK jest organizacją nie działającą na zasadach komercyjnych. Dodatkowo nie ma ono konkurencji, ponieważ schroniska leżą zwykle na terenie parku narodowego, a zgodnie z ustawą o ochronie przyrody na terenie parku narodowego, który jest państwową jednostką budżetową, istnieje zakaz budowania obiektów turystycznych. Na moje pytanie, czy na terenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego istnieje możliwość wybudowania prywatnego schroniska, otrzymałem e-mail’em następującą odpowiedź od dyrekcji tegoż parku: „Zgodnie z obowiązującą ustawą z 16.04.2004 r. o ochronie przyrody (Dz. U. Nr 92 poz. 880), a także 20-letnim planem ochrony nie przewiduje się budowy nowych schronisk na terenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Ewentualne prywatne pensjonaty na bazie np. istniejących gospodarstw rolnych (agroturystyka) mogą powstawać na gruntach prywatnych w Parku (…)”. Tymczasem właśnie na terenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego z roku na rok szybko rośnie liczba wycieczkowiczów i bardzo brakuje infrastruktury turystycznej z prawdziwego zdarzenia.

Inny przykład. Problemem w Polsce jest uzyskanie odpowiedniej mapy interesującego terenu. Usługi tego typu dostarczają Wojewódzkie Ośrodki Dokumentacji Geodezyjnej i Kartograficznej wchodzące w skład urzędów marszałkowskich poszczególnych województw. Ośrodki te, na przykład we Wrocławiu, nie mają aktualnych map całego podległego terenu, czyli w tym wypadku województwa dolnośląskiego. Dla części terenu muszą wystarczyć mapy opracowane w latach 60-tych XX wieku! W jednym ośrodku nie można kupić map terenu z innego województwa. Zdarza się tak, że nawet mapy oferowane nie są dostępne od ręki i trzeba je zamawiać z dwutygodniowym wyprzedzeniem. Nie można kupić map według dowolnej konfiguracji, tylko według ustalonych sekcji czy skal. Sprzedający sami dokładnie nie wiedzą, jakie mapy mają dostępne, a których nie ma (na samą informację na ten temat trzeba czekać kilka dni). Na dodatek ośrodki są otwarte najczęściej tylko w godzinach pracy, czyli na przykład do godziny 15.30, co wielu osobom może utrudniać z nimi kontakt.

Państwo polskie administruje licznymi rejestrami, np. Krajowym Rejestrem Sądowym, Rejestrem Zastawów, Krajowym Rejestrem Karnym czy księgami wieczystymi. Ich usługi są drogie i marnej jakości, a dodatkowo taki system zachęca do korupcji. Urzędnicy wymuszają na interesancie łapówkę, aby przyspieszyć procedurę. Korzystanie z państwowego Rejestru Dłużników Niewypłacalnych, który działa w ramach Krajowego Rejestru Sądowego wiąże się z nadmiernymi formalnościami i wysokimi opłatami, dlatego przedsiębiorcy wolą korzystać z prywatnych biur informacji gospodarczej udostępniających tego typu dane. Również państwowe inspekcje, takie jak Państwowa Inspekcja Pracy czy Państwowa Inspekcja Sanitarna mają na prowadzenie swojej działalności monopol zabezpieczony odpowiednimi zapisami ustawowymi. Tymczasem w warunkach wolnorynkowej konkurencji prywatnym firmom prowadzącym tego typu rejestry czy przeprowadzającym inspekcje zależałoby na klientach, więc ich usługi byłyby dużo tańsze i wykonywane o wiele szybciej i bez zachęt łapówkowych.

Natomiast w aktualnym stanie rzeczy, logicznie rzecz biorąc, w tych wypadkach korupcja nie jest szkodliwym zjawiskiem. Profesor Murray Rothbard prezentuje bardzo ciekawy pogląd na jej temat, który okazuje się być niepozbawionym sensu: „w warunkach obowiązywania niesłusznych i niesprawiedliwych przepisów zabraniających, ograniczających i nakładających podatki na określone rodzaje działalności, korupcja jest dla społeczeństwa bardzo korzystna. W niektórych krajach niemożliwe byłoby prowadzenie jakiegokolwiek przedsiębiorstwa bez korupcji, która całkowicie zneutralizowała państwowe zakazy, podatki i haracze. Korupcja oliwi tryby handlu. Rozwiązaniem nie jest więc biadolenie nad korupcją i zdwajanie wysiłków w walce z nią, tylko zniesienie paraliżujących przepisów i praw, które powodują, że korupcja jest niezbędna” (Rothbard M., O nową wolność. Manifest libertariański, Warszawa 2004, s. 153).

Kolejny przykład. Jak fatalnie działają publiczne biblioteki, widać na przykładzie wybudowanej kilka lat temu Biblioteki Śląskiej w Katowicach. Co prawda, wprowadzono nowoczesny system zarządzania księgozbiorem, ale już samo odebranie książki może trwać kilkadziesiąt minut z uwagi na kolejki do bibliotekarki, która je wydaje. Już kilkanaście minut przed godziną zamknięcia biblioteki, czytelnicy są wypraszani z czytelni, co w prywatnym biznesie jest nie do pomyślenia. Natomiast korzystanie z bibliotecznego ksera jest niebotycznie drogie. Jedna odbitka kosztuje 40 gr., podczas gdy dwie ulice dalej w prywatnej pracowni ksero można skorzystać z takiej usługi za jedyne 8 gr. Jednak Biblioteka Śląska ma monopol i nie pozwala wynosić książek poza czytelnię. W niedzielę, kiedy ludzie mają więcej czasu na skorzystanie z książek, biblioteka jest zamknięta, a w sobotę jest czynna tylko do godziny 15.00. To tak, jakby bary, puby i restauracje były nieczynne w weekendy i wieczorami.

Inny przykład ze Śląska. Większość autobusów jeżdżących po ulicach miast pamięta jeszcze czasy PRL-u, a duża część z nich już wtedy liczyła wiele lat. Zardzewiałe, stare i brudne ikarusy czy jelcze często się psują i już dawno powinny znaleźć się na złomie. Tak zanieczyszczają powietrze spalinami, że zostawiają za sobą zasłonę dymną, ograniczając widoczność jadącym za nimi pojazdom. Ludzie czekający na przystankach wdychają autobusowe spaliny wielokrotnie przekraczające jakiekolwiek normy zdrowotne. Można mieć poważne wątpliwości, czy autobusy te legalnie przeszły przeglądy techniczne. Na tym przykładzie widać doskonale, jak publiczne firmy dbają o środowisko naturalne i zdrowie ludzi. Właścicielami autobusów komunikacji miejskiej są komunalne spółki lub związki, które z reguły są zarządzane nieefektywnie, z przerostem zatrudnienia, skutkiem czego mimo częstych podwyżek biletów za przejazd, ciągle brakuje pieniędzy. Tymczasem rozwój prywatnego transportu w większości gmin jest administracyjnie blokowany, ponieważ stanowi konkurencję dla spółek komunalnych. Prywatni przewoźnicy oferują swe usługi o wiele taniej i dużo wyższej jakości – ich busy są dużo nowsze i bardziej komfortowe, a planowaną trasę przejeżdżają w krótszym czasie. Dobrym przykładem są byłe przedsiębiorstwa PPKS, które po sprywatyzowaniu szybko wymieniły swój tabor autobusów ze starych zanieczyszczających środowisko i niewygodnych dla podróżujących gratów na nowoczesne autokary.

Konieczna jest prywatyzacja także innych usług publicznych, takich jak na przykład dostarczanie wody, ciepła, gazu, energii elektrycznej, odprowadzanie ścieków czy wywóz śmieci. W wielu polskich gminach komunalny zakład oczyszczania ścieków przez kilkadziesiąt lat nie zdążył zbudować kanalizacji czy oczyszczalni. W Zagłębiu Dąbrowskim woda jest tak złej jakości, że nawet po przejściu przez odpowiedni filtr i po przegotowaniu nie nadaje się do spożycia. W stojącej szklance wody już po kilku minutach tworzy się tłusty kożuch. Konieczne staje się kupowanie niegazowanej wody mineralnej w celu ugotowania, kawy, herbaty czy zupy. Ceny wody i odprowadzania ścieków ciągle rosną. Kłania się monopol i brak konkurencji. Tymczasem w Wielkiej Brytanii czy w Indiach po sprywatyzowaniu firm wodociągowych woda jest dużo tańsza i zdecydowanie lepszej jakości.

A jak działa państwowa lub komunalna spółka, urząd czy agencja? Urzędnicy z powodu przerostu zatrudnienia i braku wystarczających zajęć, a także odpowiedniego wykształcenia (pracę otrzymali po znajomości), wszystko robią niezwykle ślamazarnie. Dwa tygodnie załatwiają sprawy, które w prywatnej firmie zajmują godzinę pracy. Nikomu nie zależy na zakończeniu sprawy w sensownym terminie, nikt się nie spieszy. Kawka, herbatka, śniadanko, papierosek, gazetka, Internet, pogaduchy, plotki, niekończące się zebrania i nikomu niepotrzebne szkolenia, będące sztuką dla sztuki. Ogólna atmosfera luzu, rozprężenia i czekania na godzinę 15.00, aby iść już do domu. I jak tu mówić o efektywności, gospodarności czy sprawności działania?

Dodatkowo nakłada się na to szkodliwa ustawa o zamówieniach publicznych. Aby cokolwiek kupić (zaczynając od długopisów, poprzez karki samoprzylepne i segregatory, na komputerach kończąc), trzeba najpierw zorganizować przetarg publiczny. Przepisy ustawy powodują, że procedura zamówień publicznych jest niezwykle czasochłonna i skomplikowana. Aplikanci, którzy przegrali przetarg wnoszą odwołania, co dodatkowo przedłuża całą procedurę. W związku z tym w państwowych spółkach i urzędach z jednej strony przez miesiące brakuje różnego sprzętu i urządzeń biurowych, a z drugiej strony są one kupowane na wyrost, bez żadnej oszczędności na kilka miesięcy naprzód w hurtowych ilościach. Często zanim zaczną być potrzebne, to mija już termin ich przydatności do użycia. Ponadto mimo szczegółowych specyfikacji przetargowych, czasem dochodzi do takich absurdalnych sytuacji, że urząd czy państwowa spółka zmuszone są kupić coś, czego nie zamawiali. Zdarza się tak dlatego, iż teoretycznie specyfikacje te muszą być na tyle ogólne, aby nie ograniczać konkurencji. Sama ustawa o zamówieniach publicznych jest zaś dowodem na to, że państwo nie wierzy w uczciwość swoich urzędników. A i tak nie powoduje uczciwości zakupów. Większość przetargów publicznych mimo to jest z góry ustawione pod konkretnego dostawcę, który w odpowiedni sposób odwdzięcza się swoim żywicielom.

Jak pisze Emanuel Savas w swojej książce pt. „Prywatyzacja. Klucz do lepszego rządzenia”, przedsiębiorstwa państwowe „charakteryzują następujące słabości: nieefektywność, nadmierne zatrudnienie, niska wydajność, brak umiejętności kierowniczych, wielość i sprzeczność celów, ingerencje polityczne, niewłaściwa alokacja inwestycji, brak elastyczności w zdobywaniu kapitału, zacofanie techniczne (przestarzałe wyposażenie, technologie produkty), zła jakość dóbr i usług, angażowanie się w działalność uboczną (np. ośrodki wczasowe, lecznice, drużyny sportowe), nadmierna integracja pionowa (…), zanieczyszczenie środowiska, kradzieże i korupcja.”

Przedsiębiorstwa państwowe, komunalne czy non-profit nigdy nie będą działały dobrze, ponieważ, w przeciwieństwie do firm prywatnych, w ich przypadku nie istnieje zachęta do efektywnego działania w postaci konieczności generowania zysku, który mógłby zostać wykorzystany na rzecz firmy lub jej pracowników. Instytucje te nie działają na zasadzie rachunku ekonomicznego. Na dodatek, jeśli generują straty, to otrzymują dotację od właściciela – państwa czy jednostki samorządu terytorialnego. W rezultacie tego typu interesy sponsorują coraz bardziej uciskani fiskalnie podatnicy. W wielu przypadkach dodatkowo pogarsza sytuację ustawowo zapewniona pozycja monopolistyczna, czyli brak jakiejkolwiek konkurencji ze strony podmiotów oferujących podobne dobra czy usługi.

Na koniec jeszcze jeden ciekawy, a jednocześnie bardzo egzotyczny przykład państwowego gospodarowania – z Tonga na południowym Pacyfiku, potwierdzający tezę niniejszego artykułu: „Ze szklanej gabloty w przepastnym holu [państwowego hotelu] „Dataline” ponuro patrzyły na nas wypchane ptaki. Po kątach kryli się portierzy, ignorując tłum nowo przybyłych gości, ciągnących bagaż koło zepsutej windy i po schodach, wzdłuż obłażących z farby ścian. W naszym pokoju „deluxe” z sufitu zwieszała się naga żarówka, okna były przesłonięte podartymi siatkami, a na podłodze leżał wilgotny dywan z wypalonymi dziurami”. Dodatkowo krzesła były pokryte pleśnią, a z popielniczek wysypywały się niedopałki papierosów (Horwitz T., Błękitne przestrzenie, Warszawa 2005, s. 341-342).

* Artykuł ten został opublikowany w nr 41 „Najwyższego CZASu!” z 2005 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24